czwartek, 24 kwietnia 2014

Radość Pisania?


Jest więc taki świat,
nad którym los sprawuję niezależny?
Czas, który wiążę łańcuchami znaków?
Istnienie na mój rozkaz nieustanne?

Radość pisania.
Możność utrwalania.
Zemsta ręki śmiertelnej.

Radość Pisania, W. Szymborska

Pisanie... Wymyślanie... Marzenie... Pozornie może przy osobne słowa, łączące się jednak w wyjątkowo oczywisty sposób. Gdy byłam mała zawsze wymyślałam, mój umysł często uciekał do krain i miejsc, które widziałam na żywo, w filmie, o których tylko słyszałam, o których czytała mi mama... Nie zmieniło się to za bardzo od tamtego czasu wprawdzie, jednak odkąd odkryłam magię pisania (gdzie, tak na marginesie, na początku uczyć się ani pisać, ani czytać nie chciałam, uznając to za nudne) i poczułam, jak łatwo można wyrażać siebie za pomocom słów towarzyszy mi ona od lat. Pisząc, mogę oczyścić głowę ze zbędnych myśli, mogę innym pokazać to, co tworzy się w mojej głowie, mogę być bogiem, który tworzy, zabija, zsyła klęski, czy jest nadzwyczaj miłosierny.. oj tak, pisząc mogę wszystko. A jeśli nie wszystko... to cóż, wiele, bardzo, bardzo wiele.
Problem polega na tym, że choć pisać uwielbiam, piszę stosunkowo długo - jestem perfekcjonistką, każda linijka musi być idealna, musi mnie satysfakcjonować, inaczej uważam cały tekst za kompletną klapę. Jeden tekst na ok. dwa tysiące słów potrafię pisać nawet około roku. Bo ma być idealnie. Bo ma satysfakcjonować przede wszystkim mnie, nie ludzi wokół, czyż jest inaczej? Dlatego... nie powiem, trochę boli mnie, gdy widzę, jak ludzie publikują na blogach rozdział za rozdziałem, jak wysyłają prace na konkurs, mimo, że ja nie jestem w stanie zdążyć napisać tekstu na czas, jak są za to chwaleni... Mimo, że ich teksty zwykle mają masę wad, są często bardzo niedopracowane - zarówno pod względem fabularny, stylistycznym jak i językowym.
Ale... ale nie mogę zachowywać się jak dziecko... Zazdrość o taką bzdurę? Toż to tak nieprofesjonalne... Nie mówię o tym głośno, żałuje tylko tego, w jaki sposób pisze, jak często nie mogę otworzyć worda, bo nie wiem, co mam teraz napisać, by było dobrze, po nie potrawie wejść znów w "ciąg", podczas którego stworze coś niezwykłego.
Mam tylko nadzieję, że kiedyś uda mi się tą satysfakcjonującą mnie w pełni powieść wydać, co marzy mi się już od lat, pokazać ją światu...  I kto wie, może nawet zebrać trochę pochlebnych opinii innych? Bo choć fakt, przede wszystkim w pisaniu liczy się dla mnie moja własna satysfakcja to miłe słowa na pewno do pracy motywują. Krytyka, i owszem, również na swój sposób jest budująca, również motywuje... ale na pewno nie w tak cukierkowy sposób.
Wiecie co? Zrobię to. Wydam książkę. Za dziesięć, czy dwadzieścia lat. Całkiem sama, czy z pomocą bliskich, wydawnictw, całej ekipy ludzi, która będzie przy tym siedzieć. Bez różnicy. Chcę żyć, podróżując, robiąc zdjęcia i pisząc. Nie obchodzi mnie, że marzenie dość irracjonalne i ryzykowne. Zrobię to i osiągnę sukces - nie ważne, czy będzie duży, czy mały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony