poniedziałek, 5 maja 2014

Możliwości

Może to tylko stereotyp, może większość z Was się z tym nie zgodzi, ale my, Polacy, uwielbiamy narzekać. Nie podoba nam się rząd, nie podobają nam się płace, podatki, stan dróg, prawo, politycy.. Mówi się, że na zachodzie jest lepiej, bo tam są możliwości, których u nas nie ma, których nam, Polakom brakuje, a które powinno nam zapewnić państwo. Nie mam zamiaru tego negować, ani jakoś szczególnie popierać - fakt, faktem, że narzekać mogłabym dużo na wiele rzeczy, ale nie mam pojęcia o mechanice państwa, o polityce, ekonomii, prawie... więc lepiej, bym się swoim zdaniem na ten temat tu nie dzieliła, przynajmniej, dopóki nie zdobędę większej wiedzy na te tematy (a to raczej zbyt szybko nie zastąpi, bo szczerze mówiąc, wcale się do tego nie pale, więc i wyszukiwać informacji "na siłę" też nie będę).
Chciałabym jednak poruszyć nieco inny temat. Temat dotyczący właśnie tych możliwości. Jak często narzekamy, że nie możemy tego, czy tamtego? Bo pieniądze, bo czas, bo nasze własne słabości, bo państwo? Wydaje mi się, że często, może nawet za często, przynajmniej w moim przypadku. Tylko.... tylko ludzie, kiedy robimy coś, by te możliwości zdobyć? Jasne, można marudzić, że na zachodzie jest lepiej, że trzeba rewolucji ekonomicznej, politycznej, czy jakiejśtam innej... najlepiej z pilotem w ręce, przed TV, albo wypowiadając się (często niezbyt kulturalnie) na wszelakiego rodzaju stronach internetowych. Marudzimy, narzekamy... i zupełnie nic z tym nie robimy. 
Nie chodzi mi nawet o "duże rzeczy". Wiecie, praca, zarobki i takie tam. Ale.. drobnostki. Drobnostki, których nam brakuje, które chcemy mieć... 
A szczerze mówiąc, ilu z nas ruszyło tyłek i poszło walczyć o właśnie te rzeczy? Próbowało znaleźć inne sposoby, by je zdobyć, zamiast tylko marudzić? Tak, tak, te sprawy, gdy ktoś próbuje coś zdobyć są często nagłaśniane, na dodatek każdy z nas chyba zna co najmniej jednego wariata, który po to by realizować jakiś swój wyznaczony cel szedł po trupach do celu... ale ile jest takich osób? Przynajmniej mi wydaje się, że jest to mniejszość, zdecydowana mniejszość. Bo łatwiej narzekać, niż coś zmienić. 
Ok, mam 17 lat, nie znam się na wielu rzeczach, nie doświadczyłam zbyt wiele, na wiele rzeczy jestem zaślepiona... ale wiecie co? Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że czasem wcale nie trzeba dużo, by zdobyć to, czego nam brakuje. Wystarczy ruszyć się z domu, może trochę pomyśleć i zacząć coś robić. Działać. Choćby dołączyć do jakiejś organizacji, której plan, czy tematyka nam odpowiada. Mamy więcej możliwości? Mamy! Zdobywać znajomości, wiedzę i doświadczenie, to też wachlarz możliwości nam powiększa. Trochę wytrwałości, cierpliwości i każdy cel będzie nasz, a nawet, jeśli nie uda nam się do niego dojść, i choć może nieźle się przy tym wkurzymy... będziemy mieć świadomość, że próbowaliśmy. I tak, wtedy można dać sobie pełne prawo do takiego pełnego narzekania. A nie, robić to, hejtując tylko cały świat. 
Możliwości... można je zdobyć na tyle sposobów. Często nawet nie ruszając się z domu: przecież mamy internet, mamy telefony, pocztę... tylko trzeba trochę ruszyć głową i te możliwości znaleźć. Szkoda tylko, że niektórzy nie potrafią się zmusić czasem nawet do tego... I nie, nie jestem wcale wyjątkiem. Narzekam, marudzę, prawie nic nie robiąc... ale, no właśnie, prawie nic. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony