niedziela, 17 maja 2015

Ucieczki

Wczorajszego dnia, z racji wolnego, w końcu wyszłam na spacer. Chciałabym wychodzić częściej, jednak po szkole do domu wracam dość późno i zwykle coś po południu się dzieje... i po prostu nie jest to możliwe.W każdym razie, ostatnio moje spacery łączę z bieganiem, i rzecz jasna, biorę na niego jednego z moich psów. Wczoraj poszła ze mną moja owczarzyca, Yorra, która... omal nie przyprawiła mnie o zawał.
Zazwyczaj spuszczam ją ze smyczy dopiero, gdy dochodzimy do lasu - tak na wszelki wypadek, aby ktoś na ścieżce się jej nie przestraszył, bo to jednak malutki pies nie jest. Zwykle pierwsze co odbiega kawałek ode mnie, czasem na moment wpada w krzaki, aby po chwilę wrócić. Tym razem nie było inaczej, tyle że... nie wróciła tak szybko jak powinna! Wołałam. Pies nie przychodził. Zeszłam na ścieżkę, na której mogłaby się znaleźć, gdyby poszła tam, gdzie wydawało mi się, że jest... psa nie ma. Wróciłam do poprzedniego miejsca.. nie widzę jej. Zaczynam się poważnie niepokoić - poleciała za sarną? Może. Zdarzyło jej się już kiedyś... a to nie jest zbyt bezpieczne... Znów się cofam, wołam. I, na szczęście, słyszę, jak pies leci za mną, z wywalonym językiem. Pierwsze co, położyła się na chwilę.
Zachowywała się już dobrze, dlatego nie zapinałam jej. Szła obok mnie, jak zwykle. Pod koniec jednak, gdy już miałyśmy się wracać do domu, zauważyłam, że coś się rusza w krzakach pod drzewami. Sarna? Jest ich u nas sporo, sama widuje nie raz. Już chciałam wołać psa, gdy zauważyłam, że nie tylko ja to ruszające się coś widzę. Yorra oczywiście pognała za tym owym czymś, zwierzę wpadło do lasu, ona za nim. Było jednak znacznie mądrzejsze od mojego owczarka, bo zamiast pognać prosto przed siebie, skręciło i wybiegło na skręcającą w prawo drogę. Zając. Oj, kicał szybko! Mój pies stracił zwierzaka z oczu, zaczęła więc szukać po tropie i krążyć z nosem przy ziemi, idąc, jakby nie było, w dobrą stronę... Wołałam i powoli szłam w jej stronę, ale ta, skupiona na węszeniu, jakby mnie nie zauważała. Dopiero, gdy wyciągnęłam jej ulubioną zabawkę, piłkę na sznurku, pies ją zauważył i raczył przyjść do pani, jakby chwaląc się, co przed chwilą widział...
Eh, chyba nie mogę wychodzić na spacer z tym psem bez przygód: bo albo próbują nas pogonić krowy, albo łapie nas deszcz (już kilkukrotnie spotkała nas niezła ulewa), albo pies uznaje, że ma nastrój na uciekanie...
Jakby tego było mało, reszta stada zrobiła sobie dziurę pod płotem... i przedostała się do kur sąsiada. Na szczęście, żadne zwierzę szczególnie nie uciekało. No, może kokoszki się zdyszały i zestresowały... bo wataha miała bez wątpienia niezły ubaw...

2 komentarze:

  1. Psy to jednak mądre zwierzęta. Często budzi się w nich instynkt łowiecki. W przypadku mojego psa szczególnie na koty bo żaden nie ma prawa przejść przez podwórko bez gonienia.

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, u mnie to nawet raz jeden stracił życie i znalazł się pod drzwiami... Dziecko uznało, że będę z niej dumna :c

      Usuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony