Ten wpis został odświeżony i przeniesiony na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/10/31/banished-recenzja/
▼
poniedziałek, 31 października 2016
piątek, 28 października 2016
Planeta wygnania: Miłość międzyrasowa w czasach wojnyI
Ten wpis został przeniesiony tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/2016/10/28/planeta-wygnania-recenzja/
wtorek, 25 października 2016
Czytanie to coś wielkiego
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Czytanie rozwija wyobraźnie. Sprawia, że stajemy się lepszymi ludźmi, dlatego lepiej czytać cokolwiek, niż nie czytać wcale. Poza tym należy ludzi do tego zachęcać, by mogli się rozwijać, prawda?
Tak się zwykle argumentuje czytanie. Mówi się o tym, jakie jest wielkie, cudowne, wspaniałe i pozytywne. Sama z resztą do całkiem niedawna tak mówiłam... a potem się zastanowiłam, zmieniając zdanie o 180*.
Książka na swój sposób rozwija - jasne, że tak. Wszystko co nas otacza nas rozwija i sprawia, że wiemy więcej. Ale... granie w gry czy oglądanie filmów wcale nie jest gorsze od tej konkretnej czynności! Wszystko zależy od tego, kto co lubi i kto w jaki sposób to robi.
Jak wiedzie, raczej nie lubię młodzieżówek i nie polecam ich. Już kilkukrotnie mówiąc o tym usłyszałam, że hej, ale chyba lepiej, by ci ludzie czytali cokolwiek, niż by nie czytali nic. I tak są o krok w przód przed resztą społeczeństwa, prawda?
Nie. Nie prawda.
Jeśli czytamy tylko i wyłącznie jeden rodzaj książek, jeśli oglądamy tylko jeden rodzaj filmów, albo jeśli gramy tylko w jeden rodzaj niewymagających gier - to przepraszam, nie jesteśmy o jeden krok przed kimkolwiek. Jesteśmy na dokładnie tym samym poziomie co większość :) Rodzaj rozrywki w tym przypadku nie ma większego znaczenia, bo... jest tylko rozrywką, która w gruncie rzeczy praktycznie niczego nowego nas nie uczy.
Kiedy więc kultura - w jakiejkolwiek formie - nas rozwija? Dopiero, gdy nie czerpiemy tylko z jej powierzchownej warstwy. Gdy interesując się nią, zmuszamy się do myślenia, a nie czytamy kolejną bardzo podobna do siebie lekturę nie ruszając umysłem.
Jeśli miałabym wybrać rodzaj rozrywki, która rozwija najbardziej wybrałabym gry, nie książki. Wiecie dlaczego? Bo każda dobra gra wymaga myślenia. Nie ważne, czy to RPG, gra sportowa czy strategia - biorąc udział w grze musisz myśleć. Jeśli przestajesz - przegrywasz. Przy czytaniu, oglądaniu, lub słuchaniu czegokolwiek możemy po prostu się wyłączyć i nic się nie stanie. Przy grach nie ma takiej możliwości. To chyba jedna z najbardziej wymagających form kulturalnej rozrywki.
Czytanie i oglądanie staje się wartościowe dopiero, gdy poznając dzieła twórców zastanawiamy się co autor miał na myśli, po co i w jaki sposób coś zrobił. Gdy wchodzimy głębiej w tej świat, starając się go zrozumieć i pojąć, tworząc z czytania, albo oglądania swoistą zagadkę dla naszego umysłu. Dopiero wtedy kultura naprawdę nas rozwija. Samo tępe wpatrywanie się w kartkę, lub ekran naprawdę nic poza czystą rozrywką nie daje. A przynajmniej nie na tyle, by robić z samego faktu czytania wielki wyczyn.
Także jeśli myślisz, że czytając jesteś wielki - przemyśl to jeszcze raz. Jeśli robisz to tylko dla rozrywki nie jesteś wcale lepszy od tych, którzy nagminnie oglądają seriale, przysypiając przy tym. A jeśli lubisz literaturę i kochasz zagłębiać się w jej świat choć wiesz więcej od poprzedniej grupy to fanów filmu również wcale nie przerastasz. Po prostu lubicie inne rzeczy, macie inne hobby... ale czy to jest powód do dumy? Nie wydaje mi się. Tak po prostu jest, to Cię kręci i fajnie. Nie ma się jednak po co nad tym rozpuszczać i panoszyć się, bo Ty wiesz, czym jest 50 twarzy Greya, a Twój znajomy nie, mimo, że jest w stanie podać Ci nazwiska wszystkich twórców muzycznych od lat 50. włącznie.
sobota, 22 października 2016
Struktura: Pierwsza taka powieść
Recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/10/22/struktura-recenzja/
czwartek, 20 października 2016
Moja kolorowa kolekcja cz. II
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Konturowanie
To, co widzicie powyżej to wszystko, co posiadam do konturowania twarzy. Co jest czym i jak się sprawuje? Już mówię i wyjaśniam ;D
- Wibo Secret Duo Color - kupiłam ten zestaw szukając bronzera dla siebie. Niestety, produkt okazał się kompletną wtopą. Rozświetlasz w opakowaniu nie wygląda źle, ale uważam, że na skórze nie wygląda najlepiej, zaś bronzer... cóż, go nawet nie mam ochoty komentować. Nie dość, że ma słabą pigmentacje to na dodatek ma zbyt ciepły, nieprzyjemny odcień.
- Kobo Professional Face Sculping Palette - mój strzał w dziesiątkę. Wprawdzie paletka jest trochę mała, przez co czasem łatwo zanurzyć pędzel w złym kolorze, ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza. Bronzery są bardzo przyjemne, całkiem dobrze napigmentowane. Puder rozjaśniający rzeczywiście rozjaśnia, zaś odcień matowego różu po prostu mi odpowiada. Naprawdę więcej nie potrzebuje :)
- Wibo Daimond Illuminator - uwielbiam ten rozświetlacz i na tą chwilę nie potrzebuje żadnego innego :) Nie był drogi, a ma ładny odcień i daje bardzo ładny blask. Z trwałością też nie ma raczej problemów. Mogę go spokojnie polecić.
- Wibo Smooth'nWear Blusher nr 5 - róż jest dobrze napigmentowany i po prostu go lubię, niestety ostatnio przestał mi odpowiadać jego kolor, przez co rzadko go używam. Niemniej, jestem zadowolona z posiadania go i mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła sprawdzić inne róże z tej linii :)
Pudry
Przez moje ręce przeszło już kilka opakowań pudrów, jednak obecnie mam w swojej kosmetyczce dwa z których jestem zadowolona. No OK, nie tak w pełni - jeszcze chyba nie trafiłam na puder idealny, który matowiłby moją twarz na cały dzień (puder ryżowy też testowałam).
- Paese puder sypki transparenty - dobry puder, który dobrze matuje, jednak mam wrażenie, że nie jest do końca transparenty. W każdym razie jest bardzo wydajny. Niestety, mój egzemplarz zaczął się nieco psuć: już kilkukrotnie podczas wysypywania pudru na wieczko wysypywałam nie odrobinkę, a cały produkt, co po prostu nieco mnie irytuje.
- Kobo Proffesional Matt Powder - prasowany puder w ładnym opakowaniu z dobrej jakości lusterkiem. Nie daje pełnego matu, ale jest po prostu przyjemny w użytkowaniu. Jeśli macie skórę suchą, albo normalną myślę, że możecie go spokojnie przetestować.
Podkład, korektory i bazy
Nie ma tego dużo, dlatego pozwólcie, że omówię wszystko za jednym zamachem :)
- Golden Rose BB Cream - lekki, wyrównujący kolor skóry krem. Po prostu go lubię: nie potrzebuje bardzo mocnego krycia i to jest dla mnie wystarczające. Niestety, o ile kolor 1 był dla mnie dobry, tak 2 nawet na wakacje okazała się dla mnie trochę za ciemna... W każdym razie produkt jest przyjemny i godny polecenia.
- Essence I love stage Eyeshadow Base - baza pod cienie do powiek, która po prostu działa. Na moich powiekach niestety nic nie utrzyma cieni przez cały dzień, ale ta bądź co bądź się u mnie po prostu w miarę sprawdza. Nie jest droga, działa i wyrównuje koloryt powieki - polecam, jeśli szukacie czegoś takiego.
- Bell HYPOAllergenic Liquid Eye Concealer - bardzo przeciętny produkt. Niby jakoś działa pod tymi oczami, ale nie ma szczególnie dużego krycia. Raczej go więcej nie kupię, choć mi to bardzo nie przeszkadzało - nie mam za dużych cieni :)
- Kobo Perfect Cover Stick - bardzo fajny korektor z całkiem znośnym kryciem. Lubię go i używam z przyjemnością.
- Paese Kamuflaż w Kremie - nie zauważyłam, by miał jakieś wyjątkowe krycie, ale też szczególnie go nie używałam: jest dla mnie nieco za ciemny i jeśli go używam to tylko do konturowania na mokro, czego nie robię zbyt często.
Mascary, kredki i takie tam
Na zdjęciu mały misz-masz rzeczy, których nie chciałam o prostu pokazywać osobno ;) Już tłumaczę co jest czym.
- Cien Mascara Volume - jeszcze nie otwarta :) Na razie czeka na swoją kolej.
- Ace of Face Eyeryle no 1 - co tu dużo mówić: świetna mascara. Daje ładny kolor, nieźle rozdziela rzęsy, wydłuża je, ale nie jakoś spektakularnie, dobrze nadając się do codziennego użytku. Po prostu ją lubię :)
- Paese Automatic Eyeliner 453 - jestem głupia, wiecie? Używałam tego jako... kredki do brwi, gdy jest to po prostu eyeliner. Dlatego szczerze mówiąc niewiele o tym produkcie mogę powiedzieć... Cóż, wtopa absolutnie w moim stylu.
- Maybelline kredka do brwi dark brown - dobry produkt do wypełniania brwi. Niestety, strona z pudrem u mnie już nie działa (zepsułam zakrętkę), jednak kredka jest cały czas dobra i fajnie mi się sprawdza. Zdecydowanie kupiłabym ją raz jeszcze, choć w jaśniejszym kolorze.
- Inglot Precision Eyeliner nr 41 - brązowa kredka, miękka i trwała. Niestety, mam wrażenie że jakość drewna z którego została wykonana zostawia wiele do życzenia.
- Inglot Kohil Pencil nr 05 - bardzo miękka, bardzo łamliwa i mam wrażenie, że niezbyt trwała, przynajmniej nie na linii wodnej. Bardzo trudno się ją ostrzy i... mam wrażenie, że więcej po nią po prostu nie sięgnę...
- Nyx Jumbo Eye Pencil Milk - daje radę jako baza, zwłaszcza pod ciemniejszy makijaż, choć nie widzę różnicy między tą kredką, a bazą z Essence. Niemniej, świetnie nadaje się jeśli chcemy wykonać różne charakteryzacje: uważam, że to taka baza, jeśli chcemy zaszaleć.
- Eveline Liquid Precision Liner 2000 Procent - mój jedyny eyeliner, którego właściwie nie używam. Jest bardzo trwały i nie mam nic przeciwko niemu, tylko po prostu mam za małą powiekę, by dobrze na mnie wyglądał.
Usta
Wszystkie moje produkty do ust. Jak widać -wszystkie kolorowe są z Golden Rose, bo... tak po prostu wyszło :D Już mówię co jest czym.
- Nivea Pure & Natural milk & honey - miałam już inne pomadki ochronne z tej serii, ale to jest zdecydowanie mój ulubieniec. Nakłada się na usta dosłownie jak miód z mlekiem i jest po prostu niezwykle przyjemna w użytkowaniu.
- Lippen Pflege, Sun SPF 20 - kupiłam ją na lato przez obecny w niej filtr, ale zakupu zdecydowanie bym nie powtórzyła. Jest bardzo tępa, twarda i nieprzyjemna.
- Golden Rose Matte Crayon Lipstick 06 i 07 - kolor 06 to klasyczna czerwień, 07 zaś to czerwień wpadająca z róż/malinę. Obydwie są bardzo intensywne i obydwie bardzo lubię, z tym, że numeru 07 używam w słabszym kryciu. Tak mi się po prostu bardziej podoba :)
- Golden Rose Velvet Matte Lipstick 02 i 03 - numer 02 uwielbiam. Pomadka jest trwała, bardzo przyjemna i o idealnym dla mnie kolorze. Niestety, z 03 jest zdecydowanie gorzej. Mam wrażenie, że źle się rozprowadza, poza tym w ogóle nie pasuje do mojego typu urody.
- Golden Rose Dream Lip Liner nr 517 - używam jej do pomadki o nr 06 i po prostu... działa :) Dobra, tania konturówka, nic dodać, nic ująć.
Jej, przebrnęliśmy przez wszystko! Jak Wam się podobały te posty? Macie jakieś z tych rzeczy u siebie w domu? Co o nich sądzicie?
poniedziałek, 17 października 2016
Triduum SI: Ex Machina (2015)
Ta recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/10/17/ex-machina-2015-recenzja/
niedziela, 16 października 2016
Tridiuum SI: Transcendencja (2014)
Ten post został zarchiwizowany na Fantastyce Codziennej. Przeczytasz go tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/2016/10/16/transcendencja-2014-recenzja/
sobota, 15 października 2016
Triduum SI: Chappie (2015)
Recenzja została przeniesiona i zarchiwizowana na Fantastyce Codziennej: https://fantastykacodzienna.pl/2016/10/15/chappie-2015-recenzja/
środa, 12 października 2016
niedziela, 9 października 2016
Tworzenie recenzji - jak to u mnie wygląda?
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Hej :) Dzisiejszy post może Was choć trochę zainteresuje, bo mam zamiar podzielić się z Wami tym, jak wygląda u mnie samo pisanie recenzji, ich publikacja etc., także nie przedłużając - zapraszam!
![]() |
| źródło |
Hej :) Dzisiejszy post może Was choć trochę zainteresuje, bo mam zamiar podzielić się z Wami tym, jak wygląda u mnie samo pisanie recenzji, ich publikacja etc., także nie przedłużając - zapraszam!
Przygotowanie
Chcąc nie chcąc do recenzji muszę się choć trochę przygotować i nie mówię tu o przeczytaniu książki. Chodzi mi raczej o kwestie... techniczne, które muszę ogarnąć. Przede wszystkim staram się, aby w recenzjach było co najmniej jedno moje zdjęcie okładki, a zrobienie go i obróbka trwa przez chwilę. Nie zawsze ma to miejsce przed napisaniem recenzji, bardzo często już po - po prostu raz na jakiś czas zbieram wszystkie książki do przeczytania i robię im zdjęcia.
Przy okazji dość istotne jest zrobienie metryczki, jednak to zajmuje mi zwykle tylko chwilkę. To akurat zawsze robię przed :)
Być może powinnam pisać w Wordzie, ale... chyba jestem na to ciut za leniwa, dlatego wszystkie moje teksty powstają na samym blogu :) Nie jestem osobą, która kiedykolwiek planowała z dużą dokładnością, co ma napisać, dlatego zwykle recenzje powstają dość spontanicznie. Mam w głowie mniej więcej obraz tekstu, ale nie notuje tego. Po prostu siadam i próbuję ułożyć to w sensowną całość. Pisanie zajmuje mi do 30 minut, zależnie od tego, jak długi jest tekst. Później jest przeze mnie jeszcze raz czytany, całość jest przygotowywana pod względem graficznym i trafia na bloga, lub czeka w kolejce na swoją kolej.
Przy okazji dość istotne jest zrobienie metryczki, jednak to zajmuje mi zwykle tylko chwilkę. To akurat zawsze robię przed :)
Pisanie
![]() |
| źródło |
Publikacja
Post pisany jest na blogu, jednak zwykle recenzja musi chwilę zaczekać, aby tu się pojawiła. Wcześniej jednak publikuje ją praktycznie zawsze w księgarniach (jeśli mają książkę w ofercie), takich jak Tania Książka, Matras, Dobra Książka, czy Platon. Następnie post zwykle pojawia się na blogu, a dopiero na końcu na portalu lubimyczytać.pl.
Skąd taka kolejność? Cóż, księgarnie mają najkrótszą datę ważności - kto wie, czy książka, która dziś na niej jest jutro nie zniknie z półki? A tak, publikując ją tam mam szansę kogoś zachęcić, lub zniechęcić do zakupu :) A portal lubimyczytać.pl jest ogólnodostępny, Wy macie do niego wgląd.... i po prostu nie chciałabym, byście czytali coś tam, nim wpadniecie na bloga :D
Cóż, to tyle miałam dziś dla Was! Post nie jest zbyt długi, ale czasem i takie muszą się pojawić, prawda? Na koniec, jestem ciekawa - jak Wy piszcie posty i jak u Was to wygląda?
czwartek, 6 października 2016
Moja kolorowa kolekcja! cz. I
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Hej :) Dzisiejszy post będzie zdecydowanie inny niż wszystkie, które były do tej pory. Czemu? Bo pokaże Wam w nim moją aktualną kolekcje kosmetyków do makijażu. No, przynajmniej jej część. Wiem, że większość czytających mnie osób to dziewczyny, także liczę, że przynajmniej część z Was się tym zainteresuje. Piszę ten post głównie po to, by po prostu powiedzieć Wam co się u mnie sprawdza, a co nie - może akurat podpatrzycie tutaj coś dla siebie :) Od razu mówię, że jest to pierwszy post z kilku - bo dziś zaprezentuje Wam tylko pędzle oraz cienie do powiek. W przyszłości pokaże Wam kolejną część mojej kolekcji oraz wyjaśnię moje podejście do makijażu samego w sobie.
Oczywiście, nie jestem profesjonalistką, także traktujcie moje opinie z przymrożeniem oka.
Co istotne przy recenzji kosmetyków, to mój typ skóry. Moja twarz ma raczej skłonności do przetłuszczania się i do wyprysków, przy okazji mam bardzo trudną powiekę (opadającą i tłustą), przez co mam problem z doborem jakichkolwiek cieni. No, skoro to sobie już wyjaśniłyśmy, idźmy po kolei! Mam nadzieję, że Was nie zanudzę.
Pędzle
Zestaw 9 pędzli z Sunshade Minerals
Kupiłam ten zestaw chcąc mieć bazę pędzli, by móc na czymkolwiek pracować z myślą, że powoli będę dokupywać kolejne. I co tu dużo kryć - to nie są pędzle najlepszej jakości, ale... masakry też nie ma, da się z nimi coś zrobić. Najbardziej lubię pędzel-kuleczkę do blendowania cieni. Nie mam też nic do zarzucenia pędzelkowi do ust oraz szczoteczce do brwi, ale poza tym... jest bardzo średnio. Pędzel do pudru ma trochę za twarde włosie, a podczas mycia kojarzy mi się z pędzlem do golenia, pędzle do oczu są niezbyt dokładnie wykonane, a skośny pędzel do brwi/kreski jest trochę twardy. Pędzel do różu/bronzera daje radę, ale chyba to nie jest mój ulubiony kształt pędzla. Polecam na początek, jeśli nie macie za dużej ilości funduszy, ale jeśli już macie jakieś inne pędzle lepiej odłóżcie na lepszy komplet.
Pędzle z Elite + losowa pacynka
Pędzle Elite - czyli te, które możecie kupić w Rossmannie - to moje najstarsze pędzelki i bądź co bądź, są całkiem OK. Pędzel do pudru może nieco się rozczapierza, ale jest wystarczająco miękki. Pędzel do różu/bronzera trzyma się bardzo dobrze swojego kształtu, choć jak pisałam już wyżej, nie jestem wielką fanką akurat takich pędzli. Używam go, ale nie do końca mi pasuje ;) Jak widzicie obydwa nie mają już ozdobnych koralików, ale pędzla mają prawie 2 lata, także nie dziwię się, że ozdóbki się odkleiły.
Sama pacynka po prostu była przy jakiś cieniach. Używam jej tylko do nakładania czegoś w wewnętrzny kącik i... w tym jest całkiem dobra.
Pędzle z Hakuro: H13 i H69
H13 to mój najnowszy nabytek i... uwielbiam go za wszystko. Jest miękki i ma doskonały kształt do konturowania, czego mi w kolekcji brakowało. Używam go też czasem do rozświetlacza ;) H69 służy mi znacznie dłużej (bo ponad rok) i jak na razie świetnie sprawdza się do modelowania oka: nakładam nim zwykle najpierw bazowy cień, a potem ciemniejszy cień w załamanie powieki. Działa, dobrze się trzyma i nie mam po co na niego narzekać.
Puszek do pudru z Inglota oraz gąbeczka For Your Beauty
Puszek jest po prostu dobry jakościowo i nie mam co na niego narzekać. Sama zaś gąbeczka... cóż, używam jej czasem do podkładu, jeśli nie mam ochoty brudzić sobie palców, ale nie do końca podoba mi się wykończenie, jakie zostawia. Poza tym wchłania sporo produktu. Jest tania, także jeśli ktoś chce można sobie w Rossmannie kupić cały komplet, poza tym dobrze sprawdzi się do np. malowania twarzy dzieciom, niemniej, nie jest to strzał w 10.
Cienie do powiek
Paletki z Make up Revolution - Iconic 3 oraz Mermaids vs unicorns
Te dwie sztuki to moje dwie pierwsze duże paletki. Kupiłam je po to, by sprawdzić, czy w ogóle będę ich używać. Prędko okazało się, że Iconic 3 używam codziennie i przez dłuższy czas ją uwielbiałam, zaś Mermaids vs unicorns po prostu sprawiała mi radochę. Nie używam jej często, ale... po prostu lubię mieć coś tak kolorowego w szafie. Nie będę jednak ukrywać, że pigmentacja jest dość średnia, a przy mojej trudnej powiece często wchodzą mi w załamania, aczkolwiek... jako paletki w tak niskich cenach są naprawdę OK.
Jak część z Was wie, Iconic 3 to zamiennik Naked 3. Czy mając przez ponad rok zamiennik zdecydowałabym się na oryginał? Nie. Choć ta paletka sprawdziła mi się całkiem nieźle to z połowy cieni po prostu nie korzystałam, a obecnie kolory wydają mi się dość mdłe i nijakie.
The Balm - Nude Dude
Ta paletka to moja nowa miłość. Uwielbiam pracować z tymi cieniami, kocham ich pigmentacje i uwielbiam jej opakowanie. Jest warta każdej złotówki, którą na nią poszła :) Nie miałam jeszcze u siebie ceni tak wysokiej jakości. Niestety, i te cienie nie utrzymują się na mojej powiece przez cały dzień, nie zmienia to jednak faktu, że trzymają się znacznie dłużej niż cienie z Make up Revolution.
Różne cienie
Moje pojedyncze cienie i jedna mała paletka :) Jako, że są naprawdę różne, pozwólcie, że ocenie je po kolei, od myślników.
- Kobo Professional Fashion Eyeshadow nr 201 - mój strzał w dziesiatkę. Trzyma się prawie tak długo, jak cienie z The Balm i jest baardzo przyjemny w dotyku. Używam go albo na całej powiece, albo do rozjaśniania kąciku oka.
- Pierre Rene Professional no 40 nude - używany tylko jako baza do blendowania, albo na całą powiekę, by wyrównać jej koloryt. Wydaje się być OK, nie zauważyłam różnicy między nim, a beżowym cieniem z Iconic 3, aczkolwiek jako że na mojej powiece jest niewidoczny trudno mi powiedzieć coś wiecej.
- Pierre Rene Professional no 130 white metallic - miał mi służyć do rozjaśniania kącika i... niby się w tym sprawdza. Niestety, odstaje jakością od innych cieni, często np. nieładnie odklejając się od reszty. Reszta oka dalej się trzyma, a z nim coś jest już nie tak. Nie polecam.
- Smart girls get more eyeshadow no 105 - kupiony na próbę, okazał się być totalną porażką. Wygląda i zachowuje się jak cień dla dziewczynek, taki zabawkowy. Pigmentacja bardzo słaba, na mojej powiece jest praktycznie niewidoczny.
- Bell 4 matt eyeshadow - matowe cienie, z którymi niestety praktycznie nie pracowałam. Ich pigmentacja nie jest zła, ale po prostu nie mam pojęcia, kiedy mam ich użyć ;) Boje się zwłaszcza fioletów, po bo nich moje oko wygląda, jakby było podbite.
Paese Kashmir cienie do powiek odcień 669
Ten cień jest osobno, bo zapomniałam o nim przy robieniu zdjęć ;) To cień, któremu chciałabym dać jeszcze szanse, ale jak na razie na moim oku wyglądał masakrycznie, zmieniając się w jedną, wielką plamę. Jeszcze go wypróbuje, ale... chyba się nie polubimy.
No, i to byłoby tyle na dziś :) Post i tak wyżedł nieco przydługi. Mam jednak nadzieję, że w czymś Wam pomógł, a przynajmniej Was czymś zaciekawił, czy zainteresował. Wiem, że nijak ma się do dotychczasowej tematyki bloga, ale... naprawdę, po prostu chce się tym z Wami podzielić.
















