piątek, 30 grudnia 2016

Ta recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/30/atlas-zbuntowany-recenzja/

sobota, 24 grudnia 2016

Czas przebaczeń

Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Wigilia. Piękny czas spędzany z rodziną. Bliskość innych, ciepło bijące z każdego zakamarka świata, z wielkimi centrami handlowymi w roli głównej. Ciekawe, ile ciepła w sumie dawałyby te neony, gdyby zliczyć je wszystkie?
Mogłabym życzyć Wam wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku – tylko po co? :) W końcu te puste słowa powtarzane są teraz niemal wszędzie, a nie sądzę, by grupowe życzenia kierowane w eter miały jakiś większy sens. Za to mam dziś do Was małe przemyślenie spowodowane jakby nie było właśnie aktualnym czasem.
Podobno Wigilia to czas by się godzić i przepraszać. I jasne, jeśli ktoś nie potrafi przyznać się do błędu przez cały rok, a ten jeden dzień jest dla niego motywacją, by to zrobić to nie mam nic przeciwko. Lepiej późno niż wcale. Niemniej, choć to właśnie o przepraszaniu ma być ten post to jednak o nieco innym rodzaju przeprosin. Bo te szczere i głębokie za błędy, które popełniliśmy często są jak najbardziej potrzebne dla odratowania, czy poprawy wspólnych relacji z bliskimi. O jaki typ przeprosin mi chodzi? Już przechodzę do sedna.
Taki typ przeprosin występuje zwykle w przypadku ludzi, których dopiero co poznałam. Których znam z imienia, może wiem o kilku rzeczach z ich życia, niemniej nie łączy nas nic więcej. I pojawia się nadzwyczaj często. Kiedy? A no wtedy, gdy muszę coś z tą osobą zrobić, lub ta osoba potrzebuje jakiejś pomocy z mojej strony. Dodatkowo praktycznie zawsze dotyczy to osób o niskiej samoocenie.
Przykładowo, ktoś pyta mnie o zadanie na ćwiczenia. Odpowiadam mu i zamiast słyszeć po prostu ok, dzięki to słyszę dziękuję, przepraszam, że przeszkodziłem/am.
Mamy zrobić coś w grupie. Odwalam swoją robotę – bo po prostu musimy to zrobić i tyle. I znów dostaje za to podziękowanie w którym wyraźnie czuć lęk i chęć przeprosin, bo OMG, Ty się tak napracowałaś!
Boże, ludzie błagam! Wiecie, jak irytujące jest takie zachowanie?
Jeśli zaliczacie się do grupy ludzi, którzy tak robią to daje wam dobrą, bożonarodzeniową radę – natychmiast przestańcie.
To, że ktoś Wam odpisze na Facebooku na proste pytanie, albo pomoże Wam w czymś drobnym nie oznacza, że macie od razu czuć się winni i przepraszać owego człowieka. Wystarczy zwykłe, szczere podziękowanie, ni mniej, ni więcej. Jeśli ten ktoś uzna, że Wasze pytanie lub prośba przerasta jego możliwości, albo nie ma czasu, lub ochoty na kontakt z Wami po prostu Wam to powie, lub Was zmyje i tyle. Skoro pomógł to zrobił to z własnej i nieprzymuszonej woli. W końcu prośbę zawsze można odrzucić, a na pytanie nie odpowiedzieć.
A co z ludźmi, którzy nam pomagają tylko dlatego, że głupio im powiedzieć nie? Może właśnie należy przepraszać przez takie osoby?
W żadnym razie.
Jeśli ktoś uważa, że przeszkadza mu rozmówca, ale nie potrafi mu tego powiedzieć, bo przecież trzeba być miłym i pomagać innym to wybaczcie – sam sobie robi pod górkę. To jego wolna wola, że spędza z Wami czas w jakiejkolwiek formie i to nie Wasza wina, że się na to godzi. W takiej sytuacji to on jest problemem dla samego siebie, a nie Wy dla niego.

Także Moi Drodzy – pewności siebie w relacjach międzyludzkich. Naprawdę, przepraszanie za wszystko to okropny nawyk. Oduczcie się tego, a będzie po prostu żyło się Wam lepiej.

czwartek, 22 grudnia 2016

Po królewsku na plaży

Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Uwielbiam królewny, wiecie? Morze też jest niczego sobie. Nigdy jednak, nie przyszłoby mi do głowy, że w grudniu uda mi się wyciągnąć na zdjęcia przedstawicielkę królewskiego rodu  na plażę, w czasie której poza staniem na plaży odbyłoby się i moczenie nóg, i czołganie się w błocie. A jednak... stało się.
Tym razem pozowała mi Marta w stroju  Asseylum Vers Allusi, czyli postaci z anime Aldoah.Zero. Szczerze przyznam, że choć mam tę bajkę w planach to nie miałam z nią bliższej styczności i nie mam pojęcia o czym w gruncie rzeczy jest. Na całe szczęście do focenia cosplay’ów taka wiedza nie jest niezbędna.
Sesja była... co najmniej ciekawa. Wprawdzie w czasie jej trwania nie było zbyt zimno, co pozwoliło nam przetrwać ten czas, ale hej, słona woda oraz błoto to zdecydowanie nie jest rzecz, w której chciałoby się bawić w chwili, gdy z nieba niemal cały czas coś kropi, a większość ludzi chodzi w kurtkach. Na szczęście cosplayer wyzwań się nie boi, a włożenie kaloszy pod suknię też przecież nie jest niewiarygodnie dużym wyzwaniem.
Cóż mam powiedzieć? Jestem dość zadowolona z efektów: w delikatnych, kobiecych klimatach czuję się naprawdę dobrze, a tak wielkiej sukni jeszcze w swoim portfolio do tej pory nie miałam :D
Oczywiście, zapraszam na strony: modelki oraz moją:
·         Magic’s Stuff ·       Whispering Rift











czwartek, 15 grudnia 2016

wtorek, 13 grudnia 2016

Może reportaż radiowy nie jest taki zły?

Spotkasz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/


Jestem wzrokowcem, który łatwo się rozprasza, przez co słuchanie audiobooków to dla mnie droga przez mękę. Lubię muzykę, ale radio nigdy kompletnie mnie nie interesowało. Mogło sobie lecieć w tle, ale czy kiedykolwiek pomyślałabym, że będę miała z nim jakąś bliższą styczność? W życiu! Przynajmniej nie do czasu, w którym postanowiłam studiować dziennikarstwo...
Już na początku moich studiów – czyli w październiku – zostałam zmuszona być na konferencji dotyczącej radia studenckiego. Poza wykładami i prezentacjami, które kompletnie mnie nie interesowały i po prostu nudziły mogłam wybrać także jedne z trzech warsztatów. Wybrałam reportaż artystyczny. Dlaczego? Bo miało słowo artystyczny w nazwie, ot cały powód.
Jedną z prowadzących warsztaty była pani Hanna Wilczyńska-Toczko, która zajęcia poprowadziła poprzez pokazanie nam jednego ze swoich reportaży, a później, na jego bazie mówiła o tym jak taki reportaż się tworzy i jak wyglądało to od podszewki. I wiecie co...? O dziwo, zainteresowała mnie historia, którą stworzyła, co z resztą doprowadziło do powstania tegoż właśnie postu :)
Reportaż, z którym miałam okazje się zapoznać nosi tytuł Malajka i nie jest jakąś nowością - historia, o której opowiada miała miejsce w 2006 roku. Można go odsłuchać w sieci, także jeśli wolicie najpierw coś poznać, a potem dopiero o tym słuchać kliknijcie w link poniżej. Reportaż ma niecałe trzydzieści minut, także to dobry czas by przy nim napić się herbaty, albo coś po prostu zjeść.


Malajka, czyli anioł - tak nazywano Kingę Choszcz, polską podróżniczkę, która razem z Radosławem „Chopinem” Siudą wyruszyła w pięcioletnią podróż dookoła świata. Po powrocie postanowiła sama wyruszyć w podróż dookoła Afryki. Skoro już macie reportaż za sobą, wiecie, że jej historia nie kończy się zbyt radośnie – Malajka umiera w Ganie przez malarię.
Nie mam zamiaru streszczać tu życiorysu tej postaci, bo nie o to w tym poście mi chodzi. Sama w sobie Kinga nie jest typem osoby, który by mnie w jakiś szczególny sposób fascynował. Podobnych historii jest wiele, a jak część z Was dobrze wie nie należę do osób, które by się nad czymś takim rozczulały. Ale...
... ale to, w jaki sposób wypowiadał się o niej Chopin w reportażu już jest czymś, co poruszyć mnie może.
W reportażu mamy dwie, właściwie trzy narracje. Główną – tą Chopina, mamy wstawkę z nagrania rozmowy z Kingą oraz aktorkę, która czyta jej dziennik. Bądź co bądź początkowo uznawałam właśnie ją za najsłabsze ogniwo, bo wyraźnie widać różnice między tym, jak ona czyta dziennik, a tym, jak wypowiadał się narrator. Ostatecznie jednak jakoś do tego przywykłam.
Podejrzewam, że zwróciliście uwagę na to, jak podobnym słownictwem operuje Kinga oraz Chopin. Idealnie się dopełniają i przeplatają, tworząc całość. Tyle, że... tu nie było scenariusza. Nagranie rozmowy z narratorem odbyło się w dniu pogrzebu Kingi, na jednej z Gdańskich ulic. Z tego co mi wiadomo nie miał on pojęcia o istnieniu nagrania z początku reportażu, a już po nim można stwierdzić jak idealnie ta dwójka ludzi się dopełniała. Przy okazji spokój tego człowieka, to, jak jasno się wypowiada mimo śmierci, z którą dopiero co miał do czynienia jest naprawdę niezwykły.

Nie, nie czuje się zakochana w reportażu radiowym. Jestem wzrokowcem i to się nie zmieni. Ale akurat tego dzieła wysłuchałam i sprawiło mi niejaką przyjemność, dlatego postanowiłam się tym z Wami podzielić. Ot, tak po prostu, spontanicznie. Co Wy sądzicie o tym reportażu i o reportażu filmowym ogólnie? Słyszeliście wcześniej o Kindze? A może czytaliście jakąś jej książkę?


niedziela, 11 grudnia 2016

JAK a nie JAKĄ – czyli poradnik kupowania książkowego prezentu

Spotkasz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Książka to wręcz doskonały prezent.  Łatwo ją kupić i zapakować, a nawet, jeśli komuś nie przypadnie do gustu to może ładnie wyglądać na półce. Doskonale wiem, że z racji świąt na blogach pojawia się masa postów polecających konkretne tytuły pod choinkę, ja jednak postanowiłam wziąć sprawę z niego innego punktu widzenia. Na rynku jest masa książek – jak więc wyselekcjonować spośród nich taką, która przypadnie do gustu osobie, której ją wręczymy? Na jakie pozycje zwracać większą, a na jakie – mniejszą uwagę?
Uprzedzam, że większość propozycji w tym poście dotyczy osób, które czytać lubią: w końcu po co wręczać książkę komuś, kto nawet do niej nie zajrzy? ;) I choć temat wpadł mi do głowy z powodu świąt to pamiętajcie, że poniższe punkty sprawdzą się w każdej sytuacji, w której chcecie kupić książkowy prezent.

Kup obdarowywanej osobie jej wymarzoną książkę

Punkt pierwszy, najważniejszy i najprostszy ;) Jeśli osoba, której chcesz kupić książkę ma bardzo konkretny gust, albo po prostu wiesz, co chciałaby przeczytać po prostu nie kombinuj i kup właśnie to. Często zdarza się jednak, że w przypadku klasowych mikołajek, albo innych przypadków, w którym mamy obdarować osobę którą słabo znamy wiemy, że dana osoba lubi czytać... ale nie wiemy co. Ale spokojnie, i takiej osobie możesz kupić książkę idealną. O ile oczywiście będziesz mieć nieco szczęścia oraz nieco się w to zaangażujesz.
W takiej sytuacji dobrze jest albo wysłać kogoś na zwiady, albo samemu podpytać osoby, dla której chcemy kupić książkę. Wdaj się z tą osobą w dyskusje na temat literatury. Na przykład usiądź (niby przypadkiem) obok niej z książką, udaj, że czytasz, a po chwili spróbuj zagadać, komentując trzymaną przez siebie pozycje: żaden mól książkowy nie przegapi okazji, by wypowiedzieć się o swoim guście (oczywiście, pod warunkiem, że nie jest zajęty czymś innym).
Możesz także spróbować zacząć rozmowę o... Lubimy Czytać. Jeśli okaże się, że druga osoba też ma konto, a Ty je poznasz to sprawę także masz załatwioną ;) Wystarczy pogrzebać i sprawdzić, co dana osoba czytała, co chce w prezencie, a co posiada i czego na pewno dostać by nie chciała.

Ładny nie znaczy zły!

Chcesz uniknąć wtopy, jaką byłoby podarowanie osoby książki, którą posiada, albo literatury, która nie jest dla niego? Postaw na pozycje, która będzie przede wszystkim ładna.
Obecnie na rynku mamy ogrom książek, które są biografiami, poradnikami, czy atlasami jakiś krain fantastycznych krain geograficznych i w których główną rolę odgrywają grafiki. Tego typu wydania są zwykle duże i choć swoje kosztują to prezentują się wręcz genialnie, będąc przy tym dobrym prezentem nawet dla osoby, która książek nie lubi.
Sama znam kilka przypadków, gdzie obdarowywana osoba nie lubiła książek, ale dostała prezent tego typu i nagle okazało się, że była nim zachwycona. Bo kto nie lubi porządnie wydrukowanych ładnych zdjęć, albo grafik? A naprawdę na rynku takich pozycji mamy tyle, że łatwo kupić coś związanego z zainteresowaniem drugiej osoby.
Dla mola książkowego to też cudowny prezent. Czemu? Widzicie, wiem to po sobie: jeśli nawet jakaś książka mi się wizualnie podoba, to jeśli ma więcej obrazków, niż tekstu po prostu szkoda mi na nią funduszy. Nie znaczy to, że nie ucieszyłabym się z niej: po prostu lubię czytać tak bardzo, że jeśli książka nie jest zalana treścią to przeczytam ją i odstawię na półkę bardzo szybko. Przy tym takie książki – jak już wspominałam – swoje kosztują. Dlatego choć sama jej nie kupię to z radością na półce bym ją przywitała: osobiście uważam, że jedne z najlepszych prezentów to takie, na które osobie obdarowywanej szkoda pieniędzy, a z drugiej strony sprawią jej przyjemność.



A może jednak klasyk?

Masz obok siebie osobę, która dopiero zaczęła uwielbiać książki, albo wiesz, że po prostu mało co ma na półce? Postaw na klasykę literatury z gatunku, który ta osoba lubi.
Tego typu literatura często wydana jest w bardzo ładny sposób, łatwo znaleźć ją w księgarniach, a przy tym nawet, jeśli danej osobie książka do gustu nie przypadnie, to jest spora szansa, że uzna, iż warto ją mieć. Klasyka literatury to bardzo bezpieczny prezent pod tym względem. Jeśli jednak chcesz taką pozycje kupić naprawdę upewnij się, że dana osoba nie ma jej u siebie.

Czasem więcej znaczy lepiej

Masz do wydania +/- 40zł i chcesz, lub musisz komuś wręczyć prezent. Wiesz, że dana osoba lubi książki, ale nie masz pojęcia jakie. Przy tym chciałbyś tę osobę nieco zaskoczyć i sprawić, by była z prezentu zadowolona... Mam dla Ciebie bardzo dobre wyjście!
Wiele księgarni internetowych (i nie tylko) ma w swojej ofercie książki do 10zł, które po prostu wcześniej z jakiegoś powodu się nie sprzedały. Wśród nich większość to po prostu lektury, na które nawet nie warto spojrzeć, ale z doświadczenia wiem, że jeśli się pogrzebie, można wśród nich znaleźć sporo ciekawych tytułów. Przykładowo, Rok 1984 oraz Misja na czterech łapach to pozycje, które kupiłam do tej kwoty i które uznałam za albo dobrą, albo miłą literaturę.

Już wiesz, co masz zrobić? Pogrzeb wśród takich książek i spróbuj wyłowić z nich sensowne pozycje (a tych trochę tam mimo wszystko jest), które wręczysz danej osobie robiąc efekt wow. W końcu dajesz jej kilka książek, a nie jedną, a na dodatek sporo z nich jest już prawdopodobnie trudno dostępne. Oczywiście, zapewne nie wszystkie przypadną jej do gustu, ale na pewno taka osoba doceni Twoje starania.

czwartek, 8 grudnia 2016

Powrót do przedszkola. Tym razem z aparatem!

Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Mniej więcej od jesieni 2015 kilkukrotnie udało mi się współpracować z pewnym przedszkolem. Oczywiście, współpraca miała formę nie inną, a fotograficzną :) Brałam udział w czterech wydarzeniach, w czasie których wykonywałam reportaż dla rodziców. Poniżej macie zdjęcia z dwóch z nich. 
Doświadczenia były naprawdę przyjemne: nie dość, że mogłam sobie dorobić, to jeszcze miałam zapewnioną wycieczkę w miłym towarzystwie dzieciaków, które do pozowania zawsze są bardzo chętne ;) Niech jednak nikt z Was nie pomyśli, że była to bardzo lekka praca. Co to, to nie. Dzięki tym zleceniom dane było mi okryć, że bieganie z aparatem potrafi naprawdę zmęczyć: zwłaszcza, jeśli wokół panuje upał, a trzeba być w kilku miejscach jednocześnie. Również obróbka takiej ilości zdjęć nie należy do najprzyjemniejszych: przy tego typu reportażu musi być ich jak najwięcej, tak, by rodzice mogli bez problemu znaleźć swoje dziecko. W końcu takie zdjęcia kupuje się po to, by znaleźć na nich te parę zdjęć właśnie z nim.
Praca nad takim zleceniem to często cały dzień, albo pół dnia w terenie oraz później – kilka/kilkanaście godzin siedzenia przed komputerem, wybierania, obrabiania i nagrywania na płytki fotografii. Uwierzcie mi, że moje oczy po takim zleceniu po prostu wysiadają :D Chociaż obróbka sprawia mi ogromną radość, a te zdjęcia wymagają tylko lekkiej korekty (kontrast, nasycenie barw, ostrość) to i tak, i tak po jakimś czasie miałam po prostu dość. Niemniej, cieszę się, że dostałam takie możliwości i liczę, że w przyszłości będę mogła coś takiego wykonać ponownie :D
Standardowo, na koniec zapraszam Was na mój zdjęciowy fanpage.





















niedziela, 4 grudnia 2016

Drewniany Most na Facebooku!

Spotkasz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/


Długo nie mogłam się to tego przekonać, ale w końcu... założyłam stroną Drewnianego Mostu na Facebooku. Zapraszam Was serdecznie na stronę, z którą nie ominą Was żadne nowości na blogu:



Na razie poza jednym postem oraz dwoma zdjęciami nic tam nie ma, ale to wkrótce pewnie się zmieni.
Po prawej możecie znaleźć w tym momencie cztery odnośniki: jeden do mojego zdjęciowego fanpage'a, drugi do fanpage'a DM, odnośnik do Instagrama oraz do portalu Lubimy Czytać. Cóż, jest tego trochę, ale liczę, że to po prostu ułatwi Wam komunikacje ze mną.
Na dziś to wszystko. Żądnych czytania zapraszam do poprzednich postów oraz na nowy post, który zostanie opublikowany już w mikołajki :)