Miałam podobną opinię do twojej po przeczytaniu Rywalek. Ten świat jest tylko dziwnym i nieprawdopodbnym tłem dla tej historii, ale... to się kurde sprawdza. Maxon i Aspen podobni? Dla mnie bardzo się różnili! A co do opisu od wydawnictwa... popieram. Uważam, że jest mega przesadzony i jak przysiadałam do tej książki to się zdziwiłam, że dostałam zupełnie co innego niż powieśc pełną intryg! Ami może w pierwszym tomie była spoko, ale weź przeczytaj drugi i trzeci, to cię szlag trafi od jej głupiego zachowania i niezdecydowania... XD Może nie powinnam tak zwracać uwagi, ale wkradła ci się w recenzję taka rozmnożona literówka. To nie Maxton, tylko Maxon. Oczywiście bez urazy! Pozdrawiam! #SadisticWriter
To weź mi powiedz, czym się różnili, bo ja poza tą "bazą" (wychowanie i ilość kasy) jakoś szczególnie ich nie widzę ;P I tak, przeczytałam drugi, w drugim nie jest spoko. A ta literówka to ani nie pierwsza, ani nie ostatnia - lubię sobię wymyślać własne imiona dla postaci :D
Nie czytałam i raczej nie mam zamiaru, bo chyba te braki w logice by mi przeszkadzały, aczkolwiek każdy z nas ma chyba takie guilty reads, które mimo wad czyta nam się dobrze. ;D
Gdy jeszcze chodziłam do szkoły moja znajoma zachwycała się całą tą serią, ale ona a całkiem inne zainteresowania i upodobania do moich. Jednak po Twojej recenzji dochodzę do wniosku, ze każdemu potrzebna jest od czasu do czasu tak banalna powiesc, żeby być może przypomnieć sobie jak być dzieckiem. Bo ja właśnie wtedy o takim życiu marzyłam.
Rywalki czytałam dwa-trzy lata temu i pokusze się o stwierdzenie, że wówczas uwielbiałam tę historię. Teraz pewnie oceniłabym ją inaczej, ale jak na początek mojego czytania była idealna.Powiedziałabym, że jest to moja opinia tyle, że ładniej napisana :D Teraz jedynie zastanawiam się czy próbować jeszcze czytać ,,Margo", bo ,,Never never" mam za sobą, a po ,,Mimo moich win" sięgnąć nie zamierzam, bo za dużo złych opinii krąży o niej w necie. Za to te wspomniane ,,Margo" troszeczkę jeszcze kusi, chociaż nie wiem czy słusznie...Pozdrawiam, Wielopasja
Kiedyś planowałam sięgnąć po całą serię, ale odwlekałam to w nieskończoność i do dzisiaj nie sięgnęłam. Jakoś nie ciągnie mnie do niej. A okładki nie podobają się mi, tak jak innym.
Wybrałam "Rywalki" jako złą książkę na tegorocznym Bookathonie i... Podobnie jak Ty byłam bardzo zaskoczona, bo wcale nie było tak źle! Wbrew pozorom jest tak jak mówisz, to się po prostu sprawdza. Chociaż Maxon jest jak dla mnie bardzo papierowym bohaterem i zgadzam się - dużo lepiej brzmiało by "moja pani"! :)
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Raz na jakiś czas, lektura takiej książki to dobry relaks :)
OdpowiedzUsuńTeż myślę, że raz na jakiś czas, tego typu książka jest dobra, nawet żeby się tylko trochę odmóżdżyć. ;-)
OdpowiedzUsuńKsiążka raczej nie dla mnie, ale najważniejdze, że Ci się spodobała :)
OdpowiedzUsuńZmienicswiat.blogspot.com
No raczej to nie jest męska literatura:D
UsuńJa jestem po pierwszym tomie i nawet nie jest tak źle jak piszą w necie. Taka "odskocznia" od normalnego świata i "mądrych" książek :)
OdpowiedzUsuńTak, to prawda, "Rywalki" to przyjemna i niewymagająca lektura. :p
OdpowiedzUsuńMiałam podobną opinię do twojej po przeczytaniu Rywalek. Ten świat jest tylko dziwnym i nieprawdopodbnym tłem dla tej historii, ale... to się kurde sprawdza.
OdpowiedzUsuńMaxon i Aspen podobni? Dla mnie bardzo się różnili! A co do opisu od wydawnictwa... popieram. Uważam, że jest mega przesadzony i jak przysiadałam do tej książki to się zdziwiłam, że dostałam zupełnie co innego niż powieśc pełną intryg!
Ami może w pierwszym tomie była spoko, ale weź przeczytaj drugi i trzeci, to cię szlag trafi od jej głupiego zachowania i niezdecydowania... XD
Może nie powinnam tak zwracać uwagi, ale wkradła ci się w recenzję taka rozmnożona literówka. To nie Maxton, tylko Maxon. Oczywiście bez urazy!
Pozdrawiam!
#SadisticWriter
To weź mi powiedz, czym się różnili, bo ja poza tą "bazą" (wychowanie i ilość kasy) jakoś szczególnie ich nie widzę ;P
UsuńI tak, przeczytałam drugi, w drugim nie jest spoko.
A ta literówka to ani nie pierwsza, ani nie ostatnia - lubię sobię wymyślać własne imiona dla postaci :D
Widziałam tą książkę na półce biblioteki i miałam się na nią skusić, ale... teraz to w sumie nie wiem czy warto tracić czas :P
OdpowiedzUsuńNie czytałam i raczej nie mam zamiaru, bo chyba te braki w logice by mi przeszkadzały, aczkolwiek każdy z nas ma chyba takie guilty reads, które mimo wad czyta nam się dobrze. ;D
OdpowiedzUsuńWiesz co... wydaje mi się, że przełknęłabyś, skoro ja dałam radę :D
UsuńJest w tej serii coś uroczego w tej serii, chociaż rzeczywiście w tradycyjnym podejściu nie jest dobra ;)
OdpowiedzUsuńGdy jeszcze chodziłam do szkoły moja znajoma zachwycała się całą tą serią, ale ona a całkiem inne zainteresowania i upodobania do moich. Jednak po Twojej recenzji dochodzę do wniosku, ze każdemu potrzebna jest od czasu do czasu tak banalna powiesc, żeby być może przypomnieć sobie jak być dzieckiem. Bo ja właśnie wtedy o takim życiu marzyłam.
OdpowiedzUsuńRywalki czytałam dwa-trzy lata temu i pokusze się o stwierdzenie, że wówczas uwielbiałam tę historię. Teraz pewnie oceniłabym ją inaczej, ale jak na początek mojego czytania była idealna.Powiedziałabym, że jest to moja opinia tyle, że ładniej napisana :D Teraz jedynie zastanawiam się czy próbować jeszcze czytać ,,Margo", bo ,,Never never" mam za sobą, a po ,,Mimo moich win" sięgnąć nie zamierzam, bo za dużo złych opinii krąży o niej w necie. Za to te wspomniane ,,Margo" troszeczkę jeszcze kusi, chociaż nie wiem czy słusznie...Pozdrawiam, Wielopasja
OdpowiedzUsuńKiedyś planowałam sięgnąć po całą serię, ale odwlekałam to w nieskończoność i do dzisiaj nie sięgnęłam. Jakoś nie ciągnie mnie do niej. A okładki nie podobają się mi, tak jak innym.
OdpowiedzUsuńKiedyś w końcu zabiorę się za tę serię, ca jakiś czas mi o sobie przypomina. :)
OdpowiedzUsuńBookendorfina
Wybrałam "Rywalki" jako złą książkę na tegorocznym Bookathonie i... Podobnie jak Ty byłam bardzo zaskoczona, bo wcale nie było tak źle! Wbrew pozorom jest tak jak mówisz, to się po prostu sprawdza. Chociaż Maxon jest jak dla mnie bardzo papierowym bohaterem i zgadzam się - dużo lepiej brzmiało by "moja pani"! :)
OdpowiedzUsuńKiedyś chciałam to przeczytać, ale teraz... niee. Chociaż, nigdy nie wiadomo, co też los nam przyniesie. :D
OdpowiedzUsuń