Czytałam pierwszy tom, "Czarodziejów", i choć miałam sporo wątpliwości co do tej książki, to nie aż tyle, co Ty do drugiej części Pierwsza była zdecydowane zaadresowana do licealistów i studentów, więc dorosłe tematy były kak najbardziej na miejscu. To był bardziej Harry Potter w mniej ugłaskanym, realnym świecie, gdzie dzieciaki imprezują i eksperymentują, a szkolne zadania magiczne są o wiele bardziej na krawędzi moralności. Już dawno jednak postanowiłam nie czytać dalej tej serii.
Nie czytałam ani pierwszego, ani drugiego tomu, ale obejrzałam w sumie może z pięć odcinków serialu i... o matko, wiem, co masz na myśli. W sumie śmiesznie wiedzieć, że Quentin-pierdoła został królem Fillory, ale ta wiedza w zupełności mi wystarczy.
Z natury nie jestem miłośniczką seriali i ich unikam, bo często mam tak, że jak zacznę oglądać pierwszy odcinek, to kończę po ósmym... trzeciego sezonu. Nawet jak coś jest durne :D Tu obejrzałam jakieś pięć czy sześć odcinków, więc jakoś bez szaleństw (był chyba jeden sezon, nie wiem, jak jest teraz). Nie wiem, czy pojawiał się w drugiej części, ale całkiem fajny był ten koleś, co wędruje(?). Bo to chyba nie jest do końca teleportacja. Dogryzał Quentinowi, więc może dlatego wzbudził moją sympatię. Ale z magii to tam jest właściwie tylko seks i przemoc w absurdalnym wydaniu. No nie poczułam się oczarowana.
Szczerze przyznam, że gościa nie pamiętam czyli albo go nie było, albo zapomniałam, bo jednak ten tekst ma już parę miesięcy. Ale w takim razie oleję - gdyby było żałośnie zabawne to pewnie bym sobie obejrzała xD
Nie słyszałam o tej książce, ale skoro jest tak źle wykonana, to wcale się nie dziwię. Denerwuje mnie, kiedy autorzy bardzo mocno inspirują się powstałymi już książkami i w zasadzie tworzą coś bardzo podobnego, dodając lub zmieniając tylko pewne elementy. A fakt, że tu autor połączył mojego ukochanego HP i "Opowieści...", do których także mam sentyment, sprawia, że na pewno nie sięgnę po tę pozycję, bo w jej recenzji mogłabym nie zostawić na niej suchej nitki :P
Tytuł posta mnie zaciekawił, bo Potter i Narnia to serie, które miło wspominam, niestety raczej odpuszczę sobie tę pozycję, jeśli nie dorównuje ona tym seriom.
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Czytałam pierwszy tom, "Czarodziejów", i choć miałam sporo wątpliwości co do tej książki, to nie aż tyle, co Ty do drugiej części
OdpowiedzUsuńPierwsza była zdecydowane zaadresowana do licealistów i studentów, więc dorosłe tematy były kak najbardziej na miejscu. To był bardziej Harry Potter w mniej ugłaskanym, realnym świecie, gdzie dzieciaki imprezują i eksperymentują, a szkolne zadania magiczne są o wiele bardziej na krawędzi moralności. Już dawno jednak postanowiłam nie czytać dalej tej serii.
Wiesz co... tu treść niby też jest skierowana do licealistów/studentów. Ale jednocześnie styl autora sam w sobie sugeruje, że pisze dla dzieciarni.
UsuńNie czytałam ani pierwszego, ani drugiego tomu, ale obejrzałam w sumie może z pięć odcinków serialu i... o matko, wiem, co masz na myśli. W sumie śmiesznie wiedzieć, że Quentin-pierdoła został królem Fillory, ale ta wiedza w zupełności mi wystarczy.
OdpowiedzUsuńW sumie myślałam, czy by z ciekawości się za niego nie zabrać. Warto? xD
UsuńZ natury nie jestem miłośniczką seriali i ich unikam, bo często mam tak, że jak zacznę oglądać pierwszy odcinek, to kończę po ósmym... trzeciego sezonu. Nawet jak coś jest durne :D Tu obejrzałam jakieś pięć czy sześć odcinków, więc jakoś bez szaleństw (był chyba jeden sezon, nie wiem, jak jest teraz). Nie wiem, czy pojawiał się w drugiej części, ale całkiem fajny był ten koleś, co wędruje(?). Bo to chyba nie jest do końca teleportacja. Dogryzał Quentinowi, więc może dlatego wzbudził moją sympatię. Ale z magii to tam jest właściwie tylko seks i przemoc w absurdalnym wydaniu. No nie poczułam się oczarowana.
UsuńSzczerze przyznam, że gościa nie pamiętam czyli albo go nie było, albo zapomniałam, bo jednak ten tekst ma już parę miesięcy. Ale w takim razie oleję - gdyby było żałośnie zabawne to pewnie bym sobie obejrzała xD
UsuńEeeej, skusiłaś tytułem, a tu takie coś! :D.
OdpowiedzUsuńCóż zrobić :c
UsuńNo nie urywa mi nic, więc odpuszczę tę serię bez żalu.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście mógłby to być ciekawy zabieg i szkoda, że się nie udał :(
OdpowiedzUsuńPatrzę Potter i Narnia no to niezły miks, a tu kurna oklapły miks jednak. No cóż ponoć jak kopiować to od najlepszych, tylko czy warto?
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o tej książce, ale skoro jest tak źle wykonana, to wcale się nie dziwię. Denerwuje mnie, kiedy autorzy bardzo mocno inspirują się powstałymi już książkami i w zasadzie tworzą coś bardzo podobnego, dodając lub zmieniając tylko pewne elementy. A fakt, że tu autor połączył mojego ukochanego HP i "Opowieści...", do których także mam sentyment, sprawia, że na pewno nie sięgnę po tę pozycję, bo w jej recenzji mogłabym nie zostawić na niej suchej nitki :P
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! ;*
Tytuł posta mnie zaciekawił, bo Potter i Narnia to serie, które miło wspominam, niestety raczej odpuszczę sobie tę pozycję, jeśli nie dorównuje ona tym seriom.
OdpowiedzUsuńKolejna seria, która ciekawie brzmi, ale jej wykonanie jest już jakościowo wątpliwe...szkoda, ale nie mówię jej definitywnie nie. ;)
OdpowiedzUsuń