▼
piątek, 29 czerwca 2018
środa, 27 czerwca 2018
poniedziałek, 25 czerwca 2018
sobota, 23 czerwca 2018
Książkowy TAG
Tu mnie teraz spotkasz: https://fantastykacodzienna.pl/
Cześć!
Zaczytana Weni nominowała mnie do książkowego Tagu. Wprawdzie miało to miejsce
już jakiś czas temu, ale wiecie: kolejka postów robi swoje, dlatego moja
odpowiedź pojawia się dopiero teraz. Właściwie można by rzec, że to już
najwyższy czas na jakiś zbiór pytań, bo poprzedni wpis tego typu pojawił się w
listopadzie 2017 roku, także zdecydowanie minęło już trochę czasu. Nie
przedłużając, zaczynajmy!
Książka twojego życia?
Nie posiadam takiej. Naprawdę: nie ma jednej,
konkretnej lektury, do której chciałabym zawsze wracać. Mam wprawdzie sporo
istotnych dla mnie czy to książek, czy to nazwisk autorów, o których często
wspominam, czy myślę, ale nie istnieje pozycja, która towarzyszyłaby mi non
stop. Jak się pewnie domyślacie, istotne są dla mnie tacy klasycy fantastyki, takie jak Sapkowski, czy Tolkien
(bo choć nie przepadam za jego stylem to bardzo tego pana szanuje), ostatnio
cały czas podziwiam też takich autorów jak N. K. Jemisin, czy Janusz A. Zajdel.
Mogę dodać, że spory wpływ miał na mnie „Harry Potter” J. K. Rowling, jednak
jeśli mnie znacie to dobrze wiecie, że obecnie zdecydowanie nie utożsamiam się
z jej uniwersum.
Ile książek na raz potrafisz czytać?
Właściwie nigdy nie sprawdzałam swoich maksymalnych
możliwości. Zwykle jednak czytam jedną książkę na raz, bo tak jest mi po prostu
wygodniej. Czasem zdarzą się dwie, lub trzy, zwykle w dość konkretnych
sytuacjach. Albo oznacza to, że jakaś książka mnie wymęczyła i odpoczywa sobie,
w trakcie, gdy ja czytam coś lżejszego. Albo czytam równocześnie książkę na
uczelnie, albo obecnie czytana pozycja jest tak olbrzymia, że nie chce mi się
jej wsadzać do torebki.
Czy uznajesz tylko papierowe książki?
A czy ktokolwiek jeszcze uznaje? :D Oczywiście, że
nie. Książki w formie elektronicznej to znak naszych czasów i raczej nie mam
zamiaru się z ich istnieniem kłócić. Jak najbardziej rozumiem, jaki dają
komfort, głównie w oszczędności miejsca. Sama jednak rzadko po nie sięgam, bo
po prostu w tym momencie nie czuje potrzeby posiadania czytnika, a czytanie na
ekranie laptopa, czy komórki jest bardzo męczące. Zwykle w ten sposób
przyswajam tylko uczelniane lektury, lub jakieś bardzo lekkie pozycje.
Oczywiście, nie mówię, że nigdy nie ulegnie to zmianie.
Jeśli chodzi o audiobooki – wysłuchałam w życiu jednej
książki i jak na razie chyba nie ulegnie to zmianie.
Książek jakiego autora nigdy nie przeczytasz?
Nigdy to zdecydowanie za mocne słowo. Nie mam pojęcia
co będzie jutro i co przyjdzie mi robić w życiu, więc… nie mogę mówić z pełną
pewnością. Poza tym raczej nie pałam nienawiścią do książek, których nie
czytałam i jestem otwarta na każdy typ literatury, z takim zastrzeżeniem, że po
prostu nie na wszystko mam czas, a co za tym idzie: muszę wybierać te rzeczy,
które prawdopodobnie trafią w moje gusta. Niemniej, jeśli miałabym wskazać
autora do którego raczej NIE WRÓCĘ (ale już go czytałam) to chyba byłby Eric
Emmanuel Schmit. Wiem, że wielu z Was go uwielbia, ale mi dane było poznać jego
trzy powieści o dzieciach i najzwyczajniej w świecie jego styl bardzo mnie irytuje
i odrzuca.
Na czyje dzieła zawsze czekasz?
Na pewno chętnie przyjmę każdą książkę Jarosława
Grzędowicza i Krzysztofa Piskorskiego, a że to nie są wyjątkowo płodni autorzy
to raczej na ich nowości trochę się czeka. Mam też nadzieję, że George R. R.
Martin skończy za życia „Pieśń lodu i ognia”, choć w jego przypadku nie czekam
na jakąkolwiek wydaną lekturę. Poza tym na ten moment nikt nie przychodzi mi do
głowy, aczkolwiek ja po prostu raczej nie czekam na nowości: jest tak wiele
napisanych i wydanych już książek, że naprawdę nie narzekam na nudę.
Czy jeździsz na targi/konwenty/inne imprezy masowe o tematyce książek?
Tak, choć niezbyt często. Od 2016 roku jestem stałym
bywalcem Pyrkonu i jeśli w okolicy dzieje się coś książkowego, lub
fantastycznego chętnie taką imprezę odwiedzę, ale generalnie nie jestem
zapaleńcem, który w takim celu jeździ po całej Polsce. Zwłaszcza, jeśli chodzi
o targi, które po prostu nie do końca mnie interesują.
Czy potrafisz nie kończyć książki, czy raczej męczysz się do końca?
Zdecydowanie męczę
się do końca. W końcu oceniam książki i czułabym się źle, mówiąc o czymś, czego
nie ukończyłam. Ostatnio jedyna lektura, którą odłożyłam była po prostu
kontynuacją serii, której poprzednich tomów nie znałam. Nie oznacza to jednak,
że te złe i męczące książki czytam wybitnie dokładnie: zwykle się staram, ale
czasem nawet nie spostrzegam, że po prostu poprzednie dziesięć stron niby
czytałam, ale myśląc o czymś zupełnie innym.
Jaka jest twoja ulubiona objętość książki?
Nie posiadam, jeśli
chodzi o to, jak długie książki lubię czytać. Bo lubię sięgać po różnorakie.
Poza tym warto zwrócić uwagę na to, że czasem trzysta stron to tyle samo, co
pięćset – wszystko zależy od kroju książki i nie widząc go, naprawdę nie ma po
co wybierać lektury po samej objętości. Sprawa ma się inaczej, jeśli myślę o
książce „do podróży”: oczywistością jest chyba, że „Lód” Dukaja, będący prawie
wielkości A4 i mający około tysiąca stron raczej ma mniejsze szanse na
trafienie do torebki, niż książka o przeciętnej wielkości.
Gdzie najlepiej ci się czyta?
Muszę przyznać, że…
tam, gdzie mam ograniczoną ilość elektronicznych rozpraszaczy. Jestem osobą,
która bardzo łatwo traci skupienie na czymkolwiek i jeśli tylko mam obok
komputer to na pewno co dwie strony będę na niego zerkać. Dlatego najłatwiej
czyta mi się w pociągu, w długich podróżach: wtedy wiem, że muszę unikać
sięgania po komórkę, nie mam też za bardzo co ze sobą zrobić i wtedy po prostu
najłatwiej mi przy książce przysiąść. Niemniej, jestem w stanie czytać w niemal
każdych warunkach.
Poleć kilka blogów.
Nie chcę wybierać
wśród blogsfery: wybaczcie, ale po prostu za dobrze Was znam. Ale uznałam, że w
zamian mogę polecić Wam parę kanałów na Youtube: może akurat znajdziecie coś
dla siebie.
Taylor Nicole Dean
– naprawdę urocza dziewczyna, prowadząca kanał o zwierzętach, skupiający się
głównie na gadach. Poza rozrywkowym materiałem wrzuca też filmy edukacyjne, w
którym wyjaśnia, jakie warunki należy zapewnić konkretnym gatunkom.
Juliainjapan – kanał
o dość popularnym ostatnio temacie, czyli o Japonii. Z tym, że ja osobiście te
nagrania lubię niekoniecznie przez wzgląd na to, co przekazują, a na to, jak
miły głos ma Julia. Naprawdę: słuchanie jej to przyjemność.
JessicaKellgren-Fozard – to niesłysząca Brytyjka, która przy okazji bardzo wyraźnie
mówi, co jest dobre przy nauce języka. Choć niekoniecznie interesują mnie jej
vlogi to często porusza ciekawe zagadnienia, związane między innymi z jej licznymi
chorobami, czy stylem vintage.
Poza tym jakiś
czas temu wpadłam na filmik „Why I Hate „MEBEFORE YOU” z kanału Just Happen To Be i wydaje mi się, że dla osób związanych
z książkami to może być całkiem ciekawy materiał, dlatego jeśli macie ochotę,
też sobie go obejrzyjcie.
czwartek, 21 czerwca 2018
środa, 20 czerwca 2018
Co w mojej trawie beczy? Przerwa, książki i owce.
Spotkasz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl
Cześć. Dzisiejszy wpis będzie jednym z
tych nieco dziennikowo-wyjaśniających, pisany nieco spontanicznie. Jeśli więc
nie tego szukacie, zapraszam na DM już jutro, na kolejny „zwykły” wpis.
Jak mogliście zauważyć, obecnie moja
aktywność i tutaj, i na Instagramie mocno spadła. Głównie dlatego, że… po
prostu czułam się trochę zmęczona. Skupiłam się na innych rzeczach, nie miałam
ochoty na czytanie. Co gorsza, wszystko stało się w dość felernym momencie, bo już
w sobotę wyjeżdżam na ponad miesiąc do pracy, więc raczej moja aktywność w
dalszym ciągu nie będzie najlepsza. Niemniej, posty są zaplanowane i jak
najbardziej będą się pojawiać, a ja może do tego czasu po prostu znów odżyje
pod względem czytelniczo-blogowym.
A co z prywatny? Cóż, od niedzieli jestem
w domu rodzinnym, lipiec to praca, a sierpień/wrzesień praktyki. Po przybyciu
do domu po dwóch miesiącach nieobecności czekały na mnie dwie nowości: skończona
garderoba, na którą czekałam od 2012 roku oraz… barany. A właściwie cztery
barany i jedna owca.
Zacznijmy może od zwierzątek. Stado jagniątek
trafiło do nas z bardzo prozaicznego powodu: mamy duży plac, a na jego części
jest bardzo wilgotno, co sprawia, że koszenie trawy tam jest i trudne, i musi
być często powtarzane. Stąd zwierzęta, które mają się tym zająć. Zwłaszcza, że
– z tego, co wiem od rodziców – są to stworzenia niezbyt wymagające. Latem
potrzebują jedynie placu z cieniem i trawą oraz – ewentualnie – siana, jeśli
akurat pada deszcz. Przy tym owce dobrze dogadują się z psami: te ich nie
atakują i raczej się przy nich wyciszają, zamiast wariować. Generalnie są
stworzeniami uroczymi, ale stosunkowo biernymi i cichymi. Trudno też mówić przy
nich o jakimś budowaniu relacji: raczej nie są chętne do kontaktu.
Nie wiem, jak według Was, ale w moich
oczach to fajna alternatywa na ekologiczne utrzymanie gospodarstwa domowego. A
teraz co powiedzie na kilka zdjęć?
Druga sprawa pewnie bardziej zainteresuje
Was pod kątem książkowym. Musicie wiedzieć, że mój pokój w domu rodzinnym jest
raczej dość ciemny. Dlatego, aby światło nie rozpraszało się jeszcze bardziej,
mam wydzielone osobne pomieszczenie, zwane garderobą. Tylko zwane, bo obecnie
poza ubraniami są tam przede wszystkim książki.
Poza książkami uzbieranymi przez kilka ostatnich
lat są tam też pozycje z mojego dzieciństwa, które do tej pory leżały
zapomniane w kartonach.
Wybaczcie mi za jakość zdjęć, ale to ciasne
pomieszczenie bez okna, dlatego trudno tam zrobić cokolwiek lepszego. Już Wam
tłumacze, jak to wszystko sobie zorganizowałam.
Na górnej półce po lewej jest literatura
faktu i beletrystyka, ale bez elementów fantastycznych: kryminały, powieści obyczajowe,
jakieś przygodówki i książki dla dzieci. Obok po prawej znajduje się fantastyka
wszelkiej maści: książki ustawione są w trzech rzędach, także nie myślcie, że
to, co widzicie, to wszystko. Poniżej po lewej są poradniki, słowniki, jakieś
encyklopedie (głównie dla dzieci) i inne tego typu pozycje. Gdy byłam dzieckiem
moja mama bardzo często kupowała rzeczy tego typu, dlatego trochę się ich
uzbierało.
Po prawej zaś półka odbiegająca od innych:
tu znajduje się moja dość niewielka kolekcja magazynów i gazet. Kupka po lewej
stronie to w ok. 90% „Nowa Fantastyka”. Po prawej, w woluminach, są zaś roczniki
„Fantastyki”, o której już Wam pisałam.
Trzeci rząd od góry po lewej to różnego
typu klasyka literatury, albo książki w jakiś sposób docenione. Większość to
lektury szkolne, uzbierane przez lata, ale nie wszystkie. Po prawej znajduje
się prawie pusta półka (zajęty jest niecały jeden rząd) z resztą fantastyki,
która nie zmieściła mi się na półce u góry.
Ostatnia zajęta przez książki półka to
półka po lewej, w której znajduje się kolekcja encyklopedii, należąca do moich
rodziców.
Wcześniej spora część z tych książek
leżała u mnie w szufladach, dlatego cieszy mnie, że w końcu mogą sobie
elegancko stać na półce.
Przy okazji mam pomysł, aby zrobić dla Was
post z najbardziej zużytymi książkami z mojego dzieciństwa. Co Wy na to? W
końcu mogę to zrobić, bo mam bezproblemowy dostęp do wszystkich moich zasobów.
Dodam jeszcze, aby nie było wątpliwości,
że to nie jest cały mój zbiór. W dalszym ciągu moje ulubione pozycje i ładnie
wyglądające serie cieszą moje oko w biblioteczce przy łóżku, a w moim magiczny
kufrze wciąż leży część książek.
Mam nadzieję, że tymczasowo panujący tu
zastój sprawi, że po powrocie będę miała więcej ochoty na pisanie. Zobaczymy,
co przyniesie przyszłość.
wtorek, 19 czerwca 2018
niedziela, 17 czerwca 2018
piątek, 15 czerwca 2018
środa, 13 czerwca 2018
poniedziałek, 11 czerwca 2018
sobota, 9 czerwca 2018
12 książek - znajdź jakąś dla siebie!
Jestem teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Ostatnio
pewną radość sprawia mi tworzenie dla Was list książkowych, a po statystykach stwierdzam,
że i Wy za nimi przepadacie. Dlatego dziś mam dla Was kolejne zestawienie. Tym
razem to kilka tytułów z poleceniami dla konkretnych osób: nawet jeśli mi jakaś
książka nie do końca się podoba to wiem, że są pewne grupy, którym podobać się
jak najbardziej może, dlatego po prostu mam nadzieję, że coś tutaj dla siebie
znajdziecie. Prawie wszystkie książki, o których tu piszę, już pojawiły się na
blogu, dlatego przy okazji podrzucę Wam linki do moich pełnych opinii o nich.
Jeśli
spodoba się Wam ten post, dajcie znać – na pewno pojawi się ich więcej.
„Ani słowa prawdy” Jacka Piekary
✓ Dla osób lubiących przygody
✓ Dla fanów lekkiej
fantastyki
✓ Dla fanów niekonwencjonalnych
pomysłów
✓ Dla tych, którzy nie lubią,
gdy wszystko jest „na serio”
✓ Dla fanów zbiorów
opowiadań z jednym bohaterem
„Narzeczona Fabiana” Margit Sandermo
✓ Dla romantycznych kobiet
✓ Dla tych, którzy lubią
odważne bohaterki
✓ Dla osób, które lubią powieści
„historyczne” z zaledwie odrobiną historii
✓ Dla fanów lekkich
powieści
✓ Dla tych, których bawią
intrygi na królewskim dworze
✓ Dla fanów powieści
jednotomowych
„I nie było już nikogo” Aghaty Christie >>
✓ Dla osób, które chcą
zapoznać się z Aghatą Christie
✓ Dla tych, którzy szukają
powieści jednotomowej
✓ Dla fanów dobrych zagadek
✓ Dla tych, którzy lubią,
gdy wiersze łączą się z treścią
✓ Dla fanów klasycznych
kryminałów
„Tropem Zaginionych” Suanah Charleson
✓ Dla fanów psów
✓ Dla osób, których
interesuje praca psa-ratownika
✓ Dla tych, którzy lubią
życiowe historie
✓ Dla osób kochających
golden retrivery
„Maladie i inne opowiadania” Andrzeja Sapkowskiego
✓ Dla fanów opowiadań
✓ Dla wielbicieli pięknego
stylu
✓ Dla fanów fantastyki
✓ Dla fanów „Wiedźmina”
✓ Dla osób, które
uwielbiają opowieść o „Tristanie i Izoldzie”
„Księga bez tytułu” Anonima
✓ Dla fanów długich serii
✓ Dla osób, które
uwielbiają zabawę popkulturą
✓ Dla fanów rozlewu krwi w
literaturze
✓ Dla tych, których bawi
czarny humor
„Korona śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej >>
✓ Dla osób, które
uwielbiają trylogie
✓ Dla tych, którzy kochają
grube książki
✓ Dla fanów kobiecego, choć
nie delikatnego stylu
✓ Dla tych, którzy szukają
odrobiny magii
✓ Dla każdego, kto chce
poznać historię Polski podaną w przystępny sposób
✓ Dla fanów politycznych
zagrywek
„Oko jelenia. Droga do Nidaros” Andrzeja Pilipiuka >>
✓ Dla fanów krótkich
powieści, ale długich serii
✓ Dla fanów absurdalnych
historii
✓ Dla tych, którzy szukają
lekkiej fantastyki
✓ Dla tych, którzy szukają przyjemnej
książki na rozluźnienie się
✓ Dla osób, które nie
podchodzą do literatury zbyt poważnie
„Solaris” Stanisława Lema >>
✓ Dla osób, którzy chcą
zapoznać się ze Stanisławem Lemem
✓ Dla tych, którzy chcą
poznać klasyką science-fiction
✓ Dla osób, których
interesuje warstwa filozoficzna w literaturze
✓ Dla fanów ciekawych
pomysłów na inne światy
✓ Dla fanów odległych
planet
„Prawo Mojżesza” Amy Harmon >>
✓ Dla młodzieży
✓ Dla fanek romansów, choć
niekoniecznie tych zupełnie szczęśliwych
✓ Dla tych, którzy szukają
w powieści odrobiony kryminału
✓ Dla tych, którzy szukają
w powieści delikatnego wątku paranormalnego
✓ Dla tych, którzy lubią powieści
osadzone na amerykańskiej wsi
„Dzisiaj narysujemy śmierć” Wojciecha Tochmana >>
✓ Dla osób, które szukają ciekawego
reportażu
✓ Dla tych, którzy chcą dowiedzieć
się więcej na temat ludobójstwa w Rwandzie
✓ Dla osób, które szukają historii,
która porządnie je poruszy
✓ Dla osób, które chcą
zobaczyć nawet to najbardziej krwawe oblicze świata
„Piąta pora roku” N. K. Jemisin >>
✓ Dla tych, którzy szukają
w fantastyce czegoś więcej
✓ Dla fanów fantasy
✓ Dla osób, które nie boją
się nietypowej narracji
✓ Dla tych, których zachwycają
ciekawe pomysły na kreacje świata
✓ Dla szukających przygód
czwartek, 7 czerwca 2018
Ucz się angielskiego... oglądając!
Jestem teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Jestem
humanistką, nie lingwistką i to zdecydowanie we mnie widać: nauka języków nie
jest moją mocną stroną. Angielski jednak otacza mnie od zawsze, jak pewnie
większość z Was i uważam, że... po prostu dobrze jest go rozumieć. Wprawdzie za
czytanie książek w tym języku po prostu nie potrafię się zabrać to seriale, czy
filmy zdarza mi się oglądać bez napisów, czy lektora. Wiem dobrze, że wiele
osób boi się jednak zrezygnować z polskiego tłumaczenia, dlatego choć nie
nauczę Was po angielsku czytać to mam nadzieję, że kilka rad dotyczących
oglądania filmów/seriali w oryginale pomoże Wam się w to wdrożyć.
Nim
przejdę do konkretnych przykładów wyjaśnijmy sobie dwie rzeczy. Po pierwsze:
nie ma po co rzucać się na głęboką wodę. Najpierw osłuchajcie się z językiem,
choćby przez oglądanie rzeczy z polskimi napisami. Dobrym wyborem będą też np.
instruktażowe filmiki na Youtube (np. DIY, dotyczące gotowania, makijażu itd.),
bo tam z kontekstu łatwo jest wywnioskować o co chodzi. Następnie dobrze jest
przerzucić się na napisy angielskie i dopiero, jak poczujecie się w miarę
pewnie włączyć coś zupełnie bez żadnego wsparcia. Czemu? Po prostu dzięki temu
zmniejszacie ryzyko, że sparzycie się na początku i przez to nie będziecie
mieli ochoty na oglądanie w oryginale w ogóle.
Po
drugie, sam wybór seriali, czy filmów na początku jest bardzo istotny. Moim zdaniem
na początku najlepiej sprawdzają się te, które są dość schematyczne i proste w
konstrukcji, dzięki czemu nawet, jeśli umknie Wam jakieś słowo w kontekście to
i tak będziecie w stanie śledzić fabułę. Dobrze może sprawdzić się też powrót
do seriali, czy filmów z dzieciństwa, które mniej więcej znacie, choć nie
pamiętacie ich w pełni. Słownictwo w nich jest w miarę proste, a zgubienie się
w już wcześniej poznanej historii jest naprawdę trudne.
Na
początek odrzuciłabym jednak czyste komedie: jednak żarty często polegają na
grze słowami i jeśli nie wyłapujecie ich jeszcze za dobrze to raczej po prostu
się na nich nie pośmiejecie. Ale jeśli już zaczniecie, obiecuje, że w oryginale
wypadają zdecydowanie lepiej, niż z tłumaczeniem :D
No
dobra, to czas na przykłady!
„Confess” (2017)
Serial
na podstawie książki Coleen Hoover o tym samym tytule ma siedem odcinków
trwających po dwadzieścia minut – to naprawdę nie jest długi serial. Na
dodatek... to romans, oparty na dość popularnej książce o niezbyt skomplikowanej
fabule. Choć nie uważam, by był szczególnie dobry to na oglądanie po angielsku
nadaje się bardzo dobrze, bo w nim naprawdę trudno będzie się Wam zgubić. Także: fani Hoover oraz romansów, którzy chcą
zabrać się za podszkolenie języka... to jest coś dla Was!
„Atypowy” (2017-)
Pod
moją opinią na temat tego serialu pojawiło się wiele kontrowersji i choć Wasze
zdanie o nim jest podzielone, to uważam, że trudno o lepszy serial do nauki
języka, głównie dlatego, że pod względem treści jest naprawdę prosty. Akcja
kręci się wokół rodziny głównego bohatera i szkoły, przez co słownictwo w nim
zawarte jest raczej przystępne i przydatne, a fabuła – choć składa się w całość
– jest bardzo prosta.
„Lucyfer” (2016-)
To
doskonały przykład bardzo schematycznego serialu, w którym bez problemu
załapiecie, o co chodzi. „Lucyfer” to serial kryminalny z bonusem w postaci
wątków nadnaturalnych. Niemniej, schemat akcji jest bardzo zbliżony do takich
seriali jak „CSI”, czy „Kości” i naprawdę, pogubić się w nim praktycznie nie
da. Wprawdzie uważam, że nie jest to ani najbardziej ambitny serial, ani nie ma
najlepszych zagadek kryminalnych, lecz główny bohater ma w sobie trochę
charyzmy i uroku, a na dodatek mówi bardzo wyraźnie, także... do nauki języka
nada się doskonale.
„John Wick” (2014)
Filmy
akcji stoją raczej obrazem, niż tekstem i ten nie jest wyjątkiem. Nie tylko
jest dobrze nakręcony i daje sporo frajdy w samym oglądaniu, ale przy tym jego
treść jest na tyle prosta, że nie powinniście mieć problemów ze zrozumieniem
historii, oglądając ją w oryginale. Jeśli więc tylko macie ochotę podszkolić
język patrząc na chyba niestarzejącego się Keanu Reevsa to... jak najszybciej
zabierzcie się za ten film.
„Les Miserables” (2012)
Musical? Do nauki języka? Jasne,
choć polecałabym go na początku oglądać z napisami (w końcu piosenek czasem i
po polsku nie rozumiemy dobrze za pierwszym razem). To bardzo dobra historia,
którą warto poznać, z piosenkami, które wpadają w pamięć, a co za tym idzie:
sprawiają, że uczycie się kolejnych słów.



























