Muszę sprawdzić się kiedyś z Żulczykiem na własnej skórze, bo w końcu wyjdzie mi z lodówki. To fakt, że swego czasu był wszędzie, ale jakoś do tej pory jakoś się za niego nie zabrałam. Ale to połączenie stylów i konwencji o której piszesz, faktycznie wydaje się...mało zjadliwe.
Zaczęłam oglądać serial bo się wszyscy zachwycali, ale wulgarność przesłaniała wszystko inne, zarówno fabułę jak i bohaterów więc dałam spokój, można się domyśleć że do książki raczej nie zajrzę a z Twojej recenzji widzę że nic nie stracę
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Zaczęłam i nie skończyłam właśnie przez język. Tak bardzo nie współgrał mi z całą resztą, że nie mogłam się przemóc, by kontynuować.
OdpowiedzUsuńMuszę sprawdzić się kiedyś z Żulczykiem na własnej skórze, bo w końcu wyjdzie mi z lodówki. To fakt, że swego czasu był wszędzie, ale jakoś do tej pory jakoś się za niego nie zabrałam. Ale to połączenie stylów i konwencji o której piszesz, faktycznie wydaje się...mało zjadliwe.
OdpowiedzUsuńmrs-cholera.blogspot.com
Dla mnie też nie do końca zagrało, zdecydowanie bardziej podobała mi się "masakra" Vargi.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Zaczęłam oglądać serial bo się wszyscy zachwycali, ale wulgarność przesłaniała wszystko inne, zarówno fabułę jak i bohaterów więc dałam spokój, można się domyśleć że do książki raczej nie zajrzę a z Twojej recenzji widzę że nic nie stracę
OdpowiedzUsuńCiężko mi się czytało tę książkę. Niestety pokładałam w nią więcej nadziei...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Fantastic Chapter
Chciałam obejrzeć serial, ale najpierw muszę przeczytać książkę. Jestem jej bardzo ciekawa, chociaż myślę, że mogę mieć takie odczucia jak Ty.
OdpowiedzUsuń