Dwa wielkie nazwiska polskiego sf wciąż przede mną. Jedno to Zajdel, drugie - Lem. Ale czekam na moment, kiedy faktycznie zechcę poznać ich twórczość. Zajdla chyba dorwę prędzej, choć w sumie nie wiem, od czego zacząć. Coś konkretnego polecisz?
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Dwa wielkie nazwiska polskiego sf wciąż przede mną. Jedno to Zajdel, drugie - Lem. Ale czekam na moment, kiedy faktycznie zechcę poznać ich twórczość. Zajdla chyba dorwę prędzej, choć w sumie nie wiem, od czego zacząć. Coś konkretnego polecisz?
OdpowiedzUsuńOj, ja Lema jeszcze muszę nadrobić... A od Zajdla najlepiej na start brać "Paradyzje" albo "Limes inferior". Jego najlepsze powieści. :)
UsuńDziękować :>
UsuńJak się domyślasz, nie moja tematyka. Nie przepadam też zbyt za opowiadaniami.
OdpowiedzUsuń