Strefa
X nigdy nie odkryje swojej prawdziwej twarzy. Mimo to ostatnia ekspedycja
próbuje dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Czym w ogóle jest to tajemnicze
miejsce i skąd się wzięło?
![]() |
Tytuł: Ukojenie
Tytuł
serii: Southern Reach
Numer tomu: 3
Autor: Jeff
VanderMeer
Tłumaczenie:
Bartosz Czartoryski
Liczba
stron: 400
Gatunek: weird
fiction
Wydanie: Otwarte,
Kraków 2014
|
Właściwie
naprawdę nie wiem, o czym mam w przypadku „Ukojenia” VanderMeera pisać. Dwa
poprzednie tomy z trylogii „Southern Reach” naprawdę przypadły mi do gustu. Pierwszy
był ekologicznym horrorem, drugi korporacyjnym thrillerem, a obydwa dzieła
zostały utrzymanie w tonie dziwności na tyle dziwnej, by były ciekawe, ale na
tyle normalnej, by do pewnego stopnia dało się je zrozumieć. Miały konkretnego
bohatera i dość angażujący rozwój akcji, sprawiając, że jako czytelnik po prostu
chętnie śledziłam losy wydarzeń.
Niestety,
w ostatnim tomie sytuacja wyglądała nieco inaczej, przynajmniej dla mnie.
Autor, zamiast skupiać się na jednym wątku, prowadzi kilka na raz. Wszystkie
wynikają z części poprzednich i przynajmniej w teorii powinny dobrze zgrywać się
w całość, ale osobiście prędko zaczęłam odnosić wrażenie, że te historie do
niczego nie prowadzą. Że VanderMeer i tak nie da mi satysfakcjonującego rozwiązania
akcji i że właściwie z każdą chwilą ta historia interesuje mnie coraz to mniej.
Mój
problem z „Ukojeniem” leży więc właśnie w samej konstrukcji powieści i pewnemu
poczuciu beznadziei w trakcie lektury, szczególnie, że faktycznie rozwiązanie
akcji nie dało mi odpowiedzi na tą całą dziwność całej trylogii. Doskonale
wiem, że niektórym czytelnikom to może odpowiadać, ale im więcej poznaje weird
fiction tym bardziej uświadamiam sobie, że pewnego poziomu absurdu po prostu
nie potrafię przeskoczyć tak, aby móc czerpać wystarczającą radość z lektury.
Pod
kątem językowym ta książka jest po prostu kolejną powieścią VanderMeera.
Poprawna i niezbyt wymyślna, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko konstrukcje zdań, właściwie
nie może być inna. Naprawdę nie wiem, co wyszłoby z „Ukojenia” gdyby autor poza
konstruowaniem dziwnego świata tworzył także dziwny język. Dzięki temu książkę
– przynajmniej pozornie – czyta się lekko i szybko, aczkolwiek muszę przyznać,
że ja sama lekturę męczyłam (tak, to zdecydowanie odpowiednie słowo) bardzo
długo. Gdy ją odkładałam, absolutnie nie miałam ochoty do niej wracać, nawet
jeśli niektóre z przedstawionych przez VanderMeera scenek naprawdę mi się
podobały.
Właściwie
to jest to, co pamiętam z „Ukojenia”. Pojedyncze, często dziwaczne sceny, które
mimo wszystko mają sporo uroku. Strefa X to miejsce z niezwykłym klimatem. Do pewnego
momentu ciekawiła mnie też historia latarnika (notabene, obecnego na polskiej
okładce), ale jak już wspominałam, im dłużej tę książkę czytałam, tym mniejszą
miałam na nią ochotę.
Ukończyłam
trylogię VanderMeera z pewnym smutkiem. Nie dlatego, że zakończyła się świetna
historia, a dlatego, że ostatni tom absolutnie nie dał mi tego, czego chciałam.
Nudziłam się, męczyłam i czasem zachodziłam w głowie, czemu poprzednie części tak
bardzo mi się podobały. Cóż, najwyraźniej po prostu tym razem poziom dziwności literatury
tego autora po prostu mnie przerósł. Z resztą, chyba nie po raz pierwszy.
*
* *
Czasem
inni ludzie dają ci swoje światło, które – jeśli nikomu na nich nie zależy –
może przygasać i być ledwie widoczne. Dlatego że dali go za dużo i nic nie
zostało dla nich.
Fragment
„Ukojenia” Jeffa VanderMeera
Kurde. Chciałam to przeczytać, jak się dowiedziałam, że anihilacja jest na podstawie książki (mimo, iż nie widziałam filmu), ale ja tolerancję na dziwną dziwność mam dosyć niską... Teraz mam zagwostkę, czy w ogóle chcę po tę serię sięgać...
OdpowiedzUsuńNie czytałam, nie słyszałam i raczej się nie skuszę.
OdpowiedzUsuńBuziaki. ;***
P.
https://zycie-wsrod-ksiazekk.blogspot.com/
Ale proza VanderMeera wcale nie jest dziwna, a już na pewno nie w porównaniu z Miéville czy Oldim (Otchłań głodnych oczu).
OdpowiedzUsuń