piątek, 22 kwietnia 2016

Irytujące tendencje na blogach: Posty

Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

źródło
Było trochę książek, trochę zabaw i luźnych postów... Dziś wiec, w ramach znów czegoś innego, chciałabym przedstawić Wam irytujące tendencje, które zauważam na blogach i chwilami sprawiają, że po prostu nawet nie zwracam uwagi na niektóre posty ;) Od razu uprzedzam, temat będzie się dotyczył raczej blogów lifestyle'owych, albo modowych - na całe szczęście, blogi recenzenckie przez swoją tematykę nie mają za dużego pola do popisu jeśli chodzi o bezsensowne notki ;D Nawet, jeśli moje gusta nie pokrywają się z twórcą strony. Ale do rzeczy! Co widzę irytującego w blogosferze? 

Pseudo-filozoficzno-głębokie posty
Kto czyta mojego bloga, ten wie, że czasem jakiś post na którym rozważam jakiś problem się pojawia. Piszę je jednak tylko, gdy mam jakiś konkretny pomysł (co nie zmienia faktu, że sporej ilości tych starszych trochę mi wstyd, ale shhh) i po prostu muszę wylać gdzieś swoją irytacje, czy poglądy, które kotłują mi się w głowie. Przy okazji, staram się poruszać stosunkowo konkretne problemy, a nie ogólne jak miłość, wolność, równouprawnienie
Ale... niestety, sporo blogerek, szczególnie młodszych, nastolatek, myśli, że gdy wstawi swoje posty i kolejne przemyślenia, po raz setny na ten sam, ogólny problem, to będzie uchodziła za fajną i mądrą. Otóż nie! Zwykle takie osoby robią na mnie wręcz przeciwne wrażenie.
źródło
Brzydko mówiąc, rzygam takimi postami. Serio.
Pomijam już fakt, że często argumenty umieszczone w tych postach są albo cholernie banalne, albo dość nielogiczne. Pomijam, że ich posty nie uczą niczego - autorzy zwykle nie przytaczają żadnych przykładów, autorytetów, zwykle lejąc wodę. Ale... kurcze, one są po prostu cholernie nudne. Ile razy mogę czytać o czym, że trzeba szanować bliźniego, przy okazji oglądając (niekoniecznie wybitne) zdjęcia nastolatki? Nie, wybaczcie, ale napisanie 400 słów, co drugie powtarzając słowo miłość, albo homoseksualizm nie zrobi z nikogo intelektualisty.
Mam często wrażenie, że takie osoby często chcą wyjść na mądre, tak na prawdę nie interesując się tematem o którym piszą... Nie mając praktycznie żadnych doświadczeń, ani wiedzy na dany temat. To na prawdę widać.
Ach i jeszcze jedno. Ogromne znaczenie przy takich postach ma sposób pisania. Zdecydowanie bardziej negatywnie odbieram posty, których autor pisze bezstronnie (Życie w dzisiejszym świecie sprawia, że ludzie są nie czuli), niż takie, których autor po prostu snuje swoje rozważania (Dzisiejsza sytuacja sprawiła, że zaczęłam myśleć o tym, jak bardzo nieczuli są ludzie w dzisiejszym świecie).

Oczywiście, nie piszę tu o osobach, które ładnie i elegancko opisują jakąś problematykę - ale takich to ze świecą szukać.


Inspiracje
źródło
Wklej do posta tonę nie swoich zdjęć, nadaj tytuł Inspiracje - Szarość albo Inspiracje - Styczeń 2016 i post gotowy! Kurczę, jak już chcesz się takim czymś dzielić, napisz, skąd pochodzi zdjęcie, kto je wykonał. Wyjaśnij, czemu Cię to inspiruje i dlaczego ma zainteresować innych. Na prawdę, post z setką zdjęć mam uznać za ciekawy? Jak będę chciała zobaczyć róże na tle zegarków, albo innego badziewia, otworze grafikę w googlach, dA, czy Instagrama i w ciągu chwili znajdę setki takich zdjęć.
Takie kopiowanie zdjęć bez podawania autorów, ba, nawet bez konkretnej przyczyny, podchodzi mi pod plagiat, szczerze mówiąc. To znaczy, jasne, w sieci autor musi liczyć się z tym, że jego praca zostanie skopiowana... ale w tym przypadku czasami to wygląda tak, jakby autor posta przypisywał sobie prawa do tych prac. 
Oczywiście, posty dotyczące swoich własnych zdjęć, to trochę inna bajka :) Własną pracą należy się chwalić ;D 
Tu jednak kłania się pytanie do Was: lubicie takie posty? Co w nich widzicie? 

Wish-listy
Źle to napisałam? Możliwe. Jeśli tak, proszę o poprawę :) 
źródło
Okeej, inspiracje - bo podobają się Wam zdjęcia i chcecie się nimi podzielić. Powiedzmy, że rozumiem. Ale posty typu wish-lista to często kompletna kpina.
Rozumiem, że współpraca, fajnie, i takie tam... ale post, który zawiera tylko i wyłącznie zdjęcie ciuchu i klik pod nim? Tak, tak, wiem, że ludzie wymieniają się tymi klikami. Ale przykładowo, mnie to nijak interesuje. O ile ciekawszy byłby post, gdyby autor/autorka omawiał/a ubrania. Albo tworzyła z nich stylizacje, również je omawiają, pod spodem podając linki do ubrań! Tak, wtedy jeśli by mnie coś zainteresowało - może i bym weszła. Może myślałabym o zakupie. A tak? Odbieram tego typu posty jako zwykły spam.
Kreatywności trochę, ludzie. To na prawdę nie jest trudne.

Kopiuj-wklej: Przepisy i DIY
źródło
Bardzo często wpadam na posty, które zawierają z 5-6 przepisów na coś, albo pomysłów. Zwykle nie są dopracowane, po prostu przepis, opis jak coś wykonać i tyle. Koniec. Za każdym razem zastanawiam się wtedy: czy autor/autorka bloga próbował to coś wykonać? Bo ja często mam wrażenie, że nie. Że nie miał pomysłu na post, dlatego wygrzebał z sieci pomysły na zdrowy obiad, albo jak zrobić ozdobny słoik, po czym wkleił to do posta, by cokolwiek na blogu się pojawiło. Najbardziej chyba śmieszy mnie, gdy jakaś znana youtuberka zrobi dopiero co film na jakiś temat, a potem widzę wysyp tego samego pomysłu na blogach i mniej znanych kanałach, gdzie dziewczyny często przypisują sobie ta idee. Czy to nie jest plagiat? Według mnie, trochę tak.
Nie mam nic przeciwko blogom z ciekawymi instrukcjami. Przeciwnie! Jeśli post jest porządnie zrobiony, ze zdjęciami, z dokładnym opisem oraz opinią twórcy na temat danego obiektu, wtedy nawet mam ochotę z niego skorzystać. Ale kopiuj-wklej, bo nie miało się pomysłu na post? Przepraszam, ale nie.


Co Wy o tym sądzicie? Jakie typy postów Was najbardziej irytują, albo sprawiają, że omijacie je dalekim  łukiem? :)

Na koniec dodam jeszcze, że jeśli tworzysz posty w/w typu - nie miej wrażenia, że wytykam Cię palcem. To moje ogólne obserwacje. Możesz z nich coś wyciągnąć dla siebie, możesz zupełnie olać - w końcu to autor decyduje, co pojawia się na jego stronie.

środa, 20 kwietnia 2016

Ja na Wattpadzie?

Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/


Witajcie :) Ostatnio zasypuje Was postami, niemniej, w sumie dlaczego nie? Dzisiejsza notka powstała ponieważ... dołączyłam do społeczności Wattpada i chce się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat tej strony. 

Już wyjaśniam, czym ta strona w ogóle jest, dla tych, którzy nie mają o niej pojęcia. Wattpad to  strona społecznościowa, taka jak deviantart.com, czy tumblr.com z tą różnicą, że wrzuca się na nią tylko prace literackie. Choć jest amerykańska, bez problemu można na niej wrzucać historie pisane po polsku, bo naszych rodaków tam nie brakuje. 
Po moim krótkim pobycie tam, mam już mniej więcej wyrobioną opinię na temat tej strony. Na pewno to lepsze wyjście dla osób chcących pisać, niż blog, bo czytelnicy wchodzą na nią regularnie, przeglądają i mają wszystkie treści w jednym miejscu - nie trzeba promować bloga, a tylko dany tekst, co może okazać się po prostu łatwiejsze :) Sama publikacja tekstu, zapisywanie tych, które chcemy przeczytać, szukanie historii nas interesujących jest bardzo, bardzo proste.
Oczywiście, strona też ma swoje minusy. To, co najbardziej mnie irytuje, to fakt, że nie mogę ustawić tekstu tak, jakbym chciała. Nie mogę wyjustować tekstu, ani zrobić akapitów... a lubię, jak mój tekst wygląda ładnie.

  


Powyżej macie porównanie tekstu na Wattpadzie i w Wordzie. Jest różnica, prawda? Ach, skopiujcie adresy URL obrazków i wklejcie je do innej karty, jeśli się nie otwierają.
Plus takiego rozwiązania jest jeden... Wattpada cudownie czyta się nawet na niewielkiej komórce. O ile na laptopie wybrałabym tekst z Worda, o tyle aplikacja tej strony świetnie dopasowuje się do urządzeń mobilnych.

Jakie mam plany względem tej strony? Raczej nie będę czytać zbyt wielu tekstów tam zamieszczanych, bo... mam książki. Niemniej, nie wykluczam czytania czegoś z nudów. Poza tym Wattpad na pewno będzie świetny, w chwili, w której będę się nudzić i poza komórką z internetem nie będę miała zupełnie nic pod ręką. Doskonale sprawdzi się jako takie czytelnicze S. O. S :) Jeśli chodzi o publikowanie tekstów, tak, mam plan coś tam wrzucać. Czy regularnie? Czy to w ogóle wyjdzie? Nie wiem. Zależy, od mojego czasu, nastroju i czytelników, bo jeśli odzew będzie zerowy zapewne szybko mi się to znudzi. Niemniej, uważam, że to fajny sposób na zdobycie paru czytelników, którzy ewentualnie kupią twoją prace, jeśli zostanie wydana.

Oczywiście, zapraszam Was na mój profil, jeśli interesuje Was moja twórczość, zwłaszcza do mojego najnowszego pomysłu na zbiór opowiadań: Łapacze mają być steampunkową, może stosunkowo prostą, ale w miarę pozytywną historią :)



W tym miejscu chciałam Was też zaprosić na mojego Instagrama - poza zdjęciami, które wykonuje normalnie, znajdziecie tam też zdjęcia książek i różne inne, na które czasem mam ochotę :D

niedziela, 17 kwietnia 2016

Pyrkon 2016, odsłona druga - zdjęcia!

Spotkasz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Dziś spontanicznie i znów pyrkonowo! Moją pisemną relacje z tegoż wydarzenia znajdziecie tutaj, a dziś zapraszam Was do obejrzenia zdjęć z tego wydarzenia wykonanych przeze mnie. Kilka (prawie) reportażowych, większość - sesyjnych. Rozpoznajecie choć jedną z postaci? Hm? :)



















Na zdjęciach sesyjnych znajdziecie: Marikę Makles i Adę Szczyrę, Ruru, grupę Vorondili, Alis Cosplay oraz Bura-chan Cosplay :) A moje zdjęcia, regularnie dodawane możecie śledzić na tej stronie

piątek, 15 kwietnia 2016

Zamek Złudzeń: Nie ma to jak wyrwać się z prowincji!

Na Zamek Złudzeń wpadłam przypadkiem, na promocji w jednej z internetowych księgarni. Szczerze mówiąc, trafiła do koszyka, mimo, że nawet nie przeczytałam jej opisu, więc moje spotkanie z nią było nieco szalone. Jak jednak się zakończyło?
Post wrzucany jest nieco wcześniej, bo wisieć tu aż tyle nie musi raczej, a... mam taki kaprys :D


Tytuł: Zamek Złudzeń
Tytuł serii: Opowieść Barda
Numer tomu: 1
Autor: Mercedes Lackey, Josepha Sherman
Liczba stron: 271
Gatunek: powieść fantasy, powieść młodzieżowa

Kevin ma serdecznie dość siedzenia na prowincji. Ma szesnaście lat i jest uczniem wielkiego barda dlatego chyba należałoby mu się nieco rozrywki i przygód! Pewnego dnia mistrz wzywa go do siebie, każąc mu wykonać niezwykle ważne zadanie. Początkowy zapał chłopca gasi wieść o tym, co tak na prawdę ma zrobić. Bard każe mu przepisać cały, długi manuskrypt znajdujący się w najbliższym zamku. Nie wie jednak, że od tego dokumentu może zależeć los całego królestwa i że w pozornie przyjaznym mu miejscu są ludzie, którzy koniecznie chcą przeszkodzić mu w wykonaniu zadania...

Firma zajmująca się planszówkami i kartami nie powinna zajmować się wydawaniem książek - to była jedna z pierwszych myśli, jakie przeszły przez moją głowę po pierwszych stronach Zamku Złudzeń oraz sprawdzeniu, kto jest wydawcą tej powieści. Oj, tak, nie dość, że do czynienia mamy z tanią fantastyką dość niskich lotów, to na dodatek niewątpliwie tłumacz pogorszył moją ocenę tej książki. Czemu? Bo przynajmniej na początku w treści wypatrzyłam sporo powtórzeń, a nawet później przez znak wykrzyknienia postawiony w losowych miejscach po prostu nie byłam w stanie płynnie czytać tej książeczki.
Zamek Złudzeń nie jest popularny i wcale się temu nie dziwie. Przedstawia nam banalną historię, z typową i przewidywalną fabułą, nie dając nam niemalże nic pozytywnego. To znaczy, jasne, mimo błędów tłumacza, sama treść jest napisana bardzo prostym językiem, nie ma problemów z jej zrozumieniem i podążaniem za nią, ale... jednak od książek fantasy, nawet od młodzieżówek, chcę czegoś nieco więcej.
Nasz główny bohater, Kevin, jest tak irytujący, jak tylko irytujący może być. Przede wszystkim, wpada na banalnie proste pomysły, jest strasznie butny, przerysowany, a jego komentarze mogą przyprawić o ból głowy. Ma szesnaście lat, a zachowuje się, jakby miał co najmniej sześć mniej.
Drugoplanowe postacie wcale nie ratują sytuacji. Są schematyczni i zwykli, choć tu na szczęście obyło się bez tak irytujących zachowań. Jedyną postacią, do której poczułam nić sympatii jest drow, towarzysz Kevina - Naiachal - który podczas tej niedługiej historii na prawdę wyraźnie się rozwija. Mimo to, dalej poziom w jaki została ta postać wykreowana jest na prawdę słaby.
Wrogowie Kevina to również bardzo proste, czarno-białe postacie, które zdają się być głupsze od samego protagonisty, a mogę Wam przysiąść, to na prawdę nie jest łatwe!
Nie mogę odmówić autorkom odrobiny kreatywności. Nie! Motyw z magią bardów, magią muzyki - jest na prawdę ciekawy. Niestety, potencjał jaki tkwił w tym pomyśle nie został w żadnym razie wykorzystany.
Zamek Złudzeń przypomina bardziej amatorską bajeczkę, niż powieść napisaną przez dwie profesjonalistki. Na rynku mamy zdecydowanie więcej ciekawszych i łatwiej dostępnych książek o bardzo podobnej tematyce i fabule, dlatego nie widzę sensu, aby komukolwiek ją polecać. Twórczynie chyba nie zrozumiały, że do dobrej powieści fantasy nie potrzebujemy setek ras i wymyślnych czarów... Bez dobrych, wyraźnych charakterów oraz ciekawych, logicznych wydarzeń trudno sprawić, aby jakakolwiek książka była na prawdę dobra.

źródlo

niedziela, 10 kwietnia 2016

Za co tak lubię polską fantastykę?

Jeśli chcesz mnie dziś gdzieś znaleźć, to sprawdź tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Do czytania polskich książek nawołuje w sumie cały czas... ale w grancie rzeczy, zbyt wiele się ich u mnie tu nie pojawia. Czemu? Bo chyba po prostu chce sięgać po wszystko i kończy się to ostatecznie tak, że nie mam kiedy zabrać się za to, co na prawdę mnie interesuje ;D Mimo to, uwielbiam fantastykę i polską cenie sobie niesamowicie,choć jeszcze wiele jej jest przede mną. Dlaczego tak? Już zaraz się dowiecie :)
Choć tytuł mówi o fantastyce, pośrednio będę mówić o różnych innych polskich twórcach - tyle, że po prostu ten gatunek jest mi najbliższy ;D
Tłumacz to kłamca.
Nikt od autora nie wie lepiej, co chciał przekazać, w tym również tłumacz. A w szczególności, gdy mamy styczność z fantastyką, która potrafi być bardzo specyficzna. To banalna i logiczna sprawa, ale mam wrażenie, że często się o tym zapomina. Zawsze najlepiej czytać literaturę w oryginale. Niestety, nie każdy język znamy na tyle dobrze, aby w nim czytać... ale liczę na to, że Was w stosunku do polskiego to nie dotyczy? :D

Nikt lepiej nie będzie bawił się słowem!
Tłumacz nie dość, że może wprowadzić nas w błąd, to jeszcze fizycznie często nie jest w stanie przetłumaczyć niektórych gier językowych autora. Polski to specyficzny język, z masą możliwości, jeśli o nie chodzi i na prawdę wielką frajdę sprawia mi nie raz wyłapywanie takich zabaw twórcy z czytelnikiem.

Tylko Polak wie jak myślą jego rodacy.
Jak każdy kraj, mamy swój sposób na życie. Swoją kulturę, swój sposób myślenia. Twórca, który jest Polakiem rozumie nas lepiej, zna naszą historię, wie, co jako ogół lubimy, a czego nie. Dzięki temu tylko w rodzimych tekstach możemy znaleźć aluzje literackie właśnie do typowo naszych nawyków, czy zwyczajów. Amerykańska literatura raczej nigdy nam tego nie zapewni :)

Specyfika słowiańskiej wyobraźni
Nie raz słyszałam, że Słowianie to bardzo wrażliwy artystycznie lud i chyba coś w ty jest. Gdy sięgam po polską fantastykę zawsze jest inna, zawsze ma w sobie coś, czego nie znajduje w zagranicznej. To nie tak, że każdą pozycje uznam za genialną... ale praktycznie zawsze ma w sobie coś wartego uwagi. Nowego. Niezwykłego.


Książka Polaka nie przechodziła przez kilka wydawnictw, nim została wydana
Niby mało istotne, ale... wydaje mi się, że jednak tylko niby. Gdy kupujemy coś z zagranicy, przykładowo, z USA, to najpierw zostało wydane przez tamtejsze wydawnictwo... aby dopiero później ktoś z naszego kraju zainteresował się daną pozycją i uznał, że u nas również się sprzeda. Z jednej strony, mamy większą selekcje... z drugiej, czy aby na pewno ta selekcja jest dobra? W takiej sytuacji najchętniej wydawane będą schematyczne książki, pisane pod masy, które na pewno znajdą u nas dobry rynek zbytu... w końcu, tłumaczenie trochę kosztuje. Z tego powodu chyba nieco trudniej jest wpaść na oryginalne, zagraniczne pozycje.

A jak to u Wa jest z czytaniem książek naszych, polskich pisarzy? Co o nich sądzicie?

Nomida zaczarowane-szablony