Koleś na okładce wygląda jak skrzyżowanie Jamesa McAvoya z tygrysem i nie mogę się pozbyć tego skojarzenia. Coś czuję, że nie polubiłabym głównego bohatera i lektura w ogóle nie sprawiałaby mi radochy.
No bo o to chodzi, książka pierwotne nazywała się "Tiger Tiger!". To nie bohater, którego człowiek ma lubić akurat. Ta historia opiera się na czymś innym.
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Koleś na okładce wygląda jak skrzyżowanie Jamesa McAvoya z tygrysem i nie mogę się pozbyć tego skojarzenia. Coś czuję, że nie polubiłabym głównego bohatera i lektura w ogóle nie sprawiałaby mi radochy.
OdpowiedzUsuńNo bo o to chodzi, książka pierwotne nazywała się "Tiger Tiger!". To nie bohater, którego człowiek ma lubić akurat. Ta historia opiera się na czymś innym.
Usuń