sobota, 18 czerwca 2016

Szklany Tron: Walcząc o wolność

źródło
Oto kolejna książka czytana w ramach zapoznawania się z tym co znane. Ponoć dobra, ba! Ponoć genialna, bo tyle się o niej naczytałam. Mimo okropnej okładki, miała być wyjątkowa. Znając jednak moje szczęście, w sumie wiele się po niej nie spodziewałam. Jak wyszło? Przeczytajcie niżej. A jeśli macie ochotę na mały przedsmak recenzji, oraz backstage na żywo z opóźnieniem, a jesteście już po lekturze kliknijcie tutaj.


Tytuł: Szklany Tron
Tytuł serii: Szklany Tron
Numer tomu: 1
Autor: Sarah J. Maas
Liczba stron: 520
Gatunek: high fantasy / młodzieżowa fantastyka

Znana na całym świecie zabójczyni, Celaena Sardothien, zostaje złapana i osadzona w więzieniu przypominającym do złudzenia obóz pracy. Po roku czasu odwiedza ją niezwykły gość, stawiając przed nią ultimatum: albo spędzi resztę życia zniewolona, albo weźmie udział w konkursie o miano królewskiego zabójcy, którego zwycięstwo zagwarantuje jej wolność... po czasie wykonania służby, rzecz jasna.
Wybór Celaeny jest prosty. Chce żyć. Podejmuje się więc zadania, pewna swojego zwycięstwa.


Tak, Szklany Tron to lepsza książka od na przykład znanej sporej rzeszy czytelników Czerwonej Królowej. Ale nie, to nie jest historia, którą pokochałam i będę uwielbiać. Zdecydowanie nie! Oj tak, książka Maas zalicza się do tych, nad którymi mam szczerą ochotę się trochę wyżyć (znowu <3). 
źródło
Zacznijmy od... stylu. Skoro mamy historię o zabójczyni, przydałoby się, aby tekst był w miarę mroczny, utrzymywał gęsty klimat. Jak to jednak bywa z tłumaczeniami, tekst jest czysty niczym łza, banalny, prosty. Nie ma w nim zupełnie nic nadzwyczajnego. Czyta się go szybko, jasne, ale też nie buduje żadnej ciekawej otoczki wokół historii. A gdy nawet myślałam, że uda mi się w pełni w tą historię wciągnąć, autorka skutecznie niweczyła mi tą nadzieję, wrzucając na przykład słowo... dziewczyna. Które nijak do największej zabójczyni na świecie nie pasuje, nie sądzicie? 
Skoro już o dziewczynie mowa, przejdźmy do głównej bohaterki. Ma osiemnastkę. Mając siedemnaście lat, trafiła do więzienia. Do tej pory, tj. do siedemnastego roku życia nauczyła się biegle władać różnymi rodzajami broni, np. sztyletem, mieczem, łukiem, różnymi kijami i młotami, generalne: wszystkim, co może wpaść jej w ręce. Poza tym czyta. Uwielbia czytać i czyta dużo. Gra na instrumentach. Jako tako zna etykietę no i co najważniejsze, w ciągu paru lat zdobyła tytuł najlepszej zabójczyni, jaka chodzi po świecie. Ach, zapomniałabym, zna biegle co najmniej dwa języki. Na prawdę... ona ma osiemnaście lat i takie umiejętności i osiągnięcia? Przepraszam, ale nie jestem w stanie w to uwierzyć. Szczególnie, że czytając, wcale nie widziałam zabójczyni, jaką podobno jest. Widziałam na prawdę tępą, butną nastolatkę, która z ledwością hamuje napady agresji i nie rozumie najprostszych forteli, o wszystko musząc się wykłócać. No, dobrze, przynajmniej na taką chce kreować ją Maas, bo to też nie do końca jej wychodzi... Ostatecznie od powieści dostajemy nieco irytującą, ale w miarę delikatną i nijaką dziewczynkę, która ma być naszą główną bohaterką. 
Pozostałymi postaciami autorka też nie ma się co szczycić. Dorian, książę, który daje Zabójczyni szansę wydostania się na wolność wcale nie wygląda na następce tronu. Tak jak i Celaena jest jeszcze trochę niedojrzałym dzieciakiem, który zdaje się nie mieć bladego pojęcia o polityce i przy tym marzy sobie o związku z miłości, nie z przymusu! Ma państwo w czterech literach, na wojaczce też zdaje się średnio znać... I choć nie jest tak irytujący, jak chwilami potrafi być Zabójczyni, to jednak ma swoje za uszami. Chaol, Kapitan Gwardii, jest chyba postacią, w którą najłatwiej mi uwierzyć, niemniej, jest dość szary i nijaki. 
Najbardziej irytująca okazała się jednak nie Zabójczyni, nie ludzie jej najbliżsi, a... pewna drugoplanowa postać, która była całkiem typową, cholernie irytującą i źle poprowadzoną królową pszczół. Niemniej, wole więcej czasu jej nie poświęcać bo szczerze mówiąc, chyba nie ma po co. Jej jedyną rolą w tej historii zdaje się być irytowanie czytelnika.
źródło
Co jeszcze w historii pani Maas nie wypaliło? Budowa świata przedstawionego. Nie dość, że pokazany jest dość płytko, to na dodatek jej odmiana rasy ludzkiej zdaje się być zdecydowanie podrasowana. Czemu? A no, wyobraźcie sobie teraz dziewczynę, która bazuje na swojej lekkiej budowie ciała i zwinności, którą ktoś wkłada do więzienia i każe jej przez rok pracować w okropnych warunkach z kilofem w ręce. Już pomijając, że prawdopodobnie by go nie udźwignęła, jest bita, poniżana, żyje o chlebie i wodzie,,, i dalej ma siłę na bunt. Ale dobrze, powiedzmy, że tu jestem w stanie przymknąć na to oko. Tyle, że chwilę później, gdy z więzienia wychodzi, chudziutka i słabiutka, spędza twa tygodnie na końskim grzbiecie, w podróży... nie mdlejąc przy tym ani razu z wycieczenia i będąc właściwie zupełnie zdrową, mimo, że wyszła z siedliska chorób. Tak na marginesie, tego właśnie nie lubię w amerykańskiej literaturze: na naszych terenach istnieje wizja obozów pracy. Wiemy, jak to wyglądało, żyjemy tym w pewnym sensie i dzięki temu powieści Polaków potrafią dobrze oddać brutalność. A Amerykanie? Cóż... dla nich to zdaje się być całkowitą abstrakcją.
Ale wracając jeszcze na chwilę do świata pani Maas! Wyobrażacie sobie zabójców, miecze, szable, gwardię królewską... i bilard? No, ja nie. A w tej powieści jest bilard. I psy z kokardką, ale o tym... o tym może rozpisywać się nie będę.
Fabularnie - poza logicznymi błędami wynikającymi ze złego przedstawienia świata - jakoś tam wyszło. Nie jest genialnie, szczególnie, że USA obecnie chyba choruje na schematy dotyczące turniejów i igrzysk, zagadka, którą dostajemy jest wręcz banalnie prosta, ale... całość czyta się bardzo łatwo i szybko. Nawet obecny wewnątrz wątek miłosny nie jest jakoś szczególnie męczący. Ot, dostajemy zwyczajne czytadło na góra dwa-trzy dni, które spokojnie pozwoli nam się odstresować po ciężkim dniu pracy, albo szkoły.
Być może nie oceniałabym tej historii tak ostro, gdyby nie fakt, że nie jest promowana jako młodzieżówka (a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie), a pełnowartościowe fantasy... Niestety, do tego tytułu trochę mu brakuje. Historia zdecydowanie spodoba się osobom, które nie czepiają się szczegółów i chcą po prostu fajnej książki z masą akcji oraz młodą bohaterką. Jeśli więc zaczytujecie się w fantastyce młodzieżowej, spokojnie możecie po Szklany Tron sięgnąć. A jeśli nie? Spróbujcie, może Wam przypadnie do gustu, niemniej, nie obiecuje, że się Wam spodoba.

źródło

15 komentarzy:

  1. Mimo że bardzo lubię młodzieżówki to ta mimo wszystko nie wywarła na mnie najlepszego wrażenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pytanie jakie młodzieżówki lubisz ;) Bo jeslo dystopie albo paranormal romance to ta pozycja wiele wspólnego nie ma. Mimo wszystko, to high fantasy.

      Usuń
  2. A mi się tam podobała. To była jedna z niewielu książek w ostatnim czasie w które naprawdę udało mi się wciągnąć.
    Pozdrawiam :)
    http://life-ishappiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę miałam i nie miałam ochoty jej przeczytać. Ale jednak chyba nie będę jej czytać:p Z taką bohaterką to ja dziękuję..po za tym moja lista jest już wystarczająco długa:D
    Pozdrawiam!
    www.biblioteczkapati.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Podczas czytania nie zauważałam tych nielogicznych wpadek autorki, ale jak się teraz namyślę to faktycznie masz rację i w sumie też oczekiwałam głównej bohaterki, która będzie prawdziwym assassinem, a nie do końca to wyszło. :) Właśnie nie wiem, czy ta książka jest pełnowartościowym fantasy, bo co księgarnia to inna kategoria. Ostatnio się zdziwiłam, gdy właśnie zobaczyłam całą serię w młodzieżówce, bo w empiku jest promowana jako fantastyka. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hah, coraz bardzej przekonujesz mnie, żebym jednak nie sięgała po książkowe hity... ;)
    Denerwują mnie takie bohaterki jak ona... Mary Sue? Chyba tak się nazywają dziewczyny w powieściach, które są piękne, mądre, elokwentne i wszystko umieją. Nic dziwnego, że jej nie polubiłaś ;)
    Bilard. I psy z kokardką. W świecie zabójców. Uroczo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre hity są dobre, o ile są hitami wśród odbiorców, których gusta są podobne do Twoich ;)
      Tak, to taka trochę Mary Sue ale jednocześnie promująca ją nie być co autorce nijal wyszło.

      Usuń
  6. Zupełnie nie moje klimaty, ale teraz leżę chora to pewnie i to bym przeczytała :P

    OdpowiedzUsuń
  7. czytając nie zwróciłam uwagi na wytknięte przez Ciebie błędy, w sumie teraz myślę, że masz racje. ale i tak Szklany Tron mi się podobał, a kolejna część jest jeszcze lepsza. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chaol szary i nijaki? :(
    A co do błędów - ja wykształciłam w sobie ignorowanie błędów logicznych, bo one są w prawie każdej książce z gatunku młodzieżowego :D i mi tam się Szklany tron podobał ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Zabieram się za tę książkę już od ponad miesiąca, ale jakoś zabrać się nie mogę :c
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli rozpatrywać Szklany tron w kategorii młodzieżowej fantastyki, to moim zdaniem książka jest całkiem dobra. Co prawda, wiele elementów (jak główna bohaterka czy braki w kreacji świata) irytuje, jednak w porównaniu z niektórymi powieściami z tego gatunku, wypada naprawdę dobrze. Wydaje mi się, że jeśli nie będziemy mieć względem niej wygórowanych oczekiwań, lektura sprawi nam frajdę oraz zapewni dużą dawkę relaksu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i mam bardzo podobne zdanie. Sporo nielogiczności, luki w fabule, no i nade wszystko główna bohaterka- jak dla mnie straszna Mary Sue, postać właściwie bez skazy, a przy tym bardzo nierealna. Walczy każdym rodzajem broni, przeżyła w kopalni, jest bardzo piękna, rzekomo mądra (jak dla mnie jest bardzo głupiutka, ale opisuję obraz, jaki dostajemy od autorki), przebiegła (ekhem),atrakcyjna, czyta książki, gra na pianinie... i mimo tego, że jest zabójczynią, wciąż tłumaczy się jej działania jako w gruncie rzeczy szlachetne. Ekhem? Celaena ma rację, nawet gdy jej nie ma. Mimo tego, że zabija ludzi, to przecież zabija samych złoczyńców, więc tak naprawdę jest dobra! Właśnie najbardziej irytowało mnie to wciskanie czytelnikowi, że Celaena jest postacią idealną. Nie wspominając o tym, że mimo kreowania na królową zbrodni, tak naprawdę przypomina rozkapryszoną, nierozgarniętą, niezbyt sprytną i pyskatą nastolatkę. Pomysł na połączenie cech zwyczajnej dziewczyny z zabójczynią może i był ciekawy, ale ostatecznie wyszło niezgrabnie, trochę się to jednak gryzie.
    Ale nie ukrywam, że mimo tych wszystkich wad, to przyjemna lektura, ma swoje zalety, sporo akcji, ciekawy świat... Nie zmienia to jednak faktu, że do mnie nie przemawia, może za bardzo się nastawiałam? Oczekiwałam czegoś, co powali mnie na kolana. Drugi tom jest jak dla mnie znacznie lepszy, może między innymi dlatego, że podeszłam bez żadnego nastawienia, ale w sumie lektura była przyjemna. Celaena mniej denerwuje i ma parę momentów, sporo rzeczy nabiera rozpędu, świat zostaje wzbogacony, bohaterowie nabierają kolorów. Przy ,,Koronie w mroku" naprawdę dobrze się bawiłam. Ogólnie taka książka dla relaksu, nie licząc momentów irytacji na Celaenę;)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  12. No nareszcie! Po Twoim komentarzu pod moim LBA postanowiłam zaglądnąć tu, i poszperać za Szklanym tronem. Cholera, pierwszy raz zgadzam się z recenzją tej książki, i to w stu procentach. niby czytadło na 2-3 dni a mnie tak wymęczyło, że nawet do końca nie dotarłam... więc nie wiem o co chodzi z pieskiem i kokardką, ale jakoś nie żałuje. Zanim sięgnęłam po Szklany tron czytałam Dwór cierni i róż tej samej autorki, który piekielnie mi się spodobał. Język Mass był bogaty, opisy świata Fae wciągały, i w głowie widziałam wszystko, o czym czytałam. Poza tym historia miała ręce i nogi, wszystko się działo "po Bożemu". Więc gdy pod moją recenzją Dworu pojawiły się komentarze, że Szklany tron jest o niebo lepszy, to od razu po niego sięgnęłam. I co? I dupa blada, bo to jakiś żart, a nie fantasy. Zabójczyni drażniła mnie od samego początku. Laska świeżo wyszła z kopalni, a martwi się, że jej sukienka nie pasuje do koloru oczu? No ja na jej miejscu bym całowała stopy księciunia za to, że mnie wydarł z podziemi. Brakowało mi charakteru w tych postaciach, a wątek miłosny denerwował... Kurde, książę nie ma w ogóle styczności z Celaeną, tyle co jak jechali sobie do zamku, ale jak na nią wpada, to najchętniej zaciągnął by ją do najbliższego schowka na miotły... serio? Mogłabym pluć się o całą resztę, ale ten komentarz już i tak jest za długi, więc przemilczę pozostałe "ale". Cieszę się, że trafiłam na Twoją recenzję. Przynajmniej wiem, że nie jestem jedyna :P
    Pozdrawiam ciepło,
    Q.
    https://doinnego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dwór cierni i róż " został napisany później, więc możliwe, że jej warsztat się poprawił. Poza tym weź poprawkę na to, że tłumacz też BARDZO dużo robi i być może sama różnica w stylu jest właśnie jego winą. W każdym razie ja po to coś sięgać nie zamierzam, nie po "Szklanym trodnie" ;P

      Usuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony