Para
naukowców odkrywa, że ludzkość prawdopodobnie ma swoich twórców wśród gwiazd.
Udaje się im zorganizować wielką wyprawę, w trakcie której mają odnaleźć
inżynierów ludzkości. Nie spodziewają się jednak tego, co czeka na nich na
obcej planecie.
„Przypadkiem”
wyszło, że moją przygodę z „Obcym” zaczęłam od „Prometeusza”. Wprawdzie
wiedziałam, że film nie ma najlepszych opinii, ale uznałam, że co mi tam,
obejrzę! Przecież nie może być tak źle. Niestety, ostatecznie... było tak źle,
jeśli nie gorzej.
![]() |
„Prometeusz” (2012)
ang. „Prometheus
horror, science-fiction, akcja
reż. Ridley Scott
|
Sam
pomył na film nie był zły. Mamy statek, lecimy odkrywać nowy świat, poznać naszych
stwórców; a w międzyczasie odkrywamy coś niebezpiecznego, co chce nas zabić.
Problem polega na tym, że „Prometeusz” chce być filmem o czymś wielkim,
niezwykłym i epickim, a daje nam tak głupie postacie, że trudno na to patrzeć
spokojnie. Rozumiem, że horror rządzi się swoimi prawami, ale po pierwsze, to
nawet nie jest straszne, a po drugie: są jakieś granice, prawda?
Nasze
postacie to naukowcy. Powinni wiedzieć, że kosmos może być niebezpieczny, że
nie należy mu ufać i trzeba być ostrożnym w trakcie odkrywania nowych planet.
Niestety, oni o tym nie mają pojęcia. Są jak dzieci w piaskownicy, które widząc
czarną, nieznaną maź włożą w nią palec, a gdy dostaną czaszkę obcej istoty po
prostu zaczną nią sobie rzucać. Cała ta gadka o odkrywaniu pochodzenia ludzi w
tym przypadku jeszcze potęguje ich głupotę; w końcu to miał być wielki, mądry
film. A nim nie jest.
Najlepiej
ze wszystkich postaci wypada android, David (Michael Fassbender). Nie wiem, czy
to kwestia aktorstwa, czy scenariusza, ale to jedyna postać, która ma choć
trochę oleju w głowie. Przy okazji wydaje się też nienajgorzej zagrana.
Niestety, jednym bohaterem takiego filmu się nie pociągnie, zwłaszcza, jeśli
przez cały czas skupiamy się na gromadce dzieci, które robią wszystko, by
umrzeć.
„Prometeusz”
to film, który kompletnie się nie klei; który chce być wielki i piękny, a
wypada niezwykle głupio. Najbardziej boli mnie fakt, że bazując na tym samym
pomyśle można byłoby zrobić coś naprawdę niezłego... a w takiej sytuacji nie
mogę go polecić kompletnie nikomu, bo nawet dla tych widoków nie warto go
oglądać.
A ja się nie zgodzę! Dla mnie film był świetny, a jedyne co mnie irytowało - główna bohaterka. Ale to chyba po prostu jej rysy twarzy... ;D No i uważam, że film zrobiony jest świetnie. Dla mnie była to fascynująca przygoda i nie mogę doczekać się, kiedy w końcu znajdę chwilę, by obejrzeć najnowszego Obcego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Iza
Ale... czemu był świetny? Co Cię fascynowało w tej przygodzie? :P
UsuńCiekawie dowiedzieć się, że powstał film na ten temat, bowiem jakiś czas temu rozważałam akurat tę opcję, że na innych planetach ludzie są na tyle rozwinięci, że stworzyli nasz świat, a teraz nas obserwują. :D Jednak mimo to sobie go odpuszczę, zwłaszcza iż za horrorami nie przepadam, a w Twoich oczach nie wypadł najlepiej... :P
OdpowiedzUsuńTo naprawdę trudno nazwać horrorem nawet, mimo że próbuje nim być XD
UsuńObejrzałam drugą część tej historii pt. "Obcy: Przymierze" i oprócz Fassbender nikt nie wypada tam tak dobrze jak bym oczekiwała. Pomimo tego sama fabuła mnie usatysfakcjonowała, a film obejrzałam z przyjemnością i mam w planach "Prometeusza", gdyż chcę zapoznać się z wydarzeniami poprzedzającymi te, które już poznałam. Czytałam wiele negatywnych opinii na temat obu produkcji, ale mnie się podobały. Nie są jakieś wybitne, ale można spędzić przy nich miło czas.
OdpowiedzUsuńZ tego co wiem, kontynuacja wypada sporo lepiej xD
UsuńJestem wręcz przekonana, że oglądałam ten film i to stosunkowo niedawno - a nie pamiętam z niego zupełnie nic. To chyba najlepiej o nim świadczy...
OdpowiedzUsuńNie moja bajka, ale czasami warto obejrzeć coś nowego więc kto wie :)
OdpowiedzUsuńTego akurat nie warto...
UsuńNiestety, raczej nie czytam książek, których akcja rozgrywa się w Azji lub też krainach stylizowanych na nią. Czytałam jednak Trylogię Imperium i bardzo przypadła mi do gustu. Z innych książek przypomina mi się jedynie dziesiąta część Zwiadowców, kiedy to właściwie cała akcja działa się właśnie na Dalekim Wschodzie.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, poprzedni komentarz miał być do następnego posta, coś mnie nagle przekierowało. Tymczasem na ten film ochoty raczej nie mam.
OdpowiedzUsuńNic się nie stało ;) Dobrze Cię przekierowało, tylko pewnie źle kliknęłaś - by wejść w komentarze trzeba kliknąć u góry bloga, nie na dole. Niestety, szablon nie mój, zmienić go raczej nie potrafię.
UsuńCóż, efekty to nie wszystko :D
OdpowiedzUsuń