Załoga
Jima Holdena (Streven Strait) odkrywa protomolekułę: niebezpieczną, obcą
technologię. Do ich ekipy dołącza Joe Miller (Thomas Jane). Razem próbują
dowiedzieć się, co tak naprawdę knują Marsjanie i Ziemianie, jednocześnie
starając się nie dopuścić do wojny między nimi.
Nim
przejdziecie na dobre do tej recenzji zachęcam do przeczytania mojej opinii na temat
sezonu pierwszego (KLIK). Jak to przy serialach bywa, sam klimat historii jest
zbliżony do siebie, podobnie jak sposób kręcenia :) A teraz przejdźmy do
rzeczy.
Sezon
pierwszy „The Expanse” miał jeden ogromny problem. Bardzo wolno się rozkręcał,
co potwierdziły także Wasze komentarze. Na całe szczęście nie dotyczy to sezonu
drugiego: tym razem twórcy zafundowali nam jazdę bez trzymanki, z ogromem
akcji, wybuchów i zwrotów akcji przez to oglądając kontynuację tej space opery
po prostu nie da się nudzić.
Wydaje
mi się, że głównym „winowajcą” tej poprawy jest zmiana perspektywy. W sezonie
pierwszym mieliśmy dość rozbudowany wątek kryminalny. Teraz główna zagadka
zniknęła, nie mamy już detektywa z lupą, który powoli sobie gdzieś tam węszy: w
sezonie drugim katastrofa gna katastrofę i nikt nie ma czasu na spokojne
załatwianie swoich spraw.
![]() |
„The Expanse”, sezon 2 serial science-fiction |
Do
obsady doszło kilku nowych aktorów. Jedną z ważniejszych nowych postaci
jest Bobbie Draper (Frankie Adams).
Niestety, przy okazji dla mnie okazała się być jedną z bardziej irytujących
bohaterek. By nie było, jest dla niej miejsce w serialu, a z czasem przestaje
aż tak wkurzać, ale tak czy siak, Bobbie jest po prostu idealnym przykładem
głupiej dziewczynki, która wie lepiej, niż cały świat :D
W
drugim sezonie dużo bardziej rozwinięty jest wątek związany z załogą.
Poprzednio nasza drużyna dopiero się zgrywała; teraz stanowią idealny zespół,
który po prostu ze sobą współpracuje. Oczywiście, mają jakieś wewnętrzne konflikty,
ale zależy im na sobie, widać chemię między nimi, a co za tym idzie: bardzo
dobrze się ich obserwuje. Jeśli chodzi o główną załogę Roci tym razem moją
uwagę szczególnie zwrócił pilot, Alex (Cas Anvar), który ze swoją miłością do
statku może nie jest bardzo wyjątkowy, ale jest tak uroczym człowiekiem, że
jego zachowanie po prostu chwyta za serce.
„The
Expanse” nie działałaby tak dobrze bez odrobiny polityki. Nie jest to może
serial przeładowany nią, ale niewątpliwie działania wielkich głów państw
odgrywają tu ważną rolę i... nie, nie jest to nudne, ani nie wymaga ogromnego
skupienia, by całość zrozumieć. Dlatego nie ma się tego co bać, jeśli za takimi
wątkami nie przepadacie, a z drugiej strony, takie zabiegi w przypadku fabuł, w
których na szali postawiony jest cały Układ Słoneczny, są często właściwie
niezbędne.
Drugi
sezon „The Expanse” wypadł naprawdę dobrze. Jak na razie serial idzie w bardzo
dobrym kierunku. Ze spokojnym sumieniem polecam każdemu, kto szuka w miarę
poważnego science-fiction, w którym mimo wszystko nie brakuje akcji.
Tego typu seriale są raczej w guście mojego męża. Sama stawiam na kryminały i thrillery i tylko dla towarzystwa zdarza mi się oglądać coś z SF. ;)
OdpowiedzUsuńTematyka nie do końca moja, ale i tak kusi :)
OdpowiedzUsuńNawet nie słyszałam o tym serialu, co za wstyd! Ale jakoś nieszczególnie mnie zachęca, chyba nie lubię sci-fi aż tak, a już zwłaszcza, gdy postanowiłam, że w tym roku akademickim nie tknę żadnego nowego serialu (ciężko mi idzie, tyle ciekawych ostatnio wyszło! :D).
OdpowiedzUsuńNie dla mnie, ale polecę swojemu mężczyźnie :P
OdpowiedzUsuńMyślę, że serial mógłby mi się spodobać, ze względu na to, iż obecnie poszukuję wszystkiego związanego z science fiction. W końcu przekonałam się do tego gatunku i nie chciałabym żeby jakaś produkcja zepsuła to wrażenie, ale dzięki Twojej recenzji wiem, że powyższy tytuł będzie doskonałym wyborem.
OdpowiedzUsuńTylko nie zraź się pierwszymi odcinkami, serial powolutku się rozkręca ;)
UsuńNie oglądałam pierwszego sezonu, jednak już drugi mnie zachęcił. Czas się wziąć w końcu za jakiś ciekawy serial. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :D
I obserwuję! ;)
zaczytana-w-herbatkach.blogspot.com