Kto
będzie lepszym pogromcą ciemnych sił… od pół-demonicy? Tessa Brown prowadzi
podwójne życie, próbując oczyścić swoją okolicę z nieczystych mocy. Gdy z klasztoru
w tajemniczych okolicznościach znika stary krzyż, kobieta próbuje rozwikłać
zagadkę. Nie ma pojęcia, że tym samym wpakowała się w aferę wykraczającą ponad
ludzkie rozumowanie.
![]() |
Tytuł: Tylko
żywi mogą umrzeć
Tytuł
serii: Tessa Brown
Numer tomu: 1
Autor: D.
B. Foryś
Liczba
stron: 380
Gatunek: urban
fantasy
Wydanie: Niezwykłe,
Oswięcim 2019
|
Gdy
ostatnio przyjrzałam się nieco naszemu polskiemu rynkowi urban fantasy zorientowałam
się, że właściwie wcale nie mamy takiej literatury jakoś szczególnie wiele.
Chociaż mi ta ilość wystarcza to wydaje mi się, że fani tego konkretnego
podgatunku fantastyki mogą czuć pewien niedosyt. Książka D. B. Foryś, „Tylko
żywi mogą umrzeć” może więc przynajmniej trochę tę lukę wypełnić. Czy jednak naprawdę
jest warta uwagi?
Ta
powieść zaczynała jako twór self-publishingowy (którego kojarzę jeszcze z
tamtych czasów). Obecnie zaopiekowało się nią wydawnictwo Niezwykłe, od razu wydając
dwa tomy. Podejrzewam więc, że tytuł jest poprawiony w stosunku do poprzedniej
wersji i cieszę się, że nie zabrałam się za nią wcześniej, bo moja opinia
mogłaby być jednak sporo gorsza. Szczególnie, że nawet teraz nie mam zamiaru
piać z zachwytu. Przyznaję jednak, że czytanie tego debiutu powieściowego wcale
nie było męką: chwilami nawet dobrze się bawiłam. Ale po kolei!
Szczerze
przyznam, że nawet nie wiem, czy mogę w przypadku „Tylko żywi mogą umrzeć” mówić
w ogóle o jakimkolwiek światotworzeniu. To, co znajdziemy wewnątrz to po prostu
kalki tego, co już z popkultury znamy. Jeśli czytelnik kojarzy, czym jest „Supernatural”,
bądź „Buffy” od razu zrozumie z czym ma do czynienia i raczej nie poczuje się
niczym zaskoczony. Właściwie ta książka trochę kojarzy mi się z takim dość
tanim serialem, próbującym kopiować szczególnie ten o braciach Winchester,
tylko w wersji jeszcze prostszej i bardziej wypranej z czegokolwiek.
Do
tego przemielonego przez popkulturę świata autorka wkłada Tessę Brown. Nasza
główna bohaterka jest w połowie demonem, który przez całą powieść wypowiada się
w pierwszej osobie. Nie wiem, czy Foryś miała taki zamiar, czy nie, ale
szczerze przyznam, że ta postać po prostu potrafiła mnie bawić. Głównie
dlatego, że Tessa jest tak doskonałym obrazem „typowej kobiety”, że… że chyba
bardziej nie mogła taka być. Mówi o sobie, że jest silna i niezależna, by
chwilę później narzekać, że nikt jej nie pomaga w noszeniu walizki. Mówi o
sobie, że jest nie ufna, ale wierzy i ufa pierwszemu napotkanemu w książce facetowi
(wiecie, przystojny był). Ma się za profesjonalistkę, ale jeśli coś jest to
spartaczenia… to ona to spartaczy. To wprawdzie nie jest postać, do której
czuje szczególną sympatię, ale na pewno kilkukrotnie mnie rozbawiła. Jej męski
kompan wydaje się trochę bardziej zaradny, ale powiedziałabym, że to po prostu
typowy przystojno-ironiczno-śmieszny męski charakter, który ma przede wszystkim
topić serca czytelniczek.
Właśnie,
co do topienia serc! Książka, oczywiście, wątek romantyczny zawiera i nie
sądzę, by kogokolwiek na tym etapie to dziwiło. Przyznam jednak, że mnie
kompletnie nie obszedł. Widzę potencjał w relacji Tessy i Killiana, ale
właściwie to byłoby na tyle. Wszystko wydaje się dziać za szybko, za gwałtownie,
zbyt naiwnie i głupiutko. Jeśli pani Foryś to czyta – polecam sięgnąć po „Szamankę
od umarlaków” Raduchowskiej. Ona zrobiła taką relacje dobrze!
Jak
na książkę imitującą „tani amerykański serial o demonach” nie brakuje w niej
scen akcji. Właściwie „Tylko żywi mogą umrzeć” na tym się opiera. Ta powieść ma
bardzo prosty schemat: mamy trochę ekspozycji, jakiś dialog Tessy i Killiana, a
potem scenę akcji, jeszcze jedną scenę akcji, a potem jeszcze jedną i znów:
ekspozycja, dialog… akcja. To sprawia, że powieść, mimo bycia lekturą raczej
niższej niż wyższej klasy, po prostu nie nuży i pozwala czerpać jakąś
przyjemność z czytania.
Jeśli
chodzi o kwestie językowe, powiedziałabym, że autorka radzi sobie… ot, tak
średnio. Zdania są zbudowane poprawnie i raczej prosto, w przeciwieństwie do na
przykład Anety Jadowskiej, u której to pierwsze potrafi kuleć mimo lat
profesjonalnego pisania. Ekspozycja wychodzi jednak Foryś dość topornie i
nudnawo (jakiś bohater zwykle po prostu siada i wypowiada monolog), podobnie
jak popkulturalne nawiązania. W ogóle, to aspekt powieści, który chyba
zasługuje na swoją chwilę.
W
co najmniej kilku miejscach autorka nawiązuje do jakiegoś dzieła, po czym przy nawiązaniu
widzimy gwiazdkę, a na dole strony oficjalny tekst: „To nawiązanie do filmu X
[przyp. red.]”. Przyznam, że niezwykle mnie to irytowało. Jeśli nawiązanie jest
istotne dla zrozumienia treści książki, powinno zostać wyjaśnione w narracji.
Jeśli nie – to ten, kto się domyśli, będzie się dobrze bawił, a ten, kto nie…
po prostu to zignoruje. Gwiazdki przy słowach w takim przypadku naprawdę nie
sprawdzają się najlepiej. Ponadto zauważyłam, że o ile język używany przez
Foryś jest prościutki, tak czasem nagle używa trudnych słów… i znów, zamiast wyjaśnienia
znaczenia w narracji, mamy gwiazdkę. Ech. To takie drobne detale, a jakże mnie
irytowały!
W
trakcie lektury przeszło mi przez myśl, że mimo wszystko „Tylko żywi mogą
umrzeć” jest swoistą nowością na współczesnym, polskim rynku fantastycznym. Nie
przypominam sobie żadnego obecnie dostępnego urban fantasy, które byłoby tak
proste, tak amerykańskie i tak mocno skupione na tym rozrywkowym aspekcie.
Foryś chyba w tej chwili najbliżej do Jadowskiej, ale jednocześnie ta toruńska
pisarka jednak wykazała się większą kreatywnością. Stworzyła odrębny świat,
jego mitologie, potwory, różnorakie postacie. U Foryś w tej chwili nawet nie
widzę zalążka czegoś takiego. Ot, dostajemy od niej powiastkę o super (nie)poważnej
łowczyni demonów, w której nikt nie przejmuje się światotworzeniem, czy poprawnością
historyczną. Hej, wiecie, że 2000 lat temu mieliśmy papier w basenie Morza
Śródziemnego? Nie wiedzieliście? To teraz wiecie.
Mimo
tego, że to wcale nie jest książka dobra, ja przyznaję, że bawiłam się przy
niej całkiem dobrze. Nie było to ani zbyt mądre, ani kreatywne, ale Tessa jest
naprawdę absurdalnie przerysowaną główną bohaterką, a ja dawno nie czytałam aż tak
skupionej na akcji powieści. „Tylko żywi mogą umrzeć” jest trochę jak średniej
jakości kino sensacyjne. Niby wiesz, że w tym nie ma żadnej logiki, niby wiesz,
że postacie nie mają głębi, tak samo jak świat przedstawiony… ale oglądasz i
nawet, jeśli nie przyznasz się do tego publicznie to w duszy tym dziełem trochę
jednak się cieszysz. Jeśli więc szukacie właśnie czegoś takiego to myślę, że po
książkę Foryś można sięgnąć. Jeśli wymagacie czegokolwiek więcej – zostawcie. Mimo
ograniczonego wyboru, nawet wśród polskich autorów znajdziecie lepsze urban
fantasy, zarówno pod kątem światotworzenia, jak i warsztatu autorskiego.
Na
mojej półce czeka już tom drugi – szczerze przyznam, że jestem ciekawa, czy
warsztat autorki poprawił się po wydaniu pierwszej powieści. Kto wie, może po „Tylko
martwi mogą przetrwać” okaże się, że autorka rozwinęła skrzydła? W końcu debiuty
mają tendencje do bycia najsłabszymi książkami pisarzy.
*
* *
Cały
pokój wypełniliśmy płonącymi świecami. W powietrzu unosił się zapach jaśminu i
drzewa sandałowego. Mogłabym powiedzieć, że atmosfera była wręcz romantyczna,
gdyby nie cel, w jakim ją stworzono.
Fragment
„Tylko żywi mogą umrzeć” D. B. Foryś
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe!
Mimo tego, że oceniasz książkę średnio to i tak ma coś w sobie, co mnie kusi by ją zakupić i przeczytać. Lubię takie książki jako wyluzowanie pomiędzy książkami, które są wymagające i wpływają do umysłu :)
OdpowiedzUsuńJasne, sprawdzić można. ;)
UsuńKsiążka chyba dla mnie :) Wpisuje na list do Św. Mikołaja :)
OdpowiedzUsuńhttp://naprawdenienazarty.pl/swiat-ksiazki-dla-dzieci/
Jeśli to brzmi jak coś Twojego to czemu nie. ;)
UsuńJa chyba sobie odpuszczę - za dużo jest dobrej fantastyki, nawet polskiej, by czytać coś takiego :P.
OdpowiedzUsuńAle z polskiego urban fantasy, polecam cykl Marcina Jamiołkowskiego. Wiem, że u mnie czytałaś recenzję pierwszego tomu, uważam, że kontynuować warto ;)
Chciałam dać szansę nowej autorce i no cóż, wyszło jak wyszło. Czasem trzeba wtopić.
UsuńMoże kiedyś sprawdzę, jak się wykopie z tego, co mam obecnie. Ale jakoś tak ostatnio cały czas mam przestoje czytelnicze. :|