Zgadzam się, że Robin wypada tu najciekawiej. On jako jedyny ma motywacje, by coś robić, inni są raczej mocno zaplątani. To taki serial pokazujący brązową erę komiksu - czyli superbohaterów zagubionych, słabych, z wadami. Dla mnie był ok, choć dużo bardziej podobali mi się "The Boys" - przy okazji polecam!
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Pierwszy sezon nie był pozbawiony wad, ale miło spędziłam z tym serialem czas. Myślę, że dam szansę drugiej serii :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się, że Robin wypada tu najciekawiej. On jako jedyny ma motywacje, by coś robić, inni są raczej mocno zaplątani. To taki serial pokazujący brązową erę komiksu - czyli superbohaterów zagubionych, słabych, z wadami. Dla mnie był ok, choć dużo bardziej podobali mi się "The Boys" - przy okazji polecam!
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie napisane. Jestem pod wrażeniem i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuję. :)
Usuń