To
już dwunasta wyprawa, której zadaniem jest zbadanie tajemniczej Strefy X.
Cztery kobiety wyruszają do odizolowanego od reszty świata rejonu, próbując zdobyć
jakiekolwiek informacje pozwalające zbliżyć się do odpowiedzi na pytanie czym
to miejsce w ogóle jest i w jaki sposób powstało.
![]() |
Tytuł: Unicestwienie
Tytuł
serii: Southern Reach
Numer tomu: 1
Autor: Jeff
VanderMeer
Tłumaczenie: Anna
Gralak
Liczba
stron: 232
Gatunek: weird
fiction
Wydanie: Otwarte,
Warszawa 2014
|
Poznałam
Jeffa VanderMeera już dawno, przypadkiem sięgając po „Podziemia Veniss”. Gdy w
zeszłym roku ukazała się „Anihilacja”, film na podstawie książki tego autora,
doskonale wiedziałam, że prędzej czy później sprawdzę kolejną jego powieść. „Podziemia…”
miały coś w sobie, a sam obraz po prostu mnie zaintrygował. I tak pewnego
wieczoru po prostu kupiłam całą trylogię „Southern Reach”, a ostatnio w końcu
zapoznałam się z pierwszym tomem, czyli „Unicestwieniem”.
I
choć to książka o dość wysokim progu wejścia to jednocześnie jest powieścią,
którą bardzo dobrze się czyta. VanderMeer używa prostych zdań, krótkich zdań. „Unicestwienie”
jest książką niedługą, bardzo treściwą i pozbawioną zbędnych elementów, dzięki
czemu utrzymuje bardzo dobre tempo, a choć należy do nurtu new weird to
naprawdę nie jest trudna w pojęciu, a przynajmniej nie pod kątem językowym.
Po
pod innym kątem… może być trochę trudniej. Albo raczej: dziwniej. Przede
wszystkim „Unicestwienie” nie jest powieścią dla tych, którzy szukają tylko
relacji między postaciami, barwnych dialogów i wspólnych przygód, bo choć pozornie
dostajemy grupę bohaterek, to nie one są w tej historii najbardziej istotne. W
przeciwieństwie do ekranizacji, w której położono pewien nacisk na postacie, w
powieści VanderMeera o bohaterkach dostajemy tylko tyle informacji, ile jest
nam absolutnie potrzebne. Autor skupia się raczej na głównej bohaterce, jej
przemyśleniach, postrzeganiu otaczającego ją świata.
„Unicestwienie”
to więc przede wszystkim opisy, skupione na wnętrzu Biolożki (bo tak też postać
jest cały czas nazywana, nie poznajemy jej imienia). Oczywiście mamy tu pewne
elementy akcji, jednak te raczej dłużą jako przerywniki, które popychają fabułę
do przodu. To pozornie może brzmieć odstraszająco, ale w przypadku powieści VanderMeera
naprawdę działa. Jak wspominałam, to powieść o naprawdę dobrym tempie, którą świetnie
się czyta, o ile czytelnik da się porwać przez świat przedstawiony.
Właściwie
trudno tu określić dokładny gatunek powieści. Owszem, na pewno mamy tu do czynienia
z fantastyką, która znajduje się gdzieś na pograniczu science-fiction z weird
fiction. Bo choć mamy tu naukowe podejście do przedstawionej sytuacji to mimo
wszystko, ta książka ma w sobie sporo dziwności. Z drugiej jednak strony
VanderMeer bardzo dobrze buduje napięcie, chwilami wręcz serwując nam horror, w
którym to przyroda otaczająca nasze bohaterki jest czającym się wokół „złem”.
Pisząc
o tej powieści po prostu muszę wspomnieć o wydaniu. Nie dość, że okładki serii są
całkiem przyciągające to wewnątrz „Unicestwienia” mamy kilka naprawdę
ciekawych, kolorowych, graficznych ilustracji. Nie jest ich wiele, ale
wystarczają, by książkę przyjemniej trzymało się w dłoni.
„Unicestwienie”
było dla mnie kolejnym dobrym spotkaniem z porządnie napisaną fantastyką. Taką,
która jest dziwna, czasem niezrozumiała, ale jednocześnie stworzona przez
zręcznego człowieka, z dobrym warsztatem i olbrzymią wyobraźnią, który
zdecydowanie ma coś do powiedzenia. To książka, która nie potrzebuje nadmiaru
słów. Moim zdaniem, broni się sama, o ile tylko czytelnik da jej szansę, nie
bojąc się odrobiny dziwności i nieco mniej przygodowego podejścia do
fantastyki.
*
* *
Istnieją
jednak granice rozmyślania nawet o małym skrawku czegoś tak doniosłego. Wciąż
widzisz wznoszący się za tobą cień całości i gubisz się w myślach, po części
dlatego, że w panice uświadamiasz sobie rozmiary tego wyobrażonego lewiatana.
Fragment
„Unicestwienia” Jeffa VanderMeera
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.