środa, 6 lipca 2016

Szklany Miecz: Progres Aveyard?


Moją motywacją do przeczytania Czerwonej Królowej była jego kontynuacja, czyli Szklany Miecz. Leżał na półce, czekając na swoją kolej, aż w końcu się doczekał. Jeśli interesuje Was moje zdanie na temat pierwszego tomu klikniecie TUTAJ, a wszystkich zainteresowanych zapraszam do mojej opinii o drugiej części z serii :)


Tytuł: Szklany Miecz
Tytuł serii: Czerwona Królowa
Numer tomu: 2
Autor: Victoria Aveyard
Liczba stron: 560
Gatunek: young adult / fantasy

Mare uciekła do pałacu i wraz z Calem dołączyła do Czerwonej Gwardii.
Niestety, współpraca ze swoimi wcale nie jest tak prosta, jak jej się wydawało. Nie każdy chce być jej sojusznikiem, a już na pewno nikt nie ma ochoty stać ramię w ramię z srebrnym Księciem.  Dziewczyna nie ma pojęcia zaś, komu może zaufać.
Mimo młodego wieku, Mare musi stawić czoła rewolucji, spisom oraz samej sobie...

Młodzieżówki mają wiele wspólnych cech. Romans, lekki styl, naiwność oraz... staczanie się jakości tekstu z tomu na tom. Na całe szczęście, kontynuacja Czerwonej Królowej wyłamuje się nieco ze schematu. Aveyard, pisząc kolejny tom, stworzyła coś na prawdę zdecydowanie lepszego od pierwszej wydanej przez siebie powieści.
Rzeczą jasną było dla mnie - i jest - że nie da się naprawić tak zniszczonego nielogicznymi posunięciami uniwersum, jakie autorka książki stworzyła sobie w pierwszym tomie. Został zbyt dokładnie zarysowany, aby Aveyard mogła z nim coś więcej zrobić. Na całe szczęście akcja Szklanego Miecza ucieka nieco od zamku i polityki, dzięki czemu powieść traci trochę irracjonalności, a informacje o tym, jak funkcjonuje cały świat pod względem władzy właśnie odsuwają się nieco w cień. Dzięki temu błędy, jakie popełniła autorka tworząc go, nie są już aż tak widoczne. 
O ile Czerwona Królowa była bajką w zamku, tak Szklany Miecz zmienia się w bardzo schematyczne czytadło, którego przebieg byłam w stanie przewidzieć niemal od razu. Sprawiło to, że miałam wrażenie, jakbym czytała scenariusz do filmu, który miałby powstać na bazie książki, a nie: pełnoprawną powieść. Nie, nie chodzi mi o to, że w historii brakuje opisów, co to, to nie, jest ich akurat ;) Ale na prawdę, nie trzeba wielu zmian, aby z tej książki zrobić kolejny filmowy hit. I choć teoretycznie schematyczność nie powinna być zaletą żadnej powieści, to w tym przypadku taki zabieg po prostu książkę Aveyard uratował. Nie ryzykowała... i chyba słusznie.
Bądź co bądź, Mare dalej jest cholernie irytującą postacią. Wprawdzie może nie aż tak jak w tomie pierwszym, ale jednak... Czemu? Bo w jednej chwili mówi, że np. nie będzie nikomu ufać, a już w kolejnej zdradza wszystkim wokół swoje tajemnice i do wszystkich wokół się przytula. Albo w jednej scence uśmiecha się i bawi, by w drugiej marudzić, że nie, ona już nie jest dawną Mare! Ona już nie potrafi się uśmiechać! Bogowie! Taka dziewucha ma przewodzić powstaniu? Na prawdę?
Oczywiście, kolejną słabą stroną historii był świat przedstawiony. Jak wspominałam, nie da się tego w całości naprawić w kontynuacji... niestety. Przeciwnicy Mare zachowują się jak idioci. Z resztą, Czerwona Gwardia nie jest lepsza. Widać, że autorka ma średnie pojęcie o polityce i taktyce. a przy tego typu historiach taka wiedza niestety bardzo by się jej przydała.
Mimo wszystko, przy niektórych scenkach historia stała się dla mnie takim... guilty pleasure. Nie, nie wszędzie i nie zawsze, niemniej, po prostu w miarę przyjemnie obserwowało mi się relacje Mare i Cala, dopóki oczywiście nasza główna bohaterka nie zaczęła za dużo myśleć i się namyślać, bo to zdecydowanie źle jej wychodziło... No ale cóż, to chyba bolączka większości młodzieżówek. 
Styl autorki sam w sobie jakoś szczególnie się nie zmienił. Jest lekko, jest jasno, jest naiwnie. Typowo młodzieżowo. Nie jest to tekst najwyższych lotów, ale czyta się go stosunkowo przyjemnie,
Tak, Szklany Miecz jest lepszy od Czerwonej Królowej i o ile pierwszy tom przypadł Wam do gustu spokojnie można sięgać po kontynuacje. Nawet, jeśli uznacie, że jest nieco słabszy, to i tak, i tak powinniście być zadowoleni. Daleko temu do dzieła sztuki, mimo wszystko jednak Victorii Aveyard należą się brawa przynajmniej za to, że nie napisała historii gorzej od poprzedniej części, nawet świadomie, czy nie świadomie, próbując ją ratować. 



14 komentarzy:

  1. Też uważam, że "Szklany miecz" to nawet lepszy tom od "Czerwonej królowej". Generalnie mnie ta seria całkowicie kupiła - czekam z niecierpliwością na ostatnią część.
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiedziałam, że to young adult XD W sensie, słyszałam wiele o tej serii i bardzo chciałabym ją przeczytać, ale jakoś mi umknęło, że to młodzieżówka. Nie przeszkadza mi to - na pewno prędzej czy później sięgnę po "Czerwoną królową". Różne opinie słyszałam, negatywne też, no ale to sama muszę wyrobić sobie zdanie :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. A dla mnie tom drugi był bardzo schematyczny i w zasadzie -moim zdaniem- jedyne co uratowało tę pozycję to zakonczenie, jestem bardzo ciekawa, co teraz stanie się z Mare. Zdecydowanie lubię bardziej Mavena, bo to czarny charakter i jakoś bardziej mnie przekonuje :/
    Pozdrawiam, Natalia z natalie-and-books.blogspot.com/ xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No był schematyczny ;p i to podratowalo tą pozycje paradoksalnie

      Usuń
  4. jestem ciekawa tej książki, bo czytałam już Czerwoną Królową, która była przyzwoitą lekturą, jak na młodzieżówkę. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo wszystko chyba nie sięgnę po Szklany miecz. Tak jak mówiłem, Czerwona królowa nie przypadła mi do gustu i nie zamierzam tracić czasu na kolejny tom. Dalsze losy "cudownej" Mare aż tak bardzo mnie nie interesują ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie seria bardzo przypadła do gustu i niecierpliwie czekam na kontynuację.

    Moje własne miejsce na Ziemi - miye.eu

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam ogromną ochotę zapoznać się z tą serią i na pewno to nadrobię! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba wszyscy już czytali te książki oprócz mnie. Nie mam jakoś czasu i chyba chęci sięgać po tak grube książki, ale może kiedyś. ;)
    Pozdrawiam. :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to wcale nie jest az tak grube ;p i czyta się bardzo szybko

      Usuń
  9. Czytałam tom pierwszy, który bardzo mi się podobał, ale zanim został wydany Szklany miecz, moje chęci co do jego lektury, znacząco opadły... Mam już drugi tom, ale jakoś nie mam na niego ochoty. Cóż, może po Twojej recenzji w końcu się przemogę i po niego sięgnę, skoro wypada lepiej :>
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, a drugi leży od 3 miesięcy nietknięty na półce. Sama nie wiem dlaczego. Muszę to jak najszybciej nadrobić!

    Jeśli masz trochę czasu i ochoty, to zapraszam na blog, który prowadzę razem z koleżanką :D
    http://kartkownik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałam i "Czerwoną królową", i "Szklany miecz" i zapewne z ciekawości przeczytam kolejny tom, ale książka mnie "nie kupiła". Jakoś na fali wydawania książek YA zdecydowanie bardziej przypadły mi pozycje takie jak "Mroczne umysły", "Szklany tron" czy "Niezwyciężona", chociaż wiem, że i tutaj zdania są podzielone. Choć mimo wszystko uważam serię Czerwonej królowej za zdecydowanie lepszą od "Niezgodnej". A Ty co sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam "Niezgodnej". Z wymienionych przez Ciebie zapoznałam się tylko z tą serią oraz ze "Szklanym tronem". I w skrócie: "Czerwona królowa" to książka gorsza od "Szklanego tronu" ale to ją czytało mi się lepiej. Sięgając po książki Maas chciałam porządnej fantastyki, a dostałam gówno. Sięgając po "Czerwoną królową" po prostu wiedziałam, że będę je mieć, więc łatwiej było mi się z tej książki śmiać.

      Usuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony