wtorek, 1 sierpnia 2017

Północna granica: Militaryzm i koty

Dawno, dawno temu na jakiejś promocji przypadkiem upolowałam „Króla bezmiarów”, czyli drugą część z serii książek Kresa. Niestety, pierwsza część jest od dawna niedostępna w sprzedaży i nie mogłam ani jej nigdzie znaleźć, ani zmusić się, by przeczytać  ją w wersji e-booka... aż do teraz :D

Tytuł: Północna granica
Tytuł serii:  Księga całości
Numer tomu: 1
Autor: Feliks W. Kres
Liczba stron: 238
Gatunek: high fantasy

W świecie Szereru panuje wojna. Północna granica atakowana jest przez ogromne ilości stworzeń zwanych Alerami. Oficer Rwat, mając do dyspozycji jedynie niewielkie wojsko oraz kota-zwiadowcę musi odeprzeć ataki.

Sięgając po książkę Kresa naprawdę nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać. Nie miałam kontaktu z autorem, opis z okładki przeczytałam tylko pobieżnie. Nie miałam ani specjalnych wymagań w stosunku co do tej książki, ale z drugiej strony z racji pochodzenia autora liczyłam, że po prostu będzie fajnie. Ostatecznie trafiłam na lekturę całkiem niezłą, ale... po prostu nie dla mnie.
Czytając „Północną granicę” pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to styl Kresa. Dość specyficzny, wyraźnie „polski” – widać, że to nie jest tłumaczenie. Autor pisze w sposób surowy, konkretny, męski. W tej powieści nie ma tak obecnie modnych żartów i żarcików, czy nawiązań do popkultury. Twórca ma do opowiedzenia konkretną historię i trzyma się swojego założenia. Dzięki temu dostajemy po prostu kawałek porządnie napisanej opowieści, bez nadmiernego przedłużania.
Niestety, książka nie przypadła mi do gustu przez... ogromną ilość militaryzmu. Świat Kresa może i jest ciekawy, ale tak naprawdę „Północna granica” ma jeden wątek i skupia się bezustannie na wojsku. Na atakach, obronie, planowaniu; tu nie ma nadmiaru emocji, tu nie ma bliskiej zażyłości z bohaterami. Jest walka. I tyle. Nie wątpię, że takie wyjście spodoba się wielu, zwłaszcza panom, którzy częściej wolą konkrety, ale dla mnie takie podejście do tematu okazało się zbyt monotonne i czasami wręcz nużące. Choć częściej sięgam po męską, niż kobiecą literaturę to jednak w tym przypadku takie wyjście mi nie odpowiadało.
Jeśli chodzi o sam świat przedstawiony to zdecydowanie podoba mi się pomysł związany z... kotami. Kres postanowił, że w jego świecie te zwierzaki będą istotami myślącymi i jedna z głównych postaci to właśnie przedstawiciel tego gatunku. Nie będę ukrywać, to jeden z niewielu (na swój sposób) uroczych elementów w tej bardzo męskiej książce. Poza tym sama kreacja świata jest ciekawa, ale nic aż tak nie zwróciło mojej uwagi jak ten wątek właśnie.
Trudno mi powiedzieć więcej o bohaterach, niż to, że są wykreowani porządnie, na miarę tej właśnie historii. Czytając, miałam wrażenie, że Kres postawił bardzo duży nacisk na pokazanie roli kobiety w wojsku i na jej problemy, związane z małą ilością pań wśród ogromnej ilości mężczyzn. Na pewno też jakiś płaczliwych i delikatnych dziewczynek się tu nie znajdzie. Poza tym choć postacie mają swoje cechy charakterystyczne to nie ma się co spodziewać tu dużej ilości psychoanalizy i innych tym podobnych rzeczy, bo w końcu to nie jest wcale książka o tym.
„Północną granicę” mogę polecić przede wszystkim fanom militaryzmu oraz kotów: te osoby zdecydowanie powinny odnaleźć się w lekturze. Poza tym nie chcę odradzać nikomu chętnemu tej książki, bo to kawałek dobrej, polskiej literatury, aczkolwiek dobrze wiem, że to nie jest książka dla każdego (w tym nie do końca dla mnie :D).

* * *

Agatra przyjaźniła się z kotem. Nigdy nie kochała żadnego mężczyzny i nie miała rodziny. Lecz tutaj, pod Północną Granicą, spotkała i obdarzyła szczerą, siostrzaną miłością zwinnego kociego zwiadowcę. Trochę śmiano się z tej przyjaźni, ale rzadko złośliwie; wszyscy o niej wiedzieli i lubili tę przyjaźń, bo było w niej coś delikatnego i bardzo, bardzo pięknego. Była ogromna... czystość, którą widziały nawet oczy szorstkich, twardych żołnierzy. W jakiś sposób – otoczono tę przyjaźń opieką. W stanicy, pośród ciągłych patroli i „wyjść", było tak niewiele rzeczy pięknych i czystych... Wszyscy chcieli, by ta przyjaźń trwała i trwała. Nikt nic do niej nie miał. Ale każdy chciał ją oglądać.

Fragment „Północnej granicy” Feliksa W. Kresa

5 komentarzy:

  1. Militaryzm - jestem na nie, ale koty uwielbiam :) I co teraz? ;) Do Kresa kiedyś się przymierzałam, ale jakoś bez większego przekonania, więc do dziś nie poznałam żadnej powieści... Chyba na razie tak zostanie, ale fajnie, że przypomniałaś o jego istnieniu :)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z "Gry w Bibliotece"

    OdpowiedzUsuń
  2. To totalnie nie mój klimat, dusiłabym się podczas czytania. Militaryzm... okropieństwo. Nie zniosłabym tego w dużym natłoku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę mieć pewności czy ta książka przypadnie mi do gustu czy wręcz jej znienawidzę, jednak są w tej historii elementy, które mnie fascynują i dam autorowi szansę.

    OdpowiedzUsuń
  4. O autorze nic nie słyszałem, ale zbyt duża ilość militaryzmu mnie przeraża, choć koty mogą uratować tę powieść :)

    mlwdragon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Militarizm i koty to coś... nie wiem, ciągnie mnie do tego. XD

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony