poniedziałek, 2 stycznia 2017

Hobbit (trylogia filmowa): (Nie)recenzja z (małym) opóźnieniem


Mamy już 2017 rok. Czas leci niebywale szybko, hm? Zwłaszcza, że ostatnia część filmowej trylogii o której chce Wam napisać miała premierę w 2014 roku, a ja zapoznałam się z całością stosunkowo niedawno. Nie traktujcie tego wpisu jako czystokrwistej recenzji: to będą raczej moje przemyślenia na temat wszystkich trzech filmów z hobbitem w tytule :) Nie mam zamiaru rozdzielać tego na osobne posty z przyczyny nadzwyczaj prostej: moja opinia dotycząca każdej części i tak byłaby podobna, a że oglądałam je jedną po drugiej to po prostu chwilami zlewają mi się w całość.
Gdy usłyszałam, jak ma wyglądać filmowa wersja tolkienowskiego Hobbita przeraziłam się. Naprawdę, kto wpadł na pomysł, by z tak krótkiej historii zrobić trzy długie obrazy...? To nie miało prawa się udać: zdawałam sobie sprawę, że pewnie bez fillerów się nie obędzie, a sceny będą przeciągane wręcz na siłę.
Nie będę trzymać Was w niepewności – nie pomyliłam się. Ale o tym za chwilkę. Bo najpierw pozwólcie, że przybliżę treść historii dla tych, którzy jakimś cudem jeszcze o Hobbicie nic nie wiedzą.
W Shire mieszka pewien hobbit, czyli mały człowieczek. Nazywa się Bilbo Baggins. Ma uroczy domek, pełną spiżarkę i ceni sobie życie w spokoju. I tak jest aż do dnia w którym u jego progu pojawia się wielki czarodziej, Gandalf Szary proponując mu wyprawę wraz z drużyną krasnoludów. Podróż ta ma na celu odzyskanie królestwa pod górą, które 70 lat temu zostało zniszczone przez złego, potężnego smoka.
Czyż to nie doskonała, klasyczna historia, która idealnie nadaje się na familijny film? Oczywiście, że tak! Jackson doskonale o tym wiedział i to właśnie stworzył. Rodzinną, przygodową trylogię, która miała ściągnąć do kin rodziców z dziećmi oraz fanów Tolkiena. Szkoda tylko, że przy tym wszystkim zatracił klimatyczny świat Śródziemia na rzecz kolorowej bajeczki z głupimi scenami akcji i toną niepotrzebnych wątków.
Nie znam Hobbita na pamięć: czytałam go dawien dawno, a Tolkien nigdy do mnie jakoś szczególnie nie przemawiał, ale rozumiem, szanuję i cenię świat, który wykreował. I niestety, ale Jackson chyba takich uczuć do tegoż autora nie żywi. Choć owszem, ciekawym wyjściem było rozwinięcie wątku przebudzenia Złego to ilość śmiesznych scenek, które mają rozbawić dzieciaki była dla mnie nadzwyczaj irytująca. No błagam, grawitacja i jakakolwiek fizyka nie działa w tym świecie poprawnie, gobliny śpiewają, a krasnoludy robią za bandę idiotów, którymi przecież w oryginalnym świecie nie są. To jest naprawdę bolesne... Przy tym oczywiście mamy wymuszony wątek romantyczny i już na starcie łatwo jest zgadnąć, która z postaci weźmie w nim udział. W końcu nieprzystojnego aktora nikt nie brał by do takiej roli, prawda? A naprawdę ładnych krasnoludów nie mamy tu zbyt wielu.
Jasne, filmowa hobbicka trylogia ma swoje dobre strony. Widoki, które możemy chwilami obserwować zapierają dech w piersiach, a niektóre sceny mają fajny klimat. Ale właśnie, kluczowe słowa tu to chwilami i niektóre. A myślę, że Tolkien zasługuje na o wiele, wiele więcej...

Hobbit to doskonała trylogia familijna. Ładnie zrobiona, nieco śmieszna, przyjemna zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Niestety, nic więcej... a szkoda. 


27 komentarzy:

  1. Oj mądrze mówisz. Ja Hobbita przeczytałam po obejrzeniu pierwszej części filmu (w sumie to mu można policzyć jako plus - wiele osób skłonił do sięgnięcia po książkę) i byłam zawiedziona i książką, i filmem. Filmem, bo nie zgadzał się z książką i na moje oko dał mi o wiele więcej przyjemności, niż lektura Hobbita, a książką, ponieważ przez cały czas czekałam na Białego Orka nieświadoma, że na stronach powieści nie ma takiej postaci. Aha. Tak jak i ty nie bardzo lubię styl Tolkiena, ale mam ogromny szacunek do ogromu pracy i pomysłowości, jakiej wymagało stworzenie Śródziemia <3
    A co do filmu, to po dziś dzień nie obejrzałam wszystkich części w całości. Mam je w domu (bo tata stał się ogromnym fanem filmu) ale nie czuję potrzeby oglądnięcia zakończenia, tak więc ostatnie 2 części widziałam w strzępkach, kiedy akurat przechodziłam przez salon kiedy oglądał je tata :') i niechaj tak zostanie :D
    Zaczytanego 2017!
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. "Grawitacja nie działa" - scena z Legolasem skaczącym po kamieniach w trzeciej części chyba przejdzie do historii :D Ale w sumie, to we "Władcy pierścieni" miał nie kończący się zapas strzał (za to w "Hobbicie" mu ich zabrakło :D).
    Ja naprawdę ubolewam, że podzielili książkę na trzy filmy, bo dzieło Tolkiena uwielbiam. Na plus oczywiście idzie sceneria i wydaje mi się, że nawet ten klimat był całkiem odczuwalny, ale zwyczajnie niektóre momenty filmu wydawały mi się zbyt rozciągnięte, a cała akcja skumulowała się w "Bitwie Pięciu Armii" :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meh, chyba jednak wole niekończące się strzały :D Podejrzewam, że "Hobbit" tym brakiem strzał zażartował sobie trochę z tego ;P

      Usuń
  3. Mogę się pod tym podpisać. Niby fajnie obejrzeć, ale gdyby zrobić z tego jeden porządny film, to byłoby dużo lepiej. Dzieciaki po prostu obejrzałyby ten film za kilka lat. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, trafiłam ta Twojego bloga, bo zauważyłam jakiś Twój krytyczny komentarz. Zaintrygowałaś mnie tym, ponieważ bardzo lubię obiektywne opinie i na takich blogerów poluję. :) Jest tyle książek na świecie i nie ma potrzeby tracić czasu na te niegodne uwagi. Będę zaglądać częściej, pozdrawiam. https://faanbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huh, dzięki :D Ja po prostu raczej jestem narzekaczem, cóż zrobić :D

      Usuń
  5. Cóż, trudno mi się z Tobą nie zgodzić. Powiem tak: naprawdę lubię te filmy, nawet bardzo lubię, dobrze mi się je oglądało i chętnie do nich wracam, jeśli akurat puszczą w tv. Ale co racja, to racja - Jackson rozciągnął niezbyt grubą książkę na trzy długie filmy, co jest baaardzo widoczne. Co najlepsze, chyba sam zdawał sobie sprawę, że za bardzo chce to przedłużyć, skoro wcisnął wątki i bohaterów, których pierwotnie nie było, a zwykłe, niewnoszące za wiele sceny trwają niesamowicie długo. Niby stworzył fajny, baśniowy klimat kina familijnego, jak wspomniałaś - ale to niestety odebrało nieco z prawdziwej tolkienowskiej magii. Szkoda.
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznaję - Hobbita oglądało się przyjemnie za pierwszym razem, ale przy każdej kolejnej próbie nie byłam w stanie dotrzeć do końca - zanudzało mnie. Historia opowiedziana z rozmachem, ale zdecydowanie za długo i ze zbyt wieloma bezsensownymi dodatkami. Historię o Hobbicie bez problemu można by opowiedzieć w jednej części, w całości i sądzę, że nie straciłaby wiele w stosunku do całej trylogii (ba, może by nawet wypadła lepiej).

    OdpowiedzUsuń
  7. Hobbita oglądałam raz i mi to wystarczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie oglądałam ostatniej części, ale w 3D dwie pierwsze to prawdziwa frajda, o ile nie skupiasz się na tym, że to na podstawie książki, bo z książki to ma tylko główną oś :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja oglądałam tylko jedną część i to nie całą ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oglądalam jedynie pierwsza część, książki nie czytałam. Lubie Twoje recenzje, zawsze są takie szczere i obiektywne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię książkową wersję dlatego trochę obawiałam się filmowej, podzielonej na trzy części. Ale miałam nadzieję, jednak pierwsza część mnie nie zaciekawiła. Pewnie kiedyś obejrzę dwie pozostałe, ale ... nie spodziewam się po nich dużo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię Tolkiena, WP to jedna z lepszych serii, jakie kiedykolwiek przeczytałam, ale zupełnie na luzie podchodzę do Hobbita. Mnie ogólnie rzadko kiedy ruszają jakiekolwiek ekranizacje - jak książka jest świetnie odwzorowana to super, a jak nie - też super. Film rządzi się swoimi prawami i eksponowanie treści zależy od wybranej grupy odbiorców. Najwyraźniej Jackson chciał, żeby Hobbit był łatwy w odbiorze, dostarczał tylko i wyłącznie rozrywki. Trudno. Mi tam miło się go ogląda ;D.

    OdpowiedzUsuń
  13. zgadzam się. samo rozciąganie chudej książeczki na trzy filmy jest śmieszne, przecież niektóre wątki zostały dodane na siłę... a szkoda. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie oglądałam nigdy w całości ani "Władcy pierścieni" ani "Hobbita", nie próbowałam też czytać i chyba nie chcę, bo to jakoś nie moje klimaty, ale to o czym piszesz... tak, to kręcenie filmów, głupie żarciki i wymuszony wątek miłosny przypomina mi bardzo schematy dzisiejszych filmów!
    Pozdrawiam.
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
  15. Wstyd, nie czytałam i nie oglądałam. :o I jakoś średnio mam ochotę nadrabiać te zaległość. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie przepadam za fantastyką. Wolę Saj Faj XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fantastyka to jest SF ;p Mówisz o fantasy

      Usuń
  17. Dlatego jestem za tym, żeby niektórych książek już na siłę w ogóle nie ekranizować, bo potem wychodzą takie kwiatki, że aż szkoda oglądać. ;/

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie oglądałam, nie czytałam :D
    Ciekawa recenzja.
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Mimo nieudanej próby obejrzenia pierwszej części Hobbita (wygrał sen), chciałabym kiedyś przeczytać tę historię. Może nie planuję jej przeczytać w najbliższym czasie, ale kiedyś na pewno :)
    Pozdrawiam serdecznie- http://strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. oglądałem niektóre i może kiedyś przeczytam z tych ciekawych książek, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja kiedyś miałem w ręku starsze wersję hobbita, i dosyć ciekawe i to było pamiętam w podstawówce ale jakoś nie zaciekawiła mnie wtedy. może teraz zacznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Hobbit to tylko jedna, krótka książeczka... ;P

      Usuń
  21. Jeśli chodzi film zgadzam się w 200%. Miła i przyjemna trylogia familijna, ładnie i efektywnie zrobiona. Niestety nic więcej. Nie mam pojęcia jak z Hobbita zrobili tyle samo filmów co z Władcy Pierścieni, gdzie liczba stron jest.. Zdecydowanie różna. :P To prawdziwy obraz komercjalizacji kultury i aż boli. Ale Tolkiena.. No co tu dużo mówić - kocham. :)

    PS. Miałam dokładnie takie same wrażenie! Wątek romantyczny był strasznie pod publikę. Tak jakby film bez romansu był filmem straconym. Czy nie można czasami nie wciskać do filmu WSZYSTKICH chwytów na podwyższenie oglądalności? Smoki były? Były. Odhaczamy. Wątek romantyczny był? Był i odhaczamy. Sceny grozy były? Zabawne sceny były? Magia była? Małe słodkie zwierzątka były? Kilkoro dzieci było? No błagam.

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony