środa, 30 maja 2018

Wichrowe Wzgórza: Rodzinny dramat wśród błotnistych wrzosowisk

11 komentarzy:

  1. Czytałam już jakiś czas temu "Wichrowe wzgórza" i pamiętam, że bohaterowie mnie nieziemsko wkurzali i irytowali, przez co miałam ogromną ochotę rzucić książką przez okno :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wracam do tej książki co kilka lat. Zawsze robi na mnie wrażenie i znajduję w niej coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach! I to od dawna, ale jakoś boję się sięgać po takie klasyki, przez ten styl, dlatego cieszę się, że nie nie było źle. Może w końcu niedługo sięgnę! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę dwukrotnie i zamierzam jeszcze nie raz ją przeczytać bo to moja ulubiona i jedna z perełek. Mam u siebie dwa różne wydania i tłumaczenia. To tłumaczenie które opublikowało wydawnictwo mg jest moim zdaniem inne lepsze zdecydowanie bardziej oddające klimat wichrowych wzgórz, nic nie jest ocenzurowane a okładka idealnie do klimatu powieści pasuje o wiele bardziej niż wspomniane przez ciebie kwiaty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele osób chwali, poleca, ale w tej chwili nie czuję potrzeby i ochoty aby po nią sięgnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tę klasykę, może z zamiłowania do tamtych czasów. Zwykłe zdania przepełnione namiętnością, spacery z przyzwoitką oraz panujące zasady. Pociąga mnie tamten świat, może dlatego, że bardzo lubię uciekać tam, gdzie już nie mam wstępu.
    Przyjemnie mi się czytało tą recenzję, była bardzo lekka i zachęcająca. "Wichrowych wzgórz" jeszcze nie czytałam, choć oczywiście w stopniu podstawowym znam zarys tej historii. Jak tylko zobaczyłam tytuł posta przypomniała mi się pewna piosenka, dosyć stara i bardzo nietypowa, ale mimo wszystko ma w sobie to coś. Kate Bush - Wuthering Heights
    Będę tu zaglądała częściej, pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam zamiar kiedyś po nią sięgnąć i przyznam, że kojarzyła mi się raczej z sielskim klimatem aniżeli dramatem, więc dzięki wielkie za wyprowadzenie z błędu, teraz przynajmniej wiem czego powinnam się spodziewać. :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Wichrowe Wzgórza to moja lektura ze studiów - generalnie literatura brytyjska była chyba moim ulubionym przedmiotem, przynajmniej dopóki nie została zdetronizowana przez literaturę irlandzką ;) Generalnie wspominam tę książkę pozytywnie, tak jak piszesz, bardzo dobrze się ją czyta, co może zaskakiwać biorąc pod uwagę, jak bardzo wiekowa już jest. Tematyka to też nie do końca moje klimaty, ale... jak już przy klimatach jesteśmy: właśnie atmosfera tej książki to jej ogromny atut. Czytając, naprawdę czułam ducha tamtych wrzosowisk :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "słodki romans, zwłaszcza spoglądając na kwiecista okładkę" - Ej, kwiaty nie zapowiadają romansu! Romans zapowiadają kobiece twarze! ;) Takie motywy kwiatowe chyba nie są rzadkim zjawiskiem na okładkach klasyki? Zwłaszcza na obcojęzycznych wydaniach.
    A literackie Katarzyny (moje imienniczki) chyba (zbyt?) często są nielubiane przez czytelników ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie tyle, co zapowiadają romans, ale zapowiadają jakąś raczej uroczą książkę. Mi się kojarzą zawsze z klasycznymi romansami, które mimo swojej elegencji jednak... no są urocze :D

      Usuń
  10. Nie czytałam jeszcze "Wichrowych Wzgórz" i przed zapoznaniem się z Twoją recenzją miałam zupełnie inne wyobrażenie o tej książce — właśnie tak jak piszesz, spodziewałabym się romansu. Może jednak warto zwrócić uwagę na ten tytuł?

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Nomida zaczarowane-szablony