Reynevan wraca na Śląsk. Samotnie
próbuje znaleźć pomoc, dzięki której uda mu się uwolnić jego ukochaną z rąk Inkwizycji.
![]() |
Tytuł: Lux
perpetua
Tytuł
serii: Trylogia husycka
Numer tomu: 3
Autor: Andrzej
Sapkowski
Liczba
stron: 560
Gatunek: historyczne
fantasy
Wydanie: SuperNowa,
Warszawa 2006
|
Po
lekturze drugiego tomu trylogii husyckiej trzeci i ostatni, „Lux perpetua”,
wyleżał swoje na półce: nie miałam najmniejszej ochoty znów tak nudzić się na książce,
którą przecież powinnam bardzo lubić. W końcu jednak przełamałam się, po książkę
sięgnęłam i… znów zasypiałam z nudów.
Zaczęło
się całkiem dobrze: styl Sapkowskiego sam w sobie jest naprawdę dobry i tego
odebrać mu nie mogę. Na dodatek miałam wrażenie, że znów wracamy do ratowania
dam z opresji z tomu pierwszego, co z resztą było całkiem znośne i z jakimś tam
zainteresowaniem jednak śledziłam fabułę.
Niestety,
im dalej w las, tym było gorzej. Znów okazało się, że za tymi bohaterami po
prostu nie przepadam: Reynevan irytuje mnie swoim wpadaniem w kłopoty i brakiem
pomyślunku, a inni niekoniecznie mnie interesują. Polityczne tło i intrygi tym
razem również nieszczególnie mnie interesowały, a cała historia była dla mnie
tak nieistotna, że najzwyczajniej w świecie moje oczy czytały, a umysł zaczynał
zastanawiać się, co muszę zrobić następnego dnia na obiad.
Nie
wiem, dlaczego tak bardzo nie przepadam za tą historią. Naprawdę: styl
Sapkowskiego i jego ironiczny żart to coś, co powinnam kupić od ręki. Ale
jednak… nie. Zabrakło tu czegoś, co jakkolwiek zżyłoby mnie ze światem i tą
historią. Dlatego też – tym razem tak krótko. Bo ja… po prostu nie mam tu o
czym pisać.
*
* *
Bo też ciekawa rzecz, ów terroryzm, o którym mówimy.
Nie uważasz? Usuwa z rynku konkurencję, tworzy nowe miejsca pracy, napędza
koniunkturę w przemyśle, rzemiośle, handlu, pobudza indywidualną
przedsiębiorczość. Uzasadnia rację bytu licznych organizacji, stanowisk,
funkcji i całych rzesz ludzi funkcje te pełniących. Rzesze całe czerpią zeń
dochody, tantiemy, gaże, dywidendy, prebendy, pensje i premie. Zaiste, gdyby
terroryzmu nie było, należałoby go wymyślić.
Fragment
„Lux perpetua” Andrzeja Sapkowskiego
Wstyd, ale Sapkowskiego jeszcze nie czytała, muszę to nadrobić. Ale chyba nie zacznę od tej ksiażki ;)
OdpowiedzUsuńLepiej zabrać się za Wiedźmina. :)
UsuńNie słyszałam o tym autorze, ale raczej po niego nie sięgnę ;)
OdpowiedzUsuńsunreads.blogspot.com
Oj, to dziwne - w końcu o Wiedźminie jest cały czas głośno. I szkoda, biorąc pod uwagę, jak dobra jest historia o Geralcie.
UsuńSapkowski to mistrz nad mistrzami. Jego książki to pozycję obowiazkowe.
OdpowiedzUsuńO rany, aż zamarłam, widząc tę okładkę. Ta seria to jeden z moich literackich koszmarów - totalnie jej nie kupuję, nie rozumiem też zachwytów. Przestylizowana ("będę pisał jak Sienkiewicz, tylko BARDZIEJ!"), z pretensjonalnymi bohaterami, których nie da się lubić i żartami na siłę. Podziwiam, że i tak tak daleko dotarłaś ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Ewelina z Gry w Bibliotece