czwartek, 1 czerwca 2017

Judasz wyzwolony. 1. Śledztwo: Miała być fajna space opera...

Bon na 100zł w księgarni. Książki, które chce już są w koszyku, ale brakuje mi tych 7zł, by zużyć go w całości. Więc szukam i grzebię czegoś za grosze, co może mnie zainteresować. Padło na „Judasza wyzwolonego”. Myślałam, że to niezły wybór, ale gdy zabrałam się za lekturę zaczęłam pluć sobie w brodę. A mogła wziąć jakiś lekki, głupiutki romansik, który byłby przynajmniej śmieszny! Meh, zawsze muszę sobie utrudniać życie <3 No ale nic – książka przeczytana, więc recenzja musi być!


Tytuł: Judasz wyzwolony 1. Śledztwo
Tytuł serii: Judasz wyzwolony
Numer tomu: 1
Autor: Peter F. Hamilton
Liczba stron: 612
Gatunek: space opera

Po stuleciach potajemnego manipulowania ludzkością Gwiezdny Podróżnik zdołał sprowokować wojnę mającą doprowadzić do zniszczenia Wspólnoty Międzyukładowej. Niemniej dzięki głównemu śledczemu Pauli Myo elita polityczna w końcu przyznała, że obcy istnieje naprawdę. Zawiązano sojusz mający umożliwić wytropienie tajemniczej i przerażającej istoty. Wróg zawładnął już jednak dziesiątkami światów Wspólnoty. Flota użyła superbroni, która powinna rozstrzygnąć o losach wojny, okazało się jednak, że przeciwnik dysponuje bronią równie potężną. Admirała Kime'a dręczy pytanie, skąd obcy mogli ją wziąć. Czy to możliwe, by agenci Gwiezdnego Podróżnika zinfiltrowali supertajny projekt Wspólnoty? A może prawda jest jeszcze gorsza?

(opis z lubimyczytać.pl)

Uwielbiam space operę: to zwykle lekkie historie, które bazują nie tyle co na fabule, a relacji kilku bardzo charakterystycznych postaci, których po prostu nie da się nie lubić. Widząc na okładce „Judasza wyzwolonego” informacje, że to „bestseller” i książka z tegoż podgatunku science-fiction byłam do niej nastawiona naprawdę bardzo pozytywnie.  Liczyłam, że lektura zapewni mi dobrą zabawę na kilka wieczorów. A potem... potem zaczęłam czytać.
Początkowo zauważyłam, że narracja prowadzona jest dość chaotycznie; nie za bardzo rozumiałam, o co w tym wszystkim chodzi, ale brnęłam dalej, licząc, że autor jakoś to naprawi. Niestety, potem zamiast lepiej było tak samo, albo nawet gorzej i ostatecznie te ponad sześćset stron było dla mnie po prostu udręką.
Przede wszystkim miałam wrażenie, że to nie początek, a sam środek historii, mimo że sprawdzałam w wielu miejscach i ze wszystkich wynikałoby, że to jest tom pierwszy. Autor często zakładał, że czytelnik o czymś już wie i tego po prostu nie tłumaczył, dlatego cały czas mam podejrzenie, że coś zawaliłam z kolejnością czytania... Jeśli rzeczywiście tak jest, możliwe, że moja opinia nie jest do końca uzasadniona, bo nie łatwo oceniać coś, czego się po prostu nie rozumie, prawda?
Nie zmienia to jednak dwóch olbrzymich wad tej powieści.
Pierwsza to nadmiar opisów. Naprawdę, jest ich tu od groma i większość można pominąć, nie tracąc nic z historii; próbowałam się w nie wgryźć, ale były tak nudne, że po prostu nie byłam w stanie tego zrobić. Jeśli doda się do tego fakt, że nie jestem największą fanką science-fiction, a treść dotyczy często właśnie jakiś super-urządzeń, albo obcych to były dla mnie po prostu katorga, a nie tylko nudną męczarnią.
Drugi problem? Postacie. Jest ich od groma, żadna nie jest wyrazista i żadna nie jest ciekawa. Mieszają się ze sobą, są płaskie, nieistotne, przynajmniej dla mnie, często również irytujące. To sprawiło, że ta powieść nie miała dla mnie zupełnie nic ze space opery, którą bardzo polubiłam.
Jak już pewnie się domyślacie, również świat przedstawiony i sama fabuła nie była dla mnie czymś porywającym. Historia przez zupełny brak bohaterów była po prostu nudna i w wielu momentach średnio zrozumiała, a uniwersum wygląda dla mnie zupełnie losowo. Tak, jakby ktoś uznał, że hej, robimy przyszłość. Wrzućmy do niej SI, miliard planet zamieszkanych przez ludzi, nieśmiertelność i obcych, którzy będą próbować nas zniszczyć. Bez głębi, bez pomyślunku; ot, taki sobie luźny, nieistotny pomysł.

Szczerze próbowałam przez to przebrnąć z uśmiechem na twarzy, ale niestety: nie udało mi się. Lektury nie polecam – chyba, że ktoś mnie wyprowadzi z błędu i to naprawdę był środek jakiejś serii...? Bo ja naprawdę mam wrażenie, że tak rzeczywiście jest i moja opinia jest tak negatywna, bo nie rozumiem całokształtu świata.

Tym razem bez cytatu: wybaczcie, ale aż mi się nie chce w tej książce grzebać.

4 komentarze:

  1. Mhm pierwszy raz widzę tę książkę, więc Ci nie pomogę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pełna podziwu że przeczytałaś tyle stron, skoro ci się nie podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, szkoda, że tak mocno Ci nie podpasowała. :(
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, to przykre, że trafił Ci się nieudany zakup (no, nie do końca, skoro miałaś bon, ale wiadomo, o co chodzi), ale niestety - zdarza się i tak. Oby jak najrzadziej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony