środa, 12 lipca 2017

Rywalki: Bo kto nie chciałby być królewną, prawda?

Skłamałam! Przyznaje się! Na wielu blogach pisałam, że „Rywalki” zaczęłam, po czym uznałam, że szkoda mi czasu, znam tylko początek. Że kontynuować nie planuje. Nie wyszło. Wybaczcie :c
Już tłumaczę, dlaczego. Tak jakoś się złożyło, że wyszłam z domu bez książki, a na moim telefonie była tylko ta właśnie pozycja (po wcześniejszej próbie). Czekałam na kogoś, nudziłam się – więc zaczęłam czytać. A że szło mi błyskawicznie to tego samego dnia ją skończyłam. Ot, tak, z nudów, zupełnym przypadkiem.
Wybaczcie raz jeszcze. Obiecuje się poprawić, ale życie czasem pisze swoje scenariusze :D


Tytuł: Rywalki
Tytuł serii: Selekcja
Numer tomu: 1
Autor: Kiera Cass
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczorowska
Liczba stron: 336
Gatunek: romans młodzieżowy, fantastyka
Wydanie: Jaguar 2014

Gdy USA upadło, na jego miejscu powstała wielka i dumna Illea – królestwo dzielące lud na kasty. Według jednej z jej tradycji książę musi znaleźć sobie żonę wśród trzydziestu pięć dziewczyn wybranych z ludu w trakcie Eliminacji.
Gdy eliminacje się zaczynają, America, naciskana przez biedną rodzinę oraz ukochanego, który nie może zapewnić jej szczęścia przez bycie gorzej urodzonym, zgłasza się do nich. Nie sądzi, że to ona stanie się jedną z dziewczyn, które trafią do królewskiego pałacu...

Gulity pleasure pełną gębą – oto, czym właśnie są „Rywalki” Kiery Cass.
Gdybym miała oceniać tą powieść tą samą miarą, jak typową, „poważną” fantastykę nie uznałabym tej książki nawet za przeciętną. Świat przedstawiony „Rywalek” nie ma prawa zaistnieć: wyraźnie widać w niej inspiracja takimi historiami jak „Igrzyska Śmierci”, czy „Niezgodna”. Opisywana w niej polityka to jeden wielki żart. Eliminacje, czy bardzo sztuczny podział kastowy (błagam, artyści potrzebujący wykształcenia i CZASU by tworzyć są piątkami? W żadnym razie...) nie mają szans się utrzymać, a zamek królewski, który powinien być najlepiej pilnowanym miejscem w kraju jest ot tak sobie atakowany przez rebeliantów. Ale... w porównaniu do innych powieści z tego nurtu Cass wyraźnie nie traktuje świata poważnie, a kreuje go tylko po to, by stworzyć lekką historyjkę, która doskonale wpasuje się w marzenia zwykłej dziewczyny o byciu tą najlepszą i wyjątkową.
Naprawdę, nie wierzę, że to mówię, ale ta książka w swojej roli po prostu się sprawdza. Główna bohaterka, America, może nie zawsze jest tą najbardziej bystrą, ale wie, że należy przeprosić, jeśli się kogoś obrazi (co już jest CZYMŚ w młodzieżówce :D). Jest ukrytym Kopciuszkiem, który nie chce nim być. Wprawdzie ma w sobie coś z Mary Sue, ale to w końcu przyjemna baśń, a nie poważna lektura, dlatego w żadnym razie mi to nie przeszkadzała. Przy okazji ma u swojego boku dwóch naprawdę porządnych facetów. Wprawdzie Aspen i Maxon są do siebie bardzo podobni (Aspen jest biedną wersją Maxona), ale w tego typu książce więcej nie potrzebujemy: obaj są mili, dobrzy i ciepli.
Wprawdzie trójkąty to nie jest najciekawszy z możliwych schematów, a taki tu zdecydowanie występuje, ale szczerze mówiąc, jest naprawdę nieźle rozpisany. Wiemy dokładnie, czemu powstał i szczerze mówiąc, jest to zarysowane dość realistycznie. Nie mam więc zamiaru na niego narzekać. Mimo, że zdecydowanie wolałam sceny Ami z Maxonem, które po prostu wydawały mi się bardziej niewinne i urocze.
Oczywiście, to nie jest oryginalna historia. „Rywalki” to wariacja na temat bardzo typowych schematów przez co już na starcie wiemy, jak się zakończy, ale tak czy siak po prostu miło i szybko się ją czyta: styl Cass jest lekki, przy okazji niezbyt błyskotliwy, ale za to przyjemny i barwny. Te ponad trzysta stron to dosłownie trzy godziny czytania, nie więcej.
Jak już wspominałam, „Rywalki” mają pewne problemy z logiką dotyczącą świata przedstawionego. Czasami przenosi się to także na to, co dzieje się w pałacu. Poza tym mimo, że mamy przyszłość to w tym świecie nie uświadczycie żadnych komputerów, czy innych „dzisiejszych” sprzętów, ale co tam, to w końcu baśń o miłości, prawda? Nie musi być dobrą fantastyką, by się sprawdzać.
Jak to z romansami bywa, same Eliminacje prędko schodzą tu na dalszy plan: drugoplanowi bohaterzy nie są zbyt rozwijani, pozostałe dziewczyny często poznajemy tylko po imionach, a ten zapowiadany w opisie wydawcy morderczy wyścig o koronę to zdecydowanie przesadzone stwierdzenie. Niemniej, w moim odczuciu dobrze, że autorka zdecydowała się na takie wyjście: gdyby bardziej skupiła się na polityce mogłaby łatwo położyć całość, zwłaszcza, że kreacja tego świata do najlepszych nie należy.
Muszę powiedzieć, że poczułam się zaskoczona zakończeniem. Nie będę go oczywiście zdradzać, ale Ami zdecydowanie pokazała w nim, że myśli sensownie i logicznie oraz że ma swoje zdanie, co przy powieści tego typu zasługuje na zdjęcie czapek z głów :D
Powtórzę raz jeszcze: to nie jest dobra powieść, jeśli chcemy oceniać ją jako zwykłą książkę. Ale jako dość naiwny, lekki i przyjemny romans po prostu się sprawdza. To dobra, miła przygoda na jeden wieczór, która powinna wpasować się w gusta większości kobiet, zwłaszcza tych młodych – bo która z nas nie chciałaby zostać królewną mimo braku takiego pochodzenia?

PS. Czy tylko mi Maxtnowe „moja miła” wydawało się niezwykle śmieszne i głupie? Angielskie „my darling” brzmi... jakoś lepiej :D Tłumaczka mogła to zmienić na „moją panią”.

* * *

 – Myślisz, że będę mógł się do ciebie zwracać „moja miła”? – zapytał Maxon.
– Nie ma mowy – odparłam szeptem.
– Mimo wszystko będę próbował. Nie poddaję się łatwo. – Wierzyłam w to, choć irytowało mnie, że tak się przy tym upiera.
– Do wszystkich tak mówiłeś? – zapytałam, skinieniem głowy wskazując resztę sali.
– Tak, i każdej się to podobało.
– Właśnie dlatego mnie się nie podoba – oznajmiłam i wstałam.

Fragment „Rywalek” Kiery Cass


zBLOGowani.pl
Książka bierze udział w akcji na zblogowani.pl

18 komentarzy:

  1. Raz na jakiś czas, lektura takiej książki to dobry relaks :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też myślę, że raz na jakiś czas, tego typu książka jest dobra, nawet żeby się tylko trochę odmóżdżyć. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka raczej nie dla mnie, ale najważniejdze, że Ci się spodobała :)
    Zmienicswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej to nie jest męska literatura:D

      Usuń
  4. Ja jestem po pierwszym tomie i nawet nie jest tak źle jak piszą w necie. Taka "odskocznia" od normalnego świata i "mądrych" książek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, to prawda, "Rywalki" to przyjemna i niewymagająca lektura. :p

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam podobną opinię do twojej po przeczytaniu Rywalek. Ten świat jest tylko dziwnym i nieprawdopodbnym tłem dla tej historii, ale... to się kurde sprawdza.
    Maxon i Aspen podobni? Dla mnie bardzo się różnili! A co do opisu od wydawnictwa... popieram. Uważam, że jest mega przesadzony i jak przysiadałam do tej książki to się zdziwiłam, że dostałam zupełnie co innego niż powieśc pełną intryg!
    Ami może w pierwszym tomie była spoko, ale weź przeczytaj drugi i trzeci, to cię szlag trafi od jej głupiego zachowania i niezdecydowania... XD
    Może nie powinnam tak zwracać uwagi, ale wkradła ci się w recenzję taka rozmnożona literówka. To nie Maxton, tylko Maxon. Oczywiście bez urazy!
    Pozdrawiam!
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To weź mi powiedz, czym się różnili, bo ja poza tą "bazą" (wychowanie i ilość kasy) jakoś szczególnie ich nie widzę ;P
      I tak, przeczytałam drugi, w drugim nie jest spoko.
      A ta literówka to ani nie pierwsza, ani nie ostatnia - lubię sobię wymyślać własne imiona dla postaci :D

      Usuń
  7. Widziałam tą książkę na półce biblioteki i miałam się na nią skusić, ale... teraz to w sumie nie wiem czy warto tracić czas :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam i raczej nie mam zamiaru, bo chyba te braki w logice by mi przeszkadzały, aczkolwiek każdy z nas ma chyba takie guilty reads, które mimo wad czyta nam się dobrze. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co... wydaje mi się, że przełknęłabyś, skoro ja dałam radę :D

      Usuń
  9. Jest w tej serii coś uroczego w tej serii, chociaż rzeczywiście w tradycyjnym podejściu nie jest dobra ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdy jeszcze chodziłam do szkoły moja znajoma zachwycała się całą tą serią, ale ona a całkiem inne zainteresowania i upodobania do moich. Jednak po Twojej recenzji dochodzę do wniosku, ze każdemu potrzebna jest od czasu do czasu tak banalna powiesc, żeby być może przypomnieć sobie jak być dzieckiem. Bo ja właśnie wtedy o takim życiu marzyłam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rywalki czytałam dwa-trzy lata temu i pokusze się o stwierdzenie, że wówczas uwielbiałam tę historię. Teraz pewnie oceniłabym ją inaczej, ale jak na początek mojego czytania była idealna.Powiedziałabym, że jest to moja opinia tyle, że ładniej napisana :D Teraz jedynie zastanawiam się czy próbować jeszcze czytać ,,Margo", bo ,,Never never" mam za sobą, a po ,,Mimo moich win" sięgnąć nie zamierzam, bo za dużo złych opinii krąży o niej w necie. Za to te wspomniane ,,Margo" troszeczkę jeszcze kusi, chociaż nie wiem czy słusznie...Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś planowałam sięgnąć po całą serię, ale odwlekałam to w nieskończoność i do dzisiaj nie sięgnęłam. Jakoś nie ciągnie mnie do niej. A okładki nie podobają się mi, tak jak innym.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś w końcu zabiorę się za tę serię, ca jakiś czas mi o sobie przypomina. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  14. Wybrałam "Rywalki" jako złą książkę na tegorocznym Bookathonie i... Podobnie jak Ty byłam bardzo zaskoczona, bo wcale nie było tak źle! Wbrew pozorom jest tak jak mówisz, to się po prostu sprawdza. Chociaż Maxon jest jak dla mnie bardzo papierowym bohaterem i zgadzam się - dużo lepiej brzmiało by "moja pani"! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś chciałam to przeczytać, ale teraz... niee. Chociaż, nigdy nie wiadomo, co też los nam przyniesie. :D

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony