sobota, 3 lutego 2018

Lucyfer. Sezon 2: O przerysowanej mamie


Lilith (Tricia Helfer), matka Lucyfera (Tom Ellis), z Piekła trafiła prosto na Ziemię. Przebywa prawdopodobnie w Los Angeles, co spędza panu Morningstar sen z powiek: diabeł dobrze wie, że jego matka wkrótce przybędzie i spróbuje skrócić go o głowę...
„Lucyfer” to dla mnie nie najgorszy serial służący do zabicia czasu. Nie wnosi zbyt wiele do życia, nie zapada w pamięci na dłużej, ale dobrze się sprawdza, jeśli potrzebuje czegoś bardzo lekkiego. Dlatego zabrałam się za sezon drugi, którego formuła jest właściwie identyczna, jak pierwszego, z tą różnicą, że... wypada nieco gorzej.
„Lucyfer”, sezon 2
ang. Lucifer
serial fantasy
To serial, którego każdy odcinek jest zamkniętą historią. Wprawdzie jakoś to wszystko łączy się w całość, ale jeśli na początku epizodu poruszany jest jakiś temat to na jego końcu na pewno zostanie on rozwiązany. To sprawia, że z jednej strony bez problemu można go oglądać w dużych odstępach czasu, ale z drugiej strony nie wciąga jakoś szczególnie, bo większa część naszej ciekawości została już zaspokojona.
Taka konstrukcja sprawia też, że pod względem fabularnym nie dostajemy niczego bardzo skomplikowanego: Lucyfer w każdym odcinku ma po prostu rzucane jakieś kłody pod nogi i musi je pokonać. Przede wszystkim jest to cały czas serial kryminalny, ze średniej jakości zagadkami, ciągnięty tylko przez całkiem przyjemne aktorstwo Toma Ellisa.
W drugim sezonie magia, którą na początku pierwszego niósł ze sobą Lucyfer w moim odczuciu zupełnie wyparowała. To po prostu zwykła postać, dupek, który jest po prostu dobrze zagrany. Na jego „kobiecą armię” patrzy się całkiem przyjemnie, choć sama Lilith była dla mnie postacią zbyt... przerysowaną. Wypadała kompletnie nienaturalnie i sztucznie, mnie osobiście bardzo irytując. Rozumiem, że postać nie potrafiła odnaleźć się na Ziemi, więc miała prawo dziwnie się zachowywać, ale Lilith przypominała mi trochę nieumiejętnie napisaną wersję Cersei z „Gry o tron”, co nie wypadło najlepiej.
Inną nową postacią, poza Lilith, jest Ella (Aimee Gracia), która z jednej strony wypada całkiem uroczo, z drugiej: niezwykle kojarzy mi się z Abby z „Agentów z NCIS” : miałam wrażenie, że ta rola została na niej mocno wzorowana, tylko po prostu uznali, że zrobią z Elli laboranta, który jest chrześcijaninem, a nie bladym dziwakiem. Ech... ten serial po prostu dosłownie wszystko próbuje zmienić na ładne, eleganckie i urocze, a to nie do końca dobrze działa.
Drugi sezon wydaje mi się też mocno naciągany: dosłownie KAŻDA zagadka albo jest od początku powiązana z Lucyferem, albo w trakcie okazuje się, że jest, co sprawia, że wszystko staje się przewidywalne i nudnawe. Poza tym niektóre wątki dosłownie urywają się z odcinka na odcinek. [SPOILER] Przykładowo, w jednym z nich Lucyfer się „żeni”. W kolejnym jego ukochana znika, a nikt z otoczenia diabła tego zdaje się nie zauważać. [KONIEC SPOILERA].
Pewnie prędzej, czy później zapoznam się z trzecim sezonem, ale to naprawdę nie jest coś, co sprawia mi dziką przyjemność w trakcie oglądania. To po prostu serial, na który miło się patrzy i trakcie którego można wyłączyć zupełnie myślenie, odprężając się: kompletnie nic więcej.



11 komentarzy:

  1. Ja akurat matkę Lucyfera uważałam za najważniejszy punkt tej bardzo średniej produkcji, ale ogólne zdanie mam takie same i też nie wiem kiedy zabiorę się za trzeci sezon, który czeka na mnie już od kilku miesięcy. Myślę, że nie stanie się to szybciej niż czerwiec/lipiec, bo póki serial będzie się skupiał na wątku miłosnym i innych sprawach co odcinek to dalej będę rozczarowana. Pozdrawiam!

    http://wielopasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie najważniejszy, a najjaśniejszy.

      Usuń
  2. Jeszcze nie oglądałam Lucyfera, koleżanka mi polecała ten serial, ale póki co jestem w świecie Teen wolfa i sezon 4. wciągnął mnie bez reszty. Gdybym tylko miała więcej czasu...
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam ochotę poznać ten serial zaraz na początku, kiedy zewsząd otaczały mnie jego zwiastuny. A później o nim zapomniałam...Typowa ja. Myślę, że jak już będę miała chęci i czas to dam mu szansę właśnie dla tego odprężenia. Nie będę się nastawiała na coś WOW.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się bardzo podoba :). Ale dla mnie serial nie musi trzymać w napięciu, czy być zupełnie nieprzewidywalny, żeby mi przypadł do gustu :). No i Maze w nim jest! :D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie znam tego serialu, w ogóle rzadko oglądam seriale.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam, ale też nie mam czasu na seriale. Jedyny jaki oglądam to niemiecki serial "Dark" :)
    Serdecznie pozdrawiam.
    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi się podobał pierwszy sezon. Zaczęłam oglądać drugi, ale z czasem jakoś zaczęłam zapominać o odcinkach i tak przestałam, no ale kiedyś myślę, że nadrobię. :0

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale jaka Lilith? W serialu matka Lucyfera ma na imię Charlotte. A formuła serialu jest, jaka jest, bo to typowy procedural ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Charlotte jest tylko imieniem jej ciała i przykrywką. Przecież już w pierwszym sezonie nazywali ją Lilith właśnie.

      Usuń
  9. Ten serial jednak nie dla mnie chyba. ;P

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Nomida zaczarowane-szablony