poniedziałek, 11 czerwca 2018

Bramy Światłości. Tom 2: Odcinek bardzo przejściowy


Wyprawa do Stref Poza Czasem w poszukiwaniu Jasności już na początku wiązała się z dużym ryzykiem, zarówno dla podróżników, jak i tych, którzy zostali, strzegąc bram Królestwa oraz Głębi. Im jednak ta dłużej trwa, tym bardziej wzmaga się związane z nią niebezpieczeństwo.


Gdy został wydany drugi tom „Bram Światłości” opinie o nim niekoniecznie były bardzo pochlebne. Nie zmieniło to jednak faktu, że po książkę sięgnąć bardzo chciałam, bo najzwyczajniej w świecie lubię czytać o przygodach Świetlistych Kossakowskiej. W trakcie jednak okazało się, że mimo wszystko, krytyczne głosy mają w sobie sporo racji.
Tytuł: Bramy Światłości. Tom 2
Tytuł serii: Zastępy anielskie
Numer tomu: 6
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 560
Gatunek: angel fantasy
Wydanie: Fabryka Słów, Lublin 2018
Zacznijmy od tego, że ja dalej po prostu lubię styl tej autorki. Fakt, w tym tomie bardziej, niż w poprzednich rzuciło mi się w oczy jej dość specyficzne prowadzenie narracji. Mianowicie, z jednej strony Kossakowska raczy nas poetyckimi wręcz porównaniami, a z drugiej chwilę później wrzuca do tekstu takie słowa jak „fajnie”, co po prostu kontrastuje z całością. Niemniej, mi akurat w jej przypadku to odpowiada. Zwłaszcza, że całość czyta się wręcz błyskawicznie, chociaż przyznam, że tu po prostu swój wkład ma sam układ tekstu. Niestety, jak na Fabrykę Słów przystało marginesy i czcionka są wręcz olbrzymie, co sprawia, że te pięćset stron pewnie spokojnie dałoby się zmieścić na dwustu.
Bohaterowie – jak zawsze w tej serii – są po prostu sympatyczni. Lubię ich obserwować, choć jednocześnie żałuję, że dalej wątek Razjela spychany jest na zdecydowanie dalszy plan, niż ten dotyczący Daimona. Niemniej, rozumiem to: w końcu Pan Tajemnic na wyprawę w poszukiwaniu Jasności się nie wybrał, a to przecież o niej jest ta lektura. Brakowało mi jednak też Piołuna, który w tomie pierwszym wiódł prym: w przypadku kontynuacji spotykamy się z nim zaledwie na samym początku, a potem zupełnie znika z kart powieści.
Niemniej, wiele z głosów uznało, że tom drugi jest tomem zupełnie niepotrzebnym i… po części muszę się z tym zrobić. Mimo że książka wydaje się bardzo obszerna to tak naprawdę opisuje jedną przygodę z trasy, którą swobodnie można byłoby skrócić, albo podzielić na pół, robiąc dwa, a nie trzy tomy „Bram Światłości”. Zwłaszcza, że szczerze mówiąc… ona sama w sobie nie jest wyjątkowo porywająca. Gdyby nie bohaterowie i styl Kossakowskiej zapewne prędko bym się całością znudziła.
Tym razem jeszcze jedna rzecz zwróciła moją uwagę w ten negatywny sposób, a mianowicie: wykłady prezentujące nam nowe postacie. Naprawdę, co najmniej dwa razy jeden z bohaterów dostaje monolog na temat istot zamieszkujących Strefy Poza Czasem i po prostu łopatologicznie wyjaśnia nam, kim to stworzenie jest. Przyznam, że w moim odczuciu nie było to do końca wyważone.
Niemniej, by nie kończyć negatywnym tonem, muszę znów oddać Kossakowskiej sięganie do tych mniej znanych mitologii. W „Rudej sforze” sięgnęła do wierzeń ludów syberyjskich, w poprzednim tomie – do wierzeń hinduskich. Tym razem zaś dostajemy mitologie Azteków, która moim zdaniem wielu osobom może przypaść do gustu.
Choć dla fanów serii „Bramy Światłości. Tom 2” to pozycja obowiązkowa i choć sama bawiłam się przy niej nieźle to muszę przyznać, że Kossakowska ma na swoim koncie ciekawsze powieści z tej serii. Cóż, przychodzi mi czekać tylko na tom trzeci, by zorientować się, czy zakończenie wypadnie lepiej od środkowej, przejściowej części.


* * *

Stojąc w oknie, w obliczu chłodnej, obojętnej nocy, czuł, że nic już do niego nie należy. Nic nie potrafi zdziałać, niczemu zaradzić. Stał się drobiną życia, rzuconą w kosmiczny wir zdarzeń. Iskrą, która zaraz może zgasnąć.
Fragment „Bram Światłości. Tomu 2” Mai Lidii Kossakowskiej

8 komentarzy:

  1. A zauważyłaś, że te "fajnie", "spoko chłopie" itd. pojawiły się właśnie w Bramach (już w I tomie)? Czytałam w tym roku wszystkie części jedna po drugiej i to niesamowite, jak bardzo Kossakowskiej zmienił się styl. Nie na lepsze, niestety. Cieszę się, że udało Ci się zachować sympatię do postaci - ja w Bramach lubię już jedynie Razjela i może Asmodeusza, reszta zachowuje się jak marcowe chimery i doprowazają mnie do szału ;) Zgadzam się też w całej rozciągłości z tymi wykładami o postaciach. Już mitologia hinduska była trochę w ten sposób przedstawiana, ale tutaj miałam wrażenie, że czytam "sfabularyzowaną mitologię aztecką dla opornych". No nie, kurczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może to wtedy widziałam, ale na pewno nie odczułam negatywnie. Pomiędzy moim czytaniem konkretnych tomów jednak trochę wody upłynęło i takie "szczególiki" trochę mi się zatarły.

      Usuń
    2. Być może z korzyścią dla Ciebie :) Jak czytałam Zbieracza burz długo po Siewcy, to nawet mi się podobał. Jak przeczytałam jedną po drugiej, to nie mogłam uwierzyć, że to ta sama autorka ;)

      Usuń
  2. O rany! Właśnie czekam na całość i chciałam sobie kupić całą serię na jakąś okazję, ale teraz już sama nie wiem... Najbardziej mnie chyba interesuje sama mitologia, nie tak łatwo znaleźć książki z czymś innym niż Grecja, czy mily nordyckie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, fantastyka po różne mity sięga jednak ;) Ale wiadomo, to na greckich się wychowaliśmy, więc ich zwykle jest najwięcej.

      Usuń
  3. Kiedyś coś przeczytam Kossakowskiej. Ale na razie mam dużo innych książek w kolejce do przeczytania i nie wiem czy znajdę na nią czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam już "Żarna Niebios" i "Siewcę Wiatru", a na resztę ciągle nie mam czasu... Muszę wreszcie przysiąść porządnie i przeczytać całość jednym rzutem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przede mną jeszcze lektura, ale widzę, że jest dużo rzeczy, które będą mi przeszkadzać...

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Nomida zaczarowane-szablony