Wyprawa do Stref Poza Czasem w poszukiwaniu
Jasności już na początku wiązała się z dużym ryzykiem, zarówno dla podróżników,
jak i tych, którzy zostali, strzegąc bram Królestwa oraz Głębi. Im jednak ta
dłużej trwa, tym bardziej wzmaga się związane z nią niebezpieczeństwo.
Gdy
został wydany drugi tom „Bram Światłości” opinie o nim niekoniecznie były
bardzo pochlebne. Nie zmieniło to jednak faktu, że po książkę sięgnąć bardzo
chciałam, bo najzwyczajniej w świecie lubię czytać o przygodach Świetlistych Kossakowskiej.
W trakcie jednak okazało się, że mimo wszystko, krytyczne głosy mają w sobie
sporo racji.
![]() |
Tytuł: Bramy
Światłości. Tom 2
Tytuł
serii: Zastępy anielskie
Numer tomu: 6
Autor: Maja
Lidia Kossakowska
Liczba
stron: 560
Gatunek: angel
fantasy
Wydanie: Fabryka
Słów, Lublin 2018
|
Zacznijmy
od tego, że ja dalej po prostu lubię styl tej autorki. Fakt, w tym tomie
bardziej, niż w poprzednich rzuciło mi się w oczy jej dość specyficzne
prowadzenie narracji. Mianowicie, z jednej strony Kossakowska raczy nas
poetyckimi wręcz porównaniami, a z drugiej chwilę później wrzuca do tekstu
takie słowa jak „fajnie”, co po prostu kontrastuje z całością. Niemniej, mi
akurat w jej przypadku to odpowiada. Zwłaszcza, że całość czyta się wręcz
błyskawicznie, chociaż przyznam, że tu po prostu swój wkład ma sam układ
tekstu. Niestety, jak na Fabrykę Słów przystało marginesy i czcionka są wręcz
olbrzymie, co sprawia, że te pięćset stron pewnie spokojnie dałoby się zmieścić
na dwustu.
Bohaterowie
– jak zawsze w tej serii – są po prostu sympatyczni. Lubię ich obserwować, choć
jednocześnie żałuję, że dalej wątek Razjela spychany jest na zdecydowanie
dalszy plan, niż ten dotyczący Daimona. Niemniej, rozumiem to: w końcu Pan
Tajemnic na wyprawę w poszukiwaniu Jasności się nie wybrał, a to przecież o
niej jest ta lektura. Brakowało mi jednak też Piołuna, który w tomie pierwszym
wiódł prym: w przypadku kontynuacji spotykamy się z nim zaledwie na samym
początku, a potem zupełnie znika z kart powieści.
Niemniej,
wiele z głosów uznało, że tom drugi jest tomem zupełnie niepotrzebnym i… po
części muszę się z tym zrobić. Mimo że książka wydaje się bardzo obszerna to
tak naprawdę opisuje jedną przygodę z trasy, którą swobodnie można byłoby
skrócić, albo podzielić na pół, robiąc dwa, a nie trzy tomy „Bram Światłości”.
Zwłaszcza, że szczerze mówiąc… ona sama w sobie nie jest wyjątkowo porywająca.
Gdyby nie bohaterowie i styl Kossakowskiej zapewne prędko bym się całością
znudziła.
Tym
razem jeszcze jedna rzecz zwróciła moją uwagę w ten negatywny sposób, a
mianowicie: wykłady prezentujące nam nowe postacie. Naprawdę, co najmniej dwa
razy jeden z bohaterów dostaje monolog na temat istot zamieszkujących Strefy
Poza Czasem i po prostu łopatologicznie wyjaśnia nam, kim to stworzenie jest. Przyznam,
że w moim odczuciu nie było to do końca wyważone.
Niemniej,
by nie kończyć negatywnym tonem, muszę znów oddać Kossakowskiej sięganie do
tych mniej znanych mitologii. W „Rudej sforze” sięgnęła do wierzeń ludów
syberyjskich, w poprzednim tomie – do wierzeń hinduskich. Tym razem zaś
dostajemy mitologie Azteków, która moim zdaniem wielu osobom może przypaść do
gustu.
Choć
dla fanów serii „Bramy Światłości. Tom 2” to pozycja obowiązkowa i choć sama bawiłam
się przy niej nieźle to muszę przyznać, że Kossakowska ma na swoim koncie
ciekawsze powieści z tej serii. Cóż, przychodzi mi czekać tylko na tom trzeci,
by zorientować się, czy zakończenie wypadnie lepiej od środkowej, przejściowej
części.
*
* *
Stojąc w oknie, w obliczu chłodnej, obojętnej nocy,
czuł, że nic już do niego nie należy. Nic nie potrafi zdziałać, niczemu
zaradzić. Stał się drobiną życia, rzuconą w kosmiczny wir zdarzeń. Iskrą, która
zaraz może zgasnąć.
Fragment
„Bram Światłości. Tomu 2” Mai Lidii Kossakowskiej
A zauważyłaś, że te "fajnie", "spoko chłopie" itd. pojawiły się właśnie w Bramach (już w I tomie)? Czytałam w tym roku wszystkie części jedna po drugiej i to niesamowite, jak bardzo Kossakowskiej zmienił się styl. Nie na lepsze, niestety. Cieszę się, że udało Ci się zachować sympatię do postaci - ja w Bramach lubię już jedynie Razjela i może Asmodeusza, reszta zachowuje się jak marcowe chimery i doprowazają mnie do szału ;) Zgadzam się też w całej rozciągłości z tymi wykładami o postaciach. Już mitologia hinduska była trochę w ten sposób przedstawiana, ale tutaj miałam wrażenie, że czytam "sfabularyzowaną mitologię aztecką dla opornych". No nie, kurczę.
OdpowiedzUsuńByć może to wtedy widziałam, ale na pewno nie odczułam negatywnie. Pomiędzy moim czytaniem konkretnych tomów jednak trochę wody upłynęło i takie "szczególiki" trochę mi się zatarły.
UsuńByć może z korzyścią dla Ciebie :) Jak czytałam Zbieracza burz długo po Siewcy, to nawet mi się podobał. Jak przeczytałam jedną po drugiej, to nie mogłam uwierzyć, że to ta sama autorka ;)
UsuńO rany! Właśnie czekam na całość i chciałam sobie kupić całą serię na jakąś okazję, ale teraz już sama nie wiem... Najbardziej mnie chyba interesuje sama mitologia, nie tak łatwo znaleźć książki z czymś innym niż Grecja, czy mily nordyckie...
OdpowiedzUsuńCzy ja wiem, fantastyka po różne mity sięga jednak ;) Ale wiadomo, to na greckich się wychowaliśmy, więc ich zwykle jest najwięcej.
UsuńKiedyś coś przeczytam Kossakowskiej. Ale na razie mam dużo innych książek w kolejce do przeczytania i nie wiem czy znajdę na nią czas ;)
OdpowiedzUsuńCzytałam już "Żarna Niebios" i "Siewcę Wiatru", a na resztę ciągle nie mam czasu... Muszę wreszcie przysiąść porządnie i przeczytać całość jednym rzutem ;)
OdpowiedzUsuńPrzede mną jeszcze lektura, ale widzę, że jest dużo rzeczy, które będą mi przeszkadzać...
OdpowiedzUsuńCoś idealnego dla mojego brata!
OdpowiedzUsuńNie czytałam, ale chyba raczej to nie dla mnie...
OdpowiedzUsuń