Jak się tak zastanowię to raczej nie mam takiej książki, którą czytałabym w kółko i w kółko w dzieciństwie, choć pamiętam, że miałam fazę na komiksy Kaczora Donalada (ach to były czasy :')), ale miałam ich tak dużo (dzięki moim starszym braciom), że nie musiałam ciągle czytać tych samych. :P Jeśli chodzi o przedmioty z dzieciństwa to ciężko mi określić czy coś już jest z dzieciństwa czy jeszcze nie, bo ja wciąż dorosłą nie jestem, ale pamiętam też, że miałam naprawdę wiele pluszaków i mało bawiłam się lalkami, w sumie większość jest ze mną do dziś, a moim ulubieńcem jest bardzo duży pies, którego można traktować jako poduszkę! :D
Ja szybko wyrosłam z lalek i "śmiałam się" z młodszej o rok siostry, że jeszcze się nimi bawi. Potem zamykała się w pokoju i bawiła się sama w ukryciu. Bycie miłym nigdy nie było moją mocną stroną. XD
Moja siostra będąc chyba w szkole podstawowej kupiła sobie właśnie taką ksiązkę - Piękno konia była zakochana w tej ksiązce :) A ja w dzieciństwie katowałam encyklopedię PWN i słowniki xD
Jeżeli chodzi o koniarskiego hopla to mam podobnie i jedną z książek, którą miałam w dzieciństwie był poradnik dla rolnika, w którym były wszystkie rasy, żywienie, choroby - ogółem o koniach od A do Z, nawet brak ilustracji mi nie przeszkadzał (były rysunki, takie mocno "techniczne"). Encyklopedię dzikich zwierząt mama mi kupiła ze Świata Książki, przepięknie ilustrowana i więcej w niej zdjęć niż treści. No i Baśnie... sama kupuję swoim dzieciom, choć mają już dużo. Czekam na Baśnie braci Grimm w oryginale, które ma wydać WasPos. Jestem ich bardzo ciekawa i na pewno jest to lektura dla dorosłych dzieci ;)
Gdybym miała taką końską książkę pewnie też bym ją męczyła. Mam sporo takich encyklopedii dla dzieci i mam wrażenie, że wszystkie stawiają na zdjęcia. Informacje zwykle są powtarzające się i bardzo, bardzo podstawowe. Słyszałam o tym wydaniu, ale okładki mnie odstraszają.
Ja w dzieciństwie lubowałam się w Pipi i miałam chyba wszystkie książki. Uwielbiałam jej humor i przygody, bo na reszcie była to dziewczynka, a nie chłopiec. Prócz tego czytałam wiele baśni, legend i Franklina, bo były w tych książeczkach piękne obrazki. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o Martynce, którą maglowałam tyle razy, że cała książka wręcz się rozpadła. Do dziś mam do niej wielki sentyment i jak widzę w sklepach kolejne historie o tej dziewczynce to z uśmiechem sięgam po nie, by choć móc je przejrzeć :) Pozdrawiam!
Ja lubiłam Pipi z filmów, ale nigdy jakoś szczególnie. ALE zawsze chciałam mieć jej konia. Martynkę też gdzieś mam. :) Wprawdzie nie całą serię, ale kilka egzemplarzy i owszem.
Co do Harry'ego to znowu fala gadżeciarskich książek dodatków się pojawiła / pojawi w październiku :D. Właśnie o nich pisałam. Szkoda, że ich tyle nie było jak byłam mała. Np. taka interaktywna Mapa Huncwotów - ile by z tym zabawy było!
Raczej nie katowałam encyklopedii jak Ty, ale mam jedną książkę, którą przeczytałam chyba z milion razy. Dostałam ją od chrzestnej kiedy leżałam w szpitalu, więc może dlatego tak ją uwielbiałam, po pozwoliła mi zapomnieć o igłach :D. "Tajemnica Amelii" o dziewczynce, która dowiaduje się, że jej matka była zakochana w syrenie, a sama Amelia ma w sobie gen syreny, który ujawnia się tym że gdy wejdzie do wody to wtedy zamienia się w syrenkę. Genialna książka dla dziewczynek :) Potem był Harry Potter, no ale to akurat zostało mi do dzisiaj.
W ogóle książki o syrenkach to ciekawa kwestia - chyba sporej ilości kobiet marzyłaby się porządna książka fantasy tego typu, a osobiście nie potrafię znaleźć nic sensownego i dojrzałego (mówię o fantasy-fantasy, z mocno rozwiniętym worlbuildingiem). Rozglądam się non stop i mam wrażenie, że jeśli chodzi o tą tematykę na rynku są straszne pustki. :C
Ja jako dziecko kochałam baśnie i legendy, uwielbiam czytać je do dziś, ale w jakiś luźniejszych interpretacjach. Harrego Pottera czytałam już jako trochę starsza osoba, bo byłam przekonana, że ta książka to dno i jej nigdy nie przeczytam, ale dobrze, że istnieją lekcje polskiego na których dowiedziałam się, że to cudowna opowieść. Buziaki :*
Ja w swojej biblioteczce posiadam troszkę książek przyrodniczych, a do ,,Baśni" zawsze lubię wracać. ,,Król Drozdobrody" jest jedną z moich najbardziej ulubionych, a ekranizacji nie ma :) Mimo wszystko, ja jakoś do pluszaków się nie przywiązywałam, ale najbardziej jak w 6 klasie podstawówki przeczytałam ,,Szatana z siódmej klasy" to nie mogłam się oderwać (i dalej nie mogę), więc to chyba moja taka lektura dzieciństwa. Pozdrawiam
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Jak się tak zastanowię to raczej nie mam takiej książki, którą czytałabym w kółko i w kółko w dzieciństwie, choć pamiętam, że miałam fazę na komiksy Kaczora Donalada (ach to były czasy :')), ale miałam ich tak dużo (dzięki moim starszym braciom), że nie musiałam ciągle czytać tych samych. :P Jeśli chodzi o przedmioty z dzieciństwa to ciężko mi określić czy coś już jest z dzieciństwa czy jeszcze nie, bo ja wciąż dorosłą nie jestem, ale pamiętam też, że miałam naprawdę wiele pluszaków i mało bawiłam się lalkami, w sumie większość jest ze mną do dziś, a moim ulubieńcem jest bardzo duży pies, którego można traktować jako poduszkę! :D
OdpowiedzUsuńJa szybko wyrosłam z lalek i "śmiałam się" z młodszej o rok siostry, że jeszcze się nimi bawi. Potem zamykała się w pokoju i bawiła się sama w ukryciu. Bycie miłym nigdy nie było moją mocną stroną. XD
UsuńMoja siostra będąc chyba w szkole podstawowej kupiła sobie właśnie taką ksiązkę - Piękno konia była zakochana w tej ksiązce :)
OdpowiedzUsuńA ja w dzieciństwie katowałam encyklopedię PWN i słowniki xD
Bo to naprawdę piękny album. :)
UsuńJa jakoś takiej zwykłej encyklopedii chyba się trochę po prostu bałam.
Zgadzam się... jest na czym oko zawiesić :)
UsuńA mi się podobała ta okładka, format, ilustracje w środku mimo iż nie było ich za wiele :)
Jeżeli chodzi o koniarskiego hopla to mam podobnie i jedną z książek, którą miałam w dzieciństwie był poradnik dla rolnika, w którym były wszystkie rasy, żywienie, choroby - ogółem o koniach od A do Z, nawet brak ilustracji mi nie przeszkadzał (były rysunki, takie mocno "techniczne"). Encyklopedię dzikich zwierząt mama mi kupiła ze Świata Książki, przepięknie ilustrowana i więcej w niej zdjęć niż treści. No i Baśnie... sama kupuję swoim dzieciom, choć mają już dużo. Czekam na Baśnie braci Grimm w oryginale, które ma wydać WasPos. Jestem ich bardzo ciekawa i na pewno jest to lektura dla dorosłych dzieci ;)
OdpowiedzUsuńGdybym miała taką końską książkę pewnie też bym ją męczyła.
UsuńMam sporo takich encyklopedii dla dzieci i mam wrażenie, że wszystkie stawiają na zdjęcia. Informacje zwykle są powtarzające się i bardzo, bardzo podstawowe.
Słyszałam o tym wydaniu, ale okładki mnie odstraszają.
Ja w dzieciństwie lubowałam się w Pipi i miałam chyba wszystkie książki. Uwielbiałam jej humor i przygody, bo na reszcie była to dziewczynka, a nie chłopiec.
OdpowiedzUsuńPrócz tego czytałam wiele baśni, legend i Franklina, bo były w tych książeczkach piękne obrazki. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o Martynce, którą maglowałam tyle razy, że cała książka wręcz się rozpadła. Do dziś mam do niej wielki sentyment i jak widzę w sklepach kolejne historie o tej dziewczynce to z uśmiechem sięgam po nie, by choć móc je przejrzeć :)
Pozdrawiam!
Ja lubiłam Pipi z filmów, ale nigdy jakoś szczególnie. ALE zawsze chciałam mieć jej konia.
UsuńMartynkę też gdzieś mam. :) Wprawdzie nie całą serię, ale kilka egzemplarzy i owszem.
Co do Harry'ego to znowu fala gadżeciarskich książek dodatków się pojawiła / pojawi w październiku :D. Właśnie o nich pisałam. Szkoda, że ich tyle nie było jak byłam mała. Np. taka interaktywna Mapa Huncwotów - ile by z tym zabawy było!
OdpowiedzUsuńNa pewno! Ale z drugiej strony sprytne dziecko weźmie pustą kartkę i zrobi z niej item do zabawy. XD
UsuńRaczej nie katowałam encyklopedii jak Ty, ale mam jedną książkę, którą przeczytałam chyba z milion razy. Dostałam ją od chrzestnej kiedy leżałam w szpitalu, więc może dlatego tak ją uwielbiałam, po pozwoliła mi zapomnieć o igłach :D. "Tajemnica Amelii" o dziewczynce, która dowiaduje się, że jej matka była zakochana w syrenie, a sama Amelia ma w sobie gen syreny, który ujawnia się tym że gdy wejdzie do wody to wtedy zamienia się w syrenkę. Genialna książka dla dziewczynek :) Potem był Harry Potter, no ale to akurat zostało mi do dzisiaj.
OdpowiedzUsuńW ogóle książki o syrenkach to ciekawa kwestia - chyba sporej ilości kobiet marzyłaby się porządna książka fantasy tego typu, a osobiście nie potrafię znaleźć nic sensownego i dojrzałego (mówię o fantasy-fantasy, z mocno rozwiniętym worlbuildingiem). Rozglądam się non stop i mam wrażenie, że jeśli chodzi o tą tematykę na rynku są straszne pustki. :C
UsuńJa jako dziecko kochałam baśnie i legendy, uwielbiam czytać je do dziś, ale w jakiś luźniejszych interpretacjach. Harrego Pottera czytałam już jako trochę starsza osoba, bo byłam przekonana, że ta książka to dno i jej nigdy nie przeczytam, ale dobrze, że istnieją lekcje polskiego na których dowiedziałam się, że to cudowna opowieść.
OdpowiedzUsuńBuziaki :*
Fantastic books
Ja też te klimaty bardzo lubiłam, tylko jakoś tak... nie katowałam tych książek aż tak, jak encyklopedii.
UsuńJa w swojej biblioteczce posiadam troszkę książek przyrodniczych, a do ,,Baśni" zawsze lubię wracać. ,,Król Drozdobrody" jest jedną z moich najbardziej ulubionych, a ekranizacji nie ma :) Mimo wszystko, ja jakoś do pluszaków się nie przywiązywałam, ale najbardziej jak w 6 klasie podstawówki przeczytałam ,,Szatana z siódmej klasy" to nie mogłam się oderwać (i dalej nie mogę), więc to chyba moja taka lektura dzieciństwa.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ja go lubiłam, ale o uwielbieniu raczej w tym przypadku trudno mówić. :D
OdpowiedzUsuń