niedziela, 12 marca 2017

Nie taki diabeł straszny... - o literaturze naukowej

Literatura naukowa. To brzmi tak odlegle, mądrze i trudno, czyż nie? Nie ma tu nic z zabawy, nie ma tu nic z rzeczy fajnych, lekkich, przyjemnych. Ona zwykle nie kusi ani okładkami, ani skojarzeniami. Tyle, że mimo tego czasem naprawdę warto po nią sięgnąć.
Nim przejdę do rzeczy chce wyjaśnić drobną rzecz. W poście pisze głównie o literaturze naukowej, ale nie tylko ją mam na myśli. Do moich rozważań po części zalicza się także literatura popularnonaukowa, z tym, że po prostu do niej podchodzę bardzo ostrożnie: dużo łatwiej jest zaliczyć wpadkę z takimi pozycjami; choć przyjemniej się je czyta mogą zawierać więcej błędów i najzwyczajniej w świecie uważam je za mniej pewne.

W październiku 2016 na Drewnianym Moście pojawił się wpis, w którym tłumaczyłam, dlaczego czytanie nie jest czynnością nadzwyczajną i wcale nie ma na nas aż tak pozytywnego wpływu, jak próbuje się nam wmówić (post znajdziecie TUTAJ). Musicie jednak wiedzieć, że jest pewna grupa książek, która rozwija właściwie zawsze i to w dużym stopniu – mówię tu właśnie o literaturze naukowej.

Czemu warto sięgnąć po coś tak nudnego?
Literatura naukowa zwykle nie jest prosta, jeśli jednak interesujecie się jakimś tematem uważam, że wręcz konieczne jest sięgnięcie po nią. Książki tego typu zawierają taką ilość wiedzy, jakiej nie znajdziecie w żadnym filmie, ani w żadnej opowieści; żaden człowiek nie będzie też w stanie na żywo przekazać Wam takiej ilości informacji. To z konkretnych, naukowych prac czerpie się najwięcej rzetelnych informacji.
Jakby tego było mało książki tego typu wzbogacają nasze słownictwo. Dzięki nim uczymy się żargonu z danej dziedziny, a rozumienie większej ilości słów wbrew pozorom naprawdę przydaje się w życiu.

By je czytać, trzeba najpierw nauczyć się to robić
Niestety, książki naukowe mają jedną, dużą wadę: nawet oczytany człowiek nie musi umieć ich czytać. Właściwie przy nich uczymy się czytania od nowa: musimy być bezustannie skupieni, rozumieć każde słowo a czasem pominięcie nudnej strony może skończyć się złym zrozumieniem całokształtu pracy. Dlatego tak ważne jest, by dobierać tego typu literaturę zgodnie ze swoim poziomem wiedzy oraz zgodnie ze swoimi zainteresowaniami.

Gdy zaczniesz je czytać, szybko zauważysz różnice!
Jak już pisałam wcześniej, czytanie literatury naukowej daje nam sporo konkretnej, rzetelnej wiedzy na dany temat. Co za tym idzie może nagle okazać się, że we wcześniej przegrywanych dyskusjach teraz wygrywamy; przy tym nasza rozmowa może wejść na wyższy poziom. Nie mówimy już ja tak sądzę, a zgadzam się z profesorem... co sprawia, że możemy w oczach innych stać się autorytetem w danej dziedzinie.
Przy okazji jeśli jeszcze nie studiujecie, ale macie w planach to robić to nauczenie się czytania literatury naukowej wcześniej jest naprawdę dobrym pomysłem. Dzięki temu nie ważne, jak nudną lekturę dostaniecie istnieje większa szansa, że przeczytacie ją ze zrozumieniem i bez aż tak wielkich katuszy. Mówię to z własnego doświadczenia ;) Gdy ludzie na moim roku narzekali, że jakiś człowiek pisze tak, że nie da się go zrozumieć, ja tylko spojrzałam na nich zdziwiona, bo przecież przeczytałam to w ciągu jednego wieczora, nie robiąc notatek i byłam w stanie o tym swobodnie rozmawiać.

Wybieraj lektury z głową
Jeśli chcesz zacząć czytanie literatury naukowej z jakiejś dziedziny zacznij od podstaw: najlepiej poproś o radę kogoś, kto tego typu książki czytuje. Niech dobierze dla Ciebie pracę napisaną w sposób lekki i przystępny, przy której nie stracisz głowy.

Nie mogą bawić?
Z własnego doświadczenia wiem, że chociaż lektury naukowe są inne od tych zwykłych to wbrew pozorom, często nie są nudne. Oczywiście, wiele zależy od autora i jego stylu, ale po pierwsze, jeśli ktoś interesuje się danym zagadnieniem to raczej będzie zaciekawiony. Przy tym niektórzy z takich twórców potrafią rzucać żartami oraz anegdotkami i ich dzieła da się czytać z bananem na ustach.


W Internecie podobno jest wszystko – dlatego nie sięgamy często do książek naukowych, skupiając się na tym, co wygrzebiemy w sieci. To sprawia, że często nie mamy potrzeby ani ochoty sięgać do czegoś więcej. Ale uwierzcie mi, czytanie takiej literatury to klucz do wiedzy, jeśli chcecie wiedzieć cokolwiek na dany temat ;) A by coś takiego czytać naprawdę nie trzeba być w tej dziedzinie specem, tak samo jak nie trzeba od razu wiązać z nią przyszłości, prawda? W końcu uczymy się przede wszystkim dla samych siebie.

14 komentarzy:

  1. Co mogę powiedzieć do tego wpisu? Zgadzam się z Tobą, co więcej widzę, że czytając literaturę naukową, albo np. traktaty filozoficzne, moja umiejętność refleksji, bystrość wyłapywania szczegółów itd. w powieściach znacznie się zwiększa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie nadal straszna... może kiedyś zmienię zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale super! Bardzo utożsamiam się z Twoim podejściem i ogromnie cieszy mnie, że podjęłaś taki temat u siebie. Świetnie, że doceniasz wagę publikacji naukowych i zachęcasz do nich ludzi. Ja interesuję się biologią (zwierzętami i roślinami), a z drugiej strony literaturą. Jestem technikiem weterynarii i polonistką z wykształcenia. :D Lubię pozycje naukowe i popularnonaukowe, ale przyznam Ci, że studia diabelnie mnie do nich zniechęciły. Dlaczego? Profesorowie idą po linii najmniejszego oporu i każą nam czytać teksty, które mają kilkadziesiąt lat, mimo że na pewno jest już kilkanaście dużo nowszych, aktualniejszych i bardziej przystępnych tekstów. Dlatego zaczęłam traktować studia, które początkowo uwielbiałam, jak zło konieczne i często nawet nie czytam zadawanych tekstów. Wolę w tym czasie dokształcać się na własną rękę.

    A czemu ludzie unikają publikacji naukowych? Napisałam kiedyś tekst "Po co mam się tego uczyć?". Ludzie uwielbiają rzeczy łatwe i przyjemne. Tyle że Huxley pokazał, że przyjemność kiedyś nas zgubi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat u mnie, na dziennikarstwie, wykładowcy raczej dobierają w miarę aktualne i ciekawe teksty :) Np. jeden z nich podał nam listę tekstów, uznał, że większość jest fajna, jeden trudny, ale to po to, byśmy się nauczyli takie rzeczy czytać, a nie dlatego, że chce być wredny. Ale to szczerze przyznał po prostu.

      Usuń
  4. Zgadzam się z Tobą. Ostatnio w ogóle moje poglądy na czytanie bardzo się zmieniły, nie czytam już wszystkiego, jak leci, tylko staram się rozważniej dobierać moje lektury. Oczywiście, wciąż mam sentyment do kilku autorów, których książki poznałam wiele lat temu. Jeśli zaś chodzi o literaturę naukową... Ja jestem w LO, na humanie. Nauczyciel od wosu często wysyła nam krótkie teksty naukowe, których lektura faktycznie poszerza horyznoty. Sama staram się dokształcać z dzieniny historii. Choć nie jest to proste, myślę, że zdecydowanie warto czytać literaturę naukową!

    OdpowiedzUsuń
  5. Często czytam takie naukowe książki, choć czasami mam ochotę przy nich usnąć. Sama teraz pisze pracę licencjacką i muszę używać takich naukowych sformułowań i pisać takim nudnym językiem.
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś nie umiem się do literatury naukowej zabrać... Pełno mi takich książek zalega na półkach. Jednak śmiem wątpić , że kiedyś nabiorę ochoty by je wygrzebać z pod kurzu...

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi też jakoś nigdy nie było po drodze z literaturą naukową, a to pewnie dlatego, że - tak jak napisałaś- nie umiałam jej czytać. Teraz, gdy zgłebiłam temat czytania - czuję, że jestem gotowa zrobić drugie podejście 😊
    Pozdrawiam

    http://cojaczytuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. nie odrzucam lektury z gatunku naukowej, ale rzadko spotykam taką książkę, z której wyniosę tyle ile zakładam że chciałabym z niej wynieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak ze studiami: idziesz, liczysz na ogromną wiedzę, a potem niby wiesz więcej, ale masz wrażenie, że połowe czasu jednak tracisz XD

      Usuń
  9. Ojejku... podziwiam Twoje podejście, bo dla mnie ta literatura naukowa zwyczajnie nie idzie. Dlaczego? Jednym z powodów jest to, o czym napisałaś: trzeba umieć ja czytać. Potrafić się skupić...
    Ja mam z tym ogromne problemy. Czasami jedna stronę mogę czytać kilka razy :(
    Jednak co do potrzeby czytania takich książek to musze powiedzieć, że osobiście zawsze wole podeprzeć się taka literatura niż wiadomościami znalezionymi w Internecie.
    I mam jeden, jedyny temat o którym lubię czytać: biblioterapia. Czytanie o tym jest naprawdę przyswajalne. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba wyćwiczyć, naprawdę ;/ I to się da zrobić. Ja też zbyt skupioną osobą nie jestem, ale czasami takie czytanie bywa pomocne.

      Usuń
  10. Ale w lit. naukowej też znajduje się wiedza z internetu :P Co tu kłamać? W tych nowszych to na 100% :P
    Możesz powiedzieć, że jestem mało ambitna, ale ja nawet literaturę rozrywkową czytam, no właśnie, dla rozrywki. Taki Marsjanin odrzuca mnie ilością mądrych rzeczy :P To, to ja mam w szkole, dziękuje bardzo :P
    Dla mnie książki naukowe są dla tych, co chcą wiedzieć więcej. Jak pójdę na studia i będę pisać prace zaliczeniowe etc - na pewno skorzystam :P Ale na razie niech pozostanie ona sobie w dalekiej sferze :D Bo jest użyteczna, jasne, ale bez konkretnego powodu czy wręcz przymusu (jak zrobienie rzetelnej bibliografii) nie mam zamiaru po nią sięgać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak, ale... książka naukowa musi przejść przez recenzje. Wiedzy z sieci nikt nie sprawdza :) To też główna różnica między lit. naukową, a popularnonaukową.
      No a po co jest "zwykła" literatura, jak nie do rozrywki? Raczej nie czaję ludzi, którzy czytają ją z innych powodów. A że ja przy okazji próbuje bawić się w "badacza" to... ja tak po prostu mam. Btw. nie wydaje mi się, by w "Marsjaninie" tego było aż tyle :)
      Ja do tego w żadnym razie nie zmuszam, każdy ma inne priorytety :) Wyjaśniam tylko, bo czasami ktoś niby chce, ale się boi... a nie ma czego :D

      Usuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Nomida zaczarowane-szablony