czwartek, 23 marca 2017

Jądro dziwności. Nowa Rosja: Ktoś tu chyba przesadził z hejtem

Jeszcze trochę i przez te moje studia staną się specem od reportażu. Ale nie, spokojnie, nie narzekam: przynajmniej mam motywacje, by poznać trochę takiej literatury. Bo wiecie, to nie tak, że nie przeczytam czegoś niefantastycznego bo nie lubię: po prostu zwykle na półce mam samą fantastykę, bo to kupuje. Szkoda mi wydawać na coś innego, co jest dość ryzykowne. A tak muszę się zapoznać i to robię. Wprawdzie przymus bywa irytujący, ale cóż poradzić?

Tytuł: Jądro dziwności. Nowa Rosja
Autor: Peter Pomeranstev
Liczba stron: 336
Gatunek:  reportaż

Peter Pomeranstev wychował się w Londynie, jednak swoje korzenie ma w Rosji. Wyjeżdża do tego kraju i pracuje, zajmując się kręceniem filmów dla jednej ze stacji telewizyjnych. Dzięki temu ma możliwość, aby spotkać ludzi z wielu sfer i poznać różne oblicza Rosji. Jaka jest nowa Moskwa? I jaką rolę odgrywa telewizja w tak olbrzymim kraju?

Mój stosunek do Rosji jest bardzo prosty: właściwie go po prostu nie ma ;) Nie znam się na polityce na tyle, by ten kraj wszem i wobec oceniać, a nie potrafię ani chwalić, ani ganić czegoś, czego po prostu nie znam. Mimo tego często wychodzę na obrońcę tegoż kraju. Czemu? A no dlatego, że często jest hejtowany bez argumentów. To w końcu Rosja, no nie? Wszyscy wiemy, że jest chodzącym złem. Zły jest Putin, zły jest ustrój, złe są tam media. Dlaczego? Nikt tak do końca nie wie. Ale w końcu tak trzeba. Europa nie lubi Rosji i już, amen.
Muszę przyznać, że czytając ten reportaż często też miałam wrażenie, że autor krytykuje ten kraj, bo tak; bo Europa chce krytykować Rosje, więc on taką pozycje dla niej napisze. Rozumiem, że autor przebywał w niej przez wiele lat i ma zdecydowanie więcej to powiedzenia, niż typowy człowiek, ale nie zmienia to faktu, że część rzeczy zdaje się bardzo mocno koloryzować. Już śpieszę z wyjaśnieniem dlaczego.
Skoro tytuł tej książki to Jądro dziwności to ja chciałabym tą dziwność zobaczyć. Chciałabym zrozumieć, jak obrzydliwa, jak specyficzna, jak DZIWNA jest Rosja. A co dostaje? Kilka reportaży, z których większość traktuje o sytuacjach, które mogłyby przydarzyć się w każdym miejscu na świecie. Jasne, niektóre z nich są bardziej rosyjskie i podszyte sposobem myślenia mieszkańców tego kraju, albo tam zdarzają się częściej, ale ta książka opowiada historie, które w większości przypadków mogłyby zdarzyć się w naszym sąsiedztwie. W końcu modelki z problemami psychicznymi, gangsterzy, którzy odkrywają w sobie artystę, albo kobiety, które siedzą za kratkami za nic to nic, co nie mogłoby przydarzyć się w Polsce, prawda?
By nie było, Jądro dziwności czytało mi się bardzo przyjemnie: niektóre historie bardziej mnie ciekawiły, inne mniej, ale autor wszystko ubiera ładnie w słowa. Pozwala też czytelnikowi dowiedzieć się nieco o samej mentalności Rosjan. Książeczka nie nudzi, czasami trudno się przy niej nie uśmiechnąć, czytając o tym, jak irracjonalnie ludzie potrafią myśleć. Ale chyba jej założeniem było pokazanie jak zła i jak okropna jest Rosja; jak bardzo zmanipulowany przez rząd jest ten kraj. A ja tego po prostu tu nie znalazłam w stopniu wystarczającym. To książka o ludziach, nie o rządzie.
Jakie historie z tej książki zapamiętam na dłużej...? Chyba przede wszystkim dwie, o których przed chwilą wspominałam. Pierwsza traktuje o modelce, która popełniła samobójstwo mimo, że jej rodzina zarzekała się, że ich kochana dziewczynka była osobą bardzo stabilną psychicznie. Druga opowiada historię kobiety, która poszła siedzieć, bo tak. Bo ktoś u góry chciał rozprawić się z gangiem narkotykowym, a wsadzenie jej za kratki było po prostu drogą na skróty. Inne historie po prostu przeczytałam i często poza zaciekawieniem, albo znudzeniem nie zostawiły po sobie wiele. Wynika to jednak raczej z faktu, że historie obyczajowe, te zwyczajne i codzienne często nie bardzo mnie interesują, a nie z tego, że autor mnie znudził.

Ta pozycja to dobry, fajnie napisany reportaż, stworzony przez człowieka, który doskonale wie, o czym pisze. Czasem jednak wydawał mi się nieco przerysowany i momentami potrafił mnie lekko znudzić. Jądro dziwności sprawdzi się u czytelnika, który albo jest zainteresowany samą Rosją, albo po prostu interesują go ludzkie historie z marginesu społeczeństwa; takie, o których raczej nie mówi się zbyt głośno.


* * *

Alona nigdy, ale to nigdy nie powie o sobie ani nawet nie pomyśli, że jest prostytutką. Jest wyraźna różnica: prostytutki muszą uprawiać seks z każdym, kogo wskaże im alfons. A Alona poluje sama.
– Kiedyś, kiedy jeszcze pracowałam jako tancerka, szef kazał mi iść z jednym z klientów. To był zwykły facet. Wpływowy. Gruby. Niezbyt młody. „Naprawdę muszę z nim iść?”, zapytałam szefa. „Tak”, odpowiedział. A więc poszłam z nim do hotelu. Gdy nie patrzył, wrzuciłam mu do drinka środek usypiający i uciekłam.
Alona opowiada o tym z nieukrywaną dumą. Bo jest wyraźna różnica.
– A co z miłością? – pytam. Jest późno. Jesteśmy w jej mieszkaniu i nagrywamy wywiad. Popijamy słodkie, lepkie prosecco. Jej ulubione. Na kanapie pochrapuje nerwowy piesek Alony.
– Mój pierwszy chłopak. W domu, w Donbasie. To była miłość. Był przedstawicielem miejscowej władzy.
W tym wypadku „władza” jest subtelnym określeniem gangsterki.
– Dlaczego się rozstaliście?
– Wdał się w wojnę z innym gangiem, a oni wykorzystali mnie, by się do niego dobrać. Stałam na rogu ulicy. Chyba czekałam na tramwaj. I wtedy pojawiło się tych dwóch wielkich gości. Złapali mnie i zaczęli wpychać do samochodu. Kopałam ich i krzyczałam. Ale oni mówili przechodniom, że jestem ich znajomą i że się upiłam. Ludzie nie chcieli wdawać się w kłopoty z takimi facetami. Zabrali mnie do jakiegoś mieszkania. Przywiązali mi ręce do krzesła. Trzymali mnie tam przez tydzień.
– Zgwałcili cię?
Alona popija słodkie prosecco. Nie przestaje się uśmiechać. Wciąż ma na sobie połyskującą sukienkę, ale zdjęła buty na obcasach i założyła różowe puchate kapcie. Pali cienkie aromatyzowane papierosy. O wszystkim opowiada rzeczowo, a nawet z pewnym rozbawieniem, jakby to była anegdota z fatalnego, ale też trochę zabawnego dnia w pracy.
– Robili to na zmianę. Przez tydzień. Czasem któryś z nich wychodził, by kupić rybę woccie i wódkę. W całym pokoju śmierdziało rybą w occie i wódką. Wciąż pamiętam tamto miejsce. Było tam prawie pusto. Drewniany stół. Hantle. Ławeczka do wyciskania. Między kolejnymi pijatykami trenowali podnoszenie ciężarów. Pamiętam, że na ścianie wisiała flaga ZSRR. Kiedy to robili, gapiłam się właśnie na tę flagę. W końcu jeden z nich zlitował się nade mną. Gdy pozostali wyszli po wódkę, pozwolił mi uciec.

Fragment Jądra Dziwności. Nowa Rosja Petera Pomeransteva


23 komentarze:

  1. Jak to mówią, Rosja to nie kraj, Rosja to stan umysłu.
    Po książkę raczej nie sięgnę :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jakoś nie za bardzo jestem fanką reportażu, ale nie przeczę, że czasem sięgam. Rosją może nie interesuje się, aż nadto, ale od czasu do czasu wypadałoby przeczytać i co takiego dzieje się u naszych wschodnich sąsiadów, więc nie wykluczone, że z czasem do lektury zajrzę.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. W naszej świadomości, zwłaszcza ostatnio, utarły się pewne stereotypy o Rosji i być może warto byłoby je sobie zweryfikować. Radko sięgam po reportaże, ale nie mówię tej książce nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta lektura akurat wręcz na siłę zdaje się te stereotypy potwierdzać ;P

      Usuń
  4. Nie lubię jak książka powiela stereotypy. To tak jakby o Polsce ktoś napisał, że wszędzie, brud, smród, ubóstwo i złodzieje. Tym razem odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może to i całkiem ciekawy reportaż, ale sama nie wiem. Jasne, reportaż zawsze będzie z jakiejś perspektywy, w pełny obiektywizm nie wierzę, jeżeli Autor tam żył i ma ewidentnie jakieś nastawienie wobec tego kraju. Jednak nie lubię widzieć tego wprost. W każdym razie może sama sprawdzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się napisać w pełni obiektywnego... czegokolwiek. Tego po prostu nie da się zrealizować. Ale tu... miałam wrażenie, że autor nie oddziela swojego zdania od swojej obserwacji.

      Usuń
  6. To nie do końca jest tak, że Europa krytykuje Rosję z samej zasady. Ja osobiście nie rozumiem krytykowania Rosjan, ale ich politykę owszem. Trudno winić ludzi za to, że są tak owładnięci propagandą, że uważają Putina za boga i sądzą, że u nich życie wygląda wspaniale. A prawda jest taka, że poziom życia jest tam cholernie niski i każdy zdaje sobie z tego sprawę oprócz Rosjan. Tam kiedy ktoś z opozycji zaczyna zbyt głośno się przeciwstawiać, to po prostu po cichu go eliminują. I nikt nawet nie daje sobie sprawy z tych mechanizmów władzy. Putin śmieje się w twarz i Trumpowi, i Europie, bo chociaż to szaleniec, to piekielnie inteligentny szaleniec. Jak zabijać ludzi, którzy nie służą jego reputacji też dobrze wie, bo w przeszłości służył w KGB. Tak więc ta cała krytyka nie jest nieuzasadniona. Oczywiście mam tu na myśli politykę, nie na przykład mentalność ludzi.
    Ten pierwszy reportaż bardzo mnie zaciekawił, ale w najbliższym czasie raczej po ten zbiór nie sięgnę. Wolałabym coś stricte politycznego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dobrze znam te wszystkie argumenty. Polityka jak polityka - na pewno lepsza niż ta europejska. Putin jest przynajmniej konkretny i robi wszystko, co się da dla swojego kraju (o co trudno go winić). Z tego, co się orientuje propaganda propagandą, ale oni aż tak zaczarowani mitem Putina nie są, mają swoje do powiedzenia, a że on sobie może robić trochę co chce to już inna bajka. W Europie też to się robi, tylko jeszcze ciszej zazwyczaj :D Że Putin śmieje się w twarz Europie mogę się do pewnego stopnia zgodzić, ale wiesz, ja na jego miejscu też bym się z nas śmiała. Tupiemy nóżką, pierdoląc o pokoju na świecie i nic nie robiąc, zachowując się jak dzieci. A przynajmniej jakiś czas temu Putin raczej pozytywnie był nastawiony do Trumpa. Jak jest teraz, nie wiem.

      Usuń
    2. Putin robi wszystko, co się da dla siebie, nie dla swojego kraju. Okej, stara się uczynić z Rosji mocarstwo, dba o gospodarkę, ekonomię, a kraj to przede wszystkim ludzie, a on dla ludzi nie robi nic. Masz rację, też uważam to za hipokryzję, aby nieustannie mówić o potrzebie pokoju na świecie, ale nie robić nic w tym kierunku.
      Oczywiście, że oboje się do siebie uśmiechają, wymieniają uściski dłoni i podpisują umowy handlowe. Ale prawda jest taka, że USA Rosji nie zagrozi, a Putin doskonale zdaje sobie sprawę, że to on dyktuje warunki.

      Usuń
    3. Sama sobie zaprzeczyłaś w tym momencie ;) Jeśli ktoś dba o gospodarkę i ekonomię przede wszystkim to robi dla ludzi wszystko, co trzeba :)

      Usuń
    4. No właśnie nie do końca, w Rosji oprócz państwowych, jest bardzo dużo prywatnych przedsiębiorstw, które np. eksportują surowce, więc pieniądze trafiają przede wszystkim do ich kieszeni. Oczywiście im większy zysk, tym więcej podatku dla państwa, ale te pieniądze wcale nie idą dla ludzi, lecz chociażby na utrzymanie wojska. Tam poziom życia jest naprawdę niski...

      Usuń
    5. By wyjaśnić, o co chodzi, musiałabym zrobić Ci kilka długich wykładów, a wybacz, specem niestety nie jestem, by to robić ;/ Nie chce też pisać wypracowania w komentarzach, czy coś, a mam wrażenie, że źle rozumujesz, jeśli o ekonomię chodzi.
      Zerknij na:
      "Cnotę egoizmu" Rand (bo filozofia dot. państwowości także)
      "Ekonomię w jednej lekcji" Hazelita (bo podstawa ekonomii)
      Może jeszcze na "Kalkulację ekonomiczną w socjalizmie" Misesa (bo krótkie i w sumie... paradoksalne :D)
      Ogarnij podstawy - wtedy będę miała po prostu na czym Ci tłumaczyć :) Bo jak ja zacznę je wykładać to się obie zgubimy.

      Usuń
    6. Ja też nie jestem ekspertem, dopiero kończę gimnazjum xD Rozumuję na podstawie tego, co słyszę i czytam, ale zdaję sobie sprawę, że brakuje mi dużo wiedzy ekonomicznej. Dziękuję za tytuły książek, jak będę miała czas, to na pewno przeczytam, bo temat jest ciekawy, tyle że nie mam z kim o tym porozmawiać. Chciałabym, aby ktoś przedstawił mi trochę fachowej wiedzy, bo jeśli ktoś ma wyrobione poglądy, to zawsze warto tego posłuchać, właśnie o to chodzi, aby wyłapywać luki w rozumowaniu. Kiedy sięgnę po te książki, to skonfrontuję swoją wiedzę z tym, co autor chciał przekazać. Niestety na panią od wos-u nie mam co liczyć...

      Usuń
    7. Fachowej wiedzy niestety trzeba szukać głównie w książkach :c Nawet na wykładach tyle się nie dowiesz. I akurat te pozycje są tak jasne, że wiesz... nie powinnaś mieć problemu ze zrozumieniem o co chodzi :) Jedynie skupić się na tym trzeba.

      Usuń
  7. Ja właśnie strasznie nie lubię takie uogólniania i hejtowania, chociażby Rosji, tylko dlatego, że to Rosja właśnie.
    Bardzo fajna recenzja!
    www.evelinebison.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Nielubimy Rosji (ja lubię i język, i kulturę i historię) bo tak - własnie tak jak napisałaś. A ten kraj to inna kultura niż np. w Ameryce, dlatego tak wszystko może autora dziwić. Wychował się w innym społeczeństwie, wśród innych ludzi, innych światopoglądów i może dlatego tak odebrał Rosję, a my, którzy tak jakby jesteśmy z nimi dość blisko, pochodzimy od Słowian, to większość w tej książce wydaje się nam nie satysfakcjonujące.... Trochę chaotycznie, ale mam nadzieję że zrozumiałaś moją wypowiedź. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po części możliwe, chociaż... on ma rosyjskie pochodzenie jednak i to mnie dziwi trochę.

      Usuń
  9. Hm, z jednej strony jestem zaintrygowana, a z drugiej... Nie wiem, czy mnie do tej książki ciągnie :P Pewnie gdyby wpadła mi w ręce, to przeczytałabym z ciekawości, ale raczej nie będę się specjalnie za nią rozglądała. W sumie te hejty na Rosję można porównać do tego, co często (niestety) słyszę w gronie swojej rodziny - tj. hejt na Niemców. Bo wojna. Ludzie, to było prawie wiek temu! Serio, rozwala mnie ten argument, ani jednego Niemca nie znają, ale twierdzą, że są paskudni :D
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. No pewnie, że zdjęcia ładniej wyglądają po obróbce... zwłaszcza to pierwsze - magiczne!

    OdpowiedzUsuń
  11. Brzmi bardzo ciekawie! I zgadzam się w pełni, że ogólnie w Europie panuje "moda" na zwalanie wszystko na złą Rosję, która owszem, może i święta nie jest, ale w zasadzie to samo można powiedzieć o każdym państwie w Europie. Świetna recenzja, z chęcią sięgnę po ten reportaż. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony