środa, 29 listopada 2023

Mój książę: romantyczna fantazja o szlacheckiej Anglii

 

Daphne nie brakuje niczego: ma kochająca rodzinę, jest śliczna, bystra i z poczuciem humoru. Jednak jakimś cudem nikt nie chce się jej oświadczyć… Dlatego wchodzi z księciem Simonem w układ: będą udawać parę, tak aby wzbudzić zazdrość u innych kawalerów.

Mój książę
Julia Quinn
wyd. Zysk i s-ka, 2021
cykl Bridgertonowie, t. 1


Serialowi „Bridgertonowie” po premierze zrobili niezły szał i choć obejrzałam tylko kawałek pierwszego sezonu, rozumiem dlaczego: to lekka historia, która nie wymaga zbyt wiele myślenia w trakcie jej poznawania. Z pierwszym tomem cyklu Julii Quinn zatytułowanym „Mój książę”, na bazie którego powstała filmowa adaptacja, jest bardzo podobnie. To lektura, którą po prostu bardzo łatwo się przyswaja.

To na pewno nie jest powieść historyczna, która idealnie oddaje realia. Nie, to popkulturowo przerobiona Anglia z XVIII-wieku. Z tego powodu nie ma co tej powieści traktować poważnie. To jednak przede wszystkim pewna fantazja na temat życia w pięknym, bogatym i romantycznym świecie. Dzięki temu po prostu można w tę historię wsiąknąć i nie myśleć o niczym innym.

Styl autorki jest lekki, z całkiem przyjemną dawką humoru, co sprawia, że strony dosłownie same się odwracają. To naprawdę książka na jeden wieczór, do której można usiąść i skończyć ją w jednej chwili. Wydaje mi się, że adaptacja naprawdę dobrze oddała klimat, który Quinn kreuje na kartach swojej książki.

Przy tym nie jest to absolutnie nic więcej, niż prosta rozrywka, a sama mam z nią mały osobisty problem: nie lubię Daphnee. No po prostu nie dogadałybyśmy się. Niby inteligentna, niby bystra i walcząca o swoje, ale z drugiej strony w jej głowie jest cały czas tylko to, aby wyjść za mąż i mieć dzieci, a przy tym nie wywoływać skandali. Rozumiem kreację tej postaci, ale po prostu to nie jest moja bohaterka, co utrudniło mi immersję, która w przypadku tego typu książek wydaje mi się kluczowa.

Nie mogę też nie wspomnieć o kontrowersyjnej scenie łóżkowej, która w moim odczuciu po prostu nie pasuje wydźwiękiem do całej tej różowo-słodkiej historii. Gdyby autorka tworzyła nieco poważniejszą literaturę, gdyby bardziej skupiła się na problemie, to być może uznałabym, że ten element jest ciekawym, cóż, uzupełnieniem historii. W tym przypadku uważam, że scena była zbędna, a podobny konflikt można było stworzyć na wiele innych sposobów.

Jeśli ktoś szuka lekkiej, romantycznej rozrywki i nie zależy mu na adekwatności historycznej, to uważam, że jak najbardziej po powieść „Mój książę” sięgnąć można. Być może sama wezmę się i za kolejne tomy, bo ostatnio lubię mieć pod ręką bardzo lekką literaturę, którą mogę bezmyślnie pochłaniać po męczącym dniu. Ale jednak należy zawsze wziąć poprawkę na to, że to nie jest książka, która jest czymkolwiek więcej.


niedziela, 26 listopada 2023

Despite Your (im)perfections: ogarnijcie te angielskie tytuły...

 


Destiny i Alfi przyjaźnią się od dzieciństwa, ale ostatnio ich drogi się nieco rozeszły. Dziewczyna chce, aby chłopak ponownie wrócił na łono rodziny, ale ten nie chce się na to zgodzić. Los sprawia, że Alfi ma spędzić u niej wakacje. Destiny w tym czasie musi zrozumieć, co do niego czuje.


Despite Your (im)perfections
Marta Łabęcka
wyd. Edito, 2022
Cykl Flaw(less), t. 3


Ta książka to moja wtopa. Z racji popularności, chciałam poznać „Flaw(less)”, aby wiedzieć, o czym się mówi i oczywiście chciałam zacząć od tomu pierwszego. Nie wiedzieć czemu uznałam jednak, że pierwsza część to „Despite Your im(perfections)” i dopiero po lekturze całości zorientowałam się, że to jednak była trzecia. Ale co się stało to się nie odstanie, a nie wydaje mi się, aby tej książki nie dało się sensownie ocenić bez poprzednich części.

Głównie dlatego, że jest właściwie sequelem i zamkniętą historią. Co prawda bohaterowie z poprzednich tomów się pojawiają, jednak raczej jako tło. Autorka zaś wyjaśnia ich przeszłość na tyle, by czytelnik mógł zrozumieć, na czym mniej więcej polega ich relacja, jak wyglądała ich przeszłość etc., etc.

Ta powieść Marty Łabędzkiej to jak na razie chyba najlepsza powieść wyrosła na Wattpadzie, na jaką trafiłam. To jednak nie oznacza, że jest dobra, bo w moim odczuciu jest najzwyczajniej w świecie dość nudna. Tu się przede wszystkim nic nie dzieje. Destiny cały czas zastanawia się nad relacją z Alfim, godzi się z chłopakiem, droczy, kłóci i właściwie na tym polega ta powieść. 

Dostajemy jeszcze dodatkowo wątek choroby nowotworowej w bliskiej rodzinie, który jednak nie służy zwróceniu uwagi na problem, a jedynie dodawaniu odrobiny emocji nudnej i przewidywalnej jak flaki z olejem fabule. Przyznam jednak, że osobiście nie lubię tego typu zagrań: bohaterowie przypominają sobie o tym tylko wtedy, kiedy już nie mają o czym rozmawiać bądź kiedy akurat to jedyny sposób, by znaleźli się w jednym miejscu. Poza tym przeżywają beztroskie wakacje, kompletnie ignorując istnienie chorej osoby. 

Autorka ma styl poprawny, ale zdecydowanie toporny, co sprawia, że niektóre akapity brzmią dość nienaturalnie, a sceny pomiędzy bohaterami w moim odczuciu nie mają odrobiny chemii. Nie ma tu skupienia się na detalu, czy porządnie przeżywanych emocji. 

Przy tym wszystkim rozumiem jednak, czemu się komuś ta książka może podobać. To bardzo prosty, przewidywany romans, na dodatek z wakacyjnym klimatem i łatwym do zrozumienia językiem. A przecież jako ludzie lubimy stare, letnie piosenki, które słyszeliśmy już milion razy.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o angielskim tytule. Po co? Nie dość, że książkę napisała Polka, jest wydana w Polsce, to jeszcze wraz z polskim podtytułem całość robi się długa, trudna do zapamiętania i wymówienia. Wydawcy, ogarnijcie się. Nie jesteśmy w kraju anglosaskim. Zwłaszcza że to akurat powieść dla młodzieży. Jaki to przykład daje młodym ludziom? Że polski język jest gorszy, że źle brzmi, że jest niepotrzebny? 

Nie mam zamiaru czytać pierwszych dwóch tomów, choć podejrzewam, że mogą być nieco lepsze (zwykle tego typu sequele wypadają gorzej). To jednak nie jest mój vibe, a co się wynudziłam to moje. Cóż, przynajmniej do zasypiania ten tytuł mi się nieźle sprawdził.


czwartek, 23 listopada 2023

Siedmiu mężów Evelyn Hugo: piękny świat Hollywood?


Monique jest dziennikarką, ale nie odnosi zbyt dużych sukcesów. Pewnego dnia Evelyn Hugo, emerytowana już gwiazda filmowa, postanawia opowiedzieć jej historie swojego życia. Jakim cudem ta kobieta miała aż siedmiu mężów?

Siedmiu mężów Evelyn Hugo
Taylor Jenkins Reid
wyd. Czwarta strona, 2019


Gdyby nie popularność „Siedmiu mężów Evelyn Hugo” autorstwa Taylor Jenkins Reid nigdy bym się za tę powieść nie zabrała. Jednak obiecałam sobie, że nadrobię trochę te najbardziej modne w ostatnim czasie książki, aby nie wypadać aż tak mocno z dyskusji i przyznaję, że pozytywnie się zaskoczyłam.

Przed lekturą umyślnie nie szukałam specjalnie informacji na temat tej książki i wytworzyłam sobie w głowie pewien jej obraz. Wydawało mi się, nie wiedzieć czemu, że to będzie historia, którą będzie się czytać jak klasykę literatury. Ale nie – to jest jak najbardziej dość rozrywkowa powieść, napisana raczej prosto i przystępnie. Aczkolwiek osobiście nie mam nic przeciwko: lekką rozrywkę, którą przy tym czyta się generalnie dobrze, zawsze chętnie przyjmę.

To powieść o konstrukcji niby-wywiadu, podobnego jak w „Wywiadzie z wampirem” Rice (którego nigdy nie skończyłam czytać). Monique przychodzi do Evelyn i gdy ta zaczyna opowiadać jej swoją historię, wskakujemy do jej świata sprzed lat. Czasem jednak wracamy do bohaterek, co pozwala nie tylko na zbudowanie i pokazanie relacji tych dwóch kobiet, ale również dzięki temu streszczona zostaje część historii, która nie musi być opowiedziana z detalami. Dzięki temu dostajemy pełny wgląd w sytuacje, ale jednocześnie przeskoki czasowe nie wybijają z rytmu historii i całość wypada dość naturalnie.

Historia Evelyn skupia się na jej życiu prywatnym, głównie na tematach okołorodzinnych. Nie jest wybitnie skomplikowana, ale na tyle ciekawa i opisana w na tyle emocjonujący sposób, że po prostu dobrze się ją śledzi. Jak już wspominałam, Taylor Jenkins Reid ma przy tym dość lekki styl, choć jednocześnie widzę w nim też sporą dawkę empatii i zrozumienia pewnych, nazwijmy to, życiowych niuansów, które często nawet w prozie umykają, dzięki czemu cała historia wydaje się być dość wiarygodna. I przyznaję, jestem w stanie uwierzyć, że jakaś gwiazda filmowa faktycznie mogłaby mieć podobną życiową historię, co Evelyn, a to już chyba autorki sukces.

W ogóle warto dodać, że sama Evelyn nie jest słodką, idealnie dobrą postacią. Wręcz przeciwnie: to osoba, która dla swojej sławy, a potem swoich bliskich jest gotowa zrobić naprawdę bardzo dużo. Ale to właśnie dodaje jej wspomnianej już wiarygodności. Czytelnik zaś przecież nie musi zgadzać się z jej wszystkimi życiowymi wyborami, ale jednocześnie wydaje mi się, że wiele z nich naprawdę jest dobrze uzasadnionych fabularnie.

Bez wątpienia moje pozytywne odczucia wynikają też z poczucia, że przeczytałam coś, co przynajmniej dla mnie jest dość świeże. Choć nie jest to najbardziej nowatorska opowieść, to jednak osobiście czytam głównie fantastykę i nie mogłabym wskazać wielu powieści, których akcja rozgrywa się w Hollywood. A przyznaję, że miło było się trochę przenieść w czasie, bo bez wątpienia przemysł filmowy w latach 50. czy 60. XX w. wyglądał inaczej, niż współcześnie i na pewno są to czasy, które po prostu rozbudzają wyobraźnię. 

„Siedmiu mężów Evelyn Hugo” na pewno nie trafi do mojego ścisłego kanonu ulubionych lektur, ale na pewno będzie wśród książek ciekawych i wartych uwagi.


Nomida zaczarowane-szablony