środa, 25 maja 2016

poniedziałek, 23 maja 2016

Koń i 50mm?

Znajdziesz mnie teraz tutaj: http://fantastykacodzienna.pl/

Hej :) Dziś znów chce się z Wami podzielić zdjęciami. Tym razem na sesje wybrałam się wraz z Martą oraz konikiem polskim, Dagą. Doświadczenia? Nijakie. Wiecie, gdyby nie konie, nie sięgnęłabym po aparat, dlatego cudownie było mieć takiego zwierza przed obiektywem. Niestety... przy stalce 50mm trudno jest zrobić dokładnie takie zdjęcia, jakby się chciało przy koniu, który non stop się rusza i muszę przyznać, że tak dużego odrzutu zdjęć nie miałam dawno, a i tak w praktycznie każdym COŚ mi nie pasuje. To koń źle ułożony, to ręka źle, to mina modelki nie taka, bo koń chwilę wcześniej się szarpnął, to mi kadr uciekł... No, nie było łatwo. Ale myślę, że i to z czasem bym wypracowała... Szkoda tylko, że dysponuje jedynie tym obiektywem... Przynajmniej na razie.
Wprawdzie niedawno robiłam też nieco końskie komunijne zdjęcia, ale to zupełnie inny rodzaj pracy - dziecko i tak nie zrobi z kucykiem więcej, niż stanie obok, dlatego czegoś innego od samej siebie wymagałam.
W ogóle, gdy sporo z Was było na targach książki ja robiłam za tłumacza na Węgrzech i Słowacji. W tym pierwszym państwie odwiedziłam Gödöllő, wchodząc przy okazji do barokowego pałacu. Jejku, był przepiękny *.* Wprawdzie weszłam tylko do hmm... holu, a później - do parku, bo po prostu nie miałam czasu na zwiedzenie, ale jeśli kiedyś będziecie przejazdem wpadnijcie tam na pewno, bo warto.













wtorek, 17 maja 2016

Komunie!

Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

W tym roku po raz pierwszy zabrałam się za robienie komunijnych zdjęć. Wcześniej szczerze mówiąc po prostu nawet o tym nie myślałam, poza tym dopiero w zeszłym roku w maju zakupiłam sprzęt, który nadawałby się do tego typu zdjęć :) Ale w tym roku jak na razie byłam na dwóch imprezach komunijnych i... szczerze mówiąc, z jednej strony było naprawdę świetnie - wiecie, praca z ludźmi, na dodatek potem to całe obrabianie zdjęć, przy okazji wizyta w stajni, w której nie byłam od lat. Z drugiej najadłam się trochę stresu. W końcu to zwykle dla rodziców dość ważna chwila i oczywiście nie chciałam nikogo zawieść :) Czy jestem zadowolona z moich prac? Generalnie, tak. Mogło być lepiej, oczywiście, że mogło, ale... nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. A przy tym fajne wspomnienia i doświadczenie warte są bardzo dużo :)
A jakie te nowe doświadczenia są? A no takie, że zdjęcia komunijne to trochę inna bajka, niż standardowy portret, albo fotoreportaż. Wiecie, gdy robiłam zdjęcia na urodzinach dzieciaki po prostu biegały i trzeba było focć. Sesja z dorosłymi? Mówię, co mają robić, gadamy sobie na spokojnie, robimy zdjęcia, jest miło, spokojnie, przyjemnie. A komunia to nie dość, że ograniczenie czasowe (najpierw kościół, wolne, kościół, potem znów wolne), to praca z dziećmi i ich rodzinami. Bo z jednej strony fajnie jest, gdy dziecko ma zdjęcia samo, z drugiej rodzic chciałby zdjęcia z babciami, niekoniecznie starszymi od ich pociechy kuzynami, rodzeństwem.... I potrafi z tego wyjść niezłe zamieszanie, szczególnie, gdy ma się niezbyt duże doświadczenie zwłaszcza w pracy z dziećmi.  No ale wszystko jeszcze przede mną, trzeba się uczyć i doszkalać :D Bo to jest dalej cudowna praca, tylko... trochę bardziej wymagająca.
Sama praca w ten dzień z dzieckiem bywa dość trudna. Czemu? Bo w ten dzień ma ono tyle na głowie - kuzynów, kościół, babcie, prezenty... chce się bawić, przy okazji ma jeszcze inne obowiązki. I zdjęcia to jedna z ostatnich rzeczy, na jakie może mieć ochotę. Ja na szczęście w takiej sytuacji się nie znalazłam, ale po reakcjach moich modeli widziałam, że chwilami nie było daleko do tego, by po prostu się zbuntować.
Na pewno ciekawym aspektem robienia zdjęć na przyjęciach jest... jedzenie i bycie w ciekawych miejscach. To może i nieco głupie, ale kurcze, czasami fajnie jest poznać restauracje oraz sale oraz móc na żywo zobaczyć, co tam się gotuje - by na przyszłość wiedzieć, gdzie warto iść, a jakich miejsc unikać. Poza tym tego typu obiekty są często w ciekawych lokalizacjach (w moim przypadku - stajnia i jezioro), do których samemu, ot tak sobie niekoniecznie się pojedzie. A tu? Mogę przyjechać, zobaczyć i jeszcze robić zdjęcia. Czego chcieć więcej? :)
Ach, skoro o stajni mowa, mała rada ode mnie na przyszłość, gdyby ktoś bez wiedzy chciał się na takie coś porwać - nie bierzcie więcej, niż dwójki dzieci na spacerek z koniem, czy kucykiem, bo cóż... wychodzi z tego niezły harmider. No i koniecznie zwierzę musi być totalnie spokojne i łagodne. Inaczej może skończyć się to jego sporą irytacją. Pomijam już przymus posiadania co najmniej jednej bonusowej osoby, która się koniem zajmie. 
Oczywiście, poniżej macie kilka zdjęć z tych dwóch wydarzeń :)











poniedziałek, 9 maja 2016

Spontaniczny portret i trochę zwierząt


Chesz więcej moich treści? Znajdziesz je teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/

Hej :) Nie chce w najbliższym czasie wrzucać zbyt wielu bonusowych postów - z czytaniem chwilowo jest u mnie na bakier, a nie mam pojęcia, ile będę miała czasu w wakacje (albo nadmiar, albo wcale), dlatego muszę mieć coś na zapas :)  Mimo to łapcie kilka zdjęć z pewnej spontanicznej sesji w Gliwicach oraz wczorajszych pastwiskowych zdjęć z KJ 'Nowy Dwór' w Szałszy ;) Tym drugim do ideału dużo brakuje, ale cóż, kiedyś kupie sobie porządny obiektyw do sportu... Jak tylko uzbieram te pięć kawałków.















sobota, 7 maja 2016

Czemu w ogóle fantastyka?

Chcesz więcej moich treści? Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Był już post dotyczący fantastycznych gatunków, wyjaśniałam też, czemu tak bardzo lubię tworzących ją Polaków. Zorientowałam się jednak, że... nie wyjaśniłam, czemu w ogóle ten gatunek? Dlaczego nie kryminał (który, bądź co bądź lubię), czy literatura kobieca? Albo może podróżnicza? Dziś nadrabiam zaległości, szczególnie, że znów wymęczyłam Was recenzjami ;D

Szczerze mówiąc, sama nie wiem, od czego to wszystko się u mnie zaczęło. Zawsze karmiona byłam baśniami, które uwielbiałam i znałam, niekoniecznie tylko w wersjach filmowych. Z nauką czytania miałam mały problem - nudziło mnie to nieco i gdy dzieci czytały płynnie, ja robiłam wszystko, aby się za to nie zabierać. W końcu jednak mama postanowiła ze mną przysiąść... i się zaczęło. Moja pierwsza książka fantastyczna? Trudno mi nawet ją wymienić. Na pewno lubiłam Karolcie Kruger, która ma w sobie nadprzyrodzone, baśniowe elementy... Poza tym szybko wzięłam się też za Pottera, jako wielka fanka filmów o młodym czarodzieju. Jednak było to tak dawno i przyszło mi tak naturalnie, że cóż... sama nie wiem, jak dokładnie wyglądał ten początek ;)
Wiem jednak, jaki to miało wpływ na inne czytane przeze mnie książki. Skoro pierwsze co, zaczęłam uwielbiać niestworzone historie, przepełnione kreatywnością, magią, oryginalnością, to gdy próbowałam sięgać po coś codziennego, obyczajowego miałam wrażenie, że w rękach trzymam coś zwykłego. Bez polotu. Często co najmniej nieco nudnego. Nie raz miałam i mam wrażenie, jakbym po prostu cofała się w rozwoju, gdy próbuję przeczytać coś z działu literatury kobiecej, albo romansu. Oczywiście, nie mówię, że zawsze! W każdym gatunku znajdą się perełki. Ale generalnie, tak to właśnie u mnie wygląda ;)

źródło
Fantastyka to słowo, które mieści w sobie na prawdę bardzo wiele i pozwala na ogrom konwencji literackich. Poza tym, ma jedną ogromną zaletę. Mianowicie, gdy poruszamy jakiś problem w obyczajówce, zwykle jest on widoczny wyraźnie na pierwszym planie. Często aż czuć, że autor chce wzbudzić w nas współczucie, czy zrozumienie dla jakiegoś problemu, czego bardzo, bardzo nie lubię. A fantastyka? Tutaj, za pomocą kilku prostych zabiegów możemy poruszyć ten sam temat, ale zdecydowanie subtelniej, delikatniej... i barwniej. Rzadko kiedy, czytając tą literaturę, mam wrażenie, że autor chce nam coś sprzedać, czy wcisnąć na siłę, bo tak trzeba i tak powinno się myśleć

Poza tym odnoszę wrażenie, że do pisania fantastyki potrzeba nieco więcej oleju w głowie, niż do zwykłej, typowej obyczajówki. Trzeba znać się trochę na mechanice, albo na wierzeniach; trzeba umieć myśleć abstrakcyjnie i łączyć ze sobą absurdalne sytuacje. Przydaje się również znajomość historii, kultury... sztuki. Swojego i innych narodów. Wszystko to sprawia, że ufam tym ludziom i fascynują mnie bardziej, niż twórcy wspominanych już obyczajówek. A sam ten fakt sprawia, że chce poznać ich umysły, poprzez czytanie wytworów ich wyobraźni :)

Dość często pytam sama siebie, dlaczego tak stosunkowo niewiele osób sięga po takie dzieła? Czemu zostają przy nudnych obyczajówkach, które tak niewiele nowego wnoszą w życie? Przecież fantastyka jest tak różnorodna, że nie ma szans, aby coś z niej się danej osobie nie spodobało. Oczywiście, znam odpowiedź, ale ta czasem po prostu nie potrafi do mnie dotrzeć :) Powody są właściwie dwa. Pierwszy: człowiek sięga po to, co zna, a skoro zna historie o codzienności, to do nich będzie zaglądał. I drugi, który często łączy się z pierwszym: dana osoba nie trafiła na dobrą książkę fantastyczną, która by jej się spodobała. 
Z fantastyką jest tak, przynajmniej moim zdaniem, że początkowo, jeśli trafimy na złą historie, może nas bardzo mocno zrazić. Nie każda pozycja nada się dla zupełnego laika, bo taka osoba może po prostu nie zrozumieć o co autorowi chodziło. Bez podstawowej wiedzy czasem na prawdę trudno wgryźć się w temat. Dlatego też wydaje mi się, że jeśli ktoś z Was chce zacząć swoją przygodę z tym gatunkiem, warto podyskutować z osobą już w temacie siedzącą ;) Pomoże Wam dobrać coś, co będzie miało szanse się Wam spodobać, tak po prostu.

Mimo, że czasem trudno jest wgryźć się w ten gatunek, na prawdę polecam spróbowanie tego. Bo każda tego typu powieść, czy opowiadanie do podróż do wnętrza wyobraźni i psychiki autora, a uwierzcie mi, że te w przypadku pisarzy fantastycznych historii potrafią być na prawdę wielopoziomowe.


Nomida zaczarowane-szablony