wtorek, 27 lutego 2018
poniedziałek, 26 lutego 2018
Pogadajmy o książkach VII: W Amerykańskich klimatach
Znajdziesz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/

Hej!
Lubicie USA? Interesują Was książki związane właśnie z tym krajem? Jeśli tak,
zapraszam dziś o 20:00 do Radia MORS – powiemy sobie tam właśnie o literaturze
amerykańskiej. Będziecie mogli też usłyszeć wywiad z tłumaczem Boba Dylana. Nie
pasuje Wam godzina? Jutro o 14:00 odbędzie się powtórka, a większość
poprzednich audycji znajdziecie TUTAJ :D
Poza
tym chcę Was zaprosić po raz kolejny na mój Instagram (do którego link jest trochę
ukryty – na stałe możecie go znaleźć w jednej z zakładek po prawej). Niedawno
wybiło na nim 1 000 obserwatorów za co serdecznie wszystkim dziękuję.
Znajdziecie na nim moje pierwsze wrażenia po lekturze oraz informacje o tym, jakie
książki do mnie niedawno dotarły.
W
ogóle, ostatnio wręcz roi się tu od recenzji – swego czasu było ich jednak trochę
mniej. Staram się to przełamywać, aczkolwiek moje działania pewnie zobaczycie
dopiero za jakiś czas, bo jednak wpisy zaplanowane są na ten moment do końca
maja i najzwyczajniej w świecie nie mam czasu, aby z nimi wszystkimi zrobić
porządek. Możecie mi jednak dać znać, jakie tematy okołoksiążkowe, kulturalne i
lifestylowe by Was interesowały? Postaram się zrealizować przynajmniej część
Waszych propozycji.
Na
dziś to wszystko, a jutro zapraszam do mojej opinii o „Wonder Woman”!
niedziela, 25 lutego 2018
piątek, 23 lutego 2018
Fantastyka i religia - nierozłączni przyjaciele
Znajdziesz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Pamiętacie
serie o motywach? Ja jak najbardziej: zapoczątkowałam ja będąc chyba jeszcze w
liceum, mając nadzieje, że pomoże Wam przy maturze, czy innych szkolnych
„sprawach”. Ale szczerze mówiąc, trochę mnie to znudziło: typowo licealne, czy
gimnazjalne sprawy nie są już mi aż tak bliskie, poza tym miałam wrażenie, ze
seria nie spełnia swojej funkcji tak, jak powinna. Ale fajnie jest czasem
zrobić zbiorczy wpis z książkami o jakiejś konkretnej tematyce. Dziś wiec
bierzemy na tapet fantastykę, w której w miarę duża role odgrywa religia.
Nim
jednak przejdziemy do samych przykładów, musimy sobie coś wyjaśnić. Fantastyka
nie istnieje bez religii i jej temat bardzo, ale to bardzo lubi. Dlatego w tych
właśnie książkach osobiście znajduje więcej przykładów dotyczących religii, niż
w innych, „zwykłych” pozycjach. Czemu się tak dzieje? Po pierwsze, każda istniejąca
cywilizacja, która znamy, wytworzyła jakiś kult. Dlatego, gdy twórca kreuje swój
świat, MUSI o tym pamiętać, jeśli chce, by ten miał ręce i nogi. By czytelnik
czuł, ze ten świat żyje i istnieje. Po
drugie, fantastyka kocha analizować i poruszać watki filozoficzne... a czymże
jest religia, jeśli nie jakąś filozofią właśnie? :) Dlatego poniższe przykłady
to tylko drobny ułamek pozycji, w których taki temat się pojawia.
„Dopóki nie zgasną gwiazdy” Piotra Patykiewicza
To
nie bez powodu pierwsza książka, która przyszła mi na myśl. W tym
post-apokaliptycznym uniwersum OLBRZYMIĄ role w życiu ludzkości, której udało
się dotrwać do tych niemal ostatnich dni istnienia naszego gatunku. To właśnie chrześcijaństwo
sprawia, ze wciąż żyjemy; to wiara i religia spaja ludzkie losy, to ona buduje
mity. Wokół niej obraca się każdy gest i każda myśl, trochę jak w średniowieczu.
I choć nie uważam, by to była wybitna książka to watek religii jak najbardziej
jest w niej dobrze zarysowany.
„Kroniki Diuny” Franka Herberta
Ta
seria to bardzo ciekawy przykład kreacji świata przedstawionego. Akcja toczy
się w odległej, ale bliżej nieokreślonej przyszłości. Ludzkość stoczyła wojny z
maszynami, z trudem wygrywając. Komputery zostały zakazane, dlatego istotną
wartością stała się praca nad samym sobą. Potrzeba wykreowała religię, w której
najbardziej istotne jest dążenie do doskonałości. Przy okazji seria porusza też
temat genezy mesjasza oraz władcy, który traktowany jest niczym Bóg.
„Hyperion” Dana Simmonsa
Joz
sama oś tej historii „zalatuje” religią: to przecież pielgrzymi wędrują do
tajemniczego Dzierzby, a ci od razu kojarzą się nam przecież z jakimś
wyznaniem. W książce jednak wyraźnie widoczne są przede wszystkim trzy religie.
Po pierwsze, właśnie ta związana z samym Dzierzbą. Po drugie, mamy bohatera, który
jest księdzem, chrześcijaninem, dlatego ta tematyka oczywiście tez jest
poruszana. No i w końcu mamy opowieść o uczonym Żydzie, który tez o religii
wspomina. Ostatecznie w „Hyperionie” nie
brakuje wątków filozoficznych, także tych związanych z religia właśnie.
„Ruda Sfora” Mai Lidii Kossakowskiej
Jak
na książkę o mitologii przystało, w książce Kossakowskiej bez problemu znajdziemy nawiązanie do religii.
Tym razem do wierzeń ludów syberyjskich, które są w niej całkiem zgrabnie
opisane. To wprawdzie jest powieść młodzieżowa i przygodowa, dlatego w niej
wielkich filozofii trudno się dopatrywać, ale ostateczny wydźwięk powieści jest
właściwie dość gorzki... i bardzo mocno dotyczący tego właśnie wątku.
„Cykl Inkwizytorski” Jacka Piekary
Zdecydowanie
nie mogłabym tego cyklu pominąć, pisząc o książkach związanych z religia. Choć
Jacek Piekara nie będzie raczej naszym następnym polskim wieszczem narodowym,
to sam pomyśl na świat z Cyklu Inkwizytorskiego jest po prostu niezwykle dobry.
Bo co by było, gdybyśmy w historii zmienili jeden, mały szczególik i pozwolili
Jezusowi zejść z krzyża, zabijając niewiernych? Niby „nic”... a jednak
wszystko.
„Przenajświętsza Rzeczpospolita” Jacka Piekary
O „Cyklu Inkwizytorskim” Piekary wielu słyszało. „Przenajświętsza Rzeczpospolita” jest jednak mniej znana, a równie ciekawa. Przedstawia nam Polskę, w której wiara jest teoretycznie tą najważniejszą wartością, co doprowadza do stworzenia specyficznej, bardzo brutalej antyutopi. Wprawdzie nie jest to pozycja dla każdego – autor wręcz nadużywa niekoniecznie ładnego słownictwa – a sama nie nazwałabym jej pozycją nadzwyczaj poważną to wizja Piekary jest po prostu czymś ciekawym.
„Grimm City” Jakuba Ćwieka
Nie
byłabym sobą, gdybym nie wspomniała tu o tym kryminale noir. Jakub Ćwiek w swojej
serii z baśni zrobił religię i ożywił ją w tle historii, którą wykreował. Ten
dość subtelny zabieg dodaje opowieści niezwykłą wręcz magię. Wprawdzie to
raczej pozycja stosunkowo lekka, jak to na tegoż autora przystało, ale drobne
rozważania na temat religii można w niej jak najbardziej wyczuć, jednocześnie
dobrze bawiąc się w trakcie lektury.
„Mechaniczny” Iana Tregillisa
Czy
mamy duszę? Czy ona w ogóle istnieje? Kto ma prawo ją posiadać? Nad tym
zastanawia się Tregillis w swoich „Wojnach Alchemicznych”. Oczywiście, to
przede wszystkim przygodowy steampunk, dlatego autor nie wpada w zbyt
pretensjonalne tony, ale ta dość religijna tematyka jest tu jak najbardziej
poruszana. Poza tym Francja jawi się w świecie przedstawionym jako ostoja
chrześcijaństwa, przez co wartości z tego wynikające także poddawane są w
drobne rozważania.
środa, 21 lutego 2018
poniedziałek, 19 lutego 2018
sobota, 17 lutego 2018
czwartek, 15 lutego 2018
niedziela, 11 lutego 2018
piątek, 9 lutego 2018
środa, 7 lutego 2018
poniedziałek, 5 lutego 2018
Science-fiction się starzeje
Tu mnie spotkasz: hhttps://fantastykacodzienna.pl/
Początek
przygody z science-fiction potrafi być bardzo trudny. Nie dość, że do gatunku
łatwo się zrazić – w końcu trudnych książek w nim nie brakuje – to jeszcze ma
jedną niezaprzeczalną cechę: starzeje się. I to dość szybko. Dlatego często
trudno jest dobrać dobrą lekturę na start.
Nie
mówię tu o starzeniu się filmów. W ich przypadku to fantasy po kilku latach
potrafi wyglądać po prostu źle. Science-fiction częściej się broni: plany
filmowe są zbudowane od podstaw i po prostu po latach dalej dobrze wyglądają, a
wygenerowanych komputerowo stworków jest w nich najzwyczajniej w świecie mniej.
Książki jednak tak dobrze się nie mają. O ile fantasy będzie aktualne nawet i
po setce lat, o tyle po takim czasie trudno stwierdzić, czy science-fiction
dziejące się np. na początku XXI-wieku, dalej jest częścią tego gatunku.
Starzenie
się widać na różnych płaszczyznach. „Dzień tryfidów” Wyndhama będzie dla nas
nieco absurdalny, bo w końcu dziś raczej „typowy” czytelnik nie kupi bez
zastrzeżeń armii zabójczych roślinek. „Planeta małp” Boulle też wydaje się
absurdalna. Błagam, planeta, na której wszystko wygląda jak „u nas” i jedyną
różnica polega na tym, że zamiast ludzi, mamy małpy? Nawet w „Diunie” Herberta
coś nie do końca może nam grać, choć akurat ta pozycja mocno broni się dzięki
temu, że tak naprawdę jest tworem na pograniczu science-fiction z fantasy.
Nie
zpaominajmy także o tym, że gdyby „Rok 1984” Orwella powstał dzisiaj (choć wtedy
mógłby nosić tytuł „Rok 2084”) to od razu wrzucilibyśmy go do worka z
science-fiction właśnie. A przez to, że podana data już dawno jest za nami, zaś
książka stała się światowym klasykiem literatury, wydaje mi się, że mało kto
myśli o niej w tych właśnie kategoriach.
To
wszystko sprawia, że osobiście nie polecałabym zaczynania przygody z tym
gatunkiem od klasyków. Nie chodzi tu nawet o ciężki styl autora, a właśnie o to
starzenie się tekstu. Zwykle trzeba podejść do niego z pewnym dystansem, przymykając oko na pewne dziwne nazwy
przedmiotów, albo dziś absurdalne pomysłu dotyczące technologii. A by to
zrobić, najpierw warto po prostu zapoznać się z czymś współczesnym, aby nauczyć
się przekładać świat przyszłości na ten „nasz”, a dopiero później próbować
zrobić to z tworami mającymi na karku kilka dziesięcioleci.
Książki
fantastyczno-naukowe starzeją się na szczęście zwykle tylko na tej jednej
płaszczyźnie, dotyczącej technologii i wynalazków. Ta ważniejsza, dotycząca
funkcjonowania społeczeństwa, czy jednostki, jest raczej nieprzemijalna, a nie
znam innego gatunki literackiego, który poruszałby te tematy w lepszy sposób. Dlatego
po te starsze książki także naprawdę warto sięgać. Do naszego życia mogą wiele
wnieść i okazać się nirzwykłymi przygodami. Na sam początek jednak lepiej
najpierw zaznajomić się z twórczością z kilku ostatnich lat, by po prostu
zrozumieć samo działanie sciencer-fiction oraz tematykę, która lubi się w
takich książkach przewijać.
Czytacie
klasykę science-fiction? A może ktoś z Was zraził się na tym gatunku właśnie
przez czytanie starszych książek? Od siebie mogę dodać, że nieco się zraziłam
do naszego Lema przez szkołę, która postanowiła w podstawówce zmusić mnie do
przeczytania „Bajek robotów” – książki już nie bardzo aktualnej, której wtedy
po prostu nie potrafiłam przełożyć sobie na codzienny „język”. Na całe szczęście, nie dotyczyło to całego
gatunku, a do tego pana po latach jednak się przekonałam. Tylko musiałam
dorosnąć literacko, by zrozumieć, w czym tkwi sedno tworzonego przez niego
gatunku.
sobota, 3 lutego 2018
czwartek, 1 lutego 2018
Subskrybuj:
Posty (Atom)











