poniedziałek, 26 lutego 2018

Pogadajmy o książkach VII: W Amerykańskich klimatach


Znajdziesz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/

Hej! Lubicie USA? Interesują Was książki związane właśnie z tym krajem? Jeśli tak, zapraszam dziś o 20:00 do Radia MORS – powiemy sobie tam właśnie o literaturze amerykańskiej. Będziecie mogli też usłyszeć wywiad z tłumaczem Boba Dylana. Nie pasuje Wam godzina? Jutro o 14:00 odbędzie się powtórka, a większość poprzednich audycji znajdziecie TUTAJ :D
Poza tym chcę Was zaprosić po raz kolejny na mój Instagram (do którego link jest trochę ukryty – na stałe możecie go znaleźć w jednej z zakładek po prawej). Niedawno wybiło na nim 1 000 obserwatorów za co serdecznie wszystkim dziękuję. Znajdziecie na nim moje pierwsze wrażenia po lekturze oraz informacje o tym, jakie książki do mnie niedawno dotarły.


W ogóle, ostatnio wręcz roi się tu od recenzji – swego czasu było ich jednak trochę mniej. Staram się to przełamywać, aczkolwiek moje działania pewnie zobaczycie dopiero za jakiś czas, bo jednak wpisy zaplanowane są na ten moment do końca maja i najzwyczajniej w świecie nie mam czasu, aby z nimi wszystkimi zrobić porządek. Możecie mi jednak dać znać, jakie tematy okołoksiążkowe, kulturalne i lifestylowe by Was interesowały? Postaram się zrealizować przynajmniej część Waszych propozycji.
Na dziś to wszystko, a jutro zapraszam do mojej opinii o „Wonder Woman”!

piątek, 23 lutego 2018

Fantastyka i religia - nierozłączni przyjaciele

Znajdziesz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/


Pamiętacie serie o motywach? Ja jak najbardziej: zapoczątkowałam ja będąc chyba jeszcze w liceum, mając nadzieje, że pomoże Wam przy maturze, czy innych szkolnych „sprawach”. Ale szczerze mówiąc, trochę mnie to znudziło: typowo licealne, czy gimnazjalne sprawy nie są już mi aż tak bliskie, poza tym miałam wrażenie, ze seria nie spełnia swojej funkcji tak, jak powinna. Ale fajnie jest czasem zrobić zbiorczy wpis z książkami o jakiejś konkretnej tematyce. Dziś wiec bierzemy na tapet fantastykę, w której w miarę duża role odgrywa religia.
Nim jednak przejdziemy do samych przykładów, musimy sobie coś wyjaśnić. Fantastyka nie istnieje bez religii i jej temat bardzo, ale to bardzo lubi. Dlatego w tych właśnie książkach osobiście znajduje więcej przykładów dotyczących religii, niż w innych, „zwykłych” pozycjach. Czemu się tak dzieje? Po pierwsze, każda istniejąca cywilizacja, która znamy, wytworzyła jakiś kult. Dlatego, gdy twórca kreuje swój świat, MUSI o tym pamiętać, jeśli chce, by ten miał ręce i nogi. By czytelnik czuł, ze ten świat żyje i istnieje.  Po drugie, fantastyka kocha analizować i poruszać watki filozoficzne... a czymże jest religia, jeśli nie jakąś filozofią właśnie? :) Dlatego poniższe przykłady to tylko drobny ułamek pozycji, w których taki temat się pojawia.




„Dopóki nie zgasną gwiazdy”  Piotra Patykiewicza
To nie bez powodu pierwsza książka, która przyszła mi na myśl. W tym post-apokaliptycznym uniwersum OLBRZYMIĄ role w życiu ludzkości, której udało się dotrwać do tych niemal ostatnich dni istnienia naszego gatunku. To właśnie chrześcijaństwo sprawia, ze wciąż żyjemy; to wiara i religia spaja ludzkie losy, to ona buduje mity. Wokół niej obraca się każdy gest i każda myśl, trochę jak w średniowieczu. I choć nie uważam, by to była wybitna książka to watek religii jak najbardziej jest w niej dobrze zarysowany.

„Kroniki Diuny” Franka Herberta
Ta seria to bardzo ciekawy przykład kreacji świata przedstawionego. Akcja toczy się w odległej, ale bliżej nieokreślonej przyszłości. Ludzkość stoczyła wojny z maszynami, z trudem wygrywając. Komputery zostały zakazane, dlatego istotną wartością stała się praca nad samym sobą. Potrzeba wykreowała religię, w której najbardziej istotne jest dążenie do doskonałości. Przy okazji seria porusza też temat genezy mesjasza oraz władcy, który traktowany jest niczym Bóg.

„Hyperion” Dana Simmonsa
Joz sama oś tej historii „zalatuje” religią: to przecież pielgrzymi wędrują do tajemniczego Dzierzby, a ci od razu kojarzą się nam przecież z jakimś wyznaniem. W książce jednak wyraźnie widoczne są przede wszystkim trzy religie. Po pierwsze, właśnie ta związana z samym Dzierzbą. Po drugie, mamy bohatera, który jest księdzem, chrześcijaninem, dlatego ta tematyka oczywiście tez jest poruszana. No i w końcu mamy opowieść o uczonym Żydzie, który tez o religii wspomina.  Ostatecznie w „Hyperionie” nie brakuje wątków filozoficznych, także tych związanych z religia właśnie.

 „Ruda Sfora” Mai Lidii Kossakowskiej
Jak na książkę o mitologii przystało, w książce Kossakowskiej  bez problemu znajdziemy nawiązanie do religii. Tym razem do wierzeń ludów syberyjskich, które są w niej całkiem zgrabnie opisane. To wprawdzie jest powieść młodzieżowa i przygodowa, dlatego w niej wielkich filozofii trudno się dopatrywać, ale ostateczny wydźwięk powieści jest właściwie dość gorzki... i bardzo mocno dotyczący tego właśnie wątku.

„Cykl  Inkwizytorski” Jacka Piekary
Zdecydowanie nie mogłabym tego cyklu pominąć, pisząc o książkach związanych z religia. Choć Jacek Piekara nie będzie raczej naszym następnym polskim wieszczem narodowym, to sam pomyśl na świat z Cyklu Inkwizytorskiego jest po prostu niezwykle dobry. Bo co by było, gdybyśmy w historii zmienili jeden, mały szczególik i pozwolili Jezusowi zejść z krzyża, zabijając niewiernych? Niby „nic”... a jednak wszystko.



„Przenajświętsza Rzeczpospolita” Jacka Piekary
O „Cyklu Inkwizytorskim” Piekary wielu słyszało. „Przenajświętsza Rzeczpospolita” jest jednak mniej znana, a równie ciekawa. Przedstawia nam Polskę, w której wiara jest teoretycznie tą najważniejszą wartością, co doprowadza do stworzenia specyficznej, bardzo brutalej antyutopi. Wprawdzie nie jest to pozycja dla każdego – autor wręcz nadużywa niekoniecznie ładnego słownictwa – a sama nie nazwałabym jej pozycją nadzwyczaj poważną to wizja Piekary jest po prostu czymś ciekawym.




„Grimm City” Jakuba Ćwieka
Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała tu o tym kryminale noir. Jakub Ćwiek w swojej serii z baśni zrobił religię i ożywił ją w tle historii, którą wykreował. Ten dość subtelny zabieg dodaje opowieści niezwykłą wręcz magię. Wprawdzie to raczej pozycja stosunkowo lekka, jak to na tegoż autora przystało, ale drobne rozważania na temat religii można w niej jak najbardziej wyczuć, jednocześnie dobrze bawiąc się w trakcie lektury.


„Mechaniczny” Iana Tregillisa

Czy mamy duszę? Czy ona w ogóle istnieje? Kto ma prawo ją posiadać? Nad tym zastanawia się Tregillis w swoich „Wojnach Alchemicznych”. Oczywiście, to przede wszystkim przygodowy steampunk, dlatego autor nie wpada w zbyt pretensjonalne tony, ale ta dość religijna tematyka jest tu jak najbardziej poruszana. Poza tym Francja jawi się w świecie przedstawionym jako ostoja chrześcijaństwa, przez co wartości z tego wynikające także poddawane są w drobne rozważania.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Science-fiction się starzeje




Początek przygody z science-fiction potrafi być bardzo trudny. Nie dość, że do gatunku łatwo się zrazić – w końcu trudnych książek w nim nie brakuje – to jeszcze ma jedną niezaprzeczalną cechę: starzeje się. I to dość szybko. Dlatego często trudno jest dobrać dobrą lekturę na start.
Nie mówię tu o starzeniu się filmów. W ich przypadku to fantasy po kilku latach potrafi wyglądać po prostu źle. Science-fiction częściej się broni: plany filmowe są zbudowane od podstaw i po prostu po latach dalej dobrze wyglądają, a wygenerowanych komputerowo stworków jest w nich najzwyczajniej w świecie mniej. Książki jednak tak dobrze się nie mają. O ile fantasy będzie aktualne nawet i po setce lat, o tyle po takim czasie trudno stwierdzić, czy science-fiction dziejące się np. na początku XXI-wieku, dalej jest częścią tego gatunku.
Starzenie się widać na różnych płaszczyznach. „Dzień tryfidów” Wyndhama będzie dla nas nieco absurdalny, bo w końcu dziś raczej „typowy” czytelnik nie kupi bez zastrzeżeń armii zabójczych roślinek. „Planeta małp” Boulle też wydaje się absurdalna. Błagam, planeta, na której wszystko wygląda jak „u nas” i jedyną różnica polega na tym, że zamiast ludzi, mamy małpy? Nawet w „Diunie” Herberta coś nie do końca może nam grać, choć akurat ta pozycja mocno broni się dzięki temu, że tak naprawdę jest tworem na pograniczu science-fiction z fantasy.
Nie zpaominajmy także o tym, że gdyby „Rok 1984” Orwella powstał dzisiaj (choć wtedy mógłby nosić tytuł „Rok 2084”) to od razu wrzucilibyśmy go do worka z science-fiction właśnie. A przez to, że podana data już dawno jest za nami, zaś książka stała się światowym klasykiem literatury, wydaje mi się, że mało kto myśli o niej w tych właśnie kategoriach.
To wszystko sprawia, że osobiście nie polecałabym zaczynania przygody z tym gatunkiem od klasyków. Nie chodzi tu nawet o ciężki styl autora, a właśnie o to starzenie się tekstu. Zwykle trzeba podejść do niego z pewnym dystansem,  przymykając oko na pewne dziwne nazwy przedmiotów, albo dziś absurdalne pomysłu dotyczące technologii. A by to zrobić, najpierw warto po prostu zapoznać się z czymś współczesnym, aby nauczyć się przekładać świat przyszłości na ten „nasz”, a dopiero później próbować zrobić to z tworami mającymi na karku kilka dziesięcioleci.
Książki fantastyczno-naukowe starzeją się na szczęście zwykle tylko na tej jednej płaszczyźnie, dotyczącej technologii i wynalazków. Ta ważniejsza, dotycząca funkcjonowania społeczeństwa, czy jednostki, jest raczej nieprzemijalna, a nie znam innego gatunki literackiego, który poruszałby te tematy w lepszy sposób. Dlatego po te starsze książki także naprawdę warto sięgać. Do naszego życia mogą wiele wnieść i okazać się nirzwykłymi przygodami. Na sam początek jednak lepiej najpierw zaznajomić się z twórczością z kilku ostatnich lat, by po prostu zrozumieć samo działanie sciencer-fiction oraz tematykę, która lubi się w takich książkach przewijać.

Czytacie klasykę science-fiction? A może ktoś z Was zraził się na tym gatunku właśnie przez czytanie starszych książek? Od siebie mogę dodać, że nieco się zraziłam do naszego Lema przez szkołę, która postanowiła w podstawówce zmusić mnie do przeczytania „Bajek robotów” – książki już nie bardzo aktualnej, której wtedy po prostu nie potrafiłam przełożyć sobie na codzienny „język”.  Na całe szczęście, nie dotyczyło to całego gatunku, a do tego pana po latach jednak się przekonałam. Tylko musiałam dorosnąć literacko, by zrozumieć, w czym tkwi sedno tworzonego przez niego gatunku.


Nomida zaczarowane-szablony