czwartek, 29 listopada 2018
wtorek, 27 listopada 2018
niedziela, 25 listopada 2018
piątek, 23 listopada 2018
środa, 21 listopada 2018
poniedziałek, 19 listopada 2018
Duma i uprzedzenie: Oryginał, a film z 2005 roku
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Książka
i film – odwieczni rywale, wrogowie wręcz, zwłaszcza, jeśli spojrzymy na to,
jak na to drugie dzieło patrzą często książkoholicy. Ja jednak od tej walki
staram się odcinać, a o powodach dlaczego pisałam już w TYM miejscu. Dziś
jednak uznałam, że ze zestawie ze sobą dwa dzieła: „Dumę i uprzedzenie” Jane
Austen z ekranizacją, czy też adaptacją tej powieści z 2005 roku. Dlaczego?
Po
pierwsze, obydwa dzieła poznałam praktycznie w tym samym czasie, a co za tym
idzie: mam na obydwa bardzo świeże spojrzenie. Po drugie, na temat dzieła
Austen powstało już tyle oficjalnych recenzji, że po prostu nie czuję potrzeby,
aby tworzyć na jego temat coś osobnego. Mam przy tym wrażenie, że z pomieszania
recenzji z porównaniem może wyjść coś nowego.
O czym w ogóle jest ta historia?
XIX
wiek. Rodzina Bennetów nie należy do najbogatszych. Nie łatwo jest wydać za mąż
pięć córek, w chwili, gdy cały majątek po śmierci głowy rodziny przejdzie na odległego
kuzyna. W związku z tym gdy do okolicy przeprowadza się bogaty młodzieniec, pan
Bingley, pani Bennet robi wszystko, aby
wydać za niego jedną ze swoich córek. W tym czasie Elizabeth Bennet poznaje
przyjaciela pana Bingley’a, pana Darcy’ego. Mężczyzna jest względem niej niezwykle
nieprzyjemny. Elizabeth nawet nie domyśla się, że pan Darcy zaczyna darzyć ją
uczuciem.
Film
To
film w reżyserii Joe Wright’a był pierwszą „wersją” historii Jane Austen jaką
poznałam. W związku z czym moje spojrzenie na historie było wtedy po prostu zupełnie
świeże. Wprawdzie o „Dumie i uprzedzeniu” słyszałam już wiele, ale poza kilkoma
głównymi faktami (jak to, że w tej historii występuje „super-łamacz-serc-od-pokoleń”,
czyli pan Darcy) nie znałam treści tego dzieła. Dlatego sama fabuła była dla
mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem: choć obyczajowa to miała w sobie bardzo wiele
uroku i drobnych zwrotów akcji, o których istnieniu nie posądzałabym tak
klasycznej historii.
Jednocześnie
„Duma i uprzedzenie” z 2005 roku to przepiękna muzyka i zdjęcia. Na ten film po
prostu patrzy się niezwykle przyjemnie, zwłaszcza jeśli do wszystkiego dodamy
przepiękną Keirę Knightley w roli głównej.
Pozytywnym
zaskoczeniem była też chemia między głównymi bohaterami. Knightley i Matthew
Macfadyen grający pana Darcy’ego zostali naprawdę dobrze do siebie dopasowani.
Nawet, jeśli widzimy, jak bardzo się sprzeczają to po prostu nie da się nie
zauważyć uczucia między nimi. Co z tego, że w tej chwili się wyzywają, skoro
oglądając ich na ekranie razem i tak ma się wrażenie, że za chwilę dojdzie do
pocałunku?
Z
tym, że… do pocałunku w gruncie rzeczy nie dochodzi. To właśnie jest chyba
najbardziej „nietypowe”, jeśli chodzi o filmy będące adaptacjami XIX-wiecznej twórczości.
W zupełnie współczesnych historiach wręcz nie do pomyślenia jest, aby główni
bohaterowie nie wylądowali po chwili razem w łóżku, a tutaj… ich pocałunek
obserwujemy aż, uwaga! Raz. To kolejna rzecz, która – moim zdaniem – tej
historii po prostu dodaje uroku.
Książka
Z
prozą Jane Austen miałam już styczność – poznałam już „Rozważną i romantyczną”
(pełna opinia TUTAJ) oraz „Mansfield Park (pełna opinia TUTAJ). Nim sięgnęłam
po „Dumę i uprzedzenie” słyszałam jednak, że to konkretne dzieło autorki jest tym
najlepszym pod każdym względem. Z tym, że… o ile uważam, że na pewno jest to
książka lepsza od wcześniej przeze mnie poznanych to raczej daleka jestem od
nadmiernych zachwytów.
By
nie było wątpliwości: bardzo cenię sobie Jane Austen. Jej książki z „Dumą i
uprzedzeniem” włącznie są niezwykle brytyjskie. Powolne i piękne, pozwalają rozkoszować
się językiem, spokojnym tonem i ironicznymi szpileczkami, które autorka
zgrabnie wbija swoim bohaterom, dzięki czemu jej proza nie jest sztuczna i
sztywna. Z tym, że przez ostatnie dwieście lat jednak zmienił się nieco sposób
przedstawiania historii i przez to osobiście nie potrafię w pełni wejść w
emocje bohaterów.
Czemu?
Bo Jane Austen zarówno w tej, jak i w innych swoich książkach stoi z boku
bohaterów. Nie przytacza nam wszystkich szczegółów, często te istotne rozmowy podając
w formie narracji (pisząc coś w stylu: … i powiedział jej o tym, jak bardzo ją
kocha, mówiąc o pięknie jej oczu). Pozwala im na sporą dawkę intymności,
unikając nadmiernego wchodzenia w ich głowy, czy pokazywania pikantnych
szczegółów. Nie przeczę: to zdecydowanie ma swój urok. Jednak jednocześnie
sprawia, że nie potrafię wgryźć się w historię tak bardzo, jakbym chciała.
Książka a film
Gdybym
miała wybrać historie do której być może wrócę w tym przypadku na pewno byłby
to film. Przede wszystkim przez to, że po prostu łatwiej jest spędzić dwie
godziny na seansie, niż kilka-kilkanaście godzin na przeczytanie książki. Ponadto,
pewnie częściowo przez kolejność, w jaką poznałam obydwa dzieła, czuje się bardziej
związana emocjonalnie z ekranizacją.
Czy
jednak książka, albo film jest gorsza albo lepsza? Nie wydaje mi się. To dwie
różne formy przekazu i po prostu trudno jest tak dokładnie je porównać. Gdybym
miała jednak wskazać kilka konkretnych „różnic” to właściwie… podałabym dwie główne
rzeczy dzielące te dwa dzieła.
„Duma i uprzedzenie” w wersji filmowej
to współczesny twór, który po prostu może sobie pozwolić, aby wpasować się w
emocje dziś żyjącego widza. Z tego powodu Elizabeth jest bardziej wygadana, w związku z tym akcja jest szybsza i bardziej dynamiczna. Ponadto tam, gdzie Austen opisuje
piękne widoki, tam film po prostu je pokaże i leci dalej. Tam, gdzie Austen
opisuje drobne niuanse społeczne, tam film może nie zwrócić na to uwagi. Z tego
względu z jednej strony książkowa „Duma i uprzedzenie” jest niezwykle cenna jeśli
chodzi o piękny tekst i opisy ówczesnych zwyczajów, a z drugiej – gra na delikatniejszych
nutach. Moim zdaniem przez to dopiero w o wiele bardziej współczesnym filmie charakterek
Elizabeth może naprawdę wybrzmieć; w książce jest przytłumiony, tak, aby nie
zrazić czytelnika.
Drugą
kwestią jest coś, o czym z resztą już wcześniej pisałam – film ma tę niezwykłą
zaletę, że do ról głównych bohaterów zostali dopasowani aktorzy, pomiędzy
którymi po prostu czuć chemię. Oryginał, który raczej unika bezpośredniości, mi
osobiście nie dał tyle satysfakcji z obserwacji starć tych dwóch postaci, co
wersja z 2005 roku głównie dzięki nim.
Co
jednak jest w tej historii niezwykłe to jej aktualność. „Duma i uprzedzenie” –
niezależnie, czy mówimy o książce, czy jej kinowej wersji – to cały czas
historia Kopciuszka, który poznaje swojego księcia. Wprawdzie w tym przypadku
mamy do czynienia z bardzo charakternymi głównymi bohaterami (co jest tylko
zaletą tej historii), ale jak najbardziej rozumiem zachwyty odbiorców (a
właściwie odbiorczyń) nad panem Darcy’m. W końcu to po prostu bogaty,
tajemniczy i inteligentny mężczyzna, zakochujący się w biednej młodej damie, z
którą chciałaby utożsamiać się większość kobiet. Mimo że od powstania tej historii minęło ponad dwieście lat to dalej jest baśnią, pokazującą, że ludzkie pragnienie chęci posiadania drugiej osoby, z którą spędzi się całe życie w zgodzie i szczęściu dalej pozostanie niezmienne.
sobota, 17 listopada 2018
czwartek, 15 listopada 2018
wtorek, 13 listopada 2018
Wiatraki: Konkretna, pomorska zagadka
Sprawdź recenzję: https://fantastykacodzienna.pl/2018/11/13/wiatraki-recenzja/
Etykiety:
dla dorosłych,
kryminał,
literatura polska,
recenzja,
thiller
niedziela, 11 listopada 2018
9 głupotek w filmowym „Zmierzchu”
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Po
kilku dobrych latach włączyłam ponownie filmowy „Zmierzch”. Gdy oglądałam go w
szkole podstawowej absolutnie uwielbiałam tę historie – to był pierwszy romans,
jaki trafił w moje ręce, więc po prostu na swój sposób mnie zafascynował. Gdy
jednak z ciekawości włączyłam go po latach… cóż, zaczęłam zauważać pewne
rzeczy, na które wtedy nie zwróciłam uwagi. I nawet nie chodzi o to, jak głupiutka
jest ta historia jako całość, tylko pewne absolutnie dziwne i nienaturalne
elementy, których wtedy nie dostrzegałam. Już się z Wami nimi dziele!
Nim
jednak do tego przejdę pragnę zwrócić uwagę, że ten wpis nie jest recenzją. Jest raczej przeznaczony dla osób,
które znają tę historię. Dlatego też ostrzegam
przed spoilerami, które znajdziecie poniżej.
No
to lecimy!
1. Bella
dostaje nowy samochód. I o ile lata temu wydawało mi się, że jej zachwyt jest
absolutnie szczery tak teraz mam wątpliwości. Jej reakcja sugeruje absolutnie
ironiczne podejście do „uwielbiania” swojego pick-upa, choć według pierwowzoru
książkowego szczerze go lubiła.
2. Bella
jest wredna. Olewa znajomych, woli siedzieć sama, nie potrafi być miła, albo po
prostu – na bardzo, bardzo niskie umiejętności społeczne. Mimo tego wszyscy
wokół niej absolutnie ją uwielbiają. Nie mam pojęcia za co. Cóż, wyraźnie Forks
działa zdecydowanie inaczej niż jakakolwiek inna szkoła, w których takie
dzieciaki są raczej traktowane jako tło.
3. Reakcje
Belli za często sugerują, że wie „coś więcej” niż powinna, mimo że początkowo
przecież nie ma absolutnie żadnych podstaw, by sądzić, że z Edwardem jest coś
nie tak. Weźmy scenę jej pierwszego spotkania z przyszłym ukochanym na lekcji biologii.
Edward spogląda na nią i zatyka usta. To przecież nie znaczy od razu, że to ONA
śmierdzi, lub że z NIĄ jest coś nie tak. Normalna osoba siadając obok niego
spytałaby się: „Hej, coś się stało? Źle się czujesz? Nie użyłam dezodorantu?”.
Ale nie Bella. Ona od razu wie, że chodzi konkretnie o nią.
4. Edward
ma około setki na karku. Jest super przystojnym gościem, na którego ochotę mają
wszystkie dziewczyny w szkole. I absolutnie nie potrafi się wypowiadać. Jego
pierwsza rozmowa z Bellą to jakieś mruczenie słówek, tak, jakby też miał
poważne problemy z relacjami międzyludzkimi. Czemu w takim razie dziewczyny się
za nim uganiają? Trudno stwierdzić, bo przecież niepewni siebie kolesie, nawet
jeśli są bardzo ładni, niekoniecznie wzbudzają tak wielki zachwyt w szkole.
5. Bella
początkowo absolutnie nie chce mieć nic wspólnego z Edwardem, a przynajmniej
sama do niego nie podchodzi i z nim nie rozmawia. Z resztą, jej wyraz twarzy
bezustannie mówi „niedobrze mi”. To on za nią łazi. I za każdym razem uznaje,
że hej, nie powinniśmy być przyjaciółmi. Patrząc na twarz aktorki mam wrażenie,
że Bella uznaje jego zachowanie za dziwne, jednak ani razu nie powie mu tego,
co aż ciśnie się na język – weź koleś
spier*alaj.
6. Po
wypadku Belli stuletni wampir znów nie popisuje się intelektem. Gdy Bella
zaczyna doszukiwać się prawdy mógł swobodnie powiedzieć: hej, to była
adrenalina, serio nie wiem jak to się stało. Zamiast tego zaczął dziewczynę
straszyć (podobna rzecz się stała, gdy Bella zapytała go, czy nosi kontakty –
wystarczyło, by przytaknął). Swoją drogą to kolejny przypadek w którym Bella doszukuje
się czegoś, jakby już wcześniej dostała informacje o tym, że Edward chyba tak do
końca nie jest człowiekiem.
7. Koleś
za nią łazi. Straszy ją. Na jej twarzy bezustannie widać zażenowanie i chęć
pozbycia się go. Ale nie! To ONA prosi się o wspólne spędzanie czasu. Czemu? W
gruncie rzeczy to nie jest w żaden sposób podbudowane fabularnie.
8. Klimat
„Zmierzchu” jako filmu cały czas próbuje sugerować, że dzieje się coś
strasznego. Kolory są zimne, wypłowiałe, muzyka niezwykle stonowana, często
dość mroczna. Nie współgra to kompletnie z tym, co widzimy na ekranie: grupę
nastolatków, którzy przez większość czasu spędzają razem czas. Ten patetyzm sprawia,
że trudno to dzieło traktować na poważnie.
9. Wampiry
powinny być tymi najpiękniejszymi osobami w całym filmie. Tyle tylko, że ich
skóra jest tak nienaturalnie wybielona, że choć to w większości ładni ludzie to wyglądają po prostu karykaturalnie.
Zauważyliście jakieś drobne dziwactwa w trakcie oglądania „Zmierzchu”? Jeśli tak – podzielcie się nimi w komentarzach!
piątek, 9 listopada 2018
środa, 7 listopada 2018
poniedziałek, 5 listopada 2018
sobota, 3 listopada 2018
Dom wschodzącego słońca: Przyjemna przygoda i naprawdę przyzwoity debiut
Recenzja została przeniesiona tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/2018/11/03/dom-wschodzacego-slonca/
Etykiety:
dla młodzieży (14-20 lat),
fantastyka,
fantasy,
literatura polska,
recenzja,
urban fantasy
czwartek, 1 listopada 2018
Subskrybuj:
Posty (Atom)








