środa, 29 grudnia 2021
niedziela, 26 grudnia 2021
czwartek, 23 grudnia 2021
poniedziałek, 20 grudnia 2021
piątek, 17 grudnia 2021
wtorek, 14 grudnia 2021
sobota, 11 grudnia 2021
środa, 8 grudnia 2021
niedziela, 5 grudnia 2021
czwartek, 2 grudnia 2021
poniedziałek, 29 listopada 2021
piątek, 26 listopada 2021
wtorek, 23 listopada 2021
Przegląd książek okołofantastycznych - do prac dyplomowych o fantastyce
Spotkasz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Choć już od dłuższego czasu na blogu
niewiele się dzieje (te czasy, gdy co trzeci post wrzucałam coś innego, niż
recenzja!) to uznałam, że dziś przygotuje dla Was coś nieco innego, mianowicie
– zestawienie książek i tytułów okołofantastycznych, które traktują o
fantastyce w sposób krytyczny, recenzencki, popularnonaukowy, naukowy itd.
Dlaczego? Za mną są już dwie prace dyplomowe, obydwie traktujące o fantastyce,
mianowicie:
·
Wstęp do
monografii miesięcznika „Fantastyka” 1982-1989 (licencjat)
·
Redaktor
fantastyczny Maciej Parowski. Próba monografii (magister)
Jak więc możecie się pewnie domyślić
trochę tych książek zebrałam. Nie mam oczywiście wszystkiego, co można znaleźć
na rynku, a większość krąży mimo wszystko wokół Macieja Parowskiego, bo
redaktor był głównym ludzkim bohaterem obydwu prac (bazą do licencjatu był
wywiad z nim), ale być może akurat zabłądzi tu jakaś dusza, która też chce
napisać jakąś pracę/artykuł naukowy na temat związany z fantastyką i po prostu
jej się to przyda (albo po prostu chce się dedukować, czemu nie). Sama dobrze
pamiętam, jak błądziłam na samym początku i tak naprawdę nie miałam pojęcia, za
co się zabrać.
W tym zestawieniu pomijam prasę i
skupiam się tylko na książkach, które przeczytałam w całości i/lub zapoznałam
się z nimi na tyle, aby móc wyrazić się na ich temat, bo jak pewnie część z Was
się orientuje – przygotowując takie prace nie zawsze trzeba lub jest się w
stanie przeczytać książkę od deski do deski. Ponadto spis dotyczy tylko tych pozycji, które mam W PAPIERZE.
Zaczynam od książek Parowskiego (ułożone
losowo), potem pozostałe, a na końcu – te, które mam, ale nie czytałam na tyle
dokładnie, by wypowiedzieć się w pełni.
„Czas fantastyki”, Maciej Parowski
Powiedziałabym, że ten
tytuł to prawdziwe kompendium wiedzy na temat polskiej fantastyki z lat 70. i
(głównie) 80. XX wieku, ale przy tym wymaga już pewnego obeznania, aby naprawdę
z tej pozycji czerpać. Niemniej, moim zdaniem dla osób, które chcą omawiać
fandom i kierunki w polskiej twórczości fantastycznej jest to lektura
obowiązkowa. Tak naprawdę to zbiór różnorodnych artykułów Parowskiego, w tym jego
recenzji. Nie znajdziecie tu jasnych definicji, ale kto się w tę książkę
zagłębi, na pewno znajdzie w niej sporo materiałów, które można wykorzystać.
„Małpy Pana Boga. Słowa”, Maciej Parowski
Kontynuacja „Czasu
fantastyki”, zwierająca tak jak część pierwsza różnorodne artykuły Parowskiego.
W tym też znajdziecie w niej polemiki z polskimi twórcami (przekładając na współczesne:
DRAMY). Te mogą nie być w pełni jasne, jeśli człowiek nie wgłębi się trochę w
historie polskiego fandomu i sięgnie po książkę z zaskoczenia, ale ponownie –
po wczytaniu się można wyciągnąć z niej masę cudownych treści do każdej pracy
traktującej o fantastyce.
„Wasz cyrk, moje małpy. Chronologiczny alfabet moich autrów”, t. 1-2, Maciej Parowski
Książki Parowskiego
naprawdę mają do siebie to, że nie są podręcznikami, a jakimś zbiorem różnych
treści i tu jest właściwie podobnie. Mamy tu trochę artykułów autora, czy
jakieś wywiady, zebrane i wrzucone w książki nieco „losowo”, ale taki jest już
urok krytycznej działalności tego redaktora i pisarza (trzeba przywyknąć). Lwia
część to jednak wspomnienia (a nie czyste biografie!) pisarzy, którzy z
Parowskim współpracowali. Dobra rzeczy do wyłuskiwania ciekawostek i tworzenia
przypisów, nieco gorsza, jeśli szukacie typowego podręcznika na dany temat.
Tu mała uwaga –
Parowski zmarł przed zakończeniem tej pracy, dlatego niektóre opisy zostały
uzupełnione przed wydawcę (ten zaś starał się cytować autora tam, gdzie tylko
się dało).
„Historia i fantastyka”, Sapkowski i Bereś
Spotkali się dwaj panowie i sobie
pogadali – tak bym mogła tę książkę streścić. Przyznaję, że czytałam ją już
dość dawno i nawet nie próbowałam jej wykorzystać do pracy magisterskiej. Ten
tytuł to wywiad-rzeka, z którego można wyłuskać kilka wartościowych cytatów,
jeśli piszecie o fantastyce ogólnie, ale zapewniam, że są na rynku dużo lepsze
źródła rzetelnej wiedzy na temat gatunku. Weźcie pod uwagę, że Andrzej
Sapkowski to pisarz, nie literaturoznawca, dlatego osobiście nie traktowałabym
jego definicji jako prawdę objawioną, raczej jako pewną dywagacje na temat.
Na pewno ten tytuł przyda się jednak
tym, którzy chcą badać samą postać Sapkowskiego i/lub dzieła literackie. Wtedy
warto w to zainwestować z przyczyn dość oczywistych.
„Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej”, Andrzej Niewiadomski, Antoni Smuszkiewicz
To pozycja z 1990 roku, a więc już „nieco”
zdezaktualizowana. Ponadto spora część tej książki jest dostępna w formie „przepisanej”
w sieci. Jednakże pisząc pracę bardziej naukową nie można przecież korzystać z
Wikipedii i w gruncie rzeczy dlatego ten tytuł do mnie trafił. Przydatna nie
tyle po to, by czerpać z niej wiedzę, a po to, by po prostu podeprzeć się
ładnym źródłem. Z przyczyn oczywistych nada się tylko do badań, które obejmują
czasy sprzed 1990. Mi dzięki niej udało się do pracy dodać chyba jeden czy dwa
elementy. Z przyczyn oczywistych nie czytałam całości. Czytanie encyklopedii od
deski do deski nie stanowi mojej pasji.
„Historie fandomowe”, Tomasz Pindel
O tym reportażu nawet była tu już
recenzja. Na pewno ta książka będzie dobrym podłożem do rozpoczęcia riserczu na
temat polskiego fandomu. Jest przystępna i całkiem sprawnie wykłada o naszych
początkach, choć temat współczesny porusza już w sposób znacznie gorszy. Ale na
pewno otworzy drogę do dalszych poszukiwań, sprawi, że inne lektury będą
łatwiejsze do zrozumienia i „sprzeda” trochę ciekawostek, które przecież w
takich pracach potrafią się przydać.
„Ilustrowany słownik terminów literackich”, praca zbiorowa
Nie jest to książka scricte o fantastyce
jako takiej, ale to pięknie wydana rzecz, która moim zdaniem po prostu się
przyda. Przede wszystkim definiuje w konkretny sposób gatunek, a to niezmiernie
ważne, jeśli macie taki podrozdział w swojej pracy. Nie czytałam jej w całości,
ale fragment, który miał być mi przydatny naprawdę był przydatny.
„Leksykon fantastyki”, Karolina Haka-Makowska, Marta Makowiecka, Małgorzata Węgrzecka
To chyba najmniej przydatna książka,
jaką miałam w rękach. Zawiera definicje różnych terminów związanych z
fantastyką, np. różdżka, Dzwoneczek, drow, Drużyna Pierścienia. Co prawda może
się przydać właśnie po to, aby mieć przypis, gdy wyjaśniacie jakiś termin, ale
mi nie udało jej się w ten sposób wykorzystać i właściwie jest dla mnie nieco
zbędna. Większość z definicji znajdziecie w artykułach znajdujących się w
sieci, albo po prostu nie będziecie musieli w ich przypadku w ogóle przypisu
podawać, więc niby cieszę się, że ją mam, ale jednocześnie – dla mnie to
kompletnie nieprzydatny (choć nieco śmieszny) gadżet.
„Fanzin SF”, Artur Nowak
Nie wiedzieć czemu, żywię do tej książki
naprawdę pozytywne emocje. Autor w przyjemny sposób wykłada początek fandomu
amerykańskiego i polskiego, co oczywiście jest związane z początkami gatunku,
więc jeśli tego potrzebujecie to po prostu bierzcie. Główna część, czyli
związana z fanzinem przydała mi się jak na razie mniej, ale jestem przekonana,
że kiedyś do tego wrócę.
„Wiedźmin. Historia fenomenu”, Adam Flamma
Jeśli piszecie o polskiej fantastyce to
niemal na pewno prędzej czy później będziecie wspominać o twórczości Andrzeja
Sapkowskiego, a ta książka to absolutnie złote opracowanie wszystkiego, co jest
z nim związane. Od książki, przez wszystkie adaptacje. Wewnątrz jest masa treści,
w tym wywiady z twórcami. Na dodatek to po prostu pięknie wydana książka,
dlatego ja po prostu zawsze ją polecam.
„Kobieca proza science fiction w Polsce”, Maria Głowacka
Im dłużej o niej myślę, tym mniej
merytoryczna mi się wydaje, ale skłamałabym mówiąc, że mi się ten tytuł do
pracy nie przydał – bo przydał się bardzo. To skrajnie feministyczne (wręcz –
toksycznie feministyczne) spojrzenie na polską fantastykę. Rzecz o tyle
przydatna, że można z książką polemizować bądź wykorzystać ją w celu pokazania
innej perspektywy, bo jednak podejście Głowackiej jest dość… kontrowersyjne?
Lepszego słowa chyba nie mam.
W każdym razie, na pewno przyda się osobom,
które w pracy będą analizować np. polskie pisarki (nie tylko fantastyczne), czy
działanie fandomu albo innych mniejszych społeczności.
Książki, które mam, ale znam tylko fragmenty:
· „Co to jest fantastyka
naukowa”, Julij Kagartlicki – wydana u nas w latach 70. niewielka książeczka,
tratkująca o gatunku. To co czytałam, było całkiem przydatne (robiłam z niej
pojedyncze przypisy), ostatnie strony wielbiące Manifest Komunistyczny
wzbudziły z kolei śmiech przez łzy, ale generalnie muszę jeszcze ten tytuł
sprawdzić.
· „Nie tylko Lem.
Fantastyka współczesna”, red. Maciej Wróblewski – zbiór różnych szkiców na
temat fantastyki. Czytałam fragmentami. Rzecz ciekawa, ale nie wniosła mi zbyt
wiele do prac. Niemniej, tu może wiele zależeć od konkretnego tematu.
· „Spór o SF”,
praca zbiorowa – sięgnęłam po ten tytuł głównie po to, by znaleźć sobie przypis
do tekstu Umberta Eco i móc spokojnie przeczytać ten fragment. Nie znam jej
ponad to, ale jestem przekonana, że gdybym miała więcej czasu to na pewno wyciągnęłabym
z niej jeszcze wiele fajnych rzeczy do mojej pracy magisterskiej. Dlatego
pewnie się jeszcze zapoznam z nią bliżej.
· „W cieniu
Białego Drzewa”, Tomasz Z. Majkowski – to z tej książki brałam w sporej mierze
moje „bazowe” definicje gatunku, aby następnie je rozwijać, przekształcać i doprecyzowywać.
Nie wgłębiłam się jednak w część główną. Praca wydaje się jednak kompetentna i
jeśli poruszacie gdzieś temat J. R. R. Tolkiena to kompletny must have!
I tak zatacza się pewne koło. Gdy
przygotowywałam się do matury, publikowałam tu posty o motywach literackich,
które można było wykorzystać w pracy maturalnej, a teraz zrobiłam rozpiskę z
tego, z czego korzystałam przy pracy magisterskiej. A przecież Drewniany Most
ledwo startował. W każdym razie, na tę chwilę moja „naukowa” przygoda z
fantastyką się skończyła, przynajmniej tymczasowo (broniłam się ledwo 19
listopada – miałam całkiem „zabawne” przygody). Może zechce mi się zrobić
doktorat i może mnie na taki przyjmą, wtedy pewnie będę kontynuować „badania”,
a na razie – wracam do bycia zwykłym czytelnikiem-amatorem. No może trochę
bardziej marudnym, niż przed tą całą przygodą czytelnikiem-amatorem (jakbym
przed nie była naczelnym narzekaczem na książki >.<).
Jeśli macie jakieś ciekawe tytuły, które
ZNACIE i które komuś mogą się przydać – dajcie znać poniżej.
poniedziałek, 22 listopada 2021
piątek, 19 listopada 2021
wtorek, 16 listopada 2021
sobota, 13 listopada 2021
środa, 10 listopada 2021
niedziela, 7 listopada 2021
czwartek, 4 listopada 2021
poniedziałek, 1 listopada 2021
wtorek, 26 października 2021
sobota, 23 października 2021
poniedziałek, 18 października 2021
piątek, 15 października 2021
Czego nie dałam rady ostatnio dokończyć? Październik 2021
Spotkasz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Dawno tu nie było nic poza recenzjami, które i tak wpadają na Lubimy Czytać, ale prawda jest taka, że gdy piszę o wszystkim na bieżąco na Instagramie to blog, który i tak jest prowadzony głównie dla mnie i który nie generuje zbyt dużego ruchu nie jest miejscem, nad którym w tej chwili chcę spędzać wiele czasu. Jednak w ciągu ostatnich tygodni zdarzyła się rzecz niesłychana – nie skończyłam dwóch książek. Więc pozwólcie, że w skrócie napiszę dlatego, bo być może kogoś uda mi się tu przed nimi przestrzec.
„Peryferal” Williama Gibsona
Bardzo lubię steampunk, a do cyberpunku
jako takiego właściwie „nic nie mam”, a to Gibson jest uważany za ojca obydwu
tych nurtów w fantastyce. Dlatego w pewnym momencie uznałam, że po prostu coś
od niego kupię i sprawdzę. Trafił do mnie „Peryferal” z Uczty Wyobraźni:
znalazłam go dość tanio, więc nie narzekałam.
Jak to u mnie bywa, po dłuższym czasie od
zakupu zabrałam się za lekturę. Początek był zaskakująco w porządku. Nie do
końca rozumiałam, o co chodzi, ale w fantastyce tak bywa. Styl autora wydawał
się jednak całkiem, całkiem, więc czekałam, aż akcja się bardziej rozwinie i
narrator zacznie wyjaśniać, o co chodzi.
I tak dobrnęłam do jakiś 160 stron
powieści, która z kartki na kartkę męczyła mnie coraz bardziej. Może druga część
jest lepsza, może warto byłoby w to brnąć, ale ostatnio trafiam na same ciężkie
książki i tak po ludzku – nie mam ani siły, ani ochoty się czymś takim katować.
I właściwie nie mam się tu nawet nad czym dłużej rozwodzić, bo po prostu mam
wrażenie, że w tego tekstu niewiele zrozumiałam, więc jakakolwiek analiza go
wydaje mi się pozbawiona sensu.
„Czarne słońce” Jakuba Żulczyka
„Peryferalu” nie dokończyłam, bo mnie
wymęczył i wydawał się niezrozumiały. W przypadku „Czarnego słońca” Jakuba
Żulczyka jest nieco inaczej, ale właściwie może zacznijmy od samego początku,
bo ten autor jest dla mnie w pewnym sensie dość istotny.
Był taki moment w moim życiu, że miałam
staż w redakcji gazety. W trakcie tegoż stażu nie czułam się najlepiej w
ekipie, bo miałam wrażenie, że przez mówienie „czytam fantastykę” zamiast „uwielbiam
reportaże!” inni patrzyli na mnie trochę spode łba. W ekipie była zaś jedna
osoba, która reportażem zajmowała się zawodowo i tylko go czytała. Ja z kolei
dopiero w ciągu ostatniego roku zaczęłam mieć poczucie, że dobry reportaż jednak
nie jest taki zły i o ile nie krytykowałam ludzi za ich czytanie (bo i jakim
prawem?) to wiadomo – brakowało mi do tego entuzjazmu, tak po prostu. I właśnie
ta osoba sięgnęła mniej więcej wtedy po „Ślepnąc od świateł” i uznała tę
powieść za zaskakująco dobrą.
No dobrze, człowiek, który zawodowo
pisze teksty mówi, że coś jest dobre to chyba musi być dobre, prawda? Udało mi
się wygrać „Ślepnąc od świateł”, przeczytałam i… och, to było zdecydowanie
gorsze od większości fantastki, którą czytam. Na wielu płaszczyznach.
Jednak jedna zła książka nie czyni złego
autora i gdy natrafiłam na dwupak Orbitowskiego i Żulczyka to wzięłam. Z myślą
o tym pierwszym, ale uznałam, że po paru latach mogę sobie i drugiego
sprawdzić. Może dorosłam, może się zmienił, może tamta książka była po prostu
niewypałem dla mnie – zobaczymy.
I och, to był absurdalnie zły pomysł.
Przebrnęłam przez 91 stron „Czarnego
słońca” i miałam dosyć. Pozwólcie, że zacytuje kilka losowo wyłapanych zdań z
tej książki:
·
„Urodziła się z
głupim łbem i taka miała zdechnąć.”
·
„…że w środku
Gruza siedzi jakaś bita i dymana cipa (…).”
·
„W sensie,
cztery chude pały siedziały na takiej jakby scenie i dyskutowały o tym, jak to
ich pedalskie, nieinteresujące nikogo gówno obronić przed tymi, którzy będą je
chcieli słusznie posprzątać (…).”
·
„Z jej tyłka
można byłoby wyliczać oś ziemi, tak był okrągły.”
Czytam fantastykę na co dzień, a w tym
gatunku łatwo trafić na obrzydliwości. Sięgam czasem po kryminał, czy sensacje.
Parę erotyków też mam na koncie. Naprawdę, nie jestem wyjątkowo wrażliwym
człowiekiem na takie sprawy, ale nie umiem tekstu Żulczyka określić innym
słowem, niż „obleśny”.
To nie tak, że jego styl jest
absurdalnie zły sam w sobie. Pierwszy rozdział miał naprawdę niezłe tempo i
gdyby usnąć z niego nadmiar „mięsa” to może i byłby całkiem dobry. Ale w tej
formie tego się n i e d a c z y t a ć. Po prostu nie. To nie jest
budowanie klimatu, ani nawet to nie jest szokowanie czytelnika takim językiem.
To brak umiaru i jakiegokolwiek smaku ze strony autora. A wydawca z tyłu
okładki pisze jeszcze o tym, że Żulczyk oferuje „głęboko humanistyczną opowieść
o wielkiej duchowej przemianie”. Ucząc się od szanownego pana twórcy – co
ku*wa?
Na moje oko po tych niespełna 100
stronach to powieść sensacyjna, która próbuje udawać fantastykę socjologiczną,
niby-krytykującą to, co dzieje się w kraju, ale w moim odczuciu to jest robione
przez autora tylko dla efektu. Nie mam zamiaru tracić na niego więcej czasu, a
jak będę chciała sięgnąć po jakąś dystopię to sobie najwyżej powtórzę „Różaniec”
Kosika albo „Limes inferior” Zajdla.
wtorek, 12 października 2021
sobota, 9 października 2021
środa, 6 października 2021
sobota, 2 października 2021
środa, 29 września 2021
niedziela, 26 września 2021
czwartek, 23 września 2021
poniedziałek, 20 września 2021
piątek, 17 września 2021
wtorek, 14 września 2021
sobota, 11 września 2021
środa, 8 września 2021
niedziela, 5 września 2021
czwartek, 2 września 2021
poniedziałek, 30 sierpnia 2021
środa, 28 lipca 2021
niedziela, 25 lipca 2021
czwartek, 22 lipca 2021
poniedziałek, 19 lipca 2021
sobota, 17 lipca 2021
środa, 14 lipca 2021
niedziela, 11 lipca 2021
czwartek, 8 lipca 2021
wtorek, 6 lipca 2021
sobota, 3 lipca 2021
czwartek, 1 lipca 2021
piątek, 28 maja 2021
wtorek, 25 maja 2021
czwartek, 13 maja 2021
poniedziałek, 10 maja 2021
poniedziałek, 3 maja 2021
wtorek, 13 kwietnia 2021
sobota, 10 kwietnia 2021
środa, 7 kwietnia 2021
niedziela, 4 kwietnia 2021
środa, 31 marca 2021
poniedziałek, 29 marca 2021
piątek, 26 marca 2021
poniedziałek, 22 marca 2021
sobota, 20 marca 2021
środa, 17 marca 2021
Nowości w biblioteczce: zakupy z luto-marca
Spotkasz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Cześć! Zorientowałam się, że od kiedy
opublikowałam ostatnie zakupy, kilka nowych książek zdążyło do mnie dotrzeć i
właściwie mogę przecież zrobić jakiś mały „update”. Także przedstawiam Wam
stosiki nowości w kolejności chronologicznej: od tych książek, które kupiłam
najdawniej do tych najnowszych.
Ten stosik to mix książek używanych oraz
z taniej księgarni. Po kolei, idąc od góry, na moich półkach zagościły:
- „Senni zwycięzcy”, Marek Oramus – w tej chwili mam u siebie trzy książki Oramusa, z czego przeczytałam na razie jedną.
- „Toń”, Marta Kisiel – zakupiona, bo „Płacz” leżał mi już na półce od dawna. Udało mi się ją już przeczytać.
- Jeden z numerów „Feniksa” z lat 80.
- „Leksykon polskiej literatury fantastyczno-naukowej”, Antoni Smuszkiewicz i Andrzej Niewiadomski – wydanie z 1990 roku, chyba nigdy niewznawiane. Na pewno mi się przyda, choć oczywistym jest, że już się nieco zestarzało.
- „Jak dbać o psy i szczenięta”, praca zbiorowa – książka wzięta, bo kosztowała kilka groszy, a zbieram drobną „kolekcję”. Nie będę tego recenzować oczywiście.
- „Rzecz o ptakach”, Noah Stycker – książka wzięta „do testów”. Nie wiem o niej zbyt wiele, ale skoro sama mam w domu papugi… może czegoś się przynajmniej dowiem.
- „Wzlot Persepolis”, James S. A. Corey – straciłam ostatnio serce do „The Expanse”, ale chciałabym uzbierać cały cykl. Dlatego wzięłam używany, uszkodzony egzemplarz. Ale grzbiet wygląda OK, a przecież w razie czego to jego będę widzieć na półce. A jak mi się odmieni, to kupię nową.
- „Kłamca Viva l’arte”, Jakub Ćwiek (scenariusz) – to zakup na zasadzie „było za grosze, to wzięłam”. Wielu komiksów nie mam i zbierać nie planuje, ale… no sprawdzę sobie.
Kolejny stosik to ponownie zakupy z
taniej księgarni, które zresztą ostatnio u mnie królują:
- „Kar Kalim”, Deborah Christian – jakieś starsze fantasy. Krótkie, wygląda na lekkie. Jestem ciekawa, czy to sam kicz, czy może coś ciekawszego.
- „Galeony wojny”, Jacek Komuda – czytałam tylko jedną książkę Komudy do tej pory, więc… sprawdzę kolejną. Szczególnie, że właściwie jakieś morskie fantasy to coś, na co miałabym ochotę.
- „Projekt Mefisto”, Marcin Mortka – podobno lekka i całkiem miła książka; przyda mi się jako coś pomiędzy bardziej ambitnymi lekturami.
- „Ptaki nie znają granic”, Noah Strycker – skoro trafiłam ponownie na książkę o ptakach tego samego autora… no wzięłam do kolekcji. Po prostu.
No i na samym końcu – „zwykłe” zakupy.
Dwie pozycje są ze Świata Książki, jedna z Empiku:
- „Uczeń skrytobójcy”, Robin Hobb – po co kompletować serie, które już zbieram, skoro mogę zacząć kolejną? Nie mam pojęcia! Ale kupiłam. Z Hobb już się kiedyś spotkałam, ale chce od nowa zacząć tą znajomość między pisarzem a czytelnikiem, bo wtedy… nie zabrałam się do tego w dobry sposób.
- „Kwiaty dla Algeronona”, Daniel Keyes – jako że Empik stacjonarnie miał -30%... wzięłam, bo naprawdę mam ochotę kompletować „Wehikuł czasu”, a do tej pory na półce stoi mi jedna taka książka.
- „Nawałnica mieczy. Krew i złoto”, George R. R. Martin – w końcu brakowało na półce tylko jej. Zakup, nomen omen, konieczny.
poniedziałek, 15 marca 2021
piątek, 12 marca 2021
poniedziałek, 8 marca 2021
środa, 3 marca 2021
sobota, 27 lutego 2021
środa, 24 lutego 2021
niedziela, 21 lutego 2021
czwartek, 18 lutego 2021
poniedziałek, 15 lutego 2021
piątek, 12 lutego 2021
Co przeczytałam od początku 2021 roku? + Kilka nowych pozycji na półce
Znajdziesz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Cześć! Przychodzę dziś z trochę postem-hybrydą, bo właściwie chcę pokazać, co książkowego do mnie przyszło w ostatnich dniach, ale jednocześnie mam tego za mało, by poświęcić tym pozycjom cały wpis. Dlatego uznałam, że mogę zrobić też małe podsumowanie tego, co przyniósł mi czytelniczo początek 2021 roku.
Jak widać po stosiku, królował u mnie
Maciej Parowski. Cztery tytuły po prawej są z nim bezpośrednio związane. Dwa są
jego autorstwa, „Fenix Antologia” zawiera między innymi jego treści, a „Pożeracz
szarości” został wydany pod jego redakcją. Posty na temat większości z tych
książek już się pojawiły, o „Czasie fantastyki” jeszcze niedługo będzie.
Przyznam, że do jedynej powieści z tej grupy, czyli „Twarzy ku ziemi” nie pałam
nadmierną miłością, ale to generalnie były pozycje warte poznania.
Poza nimi przeczytałam jeszcze
pięćinnych książek. „Trylogię snów” Kerstin Gier skończyłam już w całości
(recenzja trzeciego tomu niedługo) i podsumowując, mogę właściwie tylko się
powtarzać. To porządna warsztatowo rzecz, ale raczej dla młodszego czytelnika. „Pyłu”,
jak wiecie, nie skończyłam, ale męczyłam go tak długo, że postanowiłam uznać,
za przeczytany, zaś o „Trupokupcach” ledwo wczoraj pojawił się post, do którego mogę Was tylko odesłać.
Przyznaję, nie był ten początek roku zbyt porywający. Pojawiły się pozycje ciekawe, ale nie takie, do których pałałabym wybitnie żarzącym się uczuciem. Mam nadzieję jednak, że teraz będzie po prostu lepiej.
Jeśli chodzi o nowości, to jest ich „aż” cztery. Pierwsza książka od góry to najnowszy „Virion” Ziemiańskiego, który trafił do mnie poprzez portal Czytam Pierwszy. Z tego powodu już sobie go powoli czytam, ale jestem na zbyt wczesnym etapie, by cokolwiek mówić. Do tej pory z tym autorem spotkałam się tylko raz przy okazji „Pomnika cesarzowej Achai” i nie było to spotkanie zbyt miłe, ale miało miejsce przed laty. Także sprawdzę, przeczytam, a potem wydam sąd, czy Ziemiański ponownie jeszcze zagości na mojej półce. Może się nawet „odobrażę” na Fabrykę Słów? Zobaczymy, bo dawno nie miałam nic od tego wydawnictwa. W każdym razie post o tamtej książce pojawił się na samym początku istniena bloga: był siódmym opublikowanym!
Następne trzy książki to moje zakupy w
Taniej Książce. Ilustrowana „Nawałnica mieczy” to właściwie główny powód tych
zakupów. Kupowałam ją nie dla siebie, ale dostęp mieć mam. A że nie mogła
przybyć do mnie sama, to postanowiłam spełnić marzenie, które tliło się we mnie
od dawna. I tak do koszyka trafił „Ostatni jednorożec” Beagle’a w ilustrowanym
wydaniu Nowej Baśni. Chciałam go od dawna i na pewno będę z radością go czytać,
bo obrazki wewnątrz są przesłodkie. No i oczywiście, skoro już wzięłam dwie
powieści, to nie mogło zabraknąć i trzeciej, także do koszyka wpakowałam „Zabawki
diabła” Anny Kańtoch. Skoro już zaczęłam zbierać mocniej jej książki, to pozostało
mi tylko kontynuowanie tego zbieractwa.
A Wam jak minął początek tego roku pod
czytelniczym kątem?
czwartek, 11 lutego 2021
poniedziałek, 8 lutego 2021
piątek, 5 lutego 2021
wtorek, 2 lutego 2021
Kolejne nowości na półce. Antykwariat i SQN
Chyba trochę oszalałam. Mój stosik
książek do przeczytania już dawno nie był tak wysoki, a i tak właśnie dołączyło
do niego 12 nowych książek! Standardowo: pokazuje je Wam już teraz, a nie pod
koniec jakiegoś okresu, bo później zapominam co i kiedy do mnie przyszło. A
wiem, że lubicie spojrzeć na półkowe nowości.
Właściwie tym razem książki przyszły do
mnie w trzech turach. Najpierw przyszło antykwariatowe zamówienie. Następnie
dotarła do mnie książka z SQNu, która jednak trafiła do mnie dzięki uprzejmości
autorki. A jak już ta powieść była na mojej półce uznałam, że wokół SQN Store
kręcę się już za długo i po prostu zrobiłam zakupy. Wzięłam, co chciałam i na
razie z tego wydawnictwa raczej nic szczególnie kupować nie będę. Poczekam, aż
się uzbiera, a wcześniej może napadnę na przykład na księgarnie Powergraphu, bo
wokół niego również się „kręcę”. Ale najpierw może przeczytam chociaż trochę z
tych książek, które do mnie trafiły.
Lećmy więc chronologicznie. Najpierw dwie pierwsze paczki, a potem ta najświeższa!
· „Prorok”,
Krzysztof Piskorski – dwa poprzednie tomy są już za mną (pierwszy i drugi),
więc w końcu chciałam nabyć ostatni. Ta książka była właściwie powodem, dla którego zamawiałam wszystkie z używanych książek. W stanie pobibliotecznym, tak
jak inne książki z tego cyklu, które mam; jeśli kiedyś wyjdzie wznowienie
(najchętniej w jednym tomie), to pewnie wymienię.
· „Zbójecki
gościniec”, Anna Brzezińska – ta książka to moja wpadka. Nie doczytałam, w jakim stanie jest i właściwie nawet nie bardzo nadaje się do czytania. Zobaczymy, co
z nią jeszcze zrobię. Na razie po prostu jest.
· „Gandziolatki”
oraz „Wizyta u wiedźmy”, Mirosława Sędzikowska – dwie opowieści w jednej
książce, wydane w… cóż, niecodziennej w dzisiejszych czasach formie. Wzięłam
książkę tej autorki po przeczytaniu jej opowiadania w „Fantastycznychopowieściach wigilijnych”. Chcę sprawdzić, co takiego jeszcze ma na swoim
koncie.
· „Dzień drogi do
Meorii”, Marek Oramus – ciąg dalszy kompletowania starszej polskiej fantastyki.
Książka jest w całkiem dobrym stanie, choć wydanie nie jest wcale najlepszej
jakości. Będę czytać i sprawdzać. W tym momencie dwie książki Oramusa leżą mi
na półce z tą włącznie.
· „Trupokupcy”,
Magdalena Świerszczek-Gryboś – od kiedy wyszła, kręciłam się wokół tej książki,
a skoro autorka zechciała mi ją wysłać, to po prostu miałam duże szczęście.
Niedługa, bo licząca około 200 stron, jest właśnie w trakcie czytania.
· „Akwaforta”, K.
J. Bishop – gdy znajduję używaną Ucztę Wyobraźni, kupuje zawsze i bez wyjątku. A
to jeszcze ma być weird west! Nie znam wielu książek łączących fantastykę z
westernem, a do tej drugiej konwencji mam słabość, chociaż w życiu przeczytałam
aż jedną taką powieść. Ale no – wizualnie lubię.
· „Tajemnica
diabelskiego kręgu”, Anna Kańtoch – przeczytałam pięć książek tej autorki, a
więc czas na szóstą. Przyda mi się w ramach odskoczni po cięższych książkach.
· „Impuls”, Tomasz
Duszyński – właściwie miałam kupować coś innego, ale to „coś” nie było akurat
dostępne, a „Impuls” miał ogółem lepsze opinie, więc wzięłam.
Trzy kolejne książki to tytuły, które wzięłam głównie dlatego, że to mniej znane twórczynie (choć jednolitość płci jest przypadkowa), a chcę sprawdzać zarówno te starsze powieści, jak i te, które nowsze i często mniej znane. Ledwo zerknęłam na ich opisy, także nawet nie napiszę, o czym są:
· „Skrzydła”,
Karolina Fedyk
· „Openminder. Tom I. Koty”, Magdalena
Świerszczyk-Gryboś
· „Cynobrowe pola”,
Aleksandra Radlak
· „Harda Horda”, antologia – mam wydane w podobny sposób „Inne światy” i wyglądają absolutnie cudownie, a że nie umiem się zmotywować do czytania ich… to ten zbiorów ma jako motywator zadziałać. Poza tym nie mamy zbyt wiele antologii, nie są często bardzo popularne, więc jak już coś wychodzi to fajnie mieć na półce.







