Recenzja przeniesiona: https://fantastykacodzienna.pl/2016/08/30/pamiec-umarlych-recenzja/
wtorek, 30 sierpnia 2016
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Prince Nuada
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Swego czasu pisałam Wam o trzech sesjach z Rayko Cosplay. Dziś możecie oglądać wyniki ostatniej z nich :) Tym razem na zdjęciu Rayko w stroju Nuady z Hellboy'a :)
Zdjęcie odbyły się w streleckim parku :)
Ach, muszę się przyznać, że cały czas nie umiem się zmobilizować do blogowania :c Nawet ostatni zakup książek i fakt, że wygrałam książkę w konkursie recenzenckim na lubimyczytać.pl mi jak na razie nie pomógł. Dlatego jeszcze raz proszę Was o cierpliwość.
piątek, 26 sierpnia 2016
Motywy: Władza (w państwie) i władca
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Witajcie :) Dziś przychodzę do Was z kolejnym postem z serii Motywy. Jesteście pierwszy raz i nie wiecie o co chodzi? Zapraszam do przeczytania tej informacji, a ja przechodzę do dzisiejszego tematu!
Władza to motyw który pojawia się w dziełach kultury bardzo często, choć niekoniecznie dosłownie. Dziś jednak skupię się na temacie podstawowym, który najczęściej pojawia się na różnego rodzaju egzaminach czyli władzy w znaczeniu władania państwem, krajem. Tak, tak, poprzedni temat też był podstawowy - ale wydaje mi się, że najpierw muszę przerobić te, aby później skupić się na rzadszych i bardziej skomplikowanych :D Oczywiście, z pomysłami tematów możecie dzielić się pod postami, zachęcam również do dawania kolejnych propozycji książek/filmów/czegokolwiek z takim motywem :D
Musicie jednak wybaczyć mi, jeśli jakieś pozycje z mojej strony się powtarzają - bo jest ich i będzie wiele. W końcu jedna książka to tona motywów, a mój zasób przeczytanych historii nie powiększa się tak szybko, by rezygnować z tych, które już kiedyś gdzieś podałam ;)

Igrzyska Śmierci Collins oraz film na ich podstawie

Harry Potter

Twórczość J. R. R. Tolkiena

Zastępy anielskie Kossakowskiej i Kłamca Ćwieka

Czerwona Królowa Aveyard

Szklany Tron Maas

Danina. Nowoczesna Baśń Black

Korona Śniegu i Krwi Cherezińskiej

Pan Lodowego Ogrodu Grzędowicza

Trylgia Imperium Wurts i Feista

Saga Wiedźmińska Sapkowskiego

Cesarz Kapuścińskiego

Folwark zwierzęcy Orwella

Krzyżacy Sienkiewicza
Władza to motyw który pojawia się w dziełach kultury bardzo często, choć niekoniecznie dosłownie. Dziś jednak skupię się na temacie podstawowym, który najczęściej pojawia się na różnego rodzaju egzaminach czyli władzy w znaczeniu władania państwem, krajem. Tak, tak, poprzedni temat też był podstawowy - ale wydaje mi się, że najpierw muszę przerobić te, aby później skupić się na rzadszych i bardziej skomplikowanych :D Oczywiście, z pomysłami tematów możecie dzielić się pod postami, zachęcam również do dawania kolejnych propozycji książek/filmów/czegokolwiek z takim motywem :D
Musicie jednak wybaczyć mi, jeśli jakieś pozycje z mojej strony się powtarzają - bo jest ich i będzie wiele. W końcu jedna książka to tona motywów, a mój zasób przeczytanych historii nie powiększa się tak szybko, by rezygnować z tych, które już kiedyś gdzieś podałam ;)
Łatwo zapamiętać
- czyli władza w książce i powstałym na jego bazie filmie
Pieśń Lodu i Ognia George'a Martina oraz Gra o Tron produkcji HBO
Tak, to musiało się tu pojawić jako pierwsze! Wystarczy przeczytać pierwszy tom, albo obejrzeć jeden sezon serialu aby mieć już konkretny przykład władzy państwowej oraz dwie sylwetki władców: króla Roberta, właściwie dobrodusznego alkoholika oraz prawego Starka. Pomijam już, że cała seria krąży wokół zdobywania władzy i każda postać w jakiś sposób o niej mówi, czy myśli.
Igrzyska Śmierci Collins oraz film na ich podstawie
Jak każda dystopia Igrzyska Śmierci skupiają się po częsci na tym, co robi władza i jaki jest władza - i jeśli ktoś zna film, bądź książkę może swobodnie o niej mówić, czy pisać :)
Harry Potter
Ministerstwo magii jest? Jest. Pełni władzę? Pełni. Popełnia błędy? Tak. Dobre decyzje? Bywa. Może i nie jest przykładem bardzo jasnym, ale każdy, kto lubi książki o młodym czarodzieju, czytał je po kilka razy i zagłębił się w ten świat bez problemu poradzi sobie z tym motywem... o ile przez miłość do dzieła Rowling pamięta imiona osób siedzących w Ministerstwie.
Czy muszę to komentować? :) Łucja, Edmund, Zuzanna, Piotr, Kaspian, Biała Czarownica i inni - to wszystko postacie stojące u szczytu władzy, a przy tym na tyle prości z charakteru i zachowania że łatwo ich zapamiętać.
Książki!
Twórczość J. R. R. Tolkiena
Nie mogę wymienić tu konkretnej pozycji, bo i w Sillmarilionie, i w Władcy Pierścieni, i w Niedokończonych Opowieściach, i pewnie w winnych jego dziełach, nieznanych mi, znajdziemy obrazy władcy i opis władzy. Tak, zdecydowanie - kto zna Tolkiena może mówić o wielu królach i państwach, nie tylko o Aragornie!
Zastępy anielskie Kossakowskiej i Kłamca Ćwieka
Królestwo to właściwie rodzaj państwa. Głębia - również. Zastępy anielskie pokazują dwa różne królestwa z dwoma różnymi władcami i na pewno doskonale sprawdzą się przy opisie władzy :) Z Kłamcą Ćwieka jest bardzo podobnie - choć ja mając do wyboru te dwie pozycje skupiłabym się jednak bardziej na świecie Kossakowskiej.
Od biedy w przypadku Kłamcy możemy również mówić o działaniu skrzaciego królestwa :)
Czerwona Królowa Aveyard
Nie - nie przepadam i nie mam zamiaru zacząć, ale z racji jej popularności - zapomnieć o niej nie mogę. W końcu akcja dzieje się w większości na królewskim dworze, a portretów władcy mamy tu co najmniej kilka: króla, królową oraz dwóch braci i całą czwórkę możemy wykorzystać w naszych rozważaniach na te tematy.

Szklany Tron Maas
Książka, która nie skupia się aż tak bardzo na samej władzy w państwie, ale jednak - bezustannie jej akcja toczy się właśnie na królewskim dworze. Raczej nie wybrałabym ją do rozprawki na temat władzy i władcy, ale jeśli ktoś lubi panią Maas i dobrze zna jej twórczość może co nieco z tej pozycji wyciągnąć.

Danina. Nowoczesna Baśń Black
Pozycja dość dobrze ukazuje działanie dwóch skrzacich dworów, które można na prawdę fajnie opisać i rozpisać, zwłaszcza, jeśli nasz temat rozważa, jaki władca jest dobry, a jaki nie :)
Korona Śniegu i Krwi Cherezińskiej
Polska, rozbicie dzielnicowe. Kilku władców, każdy inny. Czego można chcieć więcej? Mamy i władzę, i tonę władców, których sytuacje i zachowania możemy rozważać.
Pan Lodowego Ogrodu Grzędowicza
Cała ta historia ukazuje, co władza robi i może zrobić z człowiekiem. Przedstawia nam kilkoro potencjalnych władców: młodego chłopaka, który jest prawy i dobry, ale niedoświadczony; Vuka, który władać nie chce, ale musi; szaloną kobietę, która zapragnęła tworzyć utopię; socjalistkę, która chce, by wszyscy byli równi, tylko niektórzy równiejsi; człowieka, który prędko stał się absolutem. Który z nich jest najlepszy? I którego ścieżka okazała się najlepsza...?
Trylgia Imperium Wurts i Feista
Już sam tytuł naprowadza nas na to, o czym ta seria będzie :) Obserwujemy młodą władczynię, która powoli, stopniowo, buduje swoje własne imperium - i bądź co bądź, to główny temat tej historii.
Saga Wiedźmińska Sapkowskiego
Kto czytał, ten dobrze wie, że o władzy jest tam całkiem sporo... sama jednak - przemilczę szczegóły, bo... nijak pamiętam imiona królów tam występujących. Ale obiecuje, że ich tam znajdziecie!
Cesarz Kapuścińskiego
Reportaż o afrykańskim, absolutnym władcy. Ciekawa pozycja, warta przeczytania, która niewątpliwie bazuje na motywie władzy i władcy.
Folwark zwierzęcy Orwella
Wyglądają jak zwierzęta, a tak na prawdę są typowymi mieszkańcami państwa, które nie koniecznie funkcjonuje poprawne - pozycja obowiązkowa dla gimnazjalistów, o której nie warto zapominać.
Krzyżacy Sienkiewicza
Szukacie portretu idealnego władcy i przykładu wzorowej władzy w kraju? Tak? No to pozycja powyższa jest dla Was obowiązkowa, jeśli jeszcze nie macie jej za sobą.
Film i serial

Psycho Pass

Dystrykt 9 (2009)
Psycho Pass
Antyutopia w formie anime, o władzy jak najbardziej traktująca. O władcy? Niekoniecznie :)
Dystrykt 9 (2009)
Film o UFO, a jednak... można z niego sporo wyciągnąć, jeśli o władzę w państwie chodzi. W końcu to rząd, a nie los sprawił, że istoty z innej planety traktowane są niczym Żydzi w obozach zagłady.
Osobiście nie wybrałabym tego filmu na temat rozprawki, ale... fani spokojnie mogą o tym postapokaliptycznym filmie pamiętać. Może system państwowy nie jest w nim bardzo rozlegle pokazany, ale wystarczająco, aby o nim napisać.
Avatar (2009)
Na'vi tworzą rozbudowaną społeczność i o władzy w ich przypadku można jak najbardziej mówić. Myślę też, że i ich konfrontacja z ludźmi (którzy rządzą w zupełnie inny sposób) może być ciekawa.wtorek, 23 sierpnia 2016
Furie: Nic więcej, niż tania młodzieżówka
Tę recenzję znajdziesz teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/2016/08/23/furie-recenzja/
sobota, 20 sierpnia 2016
piątek, 19 sierpnia 2016
Czemu znów na blogu panuje zastój?
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Hm, jak widzicie, znów się wyłączyłam z działania tutaj. Posty są, bo są, a mnie tu praktycznie nie ma.
Szczerze mówiąc, po prostu nie umiem się ogarnąć ;) Mam masę czasu, ale trwonię go na inne rzeczy, a potem jakoś tu już mi się wchodzić nie chce. Przy okazji nie czytam praktycznie, a to mnie zawsze motywuje do zaglądania tu ;P Chyba potrzebuje małej przerwy po prostu.
Jeśli chodzi o moje działanie w sieci to na ten moment skupiam się na dwóch miejscach. Na ten moment - bo u mnie wszystko zmienia się bardzo szybko.
Pierwszym miejscem jest Wattpad - zabrałam się ostatnio za pisanie, także na moim koncie znajdziecie dwa nowe opowiadania. Zapraszam, jeśli się Wam nudzi :)
Drugim miejscem jest PBF Darkest Night. Od roku nie byłam na żadnej grze tego typu i chyba trochę się za tym stęskniłam. W tej chwili pod swoją pieczą mam dwie postacie: Shannę oraz nowo powstałego Clouisa :) Jeśli więc zajrzycie i Was to zainteresuje zapraszam do rejestracji - może i Wy się wciągniecie.
A wszystkich Was, którzy nie zainteresują się ani jednym, ani drugim bardzo przepraszam i jak tylko mi przejdzie blogowy dołek obiecuje, że postaram się wszystko nadgonić ;)
niedziela, 14 sierpnia 2016
czwartek, 11 sierpnia 2016
Czarna bandera: Na pohybel skurwysynom!
Recenzja przeniesiona: https://fantastykacodzienna.pl/2016/08/11/czarna-bandera-recenzja/
Etykiety:
dla dorosłych,
fantastyka,
fantasy,
literatura polska,
pirackie fantasy,
recenzja
wtorek, 9 sierpnia 2016
Praca sezonowa w Holandii
Spotkasz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Co było przed wyjazdem?
![]() |
| źródło |
Jak informowałam w czerwcu przez cały sierpień byłam nieobecna. Ci, którzy nie doczytali postów z informacją mogli to zauważyć, bo moja działalność zarówno na blogu, jak i w blogosferze była zdecydowanie zmniejszona. Nie wyjaśniałam jednak do końca powodów mojej nieobecności - aż do teraz! Od końca czerwca do początku sierpnia byłam w Holandii z racji pracy sezonowej. Na studia zarobić trzeba, a akurat trafiła mi się taka szansa, więc po prostu z niej skorzystałam :) W tym poście przybliżę Wam nieco jak to wyglądało: głównie dla samej siebie, choć mam nadzieję, że komuś z Was ten tekst trochę pomoże.
Niestety, własnych zdjęć z wyjazdu nie mam, bo postanowiłam nie brać aparatu - dlatego musicie zadowolić się tymi znalezionymi w sieci.
Co było przed wyjazdem?
![]() |
| źródło |
Koniec liceum i wizja wyjazdowych studiów sprawiła, że chcąc nie chcąc musiałam myśleć o pracy na wakacje, tak, by choćby po części być niezależna finansowo od października. Wysyłałam więc CV gdzie się dało, niemniej o możliwości wyjazdu do Holandii wiedziałam gdzieś od lutego. Było to jednak na tyle niepewne, że choć chciałam tam wyjechać, na siłę szukałam czegoś innego. Problem pojawił się jednak, gdy już musiałam dawać znać ludziom z Polski czy chce u nich pracować, czy nie, a sprawa Holandii cały czas była nierozwiązana... A mając do wyboru pracę za granicą, a u nas, w kraju, oczywistym było, że wolałam pracę wyjazdową. Nieźle się rozczarowałam, gdy okazało się, że na wyjazd już miejsca nie ma, a ja akurat tego samego dnia odmówiłam wszystkim zainteresowanym zatrudnieniem mnie... Na całe szczęście parę dni później okazało się, że możemy jechać. Wyjechaliśmy więc czteroosobową grupą, w której skład wchodził także mój tata: sam nie wiedział, gdzie do końca jedziemy i jak to będzie wyglądało, dlatego nie chciał puścić nas samych.
W jaki sposób trafiła się praca? Przez znajomych rodziny. Nie przez biuro, ani wysyłanie CV. Przez to miejsce, w które jechaliśmy było sprawdzone, pewne. Co nie zmienia faktu, że chwilami naprawdę cholernie się bałam tego, co będzie. Na szczęście jechaliśmy własnym samochodem więc gdyby coś było nie tak, moglibyśmy od razu wrócić do kraju.
Jak wyglądała praca?
Przed wyjazdem wiedziałem tylko, że będę robić coś związanego z cebulkami kwiatów. Na miejscu okazało się, że wylądowaliśmy w rodzinnym gospodarstwie. Ale rodzinnym wcale nie oznacza małym! Szefostwo składało się z dwóch braci oraz ich żon i w całości miało ok. 200hA ziemi. Nasza praca zaś była podzielona na dwie części.
Pierwsza, której było najwięcej polegała na obróbce cebulek kwiatów, głównie tulipanów. Cebulki wysypywane były na taśmę, a my musieliśmy je obierać z liści i zanieczyszczeń, wyrzucać zgniłe i nienadające się do sprzedaży z innych powodów. Na końcu taśmy wpadały do małych, lub dużych skrzyń. W przypadku małych, ktoś musiał stać i układać je na palecie. Nie było to najbardziej lajtowe zadanie - skrzynki były ciężkie, leciały bardzo szybko, a układało się je w kolumny do 13 sztuk. Zajmowali się tym oczywiście panowie, bo panie po prostu nie dałyby rady. Poza tym na hali fabrycznej działała zwykle co najmniej jedna dodatkowa taśma z innym gatunkiem kwiatów, niż główny.
![]() |
| źródło |
Drugi rodzaj pracy był powszechnie nazywany polem. A na polu robiło się to, co zażyczył sobie szef. Albo plewiliśmy pola kwiatów, głównie lilii, albo obrywaliśmy kwiaty (również lilii), aby cebulki mogły się rozwinąć. Czasami mężczyźni szli też aby nakrywać folią pola, co przy dużym wietrze i deszczu było zadaniem cholernie trudnym.
Pole było lepsze od pracy na hali, o ile pogoda dopisywała: bo czas leciał szybciej, bo nie było kurzu, bo sam holenderski klimat jest cudowny. Niestety, na pole wyszliśmy ledwie kilka razy: pracy na hali było bardzo dużo, a trzeba było wyrobić się z terminami zamówień.
Początkowo pracowaliśmy od 7:00 do 17:30, ostatecznie jednak czas pracy został przedłużony: od 6:30 do 18:00 z przerwami 30 minut co 2,5h. Dawało to w sumie 9 albo 10 godzin pracy na dzień i sprawiało, że po wszystkim człowiek był kompletnie wyczerpany. Siedzenie przez taki szmat czasu na taśmie wykonując tę samą czynność nie należy do najciekawszych i najbardziej motywujących rzeczy, zwłaszcza, że po tygodniu nie masz już kompletnie czym zająć myśli.
Warunki
Dobrych warunków dla pracowników zdecydowanie szefom odmówić nie można. Choć praca była długa i wymagająca sporej dawki cierpliwości oraz wytrzymałości Ci starali się jak mogli, byśmy tam nie pomarli z wycieńczenia ;) W części hali wydzielono część mieszkalną, w której znajdowało się dziesięć praktycznie nowych pokoi dla pracowników. Nie były duże, ale dzięki temu, że miały góra 2-3 lata były po prostu przyjemne dla oka i miło spędzało się w nich czas. Po wyjściu z nich wchodziło się do przedpokoju z toaletą i umywalkami. Prysznice znajdowały się kawałek dalej (trzeba było wyjść na halę), nad nimi zaś znajdowała się kuchnia i pokój rekreacyjny z telewizorem i komputerem. Oczywiście, cały kompleks wyposażony był w wi-fi.
Jeśli miałabym wskazać dwa minusy samych warunków mieszkalnych byłyby to prysznice i sama kuchnia właśnie.
Prysznice - bo były zaledwie trzy (na 20 osób) i na dodatek trzeba było do nich dojść. Niemniej, w kolejce stałam rzadko, dlatego dało się z tym jakoś przeżyć te parę tygodni.
![]() |
| źródło |
Problem z kuchnią polegał na tym, że mieliśmy tylko dwa palniki średniej jakości na całą naszą grupę. Gotowanie było więc dość problematyczne... Na szczęście, szefowie zdawali sobie z tego sprawę i dlatego sześć razy w tygodniu (poza wolną od pracy niedzielą) dostawaliśmy jedzenie z cateringu. To, niestety, przez pierwsze trzy tygodnie było niemal niejadalne... Znów jednak szefostwo na to zareagowało i podjęło współpracę z inną, zdecydowanie lepszą firmą ;)
Niedługo przed wyjazdem szefowie zorganizowali również grilla dla wszystkich, poza tym średnio co drugi dzień dostawaliśmy od nich lizaki, a parę razy nawet w czasie przerwy dostaliśmy ciasto, także... często naprawdę traktowali nas bardziej jak swoich gości, niż jak pracowników.
Największy problem - komunikacja
Praca może i była męcząca - ale w końcu na to się pisałam, jadąc do Holandii i nie mogę na to narzekać. W końcu, za to mi właśnie płacili. Jak pisałam wcześniej, sami szefowie również byli bardzo fajnymi ludźmi. Niestety, jak to bywa w przypadku wyjazdów za granicę największym problemem okazała się komunikacja...
Choć szefowie mniej więcej rozumieli angielski i niemiecki tak naprawdę płynnie po angielsku mówiła tylko jedna szefowa, zaś miałam wrażenie, że niektórzy ludzie z naszego kraju ledwo co rozumieją którykolwiek z tych języków, o holenderskim nie wspominając. Efekt? Niekoniecznie ciekawy.
By zobrazować Wam, jak to mniej więcej wyglądało, pozwólcie, że przytoczę jedną z sytuacji, która miała tam miejsce.
![]() |
| źródło |
Szefostwo zamówiło nowy catering, który trzeba było podgrzewać w mikrofali, dlatego jedna szefowa jeszcze drugiego dnia przyszła do nas, by pomóc z tym w razie problemu. Jedna z pracujących pań wzięła do ręki swoją porcje, podeszła do niej i zaczęła po polsku pytać: Łosoś? Łosoś? Szefowa oczywiście nie zrozumiała do końca, ale kiwała głową i mówiła: Salom (z angielskiego: łosoś ;D). Pani więc odeszła od niej, mówiąc do innych: nie, to nie łosoś, ona mówi, że to jakiś slom. Przy stole wszyscy byli pewni, że jedzą sloma, który wygląda jak łosoś, ale łososiem zdecydowanie nie jest.
Podobnych sytuacji - związanych z pracą, ale nie tylko - było wiele. To zdecydowanie potrafiło zirytować, bo nikt niczego nie był pewny... Zwłaszcza, że nasza ekipa w większości składała się z pań w wieku 45-70 lat, z których część wręcz kochała plotki...
Holandia!
Chciałabym móc zrobić Wam olbrzymi post na temat tego, jak to jest w Holandii... niestety, nieco ponad miesiąc pobytu praktycznie bez wolnego czasu sprawia, że nie mogę napisać o niej wystarczająco wiele. Niemniej, kilka różnic między Holandią, a Polską oczywiście udało mi się zauważyć :) Pozwólcie więc, że się z Wami nimi podzielę.
Przez cały miesiąc znajdowałam się właściwie nad morzem - miałam do niego 4-5km. Jedną z pierwszych różnic, jaką zauważyłam był więc inny klimat, niż w Polsce, na Śląsku, gdzie mieszkam :) Przede wszystkim było zdecydowanie chłodniej, a pogoda była bardzo, bardzo zmienna. Rano padało, by chwilę później świeciło słońce. A pod wieczór? Znów ulewa. Było bardzo wilgotno i zwykle bardzo wyczuwalna była przecudowna, niezwykle przyjemna, morska bryza. Zdecydowanie, pokochałam ten klimat. Nie za ciepły, nie za zimny. A że bardzo zmienny? Cóż, przynajmniej było ciekawie :D
Poza tym sam wygląd holenderskiej wsi oraz małych miasteczek różni się od naszych. Zauważyłam, że w tamtych rejonach królowały pojedyncze gospodarstwa otoczone polami i łąkami. Na polach zwykle rosły jakieś kwiaty, a nie zboża, czy choćby warzywa, a na łąkach wypadały się owce, krowy i olbrzymie ilości koni. Serio, 5 minut jazdy autem wystarczyło, by minąć kilka ośrodków jeździeckich, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Zabudowa w miasteczkach jest tworzona na jedno kopyto - wszystkie domki wyglądają podobnie do siebie, a że przy tym są dość zadbane wyglądają naprawdę ładne. Oj tak, Holandia wygląda uroczo :) Jeśli chodzi o holenderskie wiatraki - to tak, są, choć nie jest ich tak dużo, jak by się wydawało. Za to wiatraków produkujących prąd jest tona.
![]() |
| źródło |
W samych marketach również można znaleźć trochę inne rzeczy niż u nas. Na przykład, płatki do mleka są tylko w kartonowych opakowaniach, zaś na półkach można znaleźć ogrom masła orzechowego i słodkiego mleka, zaś mieliśmy problem ze znalezieniem śmietany, albo białego sera. Wybór przypraw w Lidlu też był stosunkowo malutki. Ach, no i oczywiście Holandia cierpi na to samo, na co spora część krajów zachodnich - ich sklepy wręcz toną w gotowym jedzeniu, które wystarczy podgrzać. Za 3-4 euro można było kupić przeróżne, gotowe dania, czego u nas w takiej ilości po prostu nie ma.
Skoro jesteśmy przy jedzeniu, muszę wspomnieć o mojej nowej miłości - o holenderskim sosie saute robionym głównie z holenderskiego masła orzechowego. Można go kupić w formie gotowej, albo zrobić w domu i podaje się go głównie z kurczakiem i ryżem. To jest coś pysznego :) Na pewno będę próbowała zrobić go w domu.
Co jeszcze może zaskoczyć w Holandii? Pracujące dzieci. Choć w dużych miastach tego nie ma, to na wsiach dzieci od 12 roku życia są już zatrudniane. I widać to było w naszej firmie - nasi szefowie również zatrudniali dzieci, przydzielając im jakieś proste prace. Poza tym dzieci szefostwa (a było ich w sumie 8!) także pracowały i pomagały rodzicom. W jaki sposób? Cóż, wyobraźcie sobie 7-8 latka jeżdżącego na wózku widłowym i dokładającego roboty pracownikom... ;P Oczywiście, pracowały również na taśmie, czy w polu, a najmłodsza z dziewczynek zawsze przynosiła nam lizaki.
![]() |
| źródło |
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Podsumowanie serii
Spotkasz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/
Witam :) W dzisiejszym poście postanowiłam zrobić dla Was małe podsumowanie serii książek, które do tej pory pojawiły się na blogu. Wydaje mi się, że to dobry pomysł, ponieważ gdy się sięga po jakiś cykl, chciałoby się wiedzieć, czy cały jest dobry, a nie jedna część, dlatego mam nadzieję, że się Wam to spodoba :)
Pod uwagę biorę serie, które zakończyłam oraz te, których czytałam co najmniej dwie części i raczej nie mam w planach ich kontynuowania - choć wiadomo, że wszystko może ulec zmianie akurat w tym przypadku. Poza tym nie piszę o książkach, które czytałam stosunkowo dawno i o których już sporo razy wspominałam.
Lekka fantastyka
W ostatnim czasie przeczytałam trochę pozycji, które były lekkie, w miarę przyjemne, ale nie wybitne pod względem stylu, czy... czegokolwiek. Ot, fajna książka na odstresowanie, jeśli tylko ktoś lubi fantastyczne klimaty ;) Często mają sporo wad, owszem, ale przecież nie każda lektura musi być najwyższych lotów, prawda?
Zastępy Anielskie Kossakowskiej
Raczej nieco cięższa z tej lekkiej fantastyki seria :) Bazująca na mitologii historia o Skrzydlatych, od których Jasność się odwróciła. Dobra - jeśli szukacie czegoś z akcją i aniołami, w miarę inteligentnego i brutalnego, ale jednak na swój sposób wyrafinowanego.
Kłamca Ćwieka
Debiut Ćwieka, który choć w żadnym razie nie jest wybitny, trzyma jakiś poziom i jest przyjemnym czytadłem. Dobry dla każdego, kto lubi nieco ironiczny humor, nawiązania do innych historii, mitologię, a przy tym nie boi się odrobiny brutalności. Do wybitności na prawdę wiele tej pozycji brakuje, ale jako coś na odprężenie po pracy, czy szkole? Czemu nie. Powinien się sprawdzić.

Chłopcy Ćwieka
Chłopcy są historią z jednej strony lepiej napisaną od Kłamcy, cały czas bazującej na znanych wszystkim historiach (tyle, że w tym przypadku nie jest to mitologia, a historia Piotrusia Pana), z drugiej jednak tak brutalna i wulgarna, że niektórzy mogą poczuć się po niej zniesmaczeni. To kreatywna historia, doskonała na leniwe popołudnie, z ciekawym klimatem... ale w dalszym ciągu lekka i zdecydowanie nie dla każdego.
Oko Jelenia Pilipiuka
Science-fiction o przeszłości, z cudownymi okładkami, którego w życiu bym nie kupiła - książki są cieniutkie i zbyt lekkie, aby wydać na nie pieniądze, przynajmniej moim zdaniem. Nie zdecydowałam się też na kontynuowanie serii. A jaka ona jest? Po prostu OK. Przenosimy się do średniowiecza. Jest trochę irracjonalnie, trochę śmiesznie, w drugim tomie zwłaszcza - nieco nudno, gdy bohaterowie toczą ze sobą ogrom rozmów. Ale jako czytadło seria jak najbardziej się sprawdza - zwłaszcza w miejscach, w których nie można się na czytaniu za bardzo skupić.
Nieco poważniej...
Czyli klasyka fantastyki oraz seria, która miała być z założenia bardzo konkretna i dobra. Cóż, dużo tego nie ma, właśnie dlatego, że w ostatnim czasie skupiłam się raczej na bardzo lekkich pozycjach (chyba czas to w końcu zmienić).
Ziemiomorze Le Guin
Klasyka, po którą chyba każdy fan fantastyki powinien w końcu sięgnąć. Tom pierwszy jest przepiękny pod względem stylu, drugi zauroczył mnie, jeśli chodzi o treść. Dalej? Jest naprawdę OK. Historia o Krogulcu, wielkim czarnoksiężniku, ma swój niezwykły urok. Nie jest najbardziej zaskakująca i wydaje mi się, że trzeba do niej dorosnąć, ale... dobrze jest po nią sięgnąć.
Szubienicznik Jacka Piekary
Seria, której ja osobiście nikomu nie polecę. Historia opowiada o szlachcie polskiej, która spotyka się, je i plotkuje, w międzyczasie rozwiązując zagadkę. Nie brzmi tragicznie, ale o ile pierwszy tom dawał radę, o tyle drugi zupełnie mnie do serii zraził. Za dużo tu gadania, za mało... czegokolwiek.
Młodzieżówki
Nie przepadam, ale czasem trzeba je poznać, by wiedzieć, co się obecnie czyta, prawda? Z takim założeniem zwykle po nie sięgam. Co warto, co nie warto sprawdzić z tej kategorii?
Nowoczesna Baśń Holly Black
O tomie pierwszym pisałam dość dawno, ale po kontynuacje sięgnęłam dopiero w tym roku. Urban fantasy, z domieszką paranormal romance dla młodzieży. Jak jest? Nieźle, jak na tego typu literaturę. Lekko, kreatywnie, dość kolorowo. Drugi tom w moim mniemaniu jest gorszy od pierwszego, ale i tak ta historia pozytywnie wybija się na tle innych młodzieżówek. Chętnie sięgnęłabym po tom trzeci, jednak nie został przetłumaczony, a ja... jestem leniem.
Szeptem Becci Fitzpatrick
Historia miłości Nory z upadłym aniołem. Głupia i źle napisana, która nigdy nie powinna być kontynuowana, ale jednak... w przypadku tomu pierwszego chwilami była dla mnie małym guilty pleasure. Powtarzam, chwilami. Pewnie dla fanek paranormal romance się sprawdzi, ale ja mam dla siebie litość i po tom kolejny sięgać nie planuje.
Czerwona Królowa Victorii Aveyard
Pierwszy tom to istna tragedia. Głupi, przewidywalny, do bólu przypominający inne dystopiczne powieści dla młodzieży. Wygląda tak, jakby ktoś wcisnął do wora wszystkie młodzieżówki i wyciągał losowo wątki, by później jakoś je połączyć. Drugi tom jest bardzo schematyczny i jeszcze bardziej przewidywalny, ale... paradoksalnie, to nieco uratowało świat stworzony przez Aveyard. Fanom młodzieżówek historia wyraźnie się podoba, ale ja nikomu nie mam zamiaru jej polecać.
piątek, 5 sierpnia 2016
wtorek, 2 sierpnia 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























