też zawsze przeżywałam to, że na studiach byłam pozbawiona moich książek, mimo iż kilkadziesiąt różnych pozycji i tak było ze mną stale. ;) teraz też mi się w mieszkaniu nie mieszczą wszystkie, więc część dalej siedzi w mieszkaniu u rodziców i tęsknię za nimi bardzo. ;< a tych Twoich nie znam, bo w sumie zupełnie nie są to moje klimaty. ;) ale "sześć światów..." chcę przeczytać, więc może kiedyś się uda. ;) pozdrawiam serdecznie.
Jestem już po "Krwi i stali" i muszę przyznać, że trochę się na niej zawiodłam :c Ale o tym będzie na blogu pod koniec stycznia, jeśli mnie pamięć nie myli.
Niestety nie czytałam żadnej z z tych książek. W przyszłości czekają mnie studia i zastanawiam się jak to będzie jak zostawię moje książki w domu, kilkaset kilometrów od siebie. http://take-a-pencil-and-draw-world-of-race.blogspot.com/
Jak byłam na studiach to nie miałam stoliczka na książkę przy tapczanie i w sumie po prostu go z książek "zbudowałam". I tak mój "studencki regał" wyglądał, bo za dużo innych gratów miałam :).
A ja w mieszkaniu studenckim niestety nie mam żadnej biblioteczki, więc jestem zmuszona do rozłąki z książkami, ale zabieram zawsze ze sobą to, co danego tygodnia mam czytać, więc tak na bieżąco wymieniam stosik. :D
Znałam ból studenckiej biblioteczki. U mnie plus byłtaki że dom rodzinny był oddalony o 50 kilometrów, rodzice często bywali w Lublinie w jakiś sprawach więc i mi coś podrzucili, a że jeździłam samochodem wtedy narzeczonego do domu i z powrotem to zawsze coś więcej upchnęłam. Gorzej gdy przyszło się wyprowadzić i znieść kartony po schodach z 10 piętra, bo popsuła się winda :)
Pewnie jak nawet przyjdzie mi się wyprowadzić na stałe, to pół mojej biblioteczki zostanie w domu... Nie sądzę, bym w ewentualnym mieszkaniu miała na tyle miejsca, by je wszystkie zabrać
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Zdecydowanie warto pogłębiać swoją wiedzę - nawet jeśli to nie nasza tematyka :) więc chętnie oczytam o ekonomii, z którą nie mam styczności :)
OdpowiedzUsuńteż zawsze przeżywałam to, że na studiach byłam pozbawiona moich książek, mimo iż kilkadziesiąt różnych pozycji i tak było ze mną stale. ;) teraz też mi się w mieszkaniu nie mieszczą wszystkie, więc część dalej siedzi w mieszkaniu u rodziców i tęsknię za nimi bardzo. ;<
OdpowiedzUsuńa tych Twoich nie znam, bo w sumie zupełnie nie są to moje klimaty. ;) ale "sześć światów..." chcę przeczytać, więc może kiedyś się uda. ;)
pozdrawiam serdecznie.
Jeśli to miałby być początek przygody z SF to osobiście nie polecam ;) Już lepiej od "Ziemiomorza" zacząć.
UsuńStudenckie książki zazwyczaj chowałam do szafki, bo mnie raziły w oczy :D
OdpowiedzUsuńTu typowo studenckich nie ma ;) Może 2-3 pozycje z tych zostały kupione "bo trzeba mieć na studia".
Usuńmam podobny problem, chociaż troszkę mniejszą odległość. część książek tu, część tam. polecam Krew i stal :) te książki z ekonomii mam w planach :D
OdpowiedzUsuńJestem już po "Krwi i stali" i muszę przyznać, że trochę się na niej zawiodłam :c Ale o tym będzie na blogu pod koniec stycznia, jeśli mnie pamięć nie myli.
UsuńNiestety nie czytałam żadnej z z tych książek. W przyszłości czekają mnie studia i zastanawiam się jak to będzie jak zostawię moje książki w domu, kilkaset kilometrów od siebie.
OdpowiedzUsuńhttp://take-a-pencil-and-draw-world-of-race.blogspot.com/
Jak byłam na studiach to nie miałam stoliczka na książkę przy tapczanie i w sumie po prostu go z książek "zbudowałam". I tak mój "studencki regał" wyglądał, bo za dużo innych gratów miałam :).
OdpowiedzUsuńU mnie studenckimi książkami były przede wszystkim różne niemieckie tomiska ;-)
OdpowiedzUsuńUwielbiam serię "Tunele" i serdecznie Ci ją polecam jeśli jeszcze nie czytałaś. ;)
OdpowiedzUsuńBuziaki. ;**
Też chciałabym mieć taką półkę, narazie powoli zbieram swoją kolekcję :)
OdpowiedzUsuńU siebie w domu mam kilkukrotnie więcej książek... XD
UsuńA ja w mieszkaniu studenckim niestety nie mam żadnej biblioteczki, więc jestem zmuszona do rozłąki z książkami, ale zabieram zawsze ze sobą to, co danego tygodnia mam czytać, więc tak na bieżąco wymieniam stosik. :D
OdpowiedzUsuńZnałam ból studenckiej biblioteczki. U mnie plus byłtaki że dom rodzinny był oddalony o 50 kilometrów, rodzice często bywali w Lublinie w jakiś sprawach więc i mi coś podrzucili, a że jeździłam samochodem wtedy narzeczonego do domu i z powrotem to zawsze coś więcej upchnęłam. Gorzej gdy przyszło się wyprowadzić i znieść kartony po schodach z 10 piętra, bo popsuła się winda :)
OdpowiedzUsuńPewnie jak nawet przyjdzie mi się wyprowadzić na stałe, to pół mojej biblioteczki zostanie w domu... Nie sądzę, bym w ewentualnym mieszkaniu miała na tyle miejsca, by je wszystkie zabrać
UsuńCzytałam jedynie Morze potworów, ale chciałabym poznać te przesławetne Tunele :)
OdpowiedzUsuńPlanuję Tunele i Ja, inkwizytor :P
OdpowiedzUsuńMorze potworów za to za mną :)