niedziela, 11 grudnia 2022

Lód: przerobiona, nie przeczytana


Alternatywna rzeczywistość, w której świat został skuty lodem, a Polska nigdy nie odzyskała niepodległości. 1924 rok, Benedykt Gierosławski zostaje wysłany przez władze na Syberię, gdzie ma odnaleźć swojego ojca.



Do „Lodu” miałam trzy podejścia. Pierwsze na początku studiów, gdy przeczytałam ok. 300 stron. Drugie 2-3 lata później: dotarłam wówczas do 410 stron. I ostatnie, rok po ich zakończeniu, gdy książkę przerobiłam… ale nie mogę powiedzieć, że ją po prostu przeczytałam.

Miałam nadzieję, że do tej monumentalnej powieści Jacka Dukaja po prostu dorosnę. Jednak jak się okazało, mi po prostu najzwyczajniej w świecie proza tego autora nie do końca pasuje. I „Lód”, i „Imperium Chmur” to książki, których tak po ludzku nie lubię, nawet jeśli podziwiam umiejętności lingwistyczne autora.

Lód
Jacek Dukaj
wyd. Literackie, 2007

Bo bez wątpienia sam styl Dukaja w przypadku obydwu tych dzieł jest unikatowy. „Lód” jest stylizowany na mieszankę języka polskiego z okresu międzywojnia z rosyjskim (na moje oko), co z jednej strony utrudnia czytanie, zwłaszcza na początku, ale z drugiej wprowadza w unikatowy klimat. Sama baza koncepcyjna również bardzo mi się podoba. Dukaj wychodzi od prawdziwego wydarzenia i kreuje świat przedstawiony, o którym ja naprawdę chciałam czytać.

Mój problem polega jednak na tym, że dla mnie jego proza jest absurdalnie… nudna. Bo co z tego, że same koncepty są ciekawe, skoro fabuła skupia się na filozoficznych rozmowach bohatera z innymi postaciami, które szybko (dla mnie) stały się niestrawne i są ogółem trudne do przyswojenia? Wydaje mi się, że jeśli ktoś nie jest szczególnie zainteresowany fizyką i historią Polski z początku XX wieku to również, jak ja, może mieć po prostu problem z przyswojeniem tego wszystkiego.

Książka Dukaja sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, gdzie leży granica pomiędzy artyzmem i grafomanią. Nie jestem przecież czytelnikiem, który nie sięga po trudniejsze książki. I choć mogę po prostu nie lubić i nie przyswajać stylu autora (bywa) to wiem, że od tej powieści wielu innych czytelników również się odbija. A mimo wszystko dzieła kultury tworzone są trochę po to, by były konsumowane, zaś Dukaj wyraźnie pisze przede wszystkim dla samego siebie.

Przerobiłam. Wystarczy. Raczej nie będę do książki wracać w celu głębszego zrozumienia treści. Wolę katować się powieściami, których czytanie sprawia mi choć trochę radości, a „Lód” był po prostu małą męczarnią.


środa, 7 grudnia 2022

Gwiezdny pył: komfortowa i urokliwa powieść drogi

Tristan żyje w miasteczku Mur, w którym znajduje się przejście do innego świata. Jest zauroczony w Victorii, która jednak nie jest nim zainteresowana. Jednak pod naciskiem chłopaka obiecuje, że zrobi dla niego wszystko, jeśli ten przyniesie mu spadającą gwiazdę. Tristan wyrusza więc w podróż do świata magii.



„Gwiezdny pył” Naila Gaimana to moje drugie spotkanie z powieścią tegoż twórcy. Poprzednie („Amerykańscy bogowie”) nie skończyło się najlepiej, ale w tym przypadku właściwie nie mam na co narzekać. Ta niedługa powieść to przede wszystkim urokliwa baśń, którą po prostu szybko się pochłania.

Mamy tu do czynienia z klasyczną powieścią drogi. Tristan podróżuje, uczy się i w trakcie przeżywa przygody i poznaje różnorodne postacie. Często takie powieści nieco mnie nudzą, ale nie w tym przypadku. Gaiman wie, ile powiedzieć, aby nie napisać za dużo, ale jednocześnie dać poczucie przeżytej przygody. Ponadto protagonista faktycznie jest innym człowiekiem na początku i na końcu powieści, a trochę o to w tego typu historiach przecież chodzi.

Gwiezdny pył
Neil Gaiman
wyd. Mag, 2016

Mamy tu też nieco przerysowanych antagonistów, może w zbyt dużej liczbie jak na tak krótką powieść, jednak to wszystko po prostu pasuje do przyjętej przez Gaimana konwencji. 

W porównaniu do filmowego „Gwiezdnego pyłu” oryginał dość mocno różni się w pewnych kwestiach. Ogólny klimat jest w moim odczuciu dobrze oddany w ekranizacji, jednak np. wątek związany z kapitanem Szekspirem w książce jest zdecydowanie krótszy. Wynika to trochę z obecności innego bohatera, który nie występuje w adaptacji, a którego rolę po prostu przejmują po trochu inne postacie (co jest jak najbardziej OK). Ponadto książkowe zakończenie jest dużo bardziej gorzkie, ale przyznam, że obydwa dobrze pasują do danego środka przekazu. W końcu oryginalne, spisane baśnie zwykle mają niezbyt szczęśliwe zakończenia, w przeciwieństwie do ich adaptacji właśnie.

Cała powieść kręci się wokół tematyki miłości do drugiej osoby. Jednak nie jest to typowy, współczesny romans. Oczywiście, taki wątek się tu pojawia, ale jest rozgrywany raczej na płaszczyźnie relacji bohaterów, a nie ich dotykania się, co mi jak najbardziej odpowiada. No i właściwie to po prostu pretekst, by trochę o miłości i tym jak może, czy powinna wyglądać, opowiedzieć.

Nie jest to być może powieść będąca przełomem w literaturze. Jednak przy okazji jest książką urokliwą, komfortową, a przy okazji sprawnie napisaną. Na dodatek jako jednotomówka doskonale nadaje się na krótką odskocznię i wydaje mi się, że naprawdę większość czytelników powinna być z lektury zadowolona.



sobota, 3 grudnia 2022

Światy Dantego: najlepszy zbiór polskich opowiadań?



Twórczość Anny Kańtoch jest niezwykle klimatyczna i najzwyczajniej w świecie – unikatowa. A choć widać to w jej powieściach to opowiadania, przez swoją zwartą formę, uwydatniają jej umiejętności jeszcze bardziej. Nic dziwnego, że „Światy Dantego” to jeden z najlepszych zbiorów opowiadań, jaki trafił mi w ręce.

Światy Dantego
Anna Kańtoch
wyd. Uroboros, 2015

Teksty z tego zbioru są zebrane z różnych innych antologii, z różnych okresów twórczości Kańtoch (do 2015 roku, wtedy wyszedł ten zbiór). I choć wszystkie są od siebie różne, to mają pewne punkty wspólne. Na przykład, większość z nich horrorem nie jest, ale ma w sobie przynajmniej odrobinę klimatu grozy. Najlepiej określa je słowo „creepy”: są nieco dziwne, bardzo kreatywne, niepokojące. Ale jednocześnie większość z nich nie idzie aż tak bardzo w absurd, choć w jednym przypadku tekst jest bardzo bliski pod względem treści „Niepełni”.

Przygodę otwierają tytułowe „Światy Dantego”, czyli tekst z antologii o epidemii [sic!], która powoli wybija ludzkość. Udało się nam jednak odnaleźć bramy do innych światów, w których być może znajduje się lek. I w ten sposób nasza grupa badaczy sprawdza jedną z bram, w głębi której kryje się prawdziwe piekło. To klimatyczna fantastyka naukowa, która jednocześnie nie boi się czerpać z mitologicznych i literackich motywów. Następnie mamy „Duchy w maszynach”, w których pojawia się post-apokaliptyczna wizja świata przejętego przez duchy zmarłych (cudo!), „Cmentarzysko potworów” z antologii o strachu, „Szczęścia i wielkiej pomyślności” z antologii anielskiej (acz anioły w formie bezpośredniej się w nim nie pojawiają), czy „Za siedmioma stopniami” z baśniowego zbioru. 

Nawet nie mam ulubionego tekstów wśród tych dziewięciu tekstów. One są po prostu dobre, kreatywne, sprawiły, że miałam ciarki i dobrze się bawiłam. Często zbiory opowiadań przez nadmiar różnorodnych wizji są mimo wszystko dla mnie nieco męczące, ale nie w tym przypadku. 

Chociaż w przypadku takich zebranych wizji jeszcze mocniej widzę uwielbienie Kańtoch do tworzenia pętli czasowych. Wśród tych teksów ten motyw pojawia się przynajmniej ze trzy razy. I przyznaję, że ta miłość to chyba jedna z niewielu jej artystycznych „wad”. Bo o ile to się sprawdza, jeśli czyta się jej pierwszy tekst, o tyle w kolejnych to nie budzi już zachwytu nad pomysłowością, a wygląda troszeczkę na leniwość twórczą, nawet jeśli ogólnie pasuje do kontekstu. Po prostu Kańtoch nieco zbyt często wybiera tę drogę.

Jak zwykle czytam antologię i zapominam o większości tekstów chwilę po lekturze, tak wiem, że te zostaną ze mną na dłużej. „Światy Dantego” idealnie wyważają artystyczne podejście do fantastyki z dobrą rozrywką, a to jest coś, czego zawsze szukam.



Nomida zaczarowane-szablony