Bożek
spędza beztrosko czas z Lichem, potworem spod łóżka i resztą swojej nieco
nietypowej rodziny. Nie musi przejmować się tym całym światem, który znajduje
się poza jego domem. Dzieciństwo nie może trwać jednak wiecznie. Niedobry wujek
Konrad zmusza go, by w końcu poszedł do szkoły i Bożkowi wcale, ale to wcale
ten pomysł się nie podoba.
 |
Tytuł: Małe
Licho i tajemnica Niebożątka
Tytuł
serii: Małe Licho
Numer tomu: 1
Autor: Marta
Kisiel
Liczba
stron: 206
Gatunek: literatura
dziecięca, fantasy
Wydanie: Wilga,
Warszawa 2018
|
Absolutnie
nie bałam się sięgnąć po „Małe Licho i tajemnicę Niebożątka”. Marta Kisiel udowodniła
mi już w swoich innych książkach, że swobodnie posługuje się żartem i słowem, znając
umiar dobrego smaku. Nie wątpiłam, że w powieści dla dzieci po prostu sprawnie
uniknie treści nieodpowiednich dla najmłodszych, jednocześnie tworząc powiastkę,
z której cieszyć się mogą absolutnie wszyscy. Ałtorka niewątpliwie posiadane w
niej nadzieje spełniła. Pierwszy tom „Małego Licha” to naprawdę niezwykle
sympatyczna książka.
Jak
na literaturę dziecięcą przystało, nie jest długa. Dwieście stron zapisanych dużym
druczkiem mi zajęło około godziny uważnego czytania. Dla dorosłego czytelnika
to więc co najwyżej krótki przerywnik od codzienności, a nie coś, czym można
cieszyć się długimi godzinami. Szczególnie, że wewnątrz znajdziemy też sporo
ilustracji. Schludnie wykonanych, choć przyznaje: nie do końca w moim guście.
Biorę jednak pod uwagę, że to literatura dziecięca, a dla młodszych czytelników
rysuje się jednak trochę inaczej.
Przedstawiona
w książce historia wydaje mi się całkiem inteligentna i zręczna. Bożek to
trochę odcięty od życia chłopiec, który po prostu musi trochę dorosnąć. Zrozumieć,
jak działa społeczeństwo i pojąć, że bycie innym wcale nie jest złe. Choć raczej
nie mam dużej wiedzy na temat dziecięcej psychiki to wydaje mi się, że młodszy
czytelnik naprawdę ma szansę się z nim utożsamić. Szczególnie, że Kisiel
opowiada o rzeczach stosunkowo trudnych i istotnych, ale w sposób lekki, pełny
szalonych pomysłów. Nie tylko samo otoczenie Bożka jest niezwykle tłoczne i
kolorowe, ale same jego przygody również. Ponadto to książka doskonała na
jesienny czas, choćby przez nawiązania do Halloween.
Jeśli
mogłabym się do czegoś przyczepić to do obecnego w książce chaosu. Choć
rozumiem, że młodszy czytelnik nie może dostać nadmiaru opisów, by skupić się
na lekturze to zabawnych detali przedstawianych przez autorkę było czasem aż za
dużo. Nie jest to duża wada, być może w kontekście literatury dziecięcej nie
jest wadą w ogóle, ale myślę, że warto o tym wspomnieć.
Najcudowniejszym
elementem „Małego Licha” jest to, że seria należy do tego samego uniwersum co „Dożywocie”.
Zawiera tych samych bohaterów, tylko opowiada nam historię z perspektywy
dziecka. Dzięki temu także rodzic może doskonale bawić się przy lekturze, zwłaszcza
jeśli zna inne teksty Kisiel. Wyłapywanie (ogromu) nawiązań może być naprawdę
dobrą zabawą, a dziecko, gdy podrośnie, zawsze może do świata przedstawionego
wrócić w odpowiedniej dla swojego wieku wersji. To naprawdę jest coś
wspaniałego.
Jak
wspominałam – nie jestem „znawcą dzieci” i raczej nie jestem w stanie
wypowiedzieć się na temat powieści, skupiając się tylko na aspekcie jej
targetu. Mi samej poznanie historii Bożka sprawiło po prostu przyjemność.
Wierzę, że dzieciom, i rodzicom także sprawi: Marta Kisiel w „Małym Lichu i
tajemnicy niebożątka” naprawdę sprawnie operuje słowem, tworząc przesympatyczną
historię.
*
* *
Oprócz
tych wszystkich skarbów drobnych i nie do końca poważnych chłopiec miał też
skarb największy - mamę, którą bardzo kochał i która bardzo kochała jego. I
choć mama głęboko wierzyła w chodzenie spać wcześnie, tran i brokuł i często
musiała za dużo pracować, to chłopiec w starym domu pod uśmiechniętym dachem
nigdy, nawet przez chwilę, nie był sam.
Fragment
„Małego Licha i tajemnicy Niebożątka” Marty Kisiel
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Wilga!