piątek, 8 listopada 2019

Zdobądż "Opowieści zwierzoduchów"! Premiera już 13 listopada


Brandon Mull to autor znany chociażby z „Baśnioboru”. Już 13 listopada ukaże się jego najnowsza książka z serii „Spirit Animals” – „Opowieści zwierzoduchów”. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Wilga mam dla Was dobrą wiadomość: jeden egzemplarz (recenzencki) tej powieści możecie u mnie wygrać już teraz na moim profilu na Instagramie.
Zasady są bardzo proste (sama nie lubię rozbudowanych rozdań): zapraszam więc wszystkich użytkowników Instagrama! Poza tym polecam samo obserwowanie mojego profilu. Opinie o książkach (w krótszej wersji) pojawiają się tam zwykle prędzej, niż tutaj, więc możecie być na bieżąco z tym, co aktualnie czytam.


Co o książce pisze wydawca?
Wydanie specjalne bestsellerowej serii „Spirit Animals” ulubionego autora fantastyki dla dzieci, Brandona Mulla!
Historia skupia się wokół czterech Wielkich Bestii – lamparcicy Urazy, pandy Jhi, wilka Briggana, sokolicy Essix – które w imię obrony świata Erdas poświęciły wszystko, co mogły.
Czytelnicy poznają fantastyczne opowieści o sile przyjaźni i odwagi oraz dowiedzą się dlaczego warto zachować wierność swoim wartościom i ideałom. Lektura obowiązkowa każdego fana „Spirit Animals”



Za możliwość zorganizowania rozdania dziękuję wydawnictwu Wilga!




środa, 6 listopada 2019

Moje żeńskie bohaterki z lat wczesnoszkolnych



Regularnie dochodzą do mnie głosy mówiące, że w literaturze brakuje postaci kobiecych. Że jest ich za mało, że dziewczynki nie mają skąd brać przykładu także w trakcie dorastania. Osobiście nigdy nie odczuwałam takiego dyskomfortu. Może dlatego, że „przypadkiem” sięgałam po książki z bohaterkami w roli głównej? Zaczęłam się więc zastanawiać nad tym, czy aby przypadkiem to marudzenie nie wynika właśnie ze złego doboru lektur i generalnie – tworów kultury.
Choć może osoby urodzone przed latami 80. miałyby problem ze znalezieniem żeńskich postaci w dziecięco-młodzieżowych dziełach kultury (nie dorastałam w tamtych czasach), tak dzieci lat 90. niekoniecznie mają powody, by na to narzekać! Żeńskich bohaterek naprawdę nie brakuje i pozwólcie, że po prostu przedstawię Wam kilka z nich.

Serial/Film

„W. I. T. C. H.”
Znalezione obrazy dla zapytania: w. i. t. c. h. series"
Serial i komiks o grupie nastoletnich czarodziejek był wydarzeniem okresu mojej szkoły podstawowej. Piątka różnych dziewczyn, która walczy ze złem stanowiła wtedy naprawdę istotną część naszych przednastoletnich rozważań. Czarodziejki były nie tylko częściami zabaw, ale także czymś, o czym się marzyło i co się kolekcjonowało. Karteczki, plecaki, piórniki, gumki. Do dziś pamiętam, że bazując na piśmie związanym z tą marką próbowałam ćwiczyć jogę, a artykuł ze zbieraniem i wykorzystaniem świeżej mięty bardzo chciałam wcielić w życie.

„H20 – wystarczy kropla”
Znalezione obrazy dla zapytania: h2o just add water"Do dziś uważam, że serial o syrenkach (który dziś w całości można obejrzeć na Youtube!) miał jedne z najładniejszych sztucznych ogonów, które kiedykolwiek pojawiły się w tego typu produkcji. Może dlatego, że nie były wynikiem efektów specjalnych, a grające główne role dziewczyny naprawdę nosiły przebrania na planie.
O ile „W. I. T. C. H.” skupiało się na walce ze złem, o tyle ten serial opowiadał po prostu o nastolatkach. Tyle, że dziewczyny miały dodatkowy problem w postaci swojej wielkiej, syreniej tajemnicy. Był obyczajowy, lekki, czasem zabawny. I na pewno poruszał wyobraźnię. Nie oszukujmy się, fajnie byłoby móc swobodnie pływać pośród rafy koralowej!

„WINX”
Znalezione obrazy dla zapytania: winx"Ten serial był dla mnie istotny niekoniecznie przez to, że namiętnie go oglądałam, a przez to, że był dla mnie swoistym świętym Graalem. Nie byłam w stanie go swobodnie oglądać, a wszystkie dziewczyny w szkole o nim mówiły. Zbierałam więc informacje na jego temat jak tylko mogłam, byleby tylko nie poczuć się wykluczoną.
Ostatecznie niekoniecznie wywarł na mnie olbrzymie piętno, ale na pewno dał możliwość do snucia kolejnych historii związanych z posiadania nadprzyrodzonej mocy. Dziś jednak, zapytana, czy wolę „W. I. T. C. H.” czy „WINX” wybrałabym to pierwsze dzieło. Mimo wszystko, było i jest bardziej „moje”. Nie do końca podoba mi się koncept międzyplanetarnej szkoły czarodziejek.

„Czarodziejki”
Znalezione obrazy dla zapytania: czarodziejki"To był dopiero serial! Trzy siostry, należące do rodziny czarownic, muszą przejąć dziedzictwo i zająć się ochrony świata przed złem. Byłam tą historią naprawdę oczarowana i gdy tylko leciała w telewizji, ja musiałam ją obejrzeć. Niestety, serial nie przetrwał próby czasu. Około roku temu próbowałam do niego wrócić, ale plany spełzły na niczym. Z ledwością wytrzymałam kilka pierwszych odcinków.

Książka

„Żadnych chłopaków! Wstęp tylko dla czarownic!” Thomasa Breziny
Znalezione obrazy dla zapytania: żadnych chłopaków wstęp tylko dla czarownic"O tym cyklu usłyszałam po raz pierwszy, gdy wracałam z koleżanką ze szkoły. Pamiętam, że było dość ciepło (kwiecień? Maj?), a ja chodziłam do podstawówki. Zaczęła mi o tej serii opowiadać, a potem przyniosła mi książeczkę z tej serii. To trochę takie dziecięco-młodzieżowe urban fantasy. Opowiada o dwóch dziewczynach, które przypadkiem dziedziczą stary dom oraz magiczne talenty.
Nie poznałam wielu książek z tego cyklu, ale naprawdę zapadł mi w pamięć. Sama chciałam być na miejscu tych bohaterek. Przecież to niezwykłe: masz naście lat i własny dom! I na dodatek czarujesz! Z tego, co pamiętam, seria jednocześnie w lekki sposób poruszała dość trudne problemy, takie jak połączenie się dwóch rodzin przez ślub rodziców (z których każde ma dorastające dzieci).

„Opowieści z Narnii” C. S. Lewisa
Znalezione obrazy dla zapytania: Opowieści z Narnii” C. S. Lewisa"Na spotkaniu autorskim z Samanthą Shannon autorka wspomniała o tym, że obraziła się na Tolkiena i fantasy po tym, gdy w „Władcy Pierścieni” nie znalazła adekwatnej dla siebie, żeńskiej postaci. Szkoda, ze wtedy nie sięgnęła po klasykę Lewisa, która powstała przecież w zbliżonym czasie.
Głównymi bohaterami pierwszych części jest czwórka rodzeństwa: dwie siostry i dwóch braci. W kolejnych tomach pojawiają się także kolejne żeńskie postacie, a niezaprzeczalnie z całej tej ekipy wyróżnia się Łucja. Ta, która wierzy najbardziej, ta najodważniejsza i ta, która najbardziej kocha Aslana. Wydaje mi się, że wiele dziewczynek, które tę serię poznają lub poznały w jakiś sposób utożsamiły się z którąś z sióstr. Jak na dłoni więc widać, że nawet w tak leciwej literaturze fantasy można znaleźć wzory do naśladowania przez nastolatki… które wcale nie siedzą w wieży, czekając na księcia.

„Heartland” Lauren Brooke
Znalezione obrazy dla zapytania: heartlnd ksiazka"Heartland to schronisko dla koni, wtulone między wzgórza Wirginii, ale i coś więcej – tak zaczynał się opis każdej z tych książek, który pamiętam do dzisiaj. Choć może ta seria nie jest mistrzostwem świata to dla nastoletniej mnie była lekturą idealną. Były konie? Były. I właściwie to już mi wystarczało. Na dodatek (jako że to książki skierowane jednak głównie do dziewczynek) główną bohaterką jest Amy. Poznajemy ją jako szesnastolatkę po traumatycznym przeżyciu, która musi poradzić sobie i z samą sobą, i z opieką nad schroniskiem. Wprawdzie im dalej w las, tym seria bardziej zmienia się w skupiony na romansie, taśmowy „serial”, ale pierwsze książki poruszają naprawdę istotne problemy. Ponadto młody czytelnik dostaje stosunkowo silną, główną bohaterkę, która może nie jest ideałem, ale naprawdę stara się walczyć o to, co kocha.

„Kroniki Świata Wynurzonego” Lici Troisi
Znalezione obrazy dla zapytania: kroniki świata wynurzonego"Nie pierwszy raz wspominam na tym blogu o tej serii. To chyba było jedno z pierwszych high fantasy, które poznałam. To trylogia opowiadająca o dziewczynie, która przede wszystkim chce stać się jeźdźcem smoka. Mamy tu elfy, wielkiego złego, potężny świat, magię, przygody, smoki… i oczywiście tę główną, żeńską bohaterkę. Do dziś wydaje mi się, że romans w tej trylogii był jednym z ciekawszych (bo bazujących na przyjaźni), które poznałam w okresie nastoletnim. Choć wolę więcej tych książek nie otwierać to mimo wszystko myślami wracam do nich dość regularnie.

Cykl „Martynka”
Znalezione obrazy dla zapytania: martynka ksiazka"
Teraz możecie mnie wyśmiać, ale ja naprawdę o tym cyklu muszę wspomnieć! Wydawana chyba do dzisiaj seria książeczek o Martynce towarzyszyła mi od lat. Przygody dziewczynki, która w każdej odsłonie musi coś nowego poznać i z czymś się zmierzyć były czymś, do czego naprawdę wracałam. A do tego te urocze ilustracje! No i oczywiście, żeńska główna bohaterka, która uroczy się, jak opiekować się rodzeństwem, pieskiem, króliczkiem, osiołkiem… cóż, nie oszukujmy się, miałam w swoim domu odsłony głównie związane ze zwierzątkami.



Jak widzicie – tych żeńskich bohaterek, które poznawałam do mniej-więcej końcówki szkoły podstawowej (12 lat) było naprawdę sporo, a to przecież na pewno jeszcze nie wszystkie! Być może dlatego daleko mi do narzekania na tę kwestię? Dziewczyn w nastoletniej literaturze czy serialach naprawdę nie brakowało, przynajmniej w moim odczuciu. A obecnie mamy przecież cały wysyp takich postaci. W końcu paranormalne romanse, czy fantasy z żeńską główną bohaterką to wręcz norma. Mam czasem wrażenie, że dziś przeciwnie: trudniej znaleźć jest urban fantasy z panem w głównej roli.

niedziela, 3 listopada 2019

Małe Licho i tajemnica Niebożątka: (Nie)zwyczajny chłopiec idzie do szkoły

Bożek spędza beztrosko czas z Lichem, potworem spod łóżka i resztą swojej nieco nietypowej rodziny. Nie musi przejmować się tym całym światem, który znajduje się poza jego domem. Dzieciństwo nie może trwać jednak wiecznie. Niedobry wujek Konrad zmusza go, by w końcu poszedł do szkoły i Bożkowi wcale, ale to wcale ten pomysł się nie podoba.

Tytuł: Małe Licho i tajemnica Niebożątka
Tytuł serii: Małe Licho
Numer tomu: 1
Autor: Marta Kisiel
Liczba stron: 206
Gatunek: literatura dziecięca, fantasy
Wydanie: Wilga, Warszawa 2018
Absolutnie nie bałam się sięgnąć po „Małe Licho i tajemnicę Niebożątka”. Marta Kisiel udowodniła mi już w swoich innych książkach, że swobodnie posługuje się żartem i słowem, znając umiar dobrego smaku. Nie wątpiłam, że w powieści dla dzieci po prostu sprawnie uniknie treści nieodpowiednich dla najmłodszych, jednocześnie tworząc powiastkę, z której cieszyć się mogą absolutnie wszyscy. Ałtorka niewątpliwie posiadane w niej nadzieje spełniła. Pierwszy tom „Małego Licha” to naprawdę niezwykle sympatyczna książka.
Jak na literaturę dziecięcą przystało, nie jest długa. Dwieście stron zapisanych dużym druczkiem mi zajęło około godziny uważnego czytania. Dla dorosłego czytelnika to więc co najwyżej krótki przerywnik od codzienności, a nie coś, czym można cieszyć się długimi godzinami. Szczególnie, że wewnątrz znajdziemy też sporo ilustracji. Schludnie wykonanych, choć przyznaje: nie do końca w moim guście. Biorę jednak pod uwagę, że to literatura dziecięca, a dla młodszych czytelników rysuje się jednak trochę inaczej.
Przedstawiona w książce historia wydaje mi się całkiem inteligentna i zręczna. Bożek to trochę odcięty od życia chłopiec, który po prostu musi trochę dorosnąć. Zrozumieć, jak działa społeczeństwo i pojąć, że bycie innym wcale nie jest złe. Choć raczej nie mam dużej wiedzy na temat dziecięcej psychiki to wydaje mi się, że młodszy czytelnik naprawdę ma szansę się z nim utożsamić. Szczególnie, że Kisiel opowiada o rzeczach stosunkowo trudnych i istotnych, ale w sposób lekki, pełny szalonych pomysłów. Nie tylko samo otoczenie Bożka jest niezwykle tłoczne i kolorowe, ale same jego przygody również. Ponadto to książka doskonała na jesienny czas, choćby przez nawiązania do Halloween.
Jeśli mogłabym się do czegoś przyczepić to do obecnego w książce chaosu. Choć rozumiem, że młodszy czytelnik nie może dostać nadmiaru opisów, by skupić się na lekturze to zabawnych detali przedstawianych przez autorkę było czasem aż za dużo. Nie jest to duża wada, być może w kontekście literatury dziecięcej nie jest wadą w ogóle, ale myślę, że warto o tym wspomnieć.
Najcudowniejszym elementem „Małego Licha” jest to, że seria należy do tego samego uniwersum co „Dożywocie”. Zawiera tych samych bohaterów, tylko opowiada nam historię z perspektywy dziecka. Dzięki temu także rodzic może doskonale bawić się przy lekturze, zwłaszcza jeśli zna inne teksty Kisiel. Wyłapywanie (ogromu) nawiązań może być naprawdę dobrą zabawą, a dziecko, gdy podrośnie, zawsze może do świata przedstawionego wrócić w odpowiedniej dla swojego wieku wersji. To naprawdę jest coś wspaniałego.
Jak wspominałam – nie jestem „znawcą dzieci” i raczej nie jestem w stanie wypowiedzieć się na temat powieści, skupiając się tylko na aspekcie jej targetu. Mi samej poznanie historii Bożka sprawiło po prostu przyjemność. Wierzę, że dzieciom, i rodzicom także sprawi: Marta Kisiel w „Małym Lichu i tajemnicy niebożątka” naprawdę sprawnie operuje słowem, tworząc przesympatyczną historię.
* * *


Oprócz tych wszystkich skarbów drobnych i nie do końca poważnych chłopiec miał też skarb największy - mamę, którą bardzo kochał i która bardzo kochała jego. I choć mama głęboko wierzyła w chodzenie spać wcześnie, tran i brokuł i często musiała za dużo pracować, to chłopiec w starym domu pod uśmiechniętym dachem nigdy, nawet przez chwilę, nie był sam.
Fragment „Małego Licha i tajemnicy Niebożątka” Marty Kisiel



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Wilga!

Nomida zaczarowane-szablony