sobota, 5 marca 2016

Moda uliczna

Kolejny post już dzisiaj, jutro zaś pojawi się mała recenzja - mam ciut za dużo postów zaplanowanych, a to pozycja, która tak jak Człowiek, religia, kultura nie musi tu aż trzech dni spędzić na pierwszym miejscu, jako, że nie jest zbyt dostępna. Obecni chyba będę robić małe zamieszanie i zmiany w tych rozkładach, bo zbyt niecierpliwa jestem ;D Nie mogę się doczekać, aby pokazać Wam wszystko, co dla Was przygotowałam.
4 lutego dane było mi wykonać sesje TFP dla Aleksandry Misz :) Potrzebowałam zdjęć ulicznych do portfolio, a ona była jedną z kilku dziewczyn, które się do mnie zgłosiły. Dziś więc przedstawiam Wam tu część zdjęć wykonanych w tym dniu - sesja odbyła się na terenie Opola.









Oczywiście, standardowo więcej zdjęć znajdziecie tutaj:


czwartek, 3 marca 2016

Gwiazd Naszych Wina: W poszukiwaniu dobrego zakończenia

Dziś recenzja książki, o której większość z Was co najmniej słyszała. Cóż, nie lubię, gdy wszyscy wokół mnie mają konkretne zdanie na dany temat oprócz mnie, więc w końcu musiałam po tą książkę, chcąc nie chcąc, sięgnąć. Wybaczcie jednak brak zdjęć: czytałam ją tylko w wersji elektronicznej, nigdy namacalnie nawet nie miałam w rękach.


Tytuł: Gwiazd Naszych Wina
Autor: John Green
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść młodzieżowa, obyczajowa

Hazel choruje na raka, który sprawia, że jej płuca właściwie nie nadają się do użytku. Podczas jednej z sesji grupy wsparcia poznaje nijakiego Augustusa Watersa, nieco od niej starszego, przystojnego chłopaka z amputowaną nogą. Między tym dwojgiem rodzi się bliska relacja, a tym, co ich spaja jest książka bez zakończenia, które obydwoje pragną poznać.
Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, od czego zacząć. Co znajdę w tej książce wiedziałam mniej więcej już wcześniej, za sprawą filmu i w gruncie rzeczy, nie jestem pewna co mnie podkusiło, by sięgnąć po tą historię. Może jednak zacznę od najbardziej ogólnikowych rzeczy, mianowicie - od tytułu.
Gdy pierwszy raz usłyszałam słowa Gwiazd naszych wina przed oczyma ujrzałam celebrytów pijących wino. Na prawdę, nie potrafiłam się skapnąć o co w tym tytule chodzi. Dopiero po czasie, rozkładając te słowa na czynniki pierwsze, dotarło co mnie co autor miał na myśli. Przynajmniej według mnie zlepek tych słów brzmi niezwykle pretensjonalnie i odrzuca mnie tym. Mimo to, o dziwo, nie jest to najgorsza nazwa własna w całej tej historii. O nie. Tytuł książki czytanej przez Hazel - Cios Udręki - sprawił, że nie mogłam zrobić zdziwionej miny i nie zaśmiać się, gdy go usłyszałam. Na prawdę, kto nazywałby tak książkę, na dodatek traktującą o chorych osobach...?
No bo tak, tak, cała akcja kręci się wokół ludzi chorych na raka, czytających książkę, której główna bohaterka również na to choruje. Boże, jakie to urocze, prawda? Oni chorzy, umierają, ale walczą, tak bardzo walczą, i jeszcze ta książka! Ich marzenie, by się dowiedzieć, jak się kończy! Gwiazd naszych wina to książka, która poza beznadziejnym tytułem na siłę stara się z nas wycisnąć tkliwość i empatie skierowaną ku głównym bohaterom.
Czy jej się to udaje? W wielu przypadkach tak, w moim - nie. Wiedziałam, czego się spodziewam i właściwie dokładnie to dostałam. Wyciskacz łez, tak piękny, że aż nienaturalny i przerysowany z bohaterami w których istnienie za nic w świecie nie mam zamiaru uwierzyć, a tym bardziej wczuwać się w ich charaktery.
Spokojnie, spokojnie, wiem, narzekam, i to bardzo, ale nie uważam, aby to była jakaś tragiczna pozycja. To czytadło już zaspokoiło i będzie zaspokajać literackie potrzeby wielu młodych ludzi, w czym nie widzę nic złego. To historia napisana prostym stylem, który wprawdzie mnie czasem swoją prostotą nawet rozśmieszał, ale większości powinien się spodobać. Przez ten sposób pisania, książka Greena wciąga, akcja płynie i nie trzeba wcale wiele czasu na przeczytanie jej. Na pewno dla wielu to świetna pozycja, aby odpocząć po męczącym dniu. Niestety, przepraszam - nie należę do tego targetu i panu Greenowi nie udało się mnie nią omamić.
Jak wspomniałam, nie wierzę w bohaterów. Hazel to dość prosta dziewczyna, ale w zasadzie poza chorobą pozbawiona wad. Lubi amerykańską wersje Top Model, uczy się, chce żyć, ale przy tym rozumie swoją chorobę, nie panikuje i nie załamuje się przez nią. Jest doskonała w swojej zwyczajności, co bez wątpienia jest jednym z powodów sukcesu tej książki. Niestety, ja nigdy z takimi postaciami się nie utożsamiałam. Tak jest i tym razem.
A co z naszym przystojnym Augustusem? Gdyby nie rak, który pozbawił go nogi, nazwałabym go zwykłym podrywaczem. Tutaj jest po prostu podrywaczem bez nogi, który przypadkiem w młodzieńczy sposób się zakochuje, stając się istnym księciem z bajki... Niestety, choć bajki lubię, nie mam najmniejszego zamiaru w nie wierzyć. Bywa irytujący, jednak generalnie, wraz z Hazel są po prostu typowymi, przesłodzonymi bohaterami, którzy właśnie przez to przesłodzenie są w stanie wpaść w gusta dużej rzeszy dziewczyn.
Jedyną postacią, jaką mogę szczerze pochwalić jest Van Houten. Iii... teraz może pojawić się spoiler, także kto nie czytał, niech przejdzie dalej. Człowiek ten to autor Ciosu Udręki. z którym Hazel i Augustus chcą się spotkać, aby zdradził im zakończenie tej historii. I uwaaga, on przepięknie wyjaśnia im, że to tylko fikcja i w gruncie rzeczy, nie było innego zakończenia, niż ten, który dostali. Czyż to nie doskonałe? Tak prosto z mostu powiedzieć coś takiego osobom, które jak głupie owce wierzyły, że coś jednak tam jest, zastanawiając się, co autor miał na myśli. I proszę bardzo, Van Houten informuje, że nie miał na myśli kompletnie nic (no, przynajmniej utrzymuje to do prawie-końca historii, co niestety nieco ostudziło mój entuzjazm). Wielkie brawa dla tego pana, taka osoba powinna chodzić po nauczycielach polskiego, a nie :P Oczywiście, rozumiem, nie postąpił względem naszych bohaterów zbyt miło, jest wrednym alkoholikiem i generalnie nie jest zbyt pozytywnie przez Greena wykreowany, ale chyba właśnie dlatego jest najciekawszą postacią w całej historii.
Oj, już widzę, że się rozpisałam :) Wybaczcie, już naprawiam swój błąd i kończę powoli. Gwiazd Naszych Wina to na pewno świetna książka dla tych młodszych oraz nieco mniej dojrzałych czytelników. Ja znajduje w niej jednak tylko kolejną, zwykłą historię, próbującą wycisnąć łzy na każdym kroku, która nie rozwija mnie w żadnym stopniu. By nie było, nie nudzi, nie sprawia, że przez jej brak logiki mam ochotę walić głową w ścianę, ale jest po prostu zwykła. Zwyczajna... Czy więc warto po nią sięgać? Tak, o ile należycie do targetu i potraficie zżyć się i wcielić w prostych, acz zdecydowanie wyidealizowanych ludzi. Jeśli jednak szukacie czegoś obrazującego rzeczywistość, nie będzie to lektura dobra dla Was ;)

środa, 2 marca 2016

Człowiek, religia, kultura: W głąb ludzkiej świadomości


Dzisiejszy post znów ma formę bonusową - bo nie sądzę, aby musiał wisieć aż trzy dni.
Oto kolejna książka na moim blogu, po którą większość z Was najpewniej nie sięgnie, choćby z powodu jej słabej dostępności. Myślę jednak, że warto czasem napisać tu o czymś innym, niż o powieściach - może akurat kogoś zainteresuje, czy zainspiruje taki temat, a nawet, jeśli nie, będziecie wiedzieć, że coś takiego istnieje :) 


Tytuł: Człowiek, religia, kultura
Autor: Zygmunt Freud
Liczba stron: 367
Gatunek: zbiór esejów 

Kto nie słyszał o Freudzie i jego Psychoanalizie? Chyba większość z nas miała z nim styczność w szkołach. Człowiek, religia, kultura to fragmentów jego prac, dobranych pod względem tematycznym, tak, aby rozważania autora miały konkretny ciąg. Książka zawiera fragmenty Totemu i Tabu i książki Mojżesz i monoteizm. Znajdziemy w niej także całość Przyszłości Pewnego Złudzenia i Kulturę jako źródło cierpień.

Jak możecie się domyślić, to nie jest lekka lektura. Tak, treść tych prac męczy, czasem nawet bardzo - trzeba ją czytać ze świeżym umysłem, inaczej możecie się nieźle zirytować po kilku zdaniach, z których nic się nie wyciągnie. Mimo wszystko, gdy człowiek jednak przywyknie do języka i stylu Freuda, da się przez to przebrnąć. Czy jednak warto? Nie mnie oceniać same poglądy tego autora - sama, czytając, miałam często wrażenie, że... nie dorosłam jeszcze to tej lektury. Że musiałabym trochę poczekać i sięgnąć po nią za jakiś czas. Pomimo tego odczucia dane mi było zastanowić się nad treścią, pomyśleć, dowiedzieć się czegoś i wyciągnąć wnioski - a o to chyba w takich pozycjach chodzi :)

Czy ta praca to filozofia? Uważam, że nie - ma elementy gdybania, owszem, ale nazwałabym to bardziej pracą badawczą na temat ludzkiej psychiki, wierzeń i tego, co kieruje naszymi poczynaniami. Dlatego myślę, że osoby, które filozofii po prostu nie lubią, nie trawią, nie czują - mogą spokojnie po Freuda sięgnąć. Choć trudno uznać, że dosłownie każda jego teoria jest sprawdzona i w pełni prawidłowa, znajdziemy wewnątrz ogrom faktów i ciekawych założeń.
Nie mogę tej książki do końca ani polecać, ani odradzać:  uznaje, że po takie pozycje sięga się z własnej potrzeby, czy to w celu chęci zdobycia jakiejś wiedzy, czy to w trakcie studiów. Jeśli jednak interesuje Was psychologia, kulturoznawstwo, czy religioznawstwo myślę, że warto zapoznać się albo z tym tytułem, albo jakimś z zawartych wewnątrz tego zbioru. I spokojnie ,ateiści - Freud analizuje tylko religie, nie próbuje nikomu wmówić istnienia Boga.

Cóż, wyjątkowo krótki dziś ten post - ale nie widzę sensu w dłuższej analizie tego tekstu :) W końcu, jeśli ktoś jest ciekawy poglądów autora sam sięgnie po jakąś jego prace - za spoilerami chyba większość z Was nie przepada?  :D

Nomida zaczarowane-szablony