Ci,
którzy doczekają Przebudzenia doznają niewyobrażalnych szczęśliwości. Wszyscy
inni w trakcie Skoku zostaną w przeszłości, gdzie czeka ich niechybna śmierć.
Dlatego też każdy z mieszkańców Lunapolis stara się z całych sił, aby być
mistrzem w swojej dziedzinie sztuki. Gdy Finnen w dniu Skoku traci swoją
ukochaną zauważa Kairę. Ich spotkanie rozpoczyna niemożliwą do zahamowania lawinę
wydarzeń.
![]() |
Tytuł: Przedksiężycowi.
Tom I
Tytuł
serii: Przedksiężycowi
Numer tomu: 1
Autor:
Anna Kańtoch
Liczba
stron: 420
Gatunek: fantastyka
naukowa
Wydanie: Powergraph,
Warszawa 2017
|
Zupełnie
szczerze mówiąc – nie wiem, co mam o „Przedksiężycowych” Kańtoch napisać. Mam
wrażenie, że to jedna z tych książek, o której wystarczy powiedzieć: jest dobra,
idźcie i czytajcie. Po i po co coś więcej, skoro zdradzenie czegokolwiek może umniejszyć
przyjemność z czytania dzieła polskiej pisarki? Ta książka zdobyła swego czasu
i Zajdla, i Żurawia. I naprawdę nie stało się to bez powodu.
„Przedksiężycowi”
to jedna z tych nieoczywistych powieści fantastycznych. Autorka nie od razu
odsłania przed nami wszystkie karty, kreując rzeczywistość, która początkowo
może kojarzyć się z jakąś senną wizją. Jej świat przedstawiony pod względem
wizualnym bardzo mocno nawiązuje do steampunku (wszechobecne koła zębate, rury,
zdobne mechaniczne zwierzęta i ludzie), ale w gruncie rzeczy świata pary tu
raczej nie uświadczymy. „Przedksiężycowi” to fantastyka naukowa, którą chyba z
czystym sumieniem mogę zakwalifikować do dystopii. Tylko takiej trochę nie do
końca sztamowej i oczywistej, co rzecz jasna – działa raczej na korzyść dzieła.
Styl
Kańtoch kojarzy mi się trochę ze stylem Robert M. Wegnera. Zdecydowanie ma swój
ciężar. Jest wystarczająco klimatyczny, ale nie nazbyt poetycko-artystyczny.
Płynny w czytaniu i stosunkowo łatwy w przyswojeniu, jednak to zdecydowanie nie
jest literatura masowo-rozrywkowa. Bo w Kańtoch jest po prostu coś więcej. Charakterystyczne
dla tej książki są też krótkie rozdziały. Mają zwykle po kilka stron, czasem
mniej. Dlatego te czterysta stron wydania Powergrphu jest trochę na wyrost, bo
w gruncie rzeczy sporo stron jest po prostu pustych. Niemniej, to już kwestia samego
wydania.
„Przedksiężycowi”
opierają się na dwóch głównych wątkach (choć narracji mamy tu więcej). Historia
Finnena i Kairy jest tą wiodącą. Młody, biedny artysta, żyjący życiem bohemy oraz
dziewczyna pozbawiona zdolności, za to wręcz hodowana pod kloszem bogatego ojca.
Takie duety, oparte na przeciwieństwach, w literaturze działają i ta historia
nie jest wyjątkowa. Nasi bohaterowie są naprawdę ciekawymi postaciami, które dobrze
razem współgrają, chociaż to nie relacją, a światem przedstawionym stoi ta
powieść.
Drugi
z wątków dotyczy Daniela – Ziemianina, który zupełnym przypadkiem utknął w
przeszłości i obserwuje otaczający go świat, próbując zrozumieć o co w ogóle
chodzi. Wątek w tym tomie raczej poboczny, choć łączący się z historią Finnena
i Kairy, więc zgaduje, że w kolejnej części będzie po prostu istotniejszy.
„Przedksiężycowi”
to książka dość niepokojąca. Na dodatek – bardzo mocno gatunkowa. To znaczy, to
nie jest lekkie, młodzieżowe i może trochę przaśnie fantasy, które nawet osoba
niezaznajomiona z gatunkiem przeczyta i od razu zrozumie. Tego typu powieści raczej
wymagają pewnej znajomości gatunku i świadomości, na co człowiek się pisze. To
oczywiście nie jest jakieś weird fiction, w którym autor kompletnie odlatuje, ale
wydaje mi się, że od powieści Kańtoch osoba z „zewnątrz” mogłaby się po prostu
odbić. Nie zmienia to jednak faktu, że to po prostu bardzo dobra historia, która
ma w sobie i dobrą stronę rozrywkową, i dobry warsztat, i ciekawy świat przedstawiony.
Dlatego: po prostu warto po nią sięgnąć, jeśli interesuje Was ten gatunek
literacki. I najlepiej od razu zaopatrzyć się we wszytkie tomy. Szczerze stwierdzam:
zakup jednego był błędem.
*
* *
–
Myślisz o dziewczynie, która była z tobą, prawda?
Skinął
głową.
–
Kochałeś ją?
Chciał
potwierdzić, ale zawahał się, bo owo szczególne poczucie zauroczenia Alik już zaczynało
się rozmywać.
–
Nie wiem – powiedział wreszcie, przytłoczony własną bezradnością, jakby to miało
cokolwiek wyjaśnić – była piękna
Fragment
„Przedksiężycowych” Anny Kańtoch