Bastard wychowuje się na dworze
królewskim jako bękart księcia Rycerskiego. Jego pochodzenie oznacza, że musi
być w pełni posłuszny swojemu władcy. Ten postanawia wyszkolić chłopca na
skrytobójcę. Bastard początkowo nie jest tym zachwycony, jednak życie nie
pozostawia mu wyboru. Opiekujący się nim stajenny szybko zauważa, że chłopiec
przejawia magiczne zdolności.
![]() |
Uczeń skrytobójcy Robin Hobb wyd. Mag, 2014 Skrytobójca, t. 1 |
Nie znam dobrze twórczości Robin Hobb,
ale mam do niej pewną słabość. Jeszcze w gimnazjum udało mi się kupić kilka
losowych tomów jej serii o żywostatkach i choć wiele z tego wówczas nie
zrozumiałam to sama autorka cały czas mnie prześladowała. Dlatego w końcu „Uczeń
skrytobójcy”, pierwszy tom chyba jej najbardziej znanego cyklu, pojawił się na
mojej półce. To popularna książka, na dodatek z założenia nieco młodzieżowa (z
powodu wieku bohatera), dlatego miałam przed jej lekturą drobny lęk. Jak się
jednak okazało, kompletnie niepotrzebnie.
Może i „Uczeń skrytobójcy” nie jest
czymś szczególnie przełomowym, ale na pewno jest po prostu sympatyczną lekturą.
To fantasy, które ma w sobie – przynajmniej w moim odczuciu – sporo baśniowego
klimatu. Nadają go między innymi imiona bohaterów, które odnoszą się zwykle do
ich cech charakterów, albo pewne ogólne uproszczenia. Mimo wszystko to opowieść
z dość jasnym podziałem na dobro i zło, a samo szkolenie skrytobójcy nie poraża
swoim realizmem.
Mimo tego tę książkę po prostu dobrze
się czyta. Szczególnie, że przecież „Uczeń skrytobójcy” jest napisany z perspektywy
dorastającego chłopca. Może więc on po prostu pewnych zachowań dorosłych nie
rozumieć i na swój sposób wszystko upraszczać. Mam podejrzenie, że owej „baśniowości”
w kolejnych częściach właśnie z tego powodu może być mniej (bo Bastard
stopniowo dorasta), ale o tym będę się musiała jeszcze przekonać.
Robin Hobb bez wątpienia ma naprawdę
niezły warsztat. Bohaterowie drugoplanowi pojawiają się na kartach książki
cyklicznie. Każdy z nich ma przypisane konkretne cechy charakteru i rolę do
odegrania. Z jednej strony może to sprawiać nieco sztuczne wrażenie, ale z drugiej
pasuje do tej nieco „baśniowej” konwencji, którą przyjęła autorka w trakcie
pisania. Ponadto dzięki temu po prostu łatwiej śledzi się wszystkie wydarzenia,
a postacie sprawiają wrażenie dobrze przemyślanych. Trochę tak, jak dzieje się
to w „Opowieściach z meekhańskiego pogranicza” Wegnera.
Ciekawie wypadają relacje Bastarda z
innymi postaciami, a magia polegająca na kontakcie umysłowym z psami jest w
moim odczuciu czymś niezwykle sympatycznym. Lubię zwierzaki, a te czworonogi są
dla mnie dość szczególne, dlatego po prostu czytanie o nich było czymś miłym.
Przyznaję, że to, co może trochę
rozczarowywać, to samo zakończenie. Jest tak zwyczajne, jak tylko może być. Z
drugiej jednak strony i ono jakoś wpasowuje się w klimat powieści, chociaż
miałam nadzieję, że Hobb czymś mnie chociaż trochę zaskoczy.
„Uczeń skrytobójcy” był dla mnie miłym oderwaniem się od rzeczywistości. Nie uznałabym go w żadnym razie za książkę przełomową, ale przy tym nie dziwi mnie jego popularność. W końcu sympatycznego, ale porządnie zrobionego fantasy nie ma zbyt wiele i przynajmniej ja w poszukiwaniu właśnie tego typu pozycji najpierw muszę przyswoić całkiem sporo raczej kiepskich pozycji.