Ludzkość rozpoczyna największą misję w historii. Misję, nad którą pracowały i pracować będzie kilka pokoleń. W końcu terraformacja najbliższej planety typu ziemskiego spoza Układu Słonecznego to nie lada wyzwanie. Za projektem stoi przede wszystkim utalentowany i charyzmatyczny naukowiec, Albert Townsedem. Na jego drodze szybko staje jednak kobieta, której nie do końca podoba się to, jak twórcy projektu chcą naginać zasady moralne.
Po początkowym lekkim zagubieniu przyszła dobra zabawa – tak mogłabym w wielkim skrócie opisać moją przygodę z „Płomieniem” Magdaleny Salik. To dziennikarka i niezbyt płodna pisarka powieści (5 wydanych pomiędzy 2009 a 2022), ale przecież nie chodzi o ilość, a jakość, a nie da się ukryć, że pisać potrafi.
Zagubienie wynikało przede wszystkim z kilkuwątkowej narracji. Zmiana perspektyw była wyraźna, ale krótkie rozdziały i jednak odrobinę techniczne słownictwo utrudniło mi wejście w świat. Wystarczyła jednak odrobina skupienia i cierpliwości, aby wszystko ułożyło mi się w odpowiedniej kolejności. Niemniej, tu chyba warto nadmienić, że choć Salik stworzyła dość rozrywkowe hard SF to jednak jest to hard SF. Nie jest wyjątkowo trudne, raczej przeciętne/umiarkowane, ale trzeba mieć to na uwadze, sięgając po jej powieść.
![]() |
Płomień Magdalena Salik wyd. Powergraph, 2021 |
Gdy już zajarzyłam, po prostu dałam się porwać. Salik ma sprawne pióro, które określiłabym jako pozytywnie niezauważalne. Dobrze przedstawia świat, jest klarowne, ale tu nie o piękno czy poetyckość języka chodzi. To przecież konkretne SF i takie też pozostaje w języku.
Nie da się ukryć, że główna fabuła opiera się na relacji dwóch postaci. Relacji wcale nie oczywistej, bo choć opis wydawcy opisuje romans, to w gruncie rzeczy tu nie do końca o niego chodzi. To nie jest młodzieńcza miłość, to nie jest w pełni zdrowa relacja, a dwa dojrzałe umysły, które wchodzą między sobą w pewną grę, tak jak w grę wchodzi autorka z czytelnikiem. I wydaje mi się, że aby dobrze się bawić w trakcie lektury, trzeba trochę złapać tego bakcyla, bo w innym przypadku może okazać się, że czytelnik odbierze tę powieść jako nudną i pozbawioną większej fabuły.
To niezbyt długa powieść, która w całości domyka się na tych 350 stronach i dobrze, bo dziś cierpimy na nadmiar przegadanych książek. Przeskakiwanie pomiędzy narracjami nadaje całości dobrego tempa i w świetny sposób buduje napięcie, a samo zakończenie „Płomienia” przynajmniej dla mnie było naprawdę satysfakcjonujące. Nie zupełnie nadzwyczajne, ja już takie zabiegi widziałam nie raz i nie dwa, ale Salik poprowadziła całość na tyle inteligentnie, że po prostu niczego więcej nie potrzebuje.
Powieść Magdaleny Salik to hard SF, którego potrzebowałam. Które pokazuje, że dalej można z tym gatunkiem zrobić wiele ciekawych rzeczy, nawet jeśli sięga się po teoretycznie dość oklepane motywy. To dobra powieść z lekko rozrywkowym zabarwieniem, która najpewniej będzie satysfakcjonującą lekturą dla wyjadaczy gatunku. Niestety, nie da się ukryć, nieco wyższy punkt wejścia sprawia, że część czytelników, zwłaszcza nieprzyzwyczajonych do lekkiego chaosu narracyjnego i naukowego słownictwa, może się od niej odbić. Ale warto chociaż spróbować!