środa, 13 kwietnia 2016

Grimm City. Wilk!: Baśń o zbrodni dla dorosłych


Recenzja trochę wciska się w kolejkę - nie bez powodu, bo nowa książka Ćwieka dopiero co wyszła i uznałam, że jak najbardziej jej się to należy. To, to też drugi post tego dnia, no ale... trudno :D Za dużo nieinteresujących rzeczy tu było ostatnio! Generalnie, ta książka była taką trochę małą przygodą? Jeśli mogę tak rzecz. Czemu? A no, bo miałam zamiar kupić Chłopców tegoż autora. Niemniej, gdy dowiedziałam się, że Grimm City będzie przedpremierowo na Pyrkonia, a ja akurat ostatnio miałam ochotę na coś z urban fantasy, przy okazji dawno też nie czytałam żadnego kryminału... to uznałam, że po prostu muszę swój egzemplarz mieć ;)

Tytuł: Grimm City. Wilk!
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał / urban fantasy

Przemysłowe, brudne miasto, zbudowane na ciele olbrzyma, pełne kryjących się za rogiem niebezpieczeństw z policją nieradzącą sobie z utrzymaniem sprawiedliwości - oto właśnie Grimm City, miejsce, w którym nikt, nawet taksówkarze, nie mogą czuć się bezpiecznie. Szczególnie, że ostatnio ktoś zaczął ich mordować... Na domiar złego życie traci policjant Wolf, którego wprawdzie nikt nie lubił, ale w końcu - to stróż prawa. I sprawę trzeba rozwiązać w trybie natychmiastowym.

Zaczynając, bardzo mocno muszę pochwalić to wydanie. Jest... doskonałe dla tego typu książki. Okładka jest na prawdę klimatyczna. Wewnątrz możemy znaleźć ilustracje, a czcionka jest w sam raz: nie jest to czternastka, czy piętnastka, która zabiera więcej miejsca, niż przekazuje treści, ale też nie jest tak mała, by wzrok przy czytaniu bardzo się męczył. Zdecydowanie, książka wygląda dobrze i równie dobrze się ją czyta i przegląda. A to mimo wszystko, rzecz bardzo istotna :)
A sama treść...? Jest chyba jeszcze lepsza. Na prawdę, dawno nie trafiłam na tak dobrą książkę utrzymaną w takim klimacie, który mi skojarzył się nieco ze zurbanizowanym Wiedźminem, choć rzecz jasna, fabuła nijak ma się do tworów Sapkowskiego. 
Miasto wykreowane przez Ćwieka po prostu żyje. Ma swoje legendy, zbirów oraz stróżów prawa. Wszystko jest na swoim - może czasem nieco irracjonalnym, ale jednak - miejscu. Grimm City przesycone jest zurbanizowanym, gęstym klimatem, z jedynie delikatną domieszką baśniowości, co nadaje całemu świat przedstawionemu nieco kolorytu, dzięki czemu nie jest aż tak surowe, jak mogłoby być. 
Bohaterowie również nie są niczego sobie. Mamy ich całkiem sporo, owszem, co wprawdzie mnie odrobinkę irytowało: łatwiej odnaleźć mi się w historii, gdy główne skrzypce gra jedna postać. Niemniej, to tylko moje indywidualne odczucie, które mam zawsze przy takich historiach, niezależnie, jak dobre czy złe one by nie były. Bohaterowie sami w sobie są jednak wykreowani wyraźnie i ciekawie. Mają swoje historie i charaktery, raczej nie gubią się w tłumie. Przy tym myślą. Nie są głupi i mają swoje zdanie, co też się chwali. W Grimm City zdecydowanie nie znajdziecie niepewnych siebie, nijakich postaci.
Czego również nie znajdziecie w tej powieści? Romansu i delikatności. Tak, to brutalna, zdecydowana historia i na pewno nie jest opowiastką dla małych dziewczynek lubiących bajki. Niemniej, nie jest aż tak źle jak myślałam. Ta delikatna domieszka baśni, które czają się w tle sprawia, że Grimm City na prawdę ma w sobie jakąś niewysłowioną magię.
Co jest dość istotne, to fakt, że choć głównym wątkiem jest zagadka, to jednak nie odgrywa on aż tak ważnej roli w historii jaką mogłaby. Ćwiek poświęca dość dużo czasu na pokazywanie nam miasta, jego zaułków i wierzeń, jednak ta cała otoczka jest na tyle ciekawa i na tyle dobrze wyważona, że doskonale wplata się w całość i jest integralną częścią tekstu, bez której ta powieść nie miałaby prawa zaistnieć. Bądź co bądź, sama w sobie zagadka jest dość zwyczajna - to klimat całości, a nie ona sprawia, że Grimm City jest tak dobrą książką.
Nie boicie się mroku? Krwi? Brudu? Grimm City jest dla Was. Niestety, choć osobiście nie wyobrażam sobie, aby komuś ta powieść się nie spodobała, obiektywnie patrząc dobrze wiem, że nie spodoba się osobom lubujących się w barwnych, wręcz kolorowych i delikatnych historiach. Ale każdy, kto tylko ma ochotę na tego typu historię na prawdę powinien dać jej szansę, bo to po prostu kawałek dobrej, klimatycznej baśni dla dorosłych.

źródło

Liebster Blog Award #5

Kolejne LBA które trochę musiało poczekać na publikacje :) Tym razem nominacje dostałam od autora Otwartej Księgi (otwartaksiega2002.blogspot.com) za którą bardzo dziękuję, a Was zapraszam do przeczytania moich odpowiedzi na zadane pytania.
Tak, tak, mało recenzji się zrobilo ;D Ale nie chcę tego odkładać jeszcze bardziej. Ale spokojnie, potem nie będziecie na nie narzekać. 
Gdybyś mógł/mogła adoptować jakieś fantastyczne zwierzę, jakie byś wybrał/wybrała?
Albo jednorożca - bo chce konia, a cóż jest lepsze od konia z rogiem, albo... chyba stanęło by na smoku. Klasycznie, bo czemu nie ;D Chociaż obawiam się, że obydwa gatunki są zbyt inteligentne, by się mnie słuchać i być grzecznymi... Dlatego obawiam się, że sporo zależałoby od uniwersum, z którego ten zwierzak musiałby pochodzić.

Ulubione miejsce do czytania
Chyba takiego nie mam. Przy biurku, w szkole, w łóżku, na ulicy. Generalnie, gdziekolwiek, gdzie mnie weźmie ochota :)

Książka, która zmieniła coś w Twoim życiu lub Twoją opinię o czymś?
Hym... Powieści, jako takie, moich poglądów nie zmieniają, ale różne zbiory filozoficznych, czy ekonomicznych esejów - już jak najbardziej. Konkretnych pozycji nie podam (kilka na blogu z resztą już jest), ale tak. Książki niefabularne mają generalnie największy wpływ na moje postrzeganie świata.

Czy gdybyś znalazła książkę o całym Twoim życiu, przeczytałabyś ją do końca?
A mogłabym później zmienić to, co mi się nie podoba, poprzez swoje wybory? Jeśli tak, to owszem. Jak nie... to raczej wolałabym nie znać swojej przyszłości.


Świat fantastyczny, w którym mogłabyś zamieszkać.
Już chyba na podobne pytanie odpowiadałam... tylko nie pamiętam, czy na blogu, czy gdzieś w komentarzu. W każdym razie - w żadnym, no chyba, że w moim ewentualnie. Nie przeżyłabym raczej w uniwersach zwykle nastawionych na walkę, by były ciekawe.

Gdybyś mogła spotkać pięć postaci historycznych lub fikcyjnych, kogo byś spotkała?
Pięć postaci... Zakładając, że mogłabym z nimi porozmawiać, bez bariery językowej...
Pierwszy chyba byłby Tutenchamon. Może i nieco głupi wybór, ale swego czasu miałam do tej historycznej postaci słabość, poza tym Egipt skrywa tak wiele tajemnic! Może by kilka z nich przede mną odkrył...? Ciekawie by było, a młody wiek może pomógłby nam się dogadać. No, mam nadzieję.
By nie było, że tylko jeden człowiek z historycznych, chętnie porozmawiałabym z Arystotelesem - genialny starożytny, jeden z największych mózgów z epoki, a przy tym może mógłby opowiedzieć mi coś o Platonie i Sofoklesie.
Z tych znanych Wam nic mi więcej do głowy nie przychodzi, dlatego skupmy się na fikcyjnych.
Przede wszystkim, L z Death Note! Ja nie wiem, czemu tego detektywa tak uwielbiam, ale chętnie pogadałabym z tym dziwakiem. Poza tym, zdaje się być świetnym przyjacielem.
Chętnie spotkałabym się też z Vuko, bohaterem Pana Lodowego Ogrodu i jego nieodłączną Cyfral - może i byśmy się nie dogadali, ale facet jest na prawdę z krwi i kości.
No i ostatni... hmm... Oczko z Trochę Poświęcenia. Tak. Pojedynczej osoby z ekipy Geralta nie chcę, a ona do niej się nie zalicza, przy tym będąc przekochaną bohaterką.
Dlaczego powstał twój blog?
Mając konta na wielu portalach, brakowało mi luźnego miejsca, w którym mogłabym napisać cokolwiek. Więc też powstał mój most, mający łączyć wszystkie mnie w internecie i być myśloodsiewnią :) I choć na razie najwięcej tu jest o książkach, cały czas traktuje blog jako coś od wszystkiego.

Jaki jest Twój ulubiony serial?
Scherlock z BBC, ale jest trochę innych, które lubię, jak choćby Hannibal. Chociaż... chyba żaden nie zapadł mi tak głęboko w pamięć :)

Masz jakąś ulubioną ekranizację książki?
Powiedziałabym standardowo, że LOTR, ale...  nie oglądam zbyt dużo, więc i pole manewru mam małe.


Jakie cechy w swoim charakterze lubisz?
Jestem melancholijnym chaosem. Potrafię cały dzień siedzieć i gapić się w ścianę, by chwilę później zacząć się drzeć, panikować, płakać. Często krzywdzę samą siebie, potykam się o wszystko, zapominam o szczegółach, nie umiem gier, a większość z moich książek ma lekko podarte kilka kartek, bo za szybko chciałam odwrócić stronę. Jestem nietaktowna, totalnie nietaktowna. Brakuje mi umiejętności społecznych. Jadąc autem, po prostu muszę coś w nim uszkodzić. Jestem nerwowa jak cholera.
Ale wiecie co.... Wszystkie cechy lubię. Lubię siebie, tak ogółem. 

Jaka jest Twoja ulubiona baśń?
Nie przychodzi mi na myśl żadna, która zaczarowała mnie najbardziej na świecie. Tyle ich jest, że po prostu nie umiem do końca wybrać. Na pewno mam słabość do Małej Syrenki - baśni, której oryginalne zakończenie totalnie mną wstrząsnęło, gdy lata temu dane było mi je poznać.


Jak zwykle, odbywa się bez kolejnych nominacji.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Pyrkon 2016 okiem samotnika

Nie sądziłam, że to na prawdę wypali... a jednak! Dane było mi odwiedzić tegoroczny Pyrkon.  Jak było? Oczywiście, że fajnie ;) Tylko moje fajnie chyba różni się trochę od fajnie słyszanych od innych...  chyba jestem za dużym samotnikiem.

Ale czym w ogóle jest Pyrkon? To największy konwent w Polsce. Ten festiwal fantastyki tylko w tym roku zebrał ok. 38 tysięcy gości. Można na nim spotkać zarówno pisarzy, twórców gier, jak i masę cosplayerów oraz sporo znanych gości ;D Wszystko połączone jest z warsztatami oraz wielkimi targami.

Na miejscu byliśmy już w piątek, od razu lecąc na pierwszą sesje z Alis Cosplay, która robiła strój z gry Hordes. Jest to planszówka, w którą nie grałam, a że Una The Falconer to po prostu figurka, średnio znana, nijak mogłam się do sesji przygotować wiedząc o niej dzień przed. Ale... jakoś to nam wyszło ;) Następnie polecieliśmy po bilety z pre-akredytacji i niestety, to okazało się zupełną masakrą... Nie dość, że ramiona mojego plecaka się zepsuły, to jeszcze stanie w kolejce zabrało nam trzy godziny z całej imprezy.... Następnie miejsce miała kolejna katorga - mianowicie, dojście przez 4 kilometry do hotelu z tym zepsutym bagażem, co wcale nie było zbyt ciekawe...
Na miejscu byliśmy znów dopiero około osiemnastej, a o szesnastej miała robić kolejne zdjęcia... z zaplanowanej na ten dzień drugiej sesji zrobiłam więc ledwie parę zdjęć i to nie takich, jakbym chciała. Ale cóż, trudno. Kupiłam sobie tego dnia najnowszą książkę Ćwieka, także poprawiłam sobie tym trochę humor ;)
Następnego dnia odkryłam jedną bardzo ciekawą kwestie - wszyscy na konwencie się zapoznawali i bawili razem, a ja nijak nie potrafiłam się w to wczuć. Niemniej, dane było mi być na spotkaniu autorskim z Jakubem Ćwiekiem. Co ciekawe, ja chyba nudziłam się na nim nieco, gdzie osoba mi towarzysząca i w ogóle nie zainteresowana do tej pory jego książkami uznała, że chyba musi obejrzeć parę filmów o których nasz polski autor mówił, przy okazji zapowiadając mi kradzież Grimm City ;D
Później trochę zdjęć, jedzenie, oglądanie targów... w sumie tego dnia przeszliśmy ok. 17 kilometrów, co dla osób nieuprawiających sportu skończyło się totalnym bólem nóg. Nawet dziś ledwo się ruszam... ;P W każdym razie piątek był bardzo spokojny. Na Targach byliśmy dopiero w południe, a przed siódmą miałam pociąg do domu, także skończyło się na łażeniu wokół, bo z torbami niewiele dało się zrobić.
Miałam nadzieję, na autograf Ćwieka, ale ostatecznie i tak bym się pewnie do niego nie dopchała, a przez zdjęcia nie miałam po prostu czasu czekać. Poza książką trafiła mi się też ręcznie robiona zakładka ze średniowieczną klątwą przeciwko kradzieży książki, dwie inne zakładki - jedna z postacią z League of Legends, druga z L'em z Death Note oraz sztylet. Poza tym mam również plakat z Legend Polskich oraz jakąś figurkę z Wedla: przybyli i krzyczeli, że darmowa czekolada jest do rozdania i trafiła mi się poza słodyczami ;D Także choć zakupy zbyt obfite nie były, to jednak coś nowego mi wpadło. Ach, tak mieć z kilka tysięcy i się tam wybrać z takimi funduszami. To byłoby coś. Bo spokojnie połowę z rzeczy od wystawców mogłabym mieć u siebie.

W ogóle, planowałam by wyglądać najlepiej jak się da. Miałam gorset, miałam suknie... ale okazało się, że po prostu fizycznie nie dałabym rady, mając hotel tak daleko... :c A szkoda, bo na prawdę co druga osoba tam w jakiś sposób swoim wyglądem się wyróżniała, czy to przez cosplay, perukę, czy gorset. Cudownie się patrzy na tak kolorową grupę.

Mam nadzieję, że uda mi się wybrać tam za rok - ten pierwszy raz był, bądź co bądź, takim trochę sprawdzeniem, jak całość wygląda i myślę, że następnym razem podeszłabym do wszystkiego spokojniej ;) Zdjęcia będą pojawiały się regularnie na moim fanpage, do którego przejdziecie klikając obrazek na dole, bo jak na razie muszę je po prostu obrobić.


Nomida zaczarowane-szablony