Kapitan Flint (Toby Stephens) od dawna
szuka tajemniczego statku, który – płynąc bez eskorty – przewozi ogromną ilość
złota. Gdy pirat jest już nieopodal celu jego plany krzyżuje sprytny John
Silver (Luke Arnold), wykradając zapiski dotyczące szczegółów rejsu okrętu
pełnego bogactw.
Przez
sukces „Piratów z Karaibów” cały świat pokochał morskie przygody. To cały czas modny
i lubiany temat, dlatego nie dziwi mnie, że powstał taki serial, jak „Piraci”:
stylizowany na historyczno-przygodowy i opowiadający historię inteligentnego, choć
nieco porywczego kapitana.
Szczerze
przyznam: lubię ten serial, choć jednocześnie w trakcie oglądania kilkukrotnie
miałam wrażenie, że coś tu jednak zgrzyta.
![]() |
„Piraci”, sezon 1 ang. „Black Sails” serial historyczny, przygodowy |
Na
początek jednak, szanowni Państwo, przedstawmy naszą załogę! Oczywiście mamy
naszego wspaniałego kapitana Flinta. Tuż obok jego boku znajdziemy wiernego mu
Gates’a (Mark Rayan) i młodego Billy’ego (Tom Hopper). Na załodze nie może
zabraknąć też wariata, Randalla (Lawrence Joffe), którego sceny potrafią być po
prostu wspaniałe.
Nie
myślcie jednak, że nasi piraci żyją sobie, jak im się żywnie podoba. Handlem
ich towarami zajmuje się śliczna
Eleanor (Hannah New), która w przerwach w pracy miota się pomiędzy mulatą prostytutką,
Max (Jessica Parker Kennedy), a dość prostackim kapitanem z zasadami, Charlesem Vane (Zach McGowan). Oczywiście, jak
na kapitana przystało, ten także ma obok swoich wiernych ludzi: inteligentnego
kwatermistrza Rackhama (Toby Schmitz) i tajemniczą kobietę, Anne Bonny (Clara
Paget).
Nie
mnie oceniać, na ile ten serial jest historyczny, a na ile nie, bo po prostu
nie znam na tyle dobrze historii, niemniej, całość wygrana jest na tyle wiarygodnie,
że przynajmniej w większość wydarzeń śmiem wierzyć. Na dodatek to nie jest
serial tylko o mordobiciu. Właściwie… takich scen jest tu wręcz zaskakująco
mało, zwłaszcza na okrętach: twórcy postarali się, by w serialu nie brakowało
intryg i knowań, które przecież muszą towarzyszyć szemranym interesom. Inaczej
byłoby nudno, czyż nie?
Niestety,
tu zaczyna się mój główny problem z serialem. Widzicie, męskie wątki wypadają
tu naprawdę dobrze: relacje pomiędzy członkami załogi kapitana Flinta trzymają
w napięciu, a kapitan Vane przy tym pilnuje, by nie żyło się im za łatwo.
Problem mam z żeńskimi postaciami: bo jeśli ktoś w tym serialu coś spieprzy, to
wiedźcie, że będzie to właśnie kobieta. Zawsze to pani, w imię
równości/przyjaźni/feminizmu/poczucia winy, wpadnie na najbardziej genialny
plan, doprowadzając wszystko do ruiny jednym prostym ruchem. Ech… niestety, tak
kończą się próby wciśnięcia „silnej kobiety” do świata, w którym takie nie były
zbyt mile widziane… Nawet te, które pozornie wydają się sensownymi i myślącymi
postaciami prędzej, czy później, zaczynają zachowywać się jak idiotki. Cóż poradzić.
Nie
zmienia to jednak faktu, że „Piraci” to dalej po prostu dobra przygoda o
szukaniu wielkiego skarbu, zaufaniu i marzeniu o poprawieniu swojego losu. Zwłaszcza, że na
statku Kapitana Flinta naprawdę iskrzy, a sam główny bohater to ciekawa postać:
taka, z którą nie zawsze się zgadzamy, ale jednocześnie czujemy do niego bliżej
niewyjaśniony szacunek. Jeśli więc tylko szukacie dobrej przygody na ciepłych
wodach: „Piraci” są serialem dla Was.
Na
sam koniec chce tylko wspomnieć o samym tytule. Oryginalny brzmi „Black Sails”,
czyli „Czarne żagle”. Zastanawia mnie… czemu ktoś to przetłumaczył na „Piraci”?
„Czarne żagle” są chyba wystarczająco wymowne, a moim zdaniem brzmią o niebo
lepiej.