Ja to w ogóle od Gaimana odbiłam się cztery razy i nie dostanie ode mnie kolejnej szansy, nie ma opcji. Inna sprawa, że mam niski próg tolerancji na absurd w tym wydaniu. A Amerykańskich bogów nie czytałam i tylko liznęłam serial ;) I też nie podszedł, więc kolejnych znaków, że twory Gaimana nie są dla mnie nie potrzebuję.
A faktycznie, jest w Gaimanie sporo specyficznego absurdu, chociaż w tej powieści chyba nie ma go za dużo. No ale ten taki "vibe" jest. Zobaczymy, może jeszcze kiedyś coś od tego pana sobie sprawdzę, ale na razie mi się raczej nie śpieszy.
Chciałam się obrazić za porównanie Gaimana do Kinga, ale po przeczytaniu początku już rozumiem, o co ci chodzi. Nie lubię Kinga i choć co jakiś czas do niego wracam, to absolutnie nie nazwałabym jego książek horrorami... Gaimana wręcz przeciwnie - bardzo lubię, choć do Amerykańskich Bogów akurat podchodzę jak pies do jeża i mimo, że ta książka regularnie do mnie wraca, to ani jej do tej pory nie przeczytałam, ani nie obejrzałam serialu.
No, nie chodziło mi raczej o to, że piszą identycznie czy cokolwiek, to jednak zupełnie inni twórcy i bądź co bądź - wolę Gaimana od Kinga, to na pewno. Nie znam wielu horrorów, więc nie mam rozeznania, ale King w tym wydaniu jest taki... nieprzyjemny i odrzucający, przynajmniej dla mnie. Gdzie np. "Letnia noc" Simmonsa, czy opowiadania Lovecrata lubię, więc to nie tak, że gatunek jest "totalnie nie dla mnie". Może kiedyś sprawdzisz "Amerykańskich bogów" to wtedy możesz mi dać znać, czy ta powieść odstaje od jego twórczości, czy nie. :P
King nie pisze horrorów, a na pewno nie tylko - raczej bazuje na motywach z horrorów i tylko chwilami straszy. A co obserwuję - jego gadulstwo nie każdemu podchodzi. A ta łatka króla horrorów to bardzo jednak myląca jest w przypadku jego twórczości.
Ja znam i jego bardziej horrorowe rzeczy (Christine, Czarny Dom, Lśnienie, które w sumie faktycznie bardziej próbuje czasem straszyć) i mniej (Oczy smoka, Misery, Roland). Te bardziej horrorowe to te ogółem - gorsze w moim odczuciu.
Są u niego elementy grozy i czasem nawet takiej z pogranicza gore bym powiedziała (Buick 8), ale najlepsze książki Kinga to dla mnie np. Zielona mila i Mroczna wieża, które w sumie nie mają za wiele z horrorem wspólnego ;)
Czytałam wiele rzeczy Gaimana i "Amerykańscy bogowie" strasznie mnie wymęczyli, jak dla mnie jest to dość nużąca i przegadana historia. Z kolei w "Gwiezdnym Pyle" brakowało mi rozwinięcia pewnych wątków. Jednak z dwojga, wolę Gaimana w krótszym wydaniu. Podobało mi się jeszcze "Nigdziebądź", a czytałam jeszcze "Mitologię nordycką" i "Księgę Cmentarną" i obie te książki było tylko w porządku. :)
"Nigdziebądź" zawsze czytał jako "Niełabędź" i zawsze zastanawiam się przez chwilę o co chodzi w ogóle. XD Może Amerykanie go uwielbiają przez taki dość prosty przekaz mimo wszystko? Jednak twórcy sprzedający się masowo nieczęsto są wybitni.
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Ja to w ogóle od Gaimana odbiłam się cztery razy i nie dostanie ode mnie kolejnej szansy, nie ma opcji. Inna sprawa, że mam niski próg tolerancji na absurd w tym wydaniu. A Amerykańskich bogów nie czytałam i tylko liznęłam serial ;) I też nie podszedł, więc kolejnych znaków, że twory Gaimana nie są dla mnie nie potrzebuję.
OdpowiedzUsuńA faktycznie, jest w Gaimanie sporo specyficznego absurdu, chociaż w tej powieści chyba nie ma go za dużo. No ale ten taki "vibe" jest. Zobaczymy, może jeszcze kiedyś coś od tego pana sobie sprawdzę, ale na razie mi się raczej nie śpieszy.
UsuńNiczego nie polecę.
UsuńChciałam się obrazić za porównanie Gaimana do Kinga, ale po przeczytaniu początku już rozumiem, o co ci chodzi. Nie lubię Kinga i choć co jakiś czas do niego wracam, to absolutnie nie nazwałabym jego książek horrorami... Gaimana wręcz przeciwnie - bardzo lubię, choć do Amerykańskich Bogów akurat podchodzę jak pies do jeża i mimo, że ta książka regularnie do mnie wraca, to ani jej do tej pory nie przeczytałam, ani nie obejrzałam serialu.
OdpowiedzUsuńNo, nie chodziło mi raczej o to, że piszą identycznie czy cokolwiek, to jednak zupełnie inni twórcy i bądź co bądź - wolę Gaimana od Kinga, to na pewno. Nie znam wielu horrorów, więc nie mam rozeznania, ale King w tym wydaniu jest taki... nieprzyjemny i odrzucający, przynajmniej dla mnie. Gdzie np. "Letnia noc" Simmonsa, czy opowiadania Lovecrata lubię, więc to nie tak, że gatunek jest "totalnie nie dla mnie". Może kiedyś sprawdzisz "Amerykańskich bogów" to wtedy możesz mi dać znać, czy ta powieść odstaje od jego twórczości, czy nie. :P
UsuńKing nie pisze horrorów, a na pewno nie tylko - raczej bazuje na motywach z horrorów i tylko chwilami straszy. A co obserwuję - jego gadulstwo nie każdemu podchodzi. A ta łatka króla horrorów to bardzo jednak myląca jest w przypadku jego twórczości.
UsuńJa znam i jego bardziej horrorowe rzeczy (Christine, Czarny Dom, Lśnienie, które w sumie faktycznie bardziej próbuje czasem straszyć) i mniej (Oczy smoka, Misery, Roland). Te bardziej horrorowe to te ogółem - gorsze w moim odczuciu.
UsuńSą u niego elementy grozy i czasem nawet takiej z pogranicza gore bym powiedziała (Buick 8), ale najlepsze książki Kinga to dla mnie np. Zielona mila i Mroczna wieża, które w sumie nie mają za wiele z horrorem wspólnego ;)
UsuńNo mi "Roland" akurat w ogóle nie podszedł. :/ Choć dalej było lepiej, niż w przypadku "Lśnienia".
UsuńCzytałam wiele rzeczy Gaimana i "Amerykańscy bogowie" strasznie mnie wymęczyli, jak dla mnie jest to dość nużąca i przegadana historia. Z kolei w "Gwiezdnym Pyle" brakowało mi rozwinięcia pewnych wątków. Jednak z dwojga, wolę Gaimana w krótszym wydaniu. Podobało mi się jeszcze "Nigdziebądź", a czytałam jeszcze "Mitologię nordycką" i "Księgę Cmentarną" i obie te książki było tylko w porządku. :)
OdpowiedzUsuń"Nigdziebądź" zawsze czytał jako "Niełabędź" i zawsze zastanawiam się przez chwilę o co chodzi w ogóle. XD Może Amerykanie go uwielbiają przez taki dość prosty przekaz mimo wszystko? Jednak twórcy sprzedający się masowo nieczęsto są wybitni.
Usuń