Mimo formy, nie chce, by ten tekst był
recenzją jako taką. Raczej połączeniem elementów opinii z treścią informującą,
bo wiem, że wielu osobom nawet zainteresowanym fantastyką ta sprawa mogła
umknąć, a wydaje mi się, że warto o niej pamiętać.
![]() |
Fenix Antologia nr 9/2018 |
W PRLu w Polsce dostępny był jeden
fantastyczny periodyk. Dobrze znana wszystkim starym wyjadaczom „Fantastyka” (od
1990 roku – „Nowa fantastyka”) była wówczas jednym z niewielu miejsc, w których
młody autor mógł debiutować. Po 1989 roku na rynku pojawiły się jednak również
inne pisma. Jednym z pierwszych, jeśli nie pierwszym był „Fenix”. Założone przez
grupę fantastów pismo było długo główną konkurencją na rynku dla „Nowej
Fantastyki”.
Nie miałam nigdy tego pisma w rękach i
właściwie wiem o nim tyle, co z dyskusji na grupach Facebookowych, z książek
Macieja Parowskiego i innych, które omawiają literaturę fantastyczna w Polsce.
Jednego jednak jestem pewna: te dwie redakcje długo żyły w dość mocnym
skłóceniu. W każdym razie, „Nowa fantastyka” przetrwała, a „Fenix” został
zawieszony w 2001 roku.
Ale jak „każdy” wie, feniksy mają do
siebie to, że powstają z płomieni. Odnoszę wrażenie, że przez lata pismo
obrosło pewną swoistą legendą, choć nigdy bliżej nie badałam tego zjawiska. I
tak w 2018 roku powstał „Fenix Antologia”, wydawany w 500 drukowanych
egzemplarzach. Śledziłam mniej-więcej ten proces na facebookowej grupie, choć
bez jakiegoś szczególnego zainteresowania (nigdy z „Fenixem” związana nie
byłam). Koniec końców, udało się wydać 9 numerów, po czym okazało się, że
przynajmniej na razie kolejne nie będą wydawane. E-booki są cały czas dostępne,
pojedyncze numery można dostać na księgarni Esef, ale nakłady są już na
wyczerpaniu.
Do mnie trafił tylko numer 8, poświęcony
Maciejowi Parowskiemu. To wydanie będące swoistym trybutem dla zmarłego w
czerwcu 2019 roku redaktora. Jest to, bądź co bądź, drobny zwrot akcji,
zważając na to, że w „Małpach pana Boga” wspominał o kłótniach z redakcją
starego „Fenixa”. W każdym razie, miałam okazję przeczytać te nieco ponad 100
stron. Antologia zawiera kilka opowiadań, parę komiksowych stron oraz trochę publicystyki.
Szczerze przyznam, że wolałam fragmenty
publicystyczne, ale opowiadania również były na dobrym poziomie. Wszystkie,
poza jednym, zostały napisane przez Parowskiego. Ten jeden rodzynek został zaś
stworzony według jego pomysłu. Redaktor po prostu nie zdążył.
W tym momencie raczej nie będę kompletować wszystkich nowych „Fenixów”, choć trochę żałuję, że nie zbierałam ich od początku. Bo kusiło. Nie mamy w Polsce wielu tego typu działań, bo właściwie z pism drukowanych funkcjonuje w miarę dobrze chyba tylko „Nowa Fantastyka” i trochę brakuje mi innego periodyka, czy też takiego właśnie formatu, który dostarczałby regularnie i dobrej publicystyki, i ciekawych opowiadań. Co tu kryć – szkoda, że tak się przygoda „Fenixa Antologii” na razie zakończyła.