Dla mnie to powieść o potrzebie macierzyństwa, oczywiście w scenerii dziwnego/oryginalnego postapo (a Shriek to opowieść o relacjach dwójki rodzeństwa z DDD ze sobą i innymi ludźmi umieszczona w scenerii dziwnego/oryginalnego SF).
W świecie "Zrodzonego" VanderMeer umieścił akcję jeszcze jednej powieści - "Dead Astronauts" - niestety, Mag nie chce jej wydać; może wydaliby, gdyby powstał film "Zrodzony" (w 2016 roku prawa do ekranizacji kupiło to samo studio, które sfilmowało "Anihilację"), ale sześć lat minęło, a filmu ani widu, ani słychu.
Jeżeli chodzi o VanderMeera, to to chyba moje ulubiona jego książka, ale o tej trylogii wydanej w Ostwartym o ile pamięć mnie nie myli ciągle zapominam. Zrodzony jest bardzo specyficzny, ale czytało się to świetnie... Wśród tych wszystkich klimatycznych historii ta naprawdę zasługuje na to miano.
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Dla mnie to powieść o potrzebie macierzyństwa, oczywiście w scenerii dziwnego/oryginalnego postapo (a Shriek to opowieść o relacjach dwójki rodzeństwa z DDD ze sobą i innymi ludźmi umieszczona w scenerii dziwnego/oryginalnego SF).
OdpowiedzUsuńW świecie "Zrodzonego" VanderMeer umieścił akcję jeszcze jednej powieści - "Dead Astronauts" - niestety, Mag nie chce jej wydać; może wydaliby, gdyby powstał film "Zrodzony" (w 2016 roku prawa do ekranizacji kupiło to samo studio, które sfilmowało "Anihilację"), ale sześć lat minęło, a filmu ani widu, ani słychu.
Jeżeli chodzi o VanderMeera, to to chyba moje ulubiona jego książka, ale o tej trylogii wydanej w Ostwartym o ile pamięć mnie nie myli ciągle zapominam.
OdpowiedzUsuńZrodzony jest bardzo specyficzny, ale czytało się to świetnie... Wśród tych wszystkich klimatycznych historii ta naprawdę zasługuje na to miano.