Hm, wiesz co, sama w trakcie lektury nie odczułam jakoś szczególnej niechęci autora do hodowli zwierząt rasowych (acz nie mogę teraz zweryfikować, bo książka została w domu, a ja na wyjeździe), wręcz pewien entuzjazm dla dobrych praktyk hodowlanych. Raczej taką postawę przeciwną hodowli na cechy skrajne i może odrobinę zniechęcenia (które często widać u weterynarzy wypowiadających się w socjal mediach, bo jednak na choroby predysponowane genetycznie częściej leczą zwierzęta rasowe - i jasne, samo obciążenie rasowe może jest jednym z wielu powodów, ale buduje pewne skojarzenia).
Jak napisałam, on to robi szczególnie mocno w samym wstępie i tam w moim odczuciu jest dość otwarta, generalna krytyka. A jeśli chodzi o weterynarzy: czy to faktycznie zwierzęta rasowe, których pochodzenie jest dobrze potwierdzone? W Polsce królują psy w typach ras z "rodowodami", które wiele z rasowymi psami nie mają, a wielu weterynarzy nie wnika zbyt dogłębnie w temat. Nie musi - weterynarz jest od leczenia, nie od hodowania. Ale nie zdziwiłabym się, gdyby ta kwestia dotyczyła właśnie psów w typie, których się po prostu nie bada genetycznie, a predyspozycje jednak pozostają.
Psy w typie to inna para kaloszy i wielu wetów działających w socjalmediach regularnie do tego tematu wraca. Myślę, że tu działają raczej trzy inne czynniki: 1) faktyczne predyspozycje, bo nie oszukujmy się, one istnieją, 2) błąd poznawczy zwany efektem potwierdzenia: jeśli dochodzisz do wniosku, że psy rasowe są bardziej chorowite, to wyraźniej zapamiętasz te przykłady, które potwierdzają twoje stanowisko (np. wet przyjmujący dziennie 5 rasowych psów i 5 nierasowych zapamięta wtedy ze szczegółami rasowce, a kundelki mu się w pamięci zatrą), 3) ludzie z rasowcami jednak częściej chodzą na kontrole, więc i różne choroby wykrywają wcześniej. Kundelki często jeszcze "zdychają ze starości" w wieku 5 lat, no bo przecież zdrowe były, po co do weta.
Predyspozycje w konkretnych rasach istnieją i na pewno łatwiej jest zapamiętać, że np. 3 psy rasy dalmatyńczyk miały w mojej klinice ostatnio problem z trzustką, niż zwrócić uwagę na 10 różnie wyglądających kundelków z tym samym problemem, bo jednak wyglądają inaczej. Nierasowy nie oznacza zdrowszy, tylko tych populacji nikt nie pilnuje.
Efekt potwierdzenia owszem może występować, ale w dalszym ciągu - weterynarz niekoniecznie pyta, czy pies jest ZKwP, wiec w dalszym ciągu może uznać za rasowego psa w typie, którego przodkowie nie byli przebadani. :( No ale fakt, ten kto ma psa rasowego z założenia, ma większy budżet do przeznaczenia na psa (nawet, jeśli sam nie jest bogatą osobą, to tu nie ma wielkiego znaczenia).
>Według niego tworzenie ras jest procederem zupełnie sztucznym i złym; jego kundel jest istotą przewyższającą genetycznie każdego rasowego psa czy kota, bo został stworzony w sposób naturalny<
Ale przecież znaczna część ras powstała w sposób naturalny, np. większość szpiców czy molosów typu górskiego.
>Według niego tworzenie ras jest procederem (...) złym<
Cóż, człowiek od tysiącleci hoduje zwierzęta nie po to, żeby hodować (sztuka dla sztuki), ale ze względu na ich użytkowość. I po to zostały wyhodowane rasy - np. psów do polowań, pociągowych, owczarków, stróżujących, obronnych... Odnoszę wrażenie, że ten pan ma poglądy bliskie doktoryni Spurkini - że człowiek w ogóle nie powinien zwierząt hodować. Tylko gdyby nie rolnictwo (w tym hodowla zwierząt) to pan Gruber pewnie nadal rzucałby kamieniami w mamuty :D
Owszem, ale we wstępie do rozdziału autor daje długi wykład na temat sztuczności i nienaturalności hodowli. Nie dziw. Jest weterynarzem, nie hodowcą, więc w gruncie rzeczy nie musi się akurat na tym znać. No ale skoro chciał napisać książkę, to warto byłoby jednak trochę w temacie doczytać.
Jak napisałam, w dalszej części rozdziału trochę ta jego niechęć słabnie i raczej wytyka faktycznie istniejące problemy. Być może taka narracja wynika trochę z "targetu". Książka jest sygnowana przez jakieś wege organizacje i być może o to też Gruberowi trochę chodziło. Ale też przyznam, że jestem trochę "cięta" w tym temacie, bo ostatnio coraz częściej muszę wyjaśniać, czemu hodowanie zwierząt nie jest złem wcielonym i czemu kundel bury wcale zdrowszy być nie musi. I to otoczenia jakby coraz mniej to dociera. XD
Ale ogólnie to dość zabawna sytuacja: weterynarz przeciwnik hodowli zwierząt. Sądzę, że jakby mu powiedzieli: "od jutra pełen zakaz hodowania zwierząt i idziesz na bezrobocie", to natentychmiast zmieniłoby się jego stanowisko :D
Jestem ciekawa tej książki. Najbardziej wzrusza mnie cierpienie tych małych istotek. Nie wiem czy będzie podobać mi się stronniczość autora do hodowli, ale z chęcią bym przeczytała tę książkę. Świetne zdjęcia i kotek piękny! weruczyta
Trochę taki misz masz. Nie wiem, czy chcę się w to zagłębiać - jakby to były po prostu historie z życia weterynarza to bardzo chętnie, bo ta część mnie ogromnie ciekawi. Ale ta druga - niekoniecznie.
Po prostu zawsze kluczem jest uważne wybieranie hodowcy. ;) Wspierając dobre hodowle, możemy doprowadzać do eliminacji tych, które źle traktują zwierzęta.
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Hm, wiesz co, sama w trakcie lektury nie odczułam jakoś szczególnej niechęci autora do hodowli zwierząt rasowych (acz nie mogę teraz zweryfikować, bo książka została w domu, a ja na wyjeździe), wręcz pewien entuzjazm dla dobrych praktyk hodowlanych. Raczej taką postawę przeciwną hodowli na cechy skrajne i może odrobinę zniechęcenia (które często widać u weterynarzy wypowiadających się w socjal mediach, bo jednak na choroby predysponowane genetycznie częściej leczą zwierzęta rasowe - i jasne, samo obciążenie rasowe może jest jednym z wielu powodów, ale buduje pewne skojarzenia).
OdpowiedzUsuńJak napisałam, on to robi szczególnie mocno w samym wstępie i tam w moim odczuciu jest dość otwarta, generalna krytyka. A jeśli chodzi o weterynarzy: czy to faktycznie zwierzęta rasowe, których pochodzenie jest dobrze potwierdzone? W Polsce królują psy w typach ras z "rodowodami", które wiele z rasowymi psami nie mają, a wielu weterynarzy nie wnika zbyt dogłębnie w temat. Nie musi - weterynarz jest od leczenia, nie od hodowania. Ale nie zdziwiłabym się, gdyby ta kwestia dotyczyła właśnie psów w typie, których się po prostu nie bada genetycznie, a predyspozycje jednak pozostają.
UsuńPsy w typie to inna para kaloszy i wielu wetów działających w socjalmediach regularnie do tego tematu wraca. Myślę, że tu działają raczej trzy inne czynniki: 1) faktyczne predyspozycje, bo nie oszukujmy się, one istnieją, 2) błąd poznawczy zwany efektem potwierdzenia: jeśli dochodzisz do wniosku, że psy rasowe są bardziej chorowite, to wyraźniej zapamiętasz te przykłady, które potwierdzają twoje stanowisko (np. wet przyjmujący dziennie 5 rasowych psów i 5 nierasowych zapamięta wtedy ze szczegółami rasowce, a kundelki mu się w pamięci zatrą), 3) ludzie z rasowcami jednak częściej chodzą na kontrole, więc i różne choroby wykrywają wcześniej. Kundelki często jeszcze "zdychają ze starości" w wieku 5 lat, no bo przecież zdrowe były, po co do weta.
UsuńPredyspozycje w konkretnych rasach istnieją i na pewno łatwiej jest zapamiętać, że np. 3 psy rasy dalmatyńczyk miały w mojej klinice ostatnio problem z trzustką, niż zwrócić uwagę na 10 różnie wyglądających kundelków z tym samym problemem, bo jednak wyglądają inaczej. Nierasowy nie oznacza zdrowszy, tylko tych populacji nikt nie pilnuje.
UsuńEfekt potwierdzenia owszem może występować, ale w dalszym ciągu - weterynarz niekoniecznie pyta, czy pies jest ZKwP, wiec w dalszym ciągu może uznać za rasowego psa w typie, którego przodkowie nie byli przebadani. :( No ale fakt, ten kto ma psa rasowego z założenia, ma większy budżet do przeznaczenia na psa (nawet, jeśli sam nie jest bogatą osobą, to tu nie ma wielkiego znaczenia).
>Według niego tworzenie ras jest procederem zupełnie sztucznym i złym; jego kundel jest istotą przewyższającą genetycznie każdego rasowego psa czy kota, bo został stworzony w sposób naturalny<
OdpowiedzUsuńAle przecież znaczna część ras powstała w sposób naturalny, np. większość szpiców czy molosów typu górskiego.
>Według niego tworzenie ras jest procederem (...) złym<
Cóż, człowiek od tysiącleci hoduje zwierzęta nie po to, żeby hodować (sztuka dla sztuki), ale ze względu na ich użytkowość. I po to zostały wyhodowane rasy - np. psów do polowań, pociągowych, owczarków, stróżujących, obronnych... Odnoszę wrażenie, że ten pan ma poglądy bliskie doktoryni Spurkini - że człowiek w ogóle nie powinien zwierząt hodować. Tylko gdyby nie rolnictwo (w tym hodowla zwierząt) to pan Gruber pewnie nadal rzucałby kamieniami w mamuty :D
Owszem, ale we wstępie do rozdziału autor daje długi wykład na temat sztuczności i nienaturalności hodowli. Nie dziw. Jest weterynarzem, nie hodowcą, więc w gruncie rzeczy nie musi się akurat na tym znać. No ale skoro chciał napisać książkę, to warto byłoby jednak trochę w temacie doczytać.
UsuńJak napisałam, w dalszej części rozdziału trochę ta jego niechęć słabnie i raczej wytyka faktycznie istniejące problemy. Być może taka narracja wynika trochę z "targetu". Książka jest sygnowana przez jakieś wege organizacje i być może o to też Gruberowi trochę chodziło. Ale też przyznam, że jestem trochę "cięta" w tym temacie, bo ostatnio coraz częściej muszę wyjaśniać, czemu hodowanie zwierząt nie jest złem wcielonym i czemu kundel bury wcale zdrowszy być nie musi. I to otoczenia jakby coraz mniej to dociera. XD
Ale ogólnie to dość zabawna sytuacja: weterynarz przeciwnik hodowli zwierząt. Sądzę, że jakby mu powiedzieli: "od jutra pełen zakaz hodowania zwierząt i idziesz na bezrobocie", to natentychmiast zmieniłoby się jego stanowisko :D
UsuńOn chyba trochę zakłada, że to naprawdę po prostu samo by się działo jakimś cudem.
UsuńJestem ciekawa tej książki. Najbardziej wzrusza mnie cierpienie tych małych istotek. Nie wiem czy będzie podobać mi się stronniczość autora do hodowli, ale z chęcią bym przeczytała tę książkę. Świetne zdjęcia i kotek piękny!
OdpowiedzUsuńweruczyta
Sprawdzić na pewno warto! A no, Rota to urodzona modelka!
UsuńTrochę taki misz masz. Nie wiem, czy chcę się w to zagłębiać - jakby to były po prostu historie z życia weterynarza to bardzo chętnie, bo ta część mnie ogromnie ciekawi. Ale ta druga - niekoniecznie.
OdpowiedzUsuńWłaściwie nie miszmasz. Książka jest podzielona na dwie wyraźne części i, tak czy siak, mocno odwołuje się do jego życia.
UsuńZ tymi hodowlami, to prawda jak zwykle leży po środku. Bo w hodowlach różnych, w różnych krajach też dzieje się nie zawsze dobrze.
OdpowiedzUsuńPo prostu zawsze kluczem jest uważne wybieranie hodowcy. ;) Wspierając dobre hodowle, możemy doprowadzać do eliminacji tych, które źle traktują zwierzęta.
Usuń